Szczepienia dzieci i dorosłych – bardzo ważne komentarze świadomych rodziców z forum gazeta.pl

Szczepienia dzieci i dorosłych – bardzo ważne komentarze świadomych rodziców z forum gazeta.pl

Komentarze z portalu gazeta.pl:

cyt. „Zgodnie z tym co podają producenci szczepionek każda szczepionka chroni na max 5-10 lat przed zachorowaniem. Bez wnikania w szczegóły szczepień, które nie mają znaczenia dla mojego tutaj rozumowania, możemy więc uznać, że skoro ostatnie szczepienie obecnie jest w wieku 18 lat, to po max 10 latach, czyli w wieku 28 lat osobnik szczepiony ostatnio w wieku 18 lat nie jest już chroniony żadnym szczepiniem przeciwko żadnej chorobie, tak? Wobec tego wszyscy dorośli powyżej 28 roku życia żyją bez ochronnego działania szczepień, tak? Czy to nie dziwne, że nie zalewają nas epidemie gruźlicy, różyczki, świnki, odry, polio, wzw B i krztuśca?”

***

cyt. „Było tak: ugryzł mnie w łydkę pies kuzynki. Mały kundel podwórzowy. Nie mocno ale do krwi. Rana jakoś szczególnie zanieczyszczona nie była ale też nie została niczym odkażona, bo nic w okolicy nie było. Przyznaję ze wstydem, że nawet tego wodą z mydłem nie umyłam. Przelałam jakimiś perfumami na spirytusie ale to dopiero jakieś 2 godziny później, jak dotarłam do wujka, który ze środków odkażających dysponował tylko rzeczonymi perfumami (tak przynajmniej zeznał). Rana goiła się brzydko ale ja o niej zapomniałam na jakieś 6 tygodni. Po tym czasie zaczęły mnie w tej pogryzionej nodze (o pogryzieniu już nie pamiętałam) łapać potworne skurcze. Po kilku dniach dołączył się obrzęk. Taki jak w ciąży ale tylko w tej jednej nodze. Po dłuższym czasie (nie pamiętam już 2 może 3 tygodnie?) coś mi zaświtało, że to ta pogryziona noga. Zresztą, blizna była wciąż dość paskudna. I przez myśl mi przeszło, że to może być tężec. Udało mi się trafić (po prywatnych kontaktach) do PZH (obecnie NIH) z prośbą o badanie poziomu przeciwciał. Ichni ekspert potwierdził, że to może być tężec miejscowy (żaden z indagowanych przeze mnie lekarzy o takim nie słyszał nawet). Koniecznie chcieli mi podać dawkę przypominającą szczepienia p/tężcowi ale uparłam się, że na to mogę się zgodzić jedynie po badaniu poziomu przeciwciał, o ile będzie niski. Poziom przeciwciał wyszedł mi 30 razy większy niż minimalny uznawany za zabezpieczający przed chorobą. Dla mnie, ewidentny dowód na to, że właśnie kończyłam przechodzić tężec. Przypadłość ustąpiła całkowicie po ok. 6 tygodniach od pierwszych objawów. Nie leczyłam w żaden sposób.
Przeciwciała, z tego, co mi wiadomo, to w W-wie robią tylko w PZH (czyli NIH). Może zadzwoń do nich i zapytaj, czy ktoś to robi w Poznaniu. Powinni wiedzieć, bo to oni nadzorują choroby zakaźne na terenie całego kraju. To jest drogie badanie.”

***

cyt. „Zaskakuje mnie, że żaden lekarz z którym rozmawiałaś nie miał pojęcia o możliwości wystąpienia tężca miejscowego. Ale to tylko pokazuje ile oni wiedzą w ogóle. Szczepionkami odfajkowali ten rozdział i załatwione. No i wobec tego… kto wie ile mamy faktycznych przypadków tężca w Polsce? Podejrzewam, że takie przypadki jak twój mogą być w ogóle nie odnotowywane (bo ktoś w ogóle nie pójdzie do lekarza) lub nie zdiagnozowane jako tężec (nawet jeśli ktoś do lekarza trafi). Nie sądzisz? I może wtedy miast nastu przypadków na rok mamy kilkadziesiąt? A może nawet kilkaset?

I dzięki za PZH -> NIH. Masz rację, to na pewno dobry pomysł tam pytać gdzie można zrobić badania na przeciwciała.

I ciekawa jestem jak to jest z tym poziomem przeciwciał tutaj np. błonicy. Tj. ciekawi mnie czy to poszczepionkowo (chyba mało prawdopodobne po tylu latach co?), czy przechorowałaś bezobjawowo, czy normy przeciwciał są zaniżone (pod producentów szczepionek…?).”

***

cyt. „No i jeszcze taka myśl mnie naszła po przestudiowaniu kalendarza szczepień obowiązkowych, że zakładając, że szczepionka na tężec chroni np. ok. 5 lat to można by przypuszczać, że wiele dziec pewnie nie ma ochrony przeciwtężcowej w wieku między 11 a 14 rokiem życia. Dlaczego? Ano dlatego, że szczepionkę dostają w wieku 6 lat a potem dopiero w wieku lat 14. Osiem lat przerwy. A jak wiemy przeciwciała u jednych powstają, u innych nie, u jednych zanikają wcześniej niż u innych.”

***

cyt. „A ja bym chciała wiedzieć. Po części z powodów naukowych, po części z uwagi na zdrowie moje i moich dzieci. Kaakaa pisze, że takie badanie drogie jest. Nie znam póki co dokładnej ceny. Chciałabym jednak zrobić sobie badanie wszystkich przeciwciał i także dzieciom. Zwierzętom nie zaleca się często stosowania żadnych szczepionek dopóki są karmione (np. psy, koty, cielęta) bo z mlekiem matki dostają przeciwciała. Chciałabym więc wiedzieć czy ja moim dzieciom przekazałam np. przeciwciała przeciwko odrze skoro ją przechorowałam i na pewno przeciwciała mam. No i chciałabym wiedzieć jaki jest ich poziom u mnie, u nich. I super byłoby zrobić takie badanie np. teraz i potem za rok, za 2 lata, za 3… Po prostu by wiedzieć jak to się układa. Wiele chorób podobno także przechorowujemy bezobjawowo i nabywa odporność nie wiedząc o tym. Ja chorowałam tylko na odrę – w widoczny sposób. A może mam przeciwciała i na ospę i na krztusiec? Chciałabym sprawdzić. Ciekawi mnie to niezmiernie!

No i jeszcze apropo tężca..

A mianowice czytałam gdzieś, że nie sposób wytworzyć przeciwciała przeciwko tężcowi albowiem objawy chorobowe, które nazwano tężcem są spowodowane przez toksynę tj. truciznę, nie przez wirusa. A wobec tego są tacy, którzy uważają że nie można wytworzyć przeciwciał przeciwko truciznie. Że nie można uodpornić się na truciznę.”

***

cyt. „Kaakaa, uściślę przy twojej pomocy tylko to co ja wiem. ANA-toksyna to po prostu szczepionka, którą ew. podaje się tym zranionym, którzy z raną trafiają do lekarza, a którzy byli wcześniej szczepieni; zaś ANTY-toksyna to gotowe przeciwciała (surowica końska lub immunoglobulina ludzka). Zgadza się? ANTYtoksyna jest bardzo niebezpieczna, podobno u ok. 2% powoduje wstrząs anafilaktyczny. Ale podanie ANAtoksyny komuś kto nie był szczepiony wcześniej uznaje się za bezzsadne gdy osoba trafiła już do lakrza z raną, w której domniema się iż bytują w niej bakterie produkujące toksynę tężcową.

Mojemu synkowi zaproponowano ANTYtoksynę w szpitalu. Nie zgodziłam się. Oczywiście. W ogóle uważam że to ogromne (!!!) nadużycie proponować ANTYtoksynę, której podanie jest takie niebezpieczne jako zapobieganie tężcowi, chorobie, która tak rzadko się pojawia!”

***

cyt. „Chciałabym wiedzieć skąd maja takie dane bo osoby które biorą udział w badaniach szczepionek najczęściej są monitorowane przez 2 lata tylko. Poza tym o ile wiem badany jest poziom przeciwciał czy się utrzymuje i na jakim poziomie a nie czy dana osoba zachorowała na chorobę, na która została zaszczepiona. Ponieważ uważa się, ze osoby szczepione nie chorują na choroby, na które zostały zaszczepione, często są one źle diagnozowane. Musisz wziąć pod uwagę 2 rzeczy:
1. wysoki poziom przeciwciał nie jest równy odporności, to tylko jeden z wielu czynników, które się na nią składają.
2. szczepionki podnoszą poziom przeciwciał u około 60-90% (zależy od szczepionki) szczepionych
to są fakty które podawane są nawet na niektórych ulotkach, co do tych nie podawanych faktów trzeba wziąć jeszcze pod uwagę:
1. „point of entry” drogę którą podaje się szczepionkę- jesteśmy ewolucyjnie wyposażeni w systemy radzące sobie z patogenami jeśli dostają się one do naszego organizmu normalnymi drogami: przez skore, drogi oddechowe czy system pokarmowy. Szczepionki omijają te naturalne systemy defensywy,
2. prócz patogenów szczepionki zawierają cala listę substancji dodatkowych: aluminium, rtęć (prawie wszystkie na grypę nadal maja rtęć), formalinę, substancje zapobiegające zamrażaniu, obce białka.
3. wbrew pozorom szczepionki nie są sterylnie czyste, niemożliwe jest wyprodukowanie szczepionki robionej na tkankach zwierzęcych (czy ludzkich) i wyeliminowanie wszystkich innych wirusów czy bakterii które na tych tkankach rosną. Dlatego co jakiś czas na światło dzienne wypływają informacje ze serie szczepionki są wycofane z racji skażenia wirusami zwierzęcymi. Szczególnie chodzi tu o retrowirusy, które wbudowują się w DNA zwierzęce.

Wracając do twojego pytania: nie zalewają nas epidemie po 10 latach od szczepienia bo nie zalewają nas także jeśli wcale nie jesteśmy szczepieni. Uczę teraz dzieci w domu własne i należymy do grupy spotykającej się regularnie. W tej grupie jest 30 dzieci uczonych w domu, wszystkie prócz Kuby i chłopca, który ma autyzm nieszczepione. I kto choruje? Tylko ten chłopiec, który notabene stracił mowę 14 dni po szczepieniu MMR. Kuba już nie choruje, bo go leczymy od 3 lat z powodu powikłań poszczepiennych..”

***

cyt. „Kasiu, dziękuję bardzo za twoją odpowiedź. Wiesz, ja to pytanie, o to czy możemy uznać, że całość dorosłej populacji nie jest „chroniona” szczepieniami, zadałam trochę prowokacyjnie. Bo jakoś nikt o tym nie mówi. Większości wydaje się, że żyją w dobrym zdrowiu tylko dzięki wspaniałym osiągnięciom medycyny, w tym dzięki szczepionkom.

Okres istnienia przeciwciał podałam ot ak, zaokrąglając by uwypuklić dalsze rozumowanie. I wiem, tak jak i ty, że jakiekolwiek dane są raczej domniemane niż naukowo dowiedzione. Ale dziękuję jeszcze raz za upewnienie mnie w tym co wiem.”

***

cyt. „No właśnie – też mi ostatnio chodzi po głowie temat szczepień u dorosłych – nie znam dorosłej osoby, która by się doszczepiała na cokolwiek od czasów szkolnych. Nie spotkałam się również z przypadkiem, aby jakiś lekarz o tym przypominał. Czytam sobie, że większość szczepień uodparnia na pięć do ośmiu lat, wychodzi mi zatem, że właściwie całe dorosłe społeczeństwo nie jest uodpornione. Co śmieszne, dorośli na ogół ciężej przechodzą choroby wieku dziecięcego, więc tym bardziej powinni mieć te straszliwe powikłania, którymi się straszy wyłącznie matki a potem jakoś o tym zapomina. Notabene moja córa w zeszłym roku trzy razy miała kontakt z ospą – wszystkie chore dzieci były szczepione, moja nie i tylko ona nie zachorowała…”

***

cyt. ”

Koleżanka szczepiła ostatnio swoje dziecko – niestety nie pamiętam na co (18mcy), ale wiem, że to była druga dawka – pierwszą kupiła skojarzoną, drugą dziecko dostało bezpłatną, to były trzy zastrzyki. I tak się zastanawiam, jak wpływa na organizm i na odporność podanie dwóch różnych szczepionek.
Poza tym – jak to jest z dawkami, czy ja słusznie mniemam, że np. noworodkowi o wadze dajmy na to 2,8kg i takiemu 4,6kg podaje się tę samą dawkę szczepionki? Lekarka w przychodni nie pytała o wagę dziecka, nie zważyła małej na miejscu. O ile ja pamiętam, to kiedy szczepiłam kota, dawka szczepionki była uzależniona od jego wagi, tak samo zresztą jak i innych leków – z dziećmi tak nie jest? Sorry jeśli pytanie jest naiwne, nie mam w temacie szczepień dzieci żadnego doświadczenia.
My trafiliśmy na bardzo sensowną pediatrę – wielbicielka ziołolecznictwa z delikatnym podparciem lekami, wszystko w równowadze. Kiedy dowiedziała się, że nasza córka jest nieszczepiona zaprosiła nas na długa rozmowę, pytała dlaczego (ale bez agresji), pytała, czy i jak wzmacniamy odporność dziecka i uszanowała nasze zdanie. PROSIŁA, żeby się zastanowić nad WZW, tężcem i meningokokami, bo stwierdziła, że kiedy pracowała w szpitalu meningokoki przysporzyły jej paru siwych włosów. Generalnie stwierdziła, że całą resztą możemy się nie przejmować, może jeszcze ewentualnie różyczką, ale to już w wieku „rozwojowym” jeśli dziecię wcześniej nie przechoruje. I, że cały obowiązujący w naszym kraju kalendarz szczepień jest do wymiany i przede wszystkim do rozciągnięcia na dużo dłuższy czas – podobno swoje dzieci zaszczepiła, ale też później niż to było zalecane i też nie na wszystko. Mówiła też, że za każdym razem, kiedy rusza jakaś kampania reklamowa szczepień np. na rotawirusy ma poczekalnię pełną załzawionych matek, rozpaczających nad tym, że do tej pory nie zaszczepiły i są wyrodne i pewnie dziecko zaraz umrze – i nie sposób takim rodzicielkom wytłumaczyć, że wszystko jest OK – siła reklamy jest przepotężna.
Moja Bianka była na cycku dwa lata, bardzo dużo przebywa na dworze (zwłaszcza w lesie) niezależnie od pogody, żre co popadnie, najchętniej z ziemi, w domu nie jest za czysto. Od urodzenia spała z kotem. Po domu biega zazwyczaj bez skarpet – mamy 15 stopni w porywach do 16, w lecie też nie sposób jej namówić na założenie butów – lata wszędzie boso. Nie stronimy od ludzi, nie robię problemów jak ktoś na nią kichnie, bawi się z przeziębionymi dziećmi. Póki co, nic nie robi na niej wrażenia – nie wiem, czy akurat właśnie powyższe czynniki mają wpływ, zapewne choroby zaczną się jak pójdzie do przedszkola – ale nie o to mi chodzi, żeby w ogóle nie chorowała, bo mam wrażenie, że to też buduje odporność, tylko, żeby jej organizm umiał sobie w miarę łatwo poradzić. Do tej pory miała dwa katary – leczone inhalacjami i solą fizjologiczną. Chyba wolę, żeby wszystkie te straszliwe choroby wieku dziecięcego przechorowała, jakoś mam wrażenie, że organizm łatwiej sobie z nimi poradzi niż ze szczepionkami.”

Opis rozmaitych szczepionek

Autor: Ian Sinclair;
Tłumaczenie: Elżbieta Strózik
Źródło: „Nexus” nr 3 (5) 199
źródło polskie – Astromaria

Szczepionka zostaje dopuszczona do użytku, tylko wtedy gdy okazuje się bezpieczna i skuteczna. („Zasady Praktyki Chorób Zakaźnych”, Mandell, Douglas i Bennett) [oficjalna regułka]

SZCZEPIONKA PRZECIWKO KOKLUSZOWI

Szczepionka przeciwko kokluszowi jest łączona ze szczepionką przeciwko dyfterytowi i tężcowi i znana jest jako Di-Per-Te lub szczepionka o trzech antygenach. Profesor Gordon Stewart w artykule na temat kokluszu („Here’s Heath”, marzec 1980) tak komentuje historię tej szczepionki w Wielkiej Brytanii: Wprowadzona w roku 1957 szczepionka ta podana została do roku 1960 70 procentom dzieci poniżej 2 roku życia i ponad 70 procentom wszystkich dzieci do roku 1969. Public Health Laboratory Service (Laboratorium Służby Zdrowia Publicznego) monitorowało program narodowy od roku 1957 do 1968. W roku 1969 doniesiono, że te szczepionki „nie były zbyt skuteczne” i że zawiodły w kontroli epidemii choroby lub nie ochroniły w pełni szczepionych dzieci przed infekcją. W tym czasie ilość dzieci szczepionych wzrosła do 80 procent lub więcej i z raportów wynika, że nadal postępował spadek występowania i ciężkości przebiegu kokluszu. Jednocześnie stwierdzono, że u w pełni zaszczepionych dzieci występował nie tylko koklusz, ale również poważne skutki uboczne szczepionki, które wywoływały problemy i dawały powody do niepokoju. Analiza przypadków zachorowań w czasie wcześniejszych prób stosowania szczepionki przeciwko kokluszowi podawanej pojedynczo (to znaczy nie jako część potrójnej szczepionki) w USA i w Wielkiej Brytanii wykazała, że połączenie jej z dwiema innymi sprawia, że potrójna szczepionka wywołuje więcej skutków ubocznych, włącznie z dotyczącymi serca i układu nerwowego. Te reakcje uboczne to między innymi szok, zapaść, konwulsje i napady spazmatycznego płaczu. Wszystkie te objawy obserwowano we wcześniejszych próbach u części dzieci, które otrzymały jedynie szczepionkę przeciwko kokluszowi. Objawy takie były nadzwyczaj rzadkie lub całkowicie nieobecne przy wcześniejszym stosowaniu pozostałych dwóch komponentów potrójnej szczepionki.

Więcej światła rzucono na ten problem, kiedy prof. W. Ehrengut z Hamburga i dr John Wilson z kolegami ze szpitala dla chorych dzieci (Hospital for Sick Children) przy ulicy Great Ormond w Londynie stwierdzili niezależnie od siebie, że u niektórych dzieci zaczynają występować oznaki poważnego uszkodzenia mózgu wkrótce po wystąpieniu reakcji ubocznych spowodowanych przez potrójną szczepionkę. Mniej więcej w tym samym czasie ukazało się w prasie wiele doniesień z różnych części Wielkiej Brytanii dotyczących zdrowych dzieci, u których po otrzymaniu potrójnej szczepionki wystąpiło opóźnienie umysłowe lub paraliż. Kierując się radą swoich komitetów doradczych w odpowiedzi na te raporty rząd ponownie potwierdził skuteczność i bezpieczeństwo szczepionki przeciw kokluszowi, nalegając, aby ten komponent pozostał w potrójnej szczepionce. Twierdzono również uparcie, że wysoki poziom szczepień wśród dzieci w różnym wieku musi zostać utrzymany, jeśli epidemie mają być opanowane. W tym czasie, w roku 1974, poziom szczepień u dzieci wynosił od 70 do 90 procent. Ostatnią epidemię kokluszu odnotowano w latach 1970-1971, a ponieważ epidemicznie stale występował on co 3-4 lata, następnej epidemii spodziewano się w lalach 1974-1975, co też rzeczywiście nastąpiło. To stworzyło okazję do sprawdzenia skuteczności szcze­pionki przeciwko kokluszowi. Wkrótce stało się oczywiste, że ochrona była znowu niekompletna, a w najlepszym wypadku okresowa, oraz że we wszystkich raportach opublikowanych w tym czasie odsetek zachorowań u dzieci w pełni zaszczepionych wynosił 30-40 procent. W międzyczasie nadal krążyły raporty dotyczące uszkodzeń mózgu, które doprowadziły do debat między ekspertami oraz w Parlamencie w sprawie bezpieczeństwa tej szczepionki. Główny Komitet Doradczy (Joint Committee on Immunisation and Vaccination – Połączony Komitet ds. Immunizacji i Szczepionek) obstawał przy swoim punkcie widzenia (po raz pierwszy wyrażonym w roku 1974), że jest ona skuteczna i bezpieczna i że uszkodzenia mózgu, jeśli w ogóle występują, są nadzwyczaj rzadkie i nie dotyczą więcej niż jednego na 300000 szczepionych dzieci. Niemniej podkreślano konieczność zachowania ostrożności i zalecono niepodawanie tej szczepionki dzieciom, które wykazywały objawy zaburzeń systemu nerwowego lub takie objawy występowały w historii ich rodziny, bądź takim, które źle reagowały na pierwsze lub drugie wstrzyknięcie. W tamtym czasie w wielu środowiskach występowały wątpliwości, na które rząd odpowiedział powołując za pośrednictwem Komitetu Bezpieczeństwa Leków specjalny zespół ekspertów mający dokonać analizy toksyczności tej szczepionki. Wtedy również wprowadzono w roku 1978 system odszkodowań dla rodziców dzieci poszkodowanych w wyniku szczepień. Miedzy rokiem 1974 i 1978 zaczęła maleć akceptacja dla szczepionki przeciwko kokluszowi. Władze odpowiedzialne za zdrowie zaczęty oferować podwójną szczepionkę (dyfteryt-tężec) i to okazało się, razem ze szczepionką przeciwko poliomyelitis (paraliż dziecięcy), do zaakceptowania i bez wątpienia bezpieczniejsze. W tej sytuacji doradcy rządowi przewidywali katastrofalną epidemię kokluszu w nie chronionej populacji. Zgodnie z trzy-czteroletnim cyklem w roku 1977 miała rozpocząć się następna epidemia, co potwierdził wzrost liczby zachorowań, który trwał przez następne dwa lata (1978-1979). Ogólna ich liczba wzrosła do takiego poziomu, że była to największa epidemia od roku 1967. Procent śmiertelności był jednak mniejszy niż zawsze, choć niewątpliwie ogólny schemat wcześniejszych epidemii został powtórzony, z tym, że zaobserwowano wysoki odsetek zachorowań wśród dzieci w pełni zaszczepionych. W tym czasie po raz pierwszy wystąpiła wyraźna różnica w sprawozdaniach z różnych części kraju. Niektórzy obserwatorzy donosili o niskiej lub nawet zerowej liczbie przypadków wśród dzieci szczepionych, podczas gdy inni stwierdzali bardzo małą różnicę między dziećmi szczepionymi i nie szczepionymi. Międzynarodowa sytuacja była równie zagmatwana. W niektórych krajach, takich jak USA i Kanada, szczepionka przeciwko kokluszowi była stosowana intensywnie i twierdzono, że koklusz jest chorobą zanikającą. Mimo to w obu tych krajach od roku 1974 zarejestrowano epidemie tej choroby, które (podobnie jak w Wielkiej Brytanii) w 30-50 procentach dotyczyły dzieci w pełni zaszczepionych. W Republice Federalnej Niemiec, głównie dzięki badaniom prof. Ehrenguta dotyczącym toksyczności tej szczepionki, w Hamburgu zaniechano jej stosowania, nie notując przy tym żadnego wzrostu liczby zachorowań lub śmiertelności spowodowanej przez koklusz. Podobny spadek bez szerokiego stosowania tej szczepionki wystąpił w Egipcie i Włoszech. Nie ulega wątpliwości, że w samej tylko Wielkiej Brytanii zupełnie niepotrzebnie kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy dzieci cierpiało z powodu nieodwracalnych uszkodzeń mózgu i że w konsekwencji zostało złamane życie zarówno ich, jak i ich rodziców. Poza tym wyjaśnienia wymaga pewna liczba przypadków śmiertelnych po szczepieniu w Wielkiej Brytanii i USA. Nie widzę żadnego sensu ani uzasadnienia dla tego rodzaju polityki medycznej i uważam, że dalsze stosowanie szczepionki przeciwko kokluszowi powinno być wstrzymane, dopóki nie rozwieje się tych wątpliwości za sprawą staranniejszych badań lub lepszej szczepionki.

Szczepionki DPT a śmierć łóżeczkowa (SIDS)

Powyższa tabelka pochodząca z publikacji „Infectious Diseases” („Choroby zakaźne”) wydanej przez WHO wyraźnie pokazuje nieefektywność szczepionki przeciwko kokluszowi. (Źródło: Community Disease Surveillance Centre – Centrum Śledzenia Chorób Społecznych).

Według „Morbidity and Mortality Weekly Report” („Raport Tygodniowy Zachorowalności i Śmiertelności”; 5 lipiec 1975) w Waszyngtonie w USA między 1 stycznia i 1 października 1984 roku wystąpiła epidemia kokluszu i objęła 162 przypadki. 69 z nich dotyczyło dzieci między 3 miesiącem i 6 rokiem życia. Raport donosi: „Spośród 69 pacjentów ze znanym stanem immunizacji w wieku od 3 miesięcy do 83 miesiąca życia (6 lat) 34 (49%) było odpowiednio immunizowanych zgodnie z ich wiekiem surowicą przeciwko dyfterytowi i tężcowi oraz szczepionką przeciw kokluszowi”. 2 września 1978 roku NBC News, Floryda, USA, wydało następujące oświadczenie: „Centrum Kontroli Chorób w Atlancie (The Atlanta Center for Desease Control – CDC) poprosiło lekarzy o wstrzymanie szczepień przeciwko dyfterytowi, tężcowi i kokluszowi, ponieważ u wielu dzieci wystąpiły nieprawidłowe reakcje”. Należy do nich również syndrom nagłej śmierci dzieci (śmierć w kołysce) znany jako SIDS (Sudden Infant Death Syndrome – Syndrom Nagłej Śmierci Noworodka). Dr Alan Hinman, dyrektor Centrum Kontroli Chorób w Atlancie, stwierdził: „Odkąd w roku 1978 CDC wprowadziło swój system monitorowania, uzyskaliśmy raporty o 44 przypadkach śmiertelnych występujących w ciągu 4 tygodni od zaszczepienia na Di-Per-Te. 32 z tych przypadków śmierci to SIDS”. Leon Chaitow („Vaccination and Immunisation” – „Szczepienia i immunizacja”) wskazuje na badania podjęte w roku 1979 na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA) sponsorowane przez Urząd ds. Leków i Żywności (FDA), potwierdzone przez inne badania, które wykazały, że w USA rocznie umiera około 1000 dzieci w wyniku szczepień Di-Per-Te i że przypadki te są klasyfikowane jako SIDS. Dr William Torch, znany neurolog dziecięcy z Uniwersytetu Stanu Nevada w Reno, USA, podjął badania nad przypadkami SIDS. W jednym z badań odkrył, że 2/3 ze 103 dzieci, które zmarło na SIDS otrzymało szczepionkę Di-Per-Te w okresie 3 tygodni przed śmiercią. Część z nich zmarła w ciągu jednego dnia po szczepieniu. W roku 1982 dr Torch stwierdził, że szczepionka Di-Per-Te „może być ogólnie nie rozpoznaną przyczyną SIDS”. Siostra Joyce Lubke w swojej książce „I Had No Say” („Nie musiałam mówić”) podaje:

Kiedy szczepień dokonywano w wieku 3 miesięcy, szczyt śmierci w kołysce przypadał między 3 i 4 miesiącem. Teraz mówi się nam, że szczyt wypada między 2 i 3 miesiącem. Dzieje się tak, odkąd szczepienia wykonywane są w 2 miesiącu. Wydaje mi się, że jest pewien związek między śmiercią w kołysce i szczepieniami.

W „Health Report” (vol. 6, nr 12, grudzień 1986) dr H. Buttram i J. Hoffman opisują badania prowadzone przez oddział pediatrii wydziału medycyny na Uniwersytecie Kalifornijskim na 145 ofiarach SIDS. Z tej liczby 53 otrzymało szczepionkę DPT krótko przed swoją śmiercią. Z tych 53 dzieci 27 zmarło w ciągu miesiąca od chwili otrzymania szczepionki, 17 w ciągu tygodnia, a 6 w ciągu 24 godzin. W swojej książce „How To Raise A Healthy Child In Spite of Your Doctor” („Jak wychować zdrowe dziecko wbrew lekarzowi”) dr Robert Mendelsohn pisze:

Według moich podejrzeń, które podzielają z inni członkowie mojej profesji, około 10 000 przypadków śmierci SIDS, które występują co roku w USA, ma związek z jedną lub więcej szczepionek rutynowo podawanych dzieciom. Szczepionka przeciwko kokluszowi jest najbardziej prawdopodobnym winowajcą, niemniej winne temu mogą być także inne.

Dr Archie Kalokerinos, który także zaobserwował istnienie związku między SIDS i szczepieniami, zanotował, że wiele zdrowych dzieci aborygeńskich doznało po szczepieniach szoku i zmarło. Przemawiając na zjeździe poświęconym zagadnieniom zdrowia w Stanwell Tops w Nowej Południowej Walii (24 maja 1987 roku), stwierdził odnośnie szczepionki przeciwko kokluszowi:

Najgorszą ze wszystkich jest szczepionka przeciwko kokluszowi… jest ona odpowiedzialna za wiele przypadków śmiertelnych i za to, że wiele dzieci cierpi na nieodwracalne uszkodzenia mózgu. U dzieci wrażliwych, uszkadza ona ich system immunologiczny, prowadząc do nieodwracalnych uszkodzeń mózgu lub poważnych ataków, a nawet śmierci w wyniku takich chorób jak: zapalenie płuc lub zapalenie żołądka i jelit oraz innych.

W swojej dobrze udokumentowanej książce „A Shot in The Dark” („Strzał w mrok”) jej autorzy H. Coulter i B. Fisher wyliczają potencjalne reakcje i efekty uboczne wywoływane przez szczepionkę Di-Per-Te. Obejmują one reakcje skórne, gorączkę, wymioty, biegunkę, spazmatyczny płacz, zapalenie mózgu, cukrzycę, hipoglikemię i SIDS. W USA w roku 1984 Edward Brandt jr, zastępca Sekretarza Zdrowia, stwierdził w swoim wystąpieniu w Kongresie, że z dokonanych szacunków wynika, iż co roku szczepionce Di-Per-Te towarzyszy:

  • 150 przypadków zapalenia mózgu lub jego uszkodzeń;
  • 50 uszkodzeń trwałych;
  • 9000 przypadków konwulsji;
  • 9000 przypadków zapaści – stan podobny do szoku, w którym dziecko staje się bezwładne, blade i na nic nie reaguje;
  • 17 000 przypadków nienormalnych wysokotonowych krzyków;
  • 25 000 przypadków gorączki dochodzącej do co najmniej 40,5 QC;
  • 450000 przypadków nieukojonego płaczu trwającego od 1 do 20 godzin.

 

W roku 1985 w USA zespół telewizji ABC, znany jako 20/20, odkrył wielką ilość udokumentowanych przypadków tragicznego wpływu szczepionki Di-Per-Te. Zespół 20/20 stwierdził, że wiele z tych informacji było ukrywanych przez firmy produkujące leki i że znaczna ich część była znana zarówno rządowi, jak i władzom medycznym, które nie podjęły w tej sprawie żadnych działań. Zespół 20/20 oszacował, że w ponad 2 500 przypadków poważnych reakcji ubocznych, łącznie z uszkodzeniami mózgu, i ponad 60 przypadków śmierci, miało związek ze szczepionką przeciwko kokluszowi. Dowody dotyczące zagrożenia związanego z tą szczepionką pochodzą nawet z tak odległego okresu, jak rok 1948. Zespół 20/20 odkrył, że urzędnicy rządowi, lekarze i producenci szczepionek organizowali zebrania wysokiego szczebla dotyczące niebezpieczeństwa, jakie stwarza podanie tej szczepionki, nie informując o tym opinii publicznej!

Uwaga: W USA koszt pojedynczej szczepionki wzrósł o 1000 procent z 11 centów w roku 1982 roku do 11,40 dolarów w roku 1987. Producenci tej szczepionki przeznaczali 8 dolarów z każdego szczepienia na pokrycie kosztów prawnych i szkód, które byli zobowiązani wypłacać rodzicom dzieci, które doznały uszkodzenia mózgu lub zmarły po jej podaniu.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO POLIO

Ta szczepionka jest bezpieczna i nie da się zrobić bezpieczniejszej szczepionki od bezpiecznej (Z wypowiedzi dra Jonasa Salka na temat jego własnej szczepionki przeciwko polio wygłoszonej w roku 1955).

Pierwszą próbę szczepionki Salka (polio) na dużą skalę przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych 26 kwietnia 1954 roku. Zaszczepiono wówczas około 440 000 dzieci. Po prawie roku badań 12 kwietnia 1955 roku przedstawiono pierwsze wyniki. Fundacja ds. Paraliżu Dziecięcego (Foundation for Infantile Paralysis) ogłosiła światu, że szczepionka stworzona przez dra Jonasa Salka jest „bezpieczna, silna i skuteczna”. To złożone amerykańskiej opinii publicznej oświadczenie na temat skuteczności szczepionki przeciwko polio wywołało ogólnonarodową falę radości, zaś dra Salka okrzyknięto bohaterem narodowym. Hollywood chciało nawet nakręcić film o jego życiu. W ciągu dwóch tygodni po tym oświadczeniu nastąpiło prawdziwe nieszczęście. 24 kwietnia 1955 roku u ostatnio zaszczepionego dziecka doszło do zachorowania na paraliż dziecięcy. 2 dni później Departament Zdrowia Stanu Kalifornia poinformował Narodowy Instytut Zdrowia (The National Institute of Health), że u sześciorga dzieci rozwinęło się polio w ciągu tygodnia do 10 dni po pierwszym zastrzyku. W wyniku badań stwierdzono jeszcze około 250 przypadków zachorowań związanych z tą szczepionką, z których 150 zakończyło się częściowym lub całkowitym paraliżem, a jedenaście zgonem. Ta epidemia zyskała wkrótce nazwę Cutter Disaster (Nieszczęście Cutter – od nazwy firmy, która przygotowała szczepionkę). W podsumowaniu tej tragedii opublikowanym w roku 1956 przez Krajowe Stowarzyszenie Przeciwko Wiwisekcji (National Antivivisection Society) dr M. Beddow Bayly napisał:

12 kwietnia 1955 roku, w dziesiątą rocznicę śmierci prezydenta Franklina Roosevelta, Fundacja ds. Paraliżu Dziecięcego oznajmiła światu za pośrednictwem środków masowego przekazu, że szczepionka opracowana przez dra Jonasa E. Salka jest „bezpieczna, silna i skuteczna”.

Na spotkaniu 500 lekarzy i naukowców w Ann Arbor w stanie Michigan dr Salk i dr Francis przedstawili tak wyciskające łzy proklamacje dotyczące szczepionki, że prawie każda gazeta amerykańska oznajmiała, iż dr Salk wyeliminował poliomyelitis (paraliż dziecięcy).

Zaledwie 13 dni po tym, jak szczepionka została uznana przez całą amerykańską prasę i radio za jedno z największych odkryć medycznych tego stulecia oraz w 2 dni po oświadczeniu brytyjskiego Ministra Zdrowia, że pozwoli produkować tę szczepionkę, nadeszły pierwsze wiadomości o tragedii. Dzieci szczepione jednym rodzajem szczepionki zachorowały na paraliż dziecięcy. W ciągu następnych dni zaczęły napływać dalsze zgłoszenia zachorowań – niektóre z nich były rezultatem podania innych rodzajów tej szczepionki. Potem przyszła następna i zupełnie niespodziewana komplikacja. Lekarz urzędowy w Denver (Denver Medical Officer), dr Florio, doniósł o pojawieniu się, jak to nazwał, „satelity” polio, tj. przypadków wystąpienia tej choroby u rodziców i innych osób kontaktujących się ze szczepionymi dziećmi, które po kilku dniach pobytu w szpitalu wróciły do domu. Dzieci te przekazywały chorobę innym, chociaż same na nią nie cierpiały. 23 czerwca 1955 roku Amerykańska Publiczna Służba Zdrowia oświadczyła, że zgłoszono już 168 potwierdzonych przypadków poliomyelitis u szczepionych dzieci, w tym 6 przypadków śmiertelnych, oraz 149 przypadków zachorowań na tę chorobę wśród osób kontaktujących się z dziećmi, którym podano szczepionkę Salka, w tym 6 przypadków śmiertelnych. Jeśli chodzi o przypadki „satelitarne” sytuacja była dużo gorsza. Według dra Florio dzieci zaszczepione złą szczepionką stały się nosicielami wirusa. Z jego szacunków wynika („Daily Express”, 16 maj 1955), że wszystkie 1 500 zaszczepionych w Denver dzieci stało się nosicielami. „Stworzyliśmy grupę nosicieli” – powiedział – „potem będzie druga grupa i tak dalej. I tak ten cykl będzie się dalej toczył”. To bardzo niepokojące. Niektóre z osób, które kontaktowały się z nosicielami zapadły na tę chorobę w jej najbardziej śmiertelnej formie. Przerwa między szczepieniem i pierwszymi oznakami paraliżu wahała sic od 5 do 20 dni i w dużej liczbie przypadków zaczynał się on od ramienia, w które podano szczepionkę. Inną cechą tej tragedii było to, że liczba rozwijających się przypadków polio była znacznie wyższa, niż należałoby się spodziewać przy braku szczepień. W rzeczywistości w stanie Idaho, zgodnie ze stwierdzeniem podanym przez dra Carla Eklunda, jednego z czołowych rządowych wirusologów, wirus uderzał tylko w szczepione dzieci, nawet w miejscach, w których od poprzedniej jesieni nie notowano zachorowań. W 9 na 10 przypadków paraliż występował w ramionach, w które wstrzyknięto szczepionkę („News Chronicle”, 6 maj 1955). W artykule zamieszczonym w „Time’ie” (30 maj 1955) napisano: „Ostatecznie za niepowodzenie tej szczepionki obarczono winą także Krajową Fundację (National Foundation), która nadając jej przez lata rozgłos doprowadziła do wzrostu zagrożenia polio oraz wprowadzenia szczepień przy pomocy ewidentnie niewłaściwie przygotowanego preparatu”. To nieszczęście okazało się pierwszym ogniwem w łańcuchu zdarzeń, które usunęły w końcu szczepionkę Salka z USA. 15 października 1955 roku wychodząca w Waszyngtonie „The American Capsule News” opublikowała następujące oświadczenie:

RAPORT DOTYCZĄCY SZCZEPIONKI SALKA. Ci, którzy z nadzieją uwierzyli w opowieści producentów i Krajowej Fundacji Paraliżu Dziecięcego (National Foundation for Infantile Paralysis) o szczepionce Salka zostali pozbawieni iluzji i rozczarowani. Zamiast zlikwidowania polio w wielu stanach i miastach wyraźnie wzrosła liczba przypadków zachorowań na tę chorobę.

Epidemia polio po szczepionce na polio

Najgorsza w historii stanu Massachusetts epidemia polio wystąpiła po podaniu szczepionki Salka 130 000 dzieci. W porównaniu z 273 przypadkami polio, które wystąpiły w roku 1954, w roku 1955 było ich już 2027 i władze natychmiast zakazały stosowania tej szczepionki. Podobny wzrost zachorowań wystąpił w innych stanach: w Connecticut liczba zanotowanych przypadków wzrosła ze 144 w roku 1954 do 275 w roku 1955, w New Hampshire z 38 do 129, w Rhode Island z 22 do 122, w stanie Nowy Jork z 469 do 764, w Wisconsin z 326 do 1655. Specjaliści ds. zdrowia publicznego stanu Idaho odkryli, że: (a) choroba zaatakowała miejsca, w których wcześniej nie występowała; (b) zachorowały tylko dzieci zaszczepione i (c) pierwsze objawy paraliżu pojawiały się w ramieniu, w które wstrzykiwano szczepionkę. Podczas konwencji AMA (American Medical Association), która odbyła się w tym samym roku. człowiek odpowiedzialny za nadzór nad największą akcją szczepień przeciwko polio, Naczelny Lekarz Leonard Scheele, stwierdził: „Nie można udowodnić, że dana seria szczepionki jest bezpieczna, dopóki nie poda się jej dzieciom”.

W roku 1958 masowe szczepienia spowodowały dramatyczny wzrost występowania przypadków polio w USA i Kanadzie. Największy, bo wynoszący 700 procent, wzrost wystąpił w Ottawie w Kanadzie. Do największej liczby zachorowań doszło w tych stanach USA, w których wprowadzono obowiązkowe szczepienia przeciwko polio. Oto dane przytoczone w książce Hannah Allen „Don’t Get Stuck” („Nie daj się nabrać”). W wyniku przeprowadzonych na terenie całego kraju w roku 1954 i 1955 kampanii na rzecz szczepień przeciwko polio nadzorujący szczepienia dr Langmuir z Publicznej Służby Zdrowia USA (Public Health Service) stwierdził: „Przewiduję, że w roku 1957 będzie mniej niż 100 przypadków paraliżu spowodowanego przez polio w całych Stanach Zjednoczonych”. Według Hannah Allen w roku 1957 w USA „prawie połowa przypadków polio u dzieci między 5 i 14 rokiem życia wystąpiła u tych, które zaszczepiono. Jak stwierdzono, przyczyną tego było szczepienie”. W roku 1958 na 6029 zgłoszonych zachorowań wystąpiło 3 122 przypadków paraliżu, a w roku 1959 roku na 8 577 zachorowań – 5 694 przypadków paraliżu, z których 1000 wystąpiło u osób szczepionych trzy lub więcej razy.

Godne uwagi jest to, że cztery z pięciu firm wstrzymało produkcję szczepionki Salka ze względu na jej niepowodzenie oraz z powodu wytoczenia przeciwko nim procesów sądowych. Jedyną amerykańską firmą, która nadal produkowała tę szczepionkę, była American Cyanamid (Lederle), jednak nie dawała ona gwarancji, że jest ona bezpieczna lub skuteczna. (Co ciekawe, pracownicy American Cyanamid nie szczepili własnych dzieci przeciwko polio!). Nowa szczepionka przeciwko polio, znana pod nazwą Sabin, została zatwierdzona do produkcji w USA w roku 1960 i szybko wyparła szczepionkę Salka. W tym samym roku odkryto niepokojący defekt ich obu. Dwóch wirusologów, dr B.H. Sweet i dr M.R. Hilleman, odkryło, że szczepionki przeciwko polio były zakażone wirusem (znanym jako SV40) powodującym nowotwory złośliwe u osesków chomików. Do czasu tego odkrycia tę zarażoną wirusem SV40 szczepionkę podano milionom dzieci. „Medical Journal of Australia” (17 marzec 1973, str. 555) podaje następującą informację dotyczącą tego zakażenia:

Ten sposób myślenia doznał gwałtownego wstrząsu, gdy przyszło pierwsze ostrzeżenie, że coś było nie w porządku z komórkami nerkowymi małp szeroko stosowanymi jako tkanka pierwotna, zwłaszcza w produkcji szczepionki przeciwko poliomyelitis. Do dzież tej tkanki wyizolowano ponad 40 małpich wirusów. Obejmują one wirusa B, o którym wiadomo, że powoduje zapalenie mózgu u ludzi, i SV40, który może wywoływać nowotwory u chomików, jak również zmiany w kulturach ludzkich komórek. Do dziś nie było oznak, że kultury wyhodowane na pierwotnych tkankach nerkowych małp wywołują alarmujące symptomy. Symptomy te mogą się jednak pojawić w ciągu 20 lub nawet więcej lat.

Dr Eva Snead w swoim artykule „Immunisation Related Syndrom’” („Syndrom związany z immunizacją”) opublikowanym w „Health Freedom News” (lipiec 1987) zastanawia się, czy zakażone szczepionki przeciwko polio nie są odpowiedzialne za aktualnie występujące epidemie białaczki, nowotworów dziecięcych, uszkodzeń przy porodzie i chorób powodujących obniżenie odporności. Podobny pogląd głosi dr Frederick Klenner ze Stanów Zjednoczonych, który potępił obie szczepionki nie tylko jako nic nie warte, ale również jako niebezpieczne. Stwierdził między innymi: „Wiele osób wyraża ciche przekonanie, że szczepionka Salka oraz Sabina wykonane na tkance nerkowej małp są bezpośrednio odpowiedzialne za znaczny wzrost liczby przypadków białaczki w tym kraju”.

Publiczna Służba Zdrowia USA poinformowała w roku 1961, że 11 osób, którym podano doustną szczepionkę Sabina podczas masowej kampanii szczepień w Syracuse w Nowym Jorku, zachorowało na polio. W roku 1964 po licznych przypadkach paraliżu spowodowanego przez szczepionkę przeciwko polio Publiczna Służba Zdrowia zaleciła zaprzestanie podawania jej dorosłym. Dr Jonas Salk, człowiek, który wprowadził pierwszą szczepionkę przeciwko polio w latach 1950, w roku 1977 przyznał wspólnie z innymi uczonymi, że od roku 1961 masowe szczepienia przeciwko polio były przyczyną większości przypadków zachorowań na te chorobę w USA. Dr Salk stwierdził również, że większość przypadków polio, które wystąpiły w USA od wczesnych lat 1970, były produktem ubocznym szczepionki zawierającej żywe wirusy. Dr Salk stwierdził na łamach „Science” (4 kwiecień 1977):

Szczepionki przeciwko grypie i polio zawierające żywe wirusy mogą w każdym przypadku wywoływać chorobę, której mają zapobiegać; szczepionki z żywymi wirusami przeciwko odrze i śwince mogą powodować takie efekty uboczne, jak na przykład zapalenie mózgu… Szczepionki z żywym wirusem polio są główną przyczyną zachorowań na polio występujących w USA i innych krajach. Wbrew oczekiwaniom dotyczącym szczepionek z wirusem polio, zgromadzone dowody świadczą, że szczepionki z żywym wirusem nie mogą być podawane bez ryzyka spowodowania paraliżu… Szczepionki z żywym wirusem polio niosą ze sobą nieodłączne ryzyko spowodowania paraliżu dziecięcego zarówno u osób szczepionych, jak i kontaktujących się z nimi.

Centrum Kontroli Chorób USA (US Center for Disease Control) podało, że w roku 1982 i 1983 po raz pierwszy wszystkie zanotowane przypadki paraliżu wywołanego przez polio miały związek ze szczepieniami. MMWR (31 grudzień 1986) podało, że w latach 1980-1985 w USA wystąpiło 55 przypadków poliomyelitis z porażeniami, z których 51 miało „związek ze szczepionką”.

Odpowiadając na debatę tocząca się między immunologami odnośnie względnego ryzyka powodowanego przez zabite wirusy (szczepionka Salka) w stosunku do ryzyka powodowanego przez żywe wirusy (szczepionka Sabina) dr Mendelsohn („East-West Journal”, listopad 1984) stwierdził:

…Wierzę, że obie frakcje mają rację i że stosowanie każdej ze szczepionek zwiększy a nie obniży możliwość, że wasze dziecko zapadnie na tę chorobę. Krótko mówiąc, wydaje się, że najbardziej skuteczną metodą ochrony dziecka przed polio jest upewnienie się, że nie zostanie ono zaszczepione.

W swojej książce „The Untold Dangers” („Niebezpieczeństwa, o których się nie mówi”) Ida Honorof podaje:

Zachorowania dzieci szczepionych przeciwko polio są dobrze udokumentowane… śmierć, paraliż powodowane przez obie szczepionki – Salka i Sabina.

Mimo tych wszystkich dowodów potępiających zarówno szczepionkę Salka, jak i Sabina, klasyczne dzieło medyczne „Essentials of Infectious Disease” („Podstawy chorób zakaźnych”) Mandella i Ralpha zawiera następującą informację na temat szczepionek przeciwko polio: „Z doniesień wynika, że szczepionka unieczynniona (z zabitymi wirusami) Salka nie powoduje skutków ubocznych. Szczepionka doustna zawierająca żywe wirusy polio (Sabina) rzadko kojarzona jest z paraliżem u osób szczepionych lub u kontaktujących się z nimi”.

Jak powiedziałby Ross Home, autor „Health Revolution” („Rewolucja zdrowia”), „umysł się burzy”.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO ODRZE

Historia kampanii szczepień przeciwko odrze w USA była pasmem niepowodzeń. Zdaniem dra Roberta Mendelsohna:

Przeprowadzone w 30 stanach [USA] w roku 1978 badania wykazały, że ponad połowa dzieci, które zaraziły się odrą, była odpowiednio zaszczepiona.

Proroczym stwierdzeniem było to, co napisał magazyn „Science News” (13 wrzesień 1986): „Wojna przeciwko odrze nie idzie zgodnie z planem”. Według „Morbidity and Mortality Weekly Report” („Raport w sprawie zapadalności na choroby i śmiertelności”; październik 1990): „Ze wszystkich osób, które zaraziły się odrą w pomieszczeniach szkolnych w latach 1986-1989, 49 procent nie było szczepionych przeciwko odrze”. Innymi słowy, 51 procent było szczepionych przeciwko tej chorobie. W MMWR (27 lipiec 1990) stwierdzono: „W roku 1989 170 epidemii zachorowań na odrę w USA, głównie osób w wieku szkolnym, obejmowało 32 procent wszystkich zanotowanych przypadków. Wśród tych zachorowań aż 89 procent pacjentów było szczepionych w ich pierwsze urodziny lub zaraz po nich”. W roku 1989 z 17 850 zgłoszonych przypadków 7149 osób było prawidłowo zaszczepionych, a 6033 miało dowody wcześniejszego szczepienia (MMWR, 1 czerwiec 1990). W „The Journal of the American Medical Association” (21 listopad 1990) zamieszczono artykuł o odrze, w którym podano: „Mimo iż, w Stanach Zjednoczonych ponad 95 procent dzieci w wieku szkolnym było szczepionych przeciwko odrze, w szkołach nadal występują wielkie epidemie zachorowań na tę chorobę i w większości przypadków obejmują one wcześniej szczepione dzieci”.

Na Węgrzech miedzy grudniem 1988 roku i majem 1989 wystąpiło 19000 przypadków zachorowań na odrę, z których 77 procent dotyczyło osób w wieku od 17 do 21 roku życia, które miały wcześniej podaną żywą szczepionkę przeciwko odrze. Artykuł redakcyjny towarzyszący temu raportowi (MMWR, 6 październik 1989) podawał: „Wysoki współczynnik zaatakowania przez tę chorobę tej grupy wiekowej, w której pokrycie szczepionką wynosiło aż 93 procent, sugeruje, że główną rolę w tej epidemii odegrał błąd szczepionki”.

Mimo wysokiego poziomu szczepień wśród dzieci australijskich (około 80%) w roku 1990 w wielu stanach nadal występowały epidemie zachorowań na odrę. Według dra Michaela Levy’ego z NSW Health Department (Wydział Zdrowia Nowej Południowej Walii) 50 procent przypadków odry występowało u dzieci w wieku 6-10 lat, co do których „nie było pewności”, czy były kiedykolwiek uodparniane. Hunter Area Health Service Medical Officer stanu Wiktoria, dr John Stephenson, powiedział, że około 20 procent dzieci, które zachorowały w czasie epidemii odry, było szczepionych przeciwko tej chorobie. W roku 1963 zarówno w USA, jak i Kanadzie zaczęto stosować szczepionkę z zabitych bakterii odry. Z ponad 600000 dzieci, które ją otrzymały, znaczna ich cześć zachorowała będąc w wieku starszych nastolatków przechodząc tę chorobę pod postacią „atypowej formy odry” charakteryzującej się ostrym zapaleniem płuc i innymi objawami zagrażającymi życiu. W artykule opublikowanym w „Journal of the American Medical Association” dr Haas i jego kolega dr Vernon Wendt, ostrzegali, że choroba ta może wystąpić nawet u 400000 osób. Niepokojące jest to, że takie objawy mogą ujawnić się wiele lat później. Dr Haas leczył siedemnastoletnią pacjentkę, która 14 lat wcześniej otrzymała szczepionkę z zabitych wirusów. W swoim komentarzu stwierdził: „Wiek naszej pacjentki i czternastoletnia zwłoka sugerują, że nie ma określonego limitu czasowego między uodpornieniem i wystąpieniem nietypowej formy odry”.

Dr Marshall Horowitz, znany wirusolog z Albert Einstein College of Medicine i jeden z pierwszych badaczy, którzy zidentyfikowali nietypowe przypadki odry, złożył następujące oświadczenie na temat tej katastrofy: „Nie ma sposobu na określenie, kiedy się ona zakończy. Nie mogę przewidzieć, że stanie się ona [odra] łagodniejsza, gdy upłynie więcej czasu od zastosowania pierwszej szczepionki. Nie wszystkie z tych nietypowych przypadków odry zostały zgłoszone i należy sądzić, że mogły być jeszcze setki (a być może nawet tysiące) takich przypadków”.

Stosowanie szczepionki z zabitych bakterii odry zostało ostatecznie zaniechane i zamienione na szczepionkę zawierającą żywe bakterie. „Australian Medical Journal” w numerze z 17 marca 1973 (str. 552) podał: „… U 46 procent osób, którym podano szczepionką zawierającą żywe bakterie, po przejściu cyklu szczepień przy użyciu szczepionki z zabitymi bakteriami rozwinął się rumień i stwardnienie wokół miejsca wstrzyknięcia. Donoszono także o reakcjach u dzieci narażonych na naturalną odrę, które wcześniej były immunizowane przy pomocy szczepionki z zabitymi bakteriami. Przyjęła ona formę nietypowej odry z pokrzywka, plamistymi wybroczynowymi zmianami chorobowymi, ostrym zapaleniem płuc i gorączką”.

Dr Mendelsohn twierdzi, że szczepionki z żywymi bakteriami są związane z encefalopatią i podostrym twardniejącym zapaleniem mózgu, które powoduje śmiertelne stwardnienie mózgu. Wtórne powikłania obejmują między innymi stwardnienie rozsiane, syndrom Reya, zaburzenia krzepliwości krwi i wystąpienie młodzieńczej postaci cukrzycy. Dr Mendelsohn ostrzega: „Uważałbym ryzyko związane ze szczepieniem przeciwko odrze za nie do zaakceptowania nawet, jeśli istniałyby dowody, że ta szczepionka rzeczywiście działa. Ale ich nie ma”.

Na zjeździe poświęconym zagadnieniom zdrowia w Stanwell Tops w Nowej Południowej Walii w maju 1987 roku dr Archie Kalokerinos tak skomentował kampanię szczepień przeciwko odrze w Afryce: „Podobnie było ze szczepieniami przeciwko odrze. Pojechali do Afryki, Południowej Ameryki i w inne miejsca i szczepili chore i głodujące dzieci… Twierdzili, że zniszczyli odrę, nie mogąc jednocześnie tego udowodnić. Odra jest choroba, która zmienia się. Wiele z podatnych na odrę dzieci umarło z powodu innej choroby lub choroby, na którą zapadły w wyniku szczepienia przeciwko odrze. Szczepionka obniża poziom ich odporności i działa jak infekcja zabijając je. Dzieci chorowały na posocznicę, zapalenie żołądka i jelit itp., a nawet umierały z powodu niedożywienia w wyniku pogorszenia się stanu ich odżywiania się. Tak więc bardzo mało podatnych na odrę dzieci pozostało żywych, aby mogły na nią zachorować, jest to jedna z metod uzyskiwania dobrych danych statystycznych, czyli zabicie tych, którzy są podatni, co też miało miejsce”.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO RÓŻYCZCE

Szczepienia przeciwko różyczce na dużą skalę były prowadzone w Australii w roku 1971. „Australian Nurses Journal” (listopad 1981) opublikował artykuł zatytułowany „Immunizacja przeciwko różyczce – gmatwanina absurdów” autorstwa dra Archie Kalokerinosa i dra Glena Dettmana, w którym czytamy:

Po latach stosowania szczepień w Wielkiej Brytanii, USA i Australii brak zachęcających dowodów wykazujących, że przeciwciała przeciwko różyczce występujące w sposób naturalny lub po szczepieniu rzeczywiście zapewniają ochronę, na którą liczymy. Kampania masowych szczepień przeciwko różyczce była prowadzona tylko przez siedem lat, tak więc kobiety szczepione pierwszą serią szczepionki nie osiągnęły jeszcze wieku urodzenia pierwszego dziecka wynoszącego średnio 22 lata. I dopóki go nie osiągną, nie będziemy wiedzieli na pewno, czy program immunizacji przeciwko różyczce zakończył się sukcesem. Należy zauważyć, że nikt nie wie, czy ta tak szeroko i natrętnie propagowana w mediach kampania rzeczywiście odniesie sukces, jak już wiadomo, program ten zawiódł w Wielkiej Brytanii…

CENDEVAX zamierzał rozwiązać problemy związane z różyczką, ale po trwającej dekadę akcji szczepień przyznał, że w Wielkiej Brytanii program ten zakończył się fiaskiem. Uszkodzenia płodu nadal są problemem, tak jak to było dziesięć lat wcześniej, gdy go wprowadzano, nie mówiąc już o efektach ubocznych spowodowanych „wspomaganiem życiowej odporności” obiecywanej przez środowisko lekarskie”.

Niepowodzenie kampanii szczepień przeciwko różyczce w Wielkiej Brytanii zostało potwierdzone zarówno przez „British Medical Journal”, jak i „The Lancet”. Według „British Medical Journal” (2 kwiecień 1983, str. 1083):

Nie jest możliwa z punktu widzenia nauki obrona aktualnego brytyjskiego podejścia do szczepienia przeciwko różyczce. Zawiodła ona jako ochrona kobiet w wieku rozrodczym…

Z kolei „The Lancet” (1 styczeń 1983, str. 39) podał:

Obecne programy szczepień przeciwko różyczce opracowane, gdy wiedza na temat charakterystyki tej szczepionki nadal była niepełna, okazały się nieskuteczne jako ochrona tych, którzy są maksymalnie narażeni na następstwa szczepionki przeciwko różyczce. Jak przewidywano, w Wielkiej Brytanii wystąpiła nieznaczna zmiana w tendencji powracającego występowania różyczki. Dwie znaczne, co do wielkości epidemie wystąpiły w latach 1969-1981 ze znacząco wyższym wskaźnikiem liczby urodzeń dzieci z wrodzonym syndromem różyczki i liczby terapeutycznych przerwań ciąży ze względu na zakażenie różyczką. Przypadki te sugerują pewną zbieżność z tragedią szczepień przeciwko różyczce.

Dr Beverly Allen, wirusolog medyczny z Australian Laboratory of Microbiology and Pathology (Australijskie Laboratorium Mikrobiologii i Patologii) w Brisbane w Queensland, prowadziła badania nad skutecznością szczepień przeciwko różyczce. Dowiodły one, że szczepienia przeciwko różyczce nie zapewniają żadnej ochrony. Rekruci wojskowi byli szczepieni przeciwko różyczce i następnie zostali wysyłani do obozu, gdzie co roku wybuchała epidemia różyczki – 80 procent zaszczepionych rekrutów zostało zainfekowanych tą chorobą. („Australian Nurses Journal”, maj 1978). Epidemia różyczki z roku 1971 w Casper w stanie Wyoming w USA wystąpiła w rok po zaszczepieniu ponad 83 procent dzieci w wieku szkolnym, które były szczepione przeciwko tej chorobie. 91 spośród 125 zachorowań dotyczyło dzieci zaszczepionych. Dr Mendelsohn napisał: „Prowadzone kolejno badania wykazywały, że wiele kobiet szczepionych przeciwko różyczce jako dzieci nie wykazuje odporności w testach krwi w wieku młodzieńczym. Inne testy wykazały wysoki stopień zawodności szczepionki u dzieci, którym podano zastrzyki przeciwko różyczce, odrze i śwince, zarówno osobno, jak i w formie kombinowanej szczepionki”.

„The Lancet” zamieścił artykuł dotyczący różyczki, w którym podano: „Odporność na zainfekowanie wirusem różyczki, zarówno w wyniku naturalnej infekcji, jak i osłabionej szczepionki, w żadnym razie nie jest całkowita. Infekcje podkliniczne mogą następować i jest to bardziej prawdopodobne u tych osób, które mają odporność nabytą w wyniku szczepienia, niż u tych, którzy uzyskali ją w drodze naturalnej infekcji”.

W kwietniu 1971 roku w raporcie napisanym przez Merch, Sharp i Dohme z USA podano, że 5-10 procent nastolatek i ponad 30 procent kobiet wykazywało reakcje uboczne na szczepienie na różyczkę. Należą do nich zapalenie stawów, ból stawów, zapalenie nerwu, zapalenie wielonerwowe. Symptomy te mogą trwać przez wiele miesięcy i wystąpić nawet po dwóch miesiącach od momentu szczepienia. Dr Aubrey Tingle, immunolog dziecięcy w szpitalu dziecięcym w Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie stwierdziła, że 30 procent dorosłych szczepionych przeciwko różyczce cierpiało na bóle stawów po dwóch do czterech tygodniach od szczepienia, od łagodnego bólu stawów do poważnego uszkodzenia ich czynności. Jak doniósł „Maclean’s Magazine” (8 luty 1982), dr Tingle odkryła razem ze współpracownikami żywe wirusy różyczki u jednej trzeciej pacjentów zarówno dzieci, jak i dorosłych cierpiących na zapalenie stawów. Co więcej, dr Tingle stwierdziła, że u niektórych pacjentów występują nawroty zapalenia stawów aż do 10 lat po szczepieniu. W odniesieniu do dzieci szczepionych przeciwko różyczce dr Tingle ostrzega: „Długotrwałe efekty są głównymi nie rozwiązanymi problemami, którym musimy stawić czoło”.

„Australian Wellbeing Annual 1991” zawiera artykuł „Jab Happy” Leona Chaitowa, w którym jego autor pisze: „Oprócz tego zagrożenia (chodzi o zapalenia stawów spowodowane szczepieniem przeciwko różyczce) laureat nagrody Nobla, dr John Enders, piszący także w „New England Journal of Medicine”, sugeruje, że

szczepienia przeciwko różyczce młodych dziewczynek przyczyniają się do bardziej prawdopodobnego zakażenia ich różyczką, gdy dorosną, ponieważ szczepienia dają jedynie częściową ochronę, w przeciwieństwie do pełnej ochrony, jaką uzyskuje się w wyniku zachorowania na nią.

Dalej twierdzi, że „na domiar wszystkiego, jeśli występuje nieadekwatna reakcja immunologiczna po szczepieniu (co wydaje się być powszechne), istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że taka osoba może stać się nosicielem różyczki łącznie z rozwinięciem zapalenia stawów i powiększeniem tarczycy”.

Artykuł w „Science” (26 marzec 1977) podał: „HEW doniosło, że w roku 1970 u 26 procent dzieci wystąpiły po otrzymaniu szczepionki przeciwko różyczce w programach testujących bóle i zapalenia stawów. Wiele z nich musi być pod opieką lekarską, a niektóre trafiły nawet do szpitala w celu wykonania testów na gorączkę reumatyczną i reumatyczne zapalenie stawów. Realizowany w New Jersey taki sam program testujący sprawił, że 17 procent wszystkich szczepionych dzieci zachorowało na bóle i zapalenie stawów”.

„The Lancet” (1/8 styczeń 1983, str. 40) poinformował: „Bóle i zapalenie stawów są najbardziej kłopotliwymi szeroko spotykanymi reakcjami w programach szczepień. Co więcej, występowanie obu tych dolegliwości wzrasta wraz z wiekiem. Bóle stawów występują u około 25 procent, a prawdziwe zapalenie stawów u około 1 procenta szczepionych dorosłych kobiet”.

Komentując szczepienia przeciwko różyczce, Mendelsohn twierdzi:

Nie ma konieczności zabezpieczania dzieci przed ta nieszkodliwą chorobą, ponieważ reakcje uboczne na szczepionkę są nie do zaakceptowania w świetle korzyści uzyskiwanej przez dziecko… W Connecticut grupa lekarzy prowadzona przez dwóch znakomitych epidemiologów odniosła sukces skreślając różyczkę z listy prawnie wymaganych szczepień.

SZCZEPIENIA PRZECIWKO GRYPIE

23 czerwca 1979 roku gazeta „The Austraiian” opublikowała list dra A. O’Rourke z Medical Superintendent Toowoomba General Hospital, który zawierał następujące uwagi:

Ostatni artykuł redakcyjny „British Medical journal” wskazuje, że grypa jest chorobą szeroko rozpowszechnioną wśród ptaków i innych zwierząt na całym Świecie. W piśmie tym zasugerowano, że pomysł stworzenia, nie mówiąc już o wyprodukowaniu, skutecznej szczepionki jest pobożnym życzeniem. Nie istnieje żaden skuteczny preparat tego typu, a próby z tymi, które są dostępne, okazały się bezużyteczne. Od wielu lat istnieje wśród społeczeństwa i lekarzy przekonanie, że szczepionka przeciwko grypie jest nie tylko bezużyteczna, ale powoduje nawet zachorowanie na nią.

„The Lancet” z 10 sierpnia 1974 roku podaje szczegóły dotyczące badań przeprowadzonych na 50000 pracowników poczty poddanych szczepieniom przeciwko grypie. Badania wykazały, że nie ma dowodu przemawiającego za skutecznością szczepień. W artykule stwierdzono wprost: „Brak dowodów na zmniejszenie absencji wśród osób zaszczepionych w porównaniu do grupy kontrolnej… W tych warunkach z dostępnych danych wynika, że coroczna oferta szczepień przeciwko grypie w wielkim przemyśle nie spowodowała istotnego spadku liczby zachorowań”.

„Morbidity and Mortality Weekly Report” (9 sierpień 1985) analizując nieskuteczność szczepionki wśród pacjentów domów opieki, stwierdził: „W lutym i marcu 1985 roku Departament Służby Zdrowia Stanu Connecticut oraz Wydział Epidemiologii i Zdrowia Publicznego przy Szkole Medycznej Uniwersytetu Yale przebadały trzy niezależne epidemie chorób grypopodobnych wśród mieszkańców domu opieki. Przyczyną wszystkich trzech epidemii wydaje się być grypa typu A (H3N2). Badacze stwierdzili, że podczas każdej epidemii grypy, mieszkańcy, którzy otrzymali ostatnio zalecaną szczepionkę przeciwko tej chorobie, chorowali tak samo, jak inni”.

„British Medical Journal” (29 wrzesień 1990) zamieścił artykuł „Szczepienia przeciwko grypie a ludzie starsi”, w którym autor stwierdził: „Podczas gdy szczepienie może oferować zdrowym ludziom osiemdziesięcioprocentowe zabezpieczenie, jeśli szczepionka i szczep wywołujący epidemię są blisko spokrewnione, porównanie 16 badań przeprowadzonych od roku 1972 w domach starców wykazało mierną ochronę przed zachorowaniem na grypę, która wyniosła zaledwie 27 procent w przypadku szczepionek przeciwko grypie A (H3N2). Szczepionki przeciwko grypie B dawały jeszcze gorsze wyniki ze średnią ochroną wynoszącą tylko 21 procent w siedmiu badaniach. Co więcej, Feery i inni odkryli u starszych ludzi w domach starców w Australii brak zabezpieczenia przeciwko wirusologicznie udowodnionym przypadkom grypy A”.

Po niepowodzeniu kampanii masowych szczepień przeciwko epidemii świńskiej grypy w roku 1976 nazwanym Great Swine Flu Fiasco w USA stwierdzono 56 przypadków paraliżu Guillaina-Barre’a i ponad 40 przypadków zgonów. Dr J. Anthony Morris, którego zwolniono ze stanowiska za nazwanie tej kampanii „bezsensownym fiaskiem”, wyznał, że od 10 lat było wiadomo, iż szczepionka przeciwko grypie ma związek z paraliżem Guillaina-Barre’a. Nawet dr Albert Sabin, twórca doustnej szczepionki przeciwko polio, sugerował zaniechanie tego programu, oceniając, że szanse wystąpienia epidemii grypy świńskiej wynoszą 1 do 10 000. Według „St. Petersburg Times” (1 lipiec 1986) dr Sabin przewidział, że na każdy milion dzieci, którym podano skuteczną dawkę, zachoruje około 190000, wykazując w ciągu 24 godzin od zaszczepienia takie symptomy, jak gorączka, ból głowy, bóle mięśni i mdłości. W roku 1997 The Center for Disease Control (Centrum Kontroli Chorób) w Atlancie w USA oświadczyło po otrzymaniu dowodów dotyczących GBS: „Dowody wskazują, że szczepione osoby są około 10 razy bardziej narażone na zachorowanie na paraliż Guillaina-Barre’a od osób nie szczepionych”. Dr Kalokerinos tak oto skomentował szczepionkę przeciwko grypie podczas wystąpienia na zjeździe poświęconym zagadnieniom zdrowia (maj 1987):

W roku 1976 pracowałem w hrabstwie Gulf w okolicy Przylądka York w społeczności aborygenów liczącej około 300 osób. Wydział Zdrowia (Health Department) wysłał tam zespół, który zaszczepił przeciwko grypie około 100 osób. Sześć z nich zmarło wciągu około 24 godzin po podaniu szczepionki i nie byli to wcale starzy ludzie – jeden mężczyzna miał nieco ponad 20 lat. Następnie wrzucono ich ciała na ciężarówki i zawieziono na wybrzeże, gdzie poddano je autopsji. Wyglądało na to, że zmarli na atak serca.

Według dra Williama Frosehavera („Scipps Howard News Service”, 5 listopad 1986): „Ryzyko związane z poważnymi komplikacjami powstałymi w wyniku szczepień przeciwko grypie jest znacznie większe od tego, jakie stwarza sama grypa”.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO GRUŹLICY (BCG)

Istnieje szeroko rozpowszechnione nieporozumienie między środowiskami medycznymi co do wartości i bezpieczeństwa szczepionki BCG. Kontrolowane badania wykazały krańcowo zmienną odporność u osób szczepionych. Duża próba szczepień wykonana w południowych Indiach obejmująca 260 000 ludzi wykazała, że szczepionka ta była całkowicie nieefektywna i że gruźlica wystąpiła w większej liczbie przypadków w grupie osób szczepionych niż w grupie placebo. Raport dotyczący tej porażki ukazał się w piśmie „The Lancet” (12 styczeń 1980, str. 73) pod tytułem „BCG – złe wieści z Indii”. Mówi on między innymi: „Historia szczepień przeciwka gruźlicy to historia wzajemnych zależności, kontrowersji i niespodzianek. I tak jest nadal, zwłaszcza w świetle rewelacji dotyczących dużej próby BCG w południowych Indiach – największej kontrolowanej próby, jaką kiedykolwiek przeprowadzono z tą szczepionką, która nie dowiodła jej ochronnego działania. Mimo iż wyniki tych siedemipółletnich badań opublikowane w „Indian Journal of Medical Research” są niekompletne, ich wymowa jest negatywna. I co ciekawe, nieznacznie więcej przypadków gruźlicy wystąpiło u osób szczepionych niż w równoważnej grupie placebo. Wygląda to na kolejny wynik zerowy”.

Wierzcie lub nie, ale w dalszej części tego artykułu pisze: „Mimo tych problemów BCG nadal pozostaje jedną z najbardziej rozpowszechnionych na świecie szczepionek. Światowa Organizacja Zdrowia przez całe lata bardzo aktywnie zachęcała do jej stosowania, zaś rząd Indii wciąż zaleca jej podawanie mimo ostatnich odkryć”.

Człowiek odpowiedzialny za wprowadzenie szczepionki BCG w Szwecji, prof. Walgen rozczarował się do niej, po tym jak się dowiedział, że po jej podaniu zmarło czworo ludzi. Oto, co powiedział:

Tak, więc za pośrednictwem środków masowego przekazu zachęcamy ludzi do zaszczepienia się przeciwko gruźlicy nawet, jeśli nie ma istotnego ryzyka narażenia się na zarażenie tą chorobą. Nie można dłużej akceptować naszej niebezpiecznej propagandy… Większość szczepień BCG w krajach takich jak Szwecja nigdy nie miała możliwości działania ochronnego w wieku dziecięcym. Inaczej mówiąc, są one po prostu niepotrzebne.

W swojej książce „Infectious Diseases” („Choroby Zakaźne”) Maude podaje, że około 5 procent osób, którym podano szczepionkę BCG, ma objawy przewlekłego lub rozszerzającego się raka skóry, zapalenia miejscowego, miejscowego guza limfatycznego lub formacji bliznowca. W książce „Attenuated Infection” („Osłabione Infekcje”; 1960) dr Harold Simon stwierdza: „Niektóre szczepy BCG powodują u ludzi zachorowania, a nawet postępującą gruźlicę. Raport z Holandii wskazuje, że po podaniu szczepionki BCG pokaźna liczba dzieci zachorowała na zapalenie węzłów chłonnych, opryszczkowe zapalenie spojówek i wysięk z zatok”.

Według dra Archie Kalokerinosa i Glena Dettmana szczepienia przeciwko gruźlicy spowodowały w Australii śmierć ponad 600 dzieci („Let’s Live”, grudzień 1976, str. 57).

Co ciekawe, spośród wszystkich krajów europejskich w latach 1957-1959 i 1967-69 w Holandii był najniższy wskaźnik śmiertelności w wyniku gruźlicy płuc, mimo iż nie istnieje tam program szczepień BCG.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO TĘŻCOWI

W roku 1960, kiedy miałem 6 lat, zostałem po raz pierwszy zaszczepiony przeciwko tężcowi, po tym jak przekłułem nogę zardzewiałym drutem kolczastym. Rok wcześniej „Medical Journal of Australia” opublikował szereg listów dotyczących zapobiegania tężcowi napisanych przez zaniepokojonych lekarzy. Oto kilka wyjątków z nich: Dr W.F. Hunter, „Medical journal of Australia” (18.07.1959): „Prasa (1948) także cytuje wiele odniesień dowodzących to, co jest ogólnie wiadome, że praktycznie każde badanie dotyczące tej choroby ujawnia wiele przypadków, w których antytoksyna tężca nie zapobiegła tej chorobie. Podawane w literaturze dane wskazują, że w 33,4 procenta przypadków zachorowania na tężec antytoksyna została podana profilaktycznie (w przypadku szczepienia ludności cywilnej procent ten wynosił 6,8). Tak więc wyraźnie widać, że surowica przeciwtężcowa w żadnym przypadku nie jest skuteczna w zapobieganiu tężcowi u ludzi i co więcej, w przypadkach jej podania pacjent nie tylko ryzykuje zakażeniem się tą choroba, ale również zostaje narażony na ryzyko komplikacji. Komplikacje po zastrzykach z końskiej surowicy wahają się od małych lokalnych reakcji przez bardziej groźne, takie jak ogólna pokrzywka, bóle stawów, oznaki i symptomy nieprawidłowej pracy serca, zajęcie nerek i płuc aż po komplikacje neurologiczne, spośród których część może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia pacjenta, jak na przykład zapalenie korzonków nerwowych, zapalenie ramiennego splotu nerwowego, zapalenie wielonerwowe, syndrom Guillaina-Barre’a, zapalenie rdzenia oraz reakcje mózgowe i oponowe. (Miller i Stanton, 1954; Woolling i Rushton, 1950). Jeśli cytowane liczby są prawidłowe, lekarze podający antytoksynę tężcową powinni być pociągani do odpowiedzialności za narażanie pacjenta na niepotrzebne ryzyko, gdy dochodzi do powikłań. W rzeczywistości pacjentom cierpiącym w wyniku powikłań spowodowanych podaniem im surowicy przeciwtężcowej wypłacono duże odszkodowania. (Bennett, 1939).

Jako to możliwe, że ATS (Antitoxin Serum – surowica przeciwtężcowa) jest podobnie jak szczepionka przeciwko durowi brzusznemu stosowana przez tyle lat bez rzeczywistego potwierdzenia jej wartości?

Dr K.D. Murray, „Medical Journal of Australia” (31.10.1959): „Kilka lat temu miałem okazję przejrzeć sporo literatury w języku angielskim oraz trochę tłumaczeń z języka niemieckiego dotyczących tego tematu. Nie znalazłem żadnych dowodów, które by wskazywały, że surowica przeciwtężcowa ma jakakolwiek wartość jako czynnik profilaktyki przeciwko zachorowaniu ludzi na tężec w wyniku przypadkowego urazu. Jeśli jakakolwiek osoba lub producenci tego niebezpiecznego specyfiku, mają dowody, że jest inaczej, czas najwyższy, aby przedstawili je do oceny. Z braku takich dowodów surowica przeciwtężcowa powinna zostać uznana za niebezpieczną i nieskuteczną. Dalsza jej produkcja i przepisywanie jako środka zapobiegającego zachorowaniu na tężec przez ludzi, jest marnotrawieniem publicznych pieniędzy”.

Dr Taylor, „Medical Journal of Australia” (18.04.1959): „W przypadku przecięcia skóry, świeżego lub dawnego, powierzchniowego lub głębokiego (włącznie z liszajcem, zapaleniem ucha środkowego, zastrzałem etc.) pacjentowi tłumaczy się, że istnieje ryzyko infekcji tężcowej, które w wyniku zranienia wynosi 1 na 250 000 (11 przypadków rocznie w Wiktorii przy populacji wynoszącej 2 700 000 osób i założeniu, że każda osoba doznaje rocznie jednego zranienia zagrażającego zachorowaniem na tężec). W przypadku rzeczywistego zakażenia tężcem istnieje od 40 do 60 procent szans na wyzdrowienie. Jeśli zostanie podana surowica przeciwtężcowa, szansa, że pacjent umrze w wyniku szoku anafilaktycznego wynosi 1 do 50 000-200 000. Poza tym w 3 na 100 przypadków grozi mu rozwój dość poważnej pokrzywki. Po takim wyjaśnieniu, pacjent zwykle zastanawia się nad przyjęciem zastrzyku z surowicą przeciwtężcową”.

Gdybym to ja wiedział mając 6 lat! Przypadki wystąpienia tężca są teraz nadzwyczaj rzadkie. W Wielkiej Brytanii notuje się zaledwie od 20 do 30 przypadków rocznie, w USA mniej więcej dwa razy tyle. Według „Medical Journal of Australia” (23.09.1978): „Spadek zachorowań na tężec rozpoczął się, zanim anatoksyna tężca została wprowadzona do całej populacji”. Powody spadku zachorowań są takie same, jak w przypadku innych chorób: poprawa higieny i stanu sanitarnego, lepsze odżywianie, zdrowsze warunki życia itp. Co ciekawe, w opublikowanym w sierpniowym numerze „British Medical Joumal” z 1964 roku oświadczeniu dr H.K. Bourns napisał: „Dokładne opatrzenie rany jest wystarczającym postępowaniem z raną i jeśli jest ono wykonane prawidłowo, antybiotyki nie są konieczne, chyba że warunki powstania rany lub ogólny stan pacjenta czynią rozwój infekcji bardziej prawdopodobnym niż jej uniknięcie. Dokładne oczyszczenie rany sprawia, że zarówno stosowanie antytoksyny przeciwtężcowej, jak i antybiotyków nie jest konieczne”.

SZCZEPIONKA PRZECIWKO WIRUSOWEMU ZAPALENIU WĄTROBY TYPU B

Według „New England Journal of Medicine” (9.11.1989) w USA po raz pierwszy wprowadzono tę szczepionkę do sprzedaży w roku 1982. Mimo to występowanie ostrego wirusowego zapalenia wątroby w USA wzrosło z 55 przypadków na 100 000 ludzi w roku 1981 do 63 na 100000 w roku 1987 dając mało przekonywające świadectwo jej skuteczności. Lekarz pediatra, dr S. Hartman („Journal of Paediatric Child Health”, 1990,26,65) stwierdził odnośnie szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, co następuje:

Doniesiono o występowaniu pewnych skutków ubocznych po szczepieniu przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Istnieje raport dotyczący pacjenta z świądem, dusznością, pokrzywką i podoczodołowym obrzękiem. Doniesiono również o sześciu poważnych chorobach w serii 200 000 szczepień przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, łącznie z rumieniem wielopostaciowym, jałowym zapaleniem opon, dużymi napadami padaczkowymi, możliwością poprzecznego zapalenia rdzenia i dwoma przypadkami syndromu Guillaina-Barre’a, jak również o 56 mniej groźnych chorobach, których wystąpienie traktowano jako wynik szczepienia. Te mniej groźne choroby obejmowały objawy neurologiczne (drżenia, nawracające samoistne porażenie nerwu twarzowego), skórne (pokrzywka, półpasiec, łuszczyca), bóle mięśni szkieletowych (uogólnione bóle mięśni, bóle stawów i zapalenie stawów), choroby podobne do zapalenia wątroby, objawy zbliżone do grypowych, odczyn w miejscu szczepienia, biegunkę, wymioty i bóle głowy. Do czasu zebrania dalszych dowodów odnośnie możliwych skutków ubocznych lub komplikacji występujących po szczepieniu przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, warto zastanowić się nad ograniczeniem podawania tej szczepionki jedynie osobom wysokiego ryzyka a nie całej populacji.

DYFTERYT I OSPA

Mimo iż błonica występuje obecnie nadzwyczaj rzadko a ospa właściwie zniknęła z kuli ziemskiej, katastroficzna historia kampanii szczepień przeciwko tym chorobom dostarcza dramatycznych i stanowczych dowodów na niebezpieczeństwo i nieskuteczność szeroko rozprzestrzenionych szczepień.

W ciągu 15 lat od wprowadzenia antytoksyny przeciwko błonicy (1894) w Anglii i Walii liczba przypadków śmiertelnych była o 20 procent wyższa niż przed jej wprowadzeniem. Co więcej, w latach 1895-1907 wystąpiło 63249 przypadków błonicy leczonych antytoksyną, z których 8917 zakończyło się śmiercią, co dało śmiertelność wynoszącą 14,09 procenta. Tymczasem w tych samych latach z 11716 przypadków, w których nie podano antytoksyny, tylko 703 były śmiertelne, dając śmiertelność wynoszącą 6 procent. 1 stycznia 1926 roku Amerykańskie Towarzystwo Medyczne (American Medical Association) rozpoczęło akcję mającą na celu zlikwidowanie błonicy do 1930 roku za pomocą antytoksyny – tej samej, której stosowania zakazano w Austrii i innych krajach europejskich już 20 lat wcześniej.

Do roku 1930 w stanach, w których naciski na stosowanie antytoksyny były największe, wzrosła śmiertelność. Najwyższą zanotowano w Detroit położonym w stanie o największej ilości wykonanych szczepień. We Francji liczba przypadków błonicy w latach 1924-1930 stale rosła, mimo iż był to kraj o największej liczbie szczepień w Europie. W roku 1928 Komisja Królewska zajmująca się śmiertelnością dzieci w Bundabergu w Australii podała, że z 21 dzieci, które otrzymały antytoksynę przeciwko błonicy, 18 zachorowało, po czym 12 z nich zmarło. W swojej książce „Higiena dzieci” („Hygienic Care of Children”) Shelton pisze: „Antytoksyna nie jest lekiem na chorobę i toksyna-antytoksyna nie zapobiega jej. Oba wspomniane obce białka są odpowiedzialne za wiele przypadków śmiertelnych, zarówno u osób zdrowych, jak i chorych, a także za wiele innych uszkodzeń grożących śmiercią”.

W roku 1935 lekarz okręgowy z Leicester w Anglii, dr CK. Millard, sporządził raport dotyczący „Szczepienia przeciwko błonicy” dla Komitetu ds. Zdrowia Rady Miejskiej, w którym sprzeciwił się podejmowaniu „jakiekolwiek akcji… zachęcającej społeczeństwo do szczepień”. Dr Millard uważał, że szczepienia są odpowiedzialne za wzrost wskaźnika śmiertelności. Wśród w pełni zaszczepionych dzieci w Anglii stwierdzono ponad 30000 przypadków błonicy. Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, że w Szkocji w latach 1941-1944 wystąpiły u szczepionych dzieci ponad 23 000 przypadki błonicy, z czego ponad 180 zakończyło się śmiercią. W Niemczech przymusowe masowe szczepienia rozpoczęto w roku 1940 i do roku 1945 zanotowano wzrost zachorowań na błonicę z 40000 przypadków do 250000. Na Węgrzech, gdzie szczepienia były obowiązkowe od 1938 roku, nastąpił trzydziestopięcioprocentowy wzrost ilości przypadków błonicy. W Genewie, gdzie przymusowe szczepienia obowiązywały od roku 1933 roku, liczba przypadków zachorowań na tę chorobę w latach 1941-1943 potroiła się. (Informacje na temat szczepionki przeciwko błonicy pochodzą z książki R.B. Pearsona „Pasteur – plagiator czy szarlatan?”).

W Anglii obowiązkowe szczepienia przeciwko ospie wprowadzono po raz pierwszy w roku 1852, jednakże w latach 1857-1859 epidemia tej choroby zabiła 14 244 ludzi. W latach 1863-1865 w wyniku drugiej epidemii zmarło 20 059 osób. W roku 1867 został wprowadzony bardziej surowy przymus odnośnie szczepień i ci, którzy ich unikali, trafiali do sądu. Po intensywnej czteroletniej akcji mającej na celu zaszczepienie całej populacji miedzy drugim i pięćdziesiątym rokiem życia naczelny lekarz Anglii ogłosił w maju 1871 roku, że 97,5 procenta osób zostało zaszczepionych. W następnym, 1872, roku wybuchła w Anglii najgorsza ze wszystkich epidemii ospy, która pochłonęła 44 840 ludzkich istnień. W okresie obowiązkowych szczepień, w latach 1871-1880, odsetek śmiertelności w wyniku ospy wzrósł z 28 do 46 na 100 000 osób. Dr L. Parry zakwestionował w „British Medical Joumal” (21.01.1928, str. 118) statystykę szczepień, ujawniając wyższy stopień śmiertelności wśród osób szczepionych niż nie szczepionych, pytając:

Jak to możliwe że ospa jest pięć razy bardziej śmiertelna u osób szczepionych niż nie szczepionych? Jak to możliwe, że w niektórych z najlepiej zaszczepionych miast, na przykład w Bombaju i Kalkucie, ospa jest rozpowszechniona, podczas gdy w niektórych z najmniej zaszczepionych, takich jak Leicester, jest prawie nieznana? Jak to możliwe, że około 80 procent osób przyjętych do szpitali ospowych Metropolitan Asylum Board było szczepionych, a tylko 20 procent nie szczepionych? Jak to możliwe, że w Niemczech, najlepiej zaszczepionym kraju na świecie, jest więcej przypadków śmiertelnych proporcjonalnie do ilości mieszkańców niż w Anglii, na przykład w roku 1919 w Anglii było 28 przypadków śmiertelnych, podczas gdy w Niemczech – 707; w roku 1920 w Anglii było 30 przypadków śmiertelnych a w Niemczech – 354. W Niemczech w roku 1919 wystąpiło 5 012 przypadków ospy, z tego 707 było śmiertelnych; w Anglii w roku 1925 zanotowano 5 363 przypadki ospy, w tym 6 śmiertelnych. Jak to wyjaśnić?

W latach 1855-1875 w Szkocji w wyniku ospy zmarło ponad 9000 dzieci poniżej piątego roku życia, mimo iż Szkocja była w tym czasie jednym z najlepiej zaszczepionych krajów na świecie. W latach 1907-1919 przy tylko jednej trzeciej dzieci szczepionych w tym samym wieku zarejestrowano jedynie 7 przypadków śmiertelnych z powodu ospy. W latach 1870-1871 w Niemczech zachorowało na ospę ponad milion ludzi, z czego 120 000 zmarło. 96 procent spośród zmarłych było szczepionych. Pisma wysłane do rządów niemieckich landów przez kanclerza Niemiec Bismarcka zawierały następującą konkluzję: „…nadzieje pokładane w skuteczności wirusa krowianki (ospy krowiej) jako środka zapobiegającego ospie okazały się całkowicie złudne”.

Na Filipinach, przed przejęciem ich przez Stany Zjednoczone w 1905 roku, przypadki śmiertelne w wyniku zachorowań na ospę wynosiły około 10 procent. W roku 1905 po rozpoczęciu obowiązkowych, systematycznych szczepień wprowadzonych przez rząd USA wybuchła epidemia, która w różnych częściach wyspy charakteryzowała się wskaźnikiem śmiertelności wynoszącym od 25 do 50 procent. W latach 1918-1919 przy dziewięćdziesięciopięcioprocentowym zaszczepieniu całej populacji wystąpiła najgorsza w historii Filipin epidemia, która charakteryzowała się sześćdziesięciopięcioprocentowym wskaźnikiem śmiertelności. Najwyższa śmiertelność była w stolicy Manilii, gdzie było najwięcej zaszczepionych. Najniższy procent wystąpił w Mindanao, gdzie ze względu na przesądy religijne było najmniej zaszczepionych. Naczelny Lekarz, dr V. de Jesus, stwierdził, że w latach 1918-1919 w wyniku epidemii ospy zmarło 60855 osób. W 1920 roku raport filipińskiej służby zdrowia zawierał następujący komentarz: „Odkąd ospa została praktycznie wytępiona w Manilii, do 1918 roku (przez około 9 lat), w którym epidemia wystąpiła w jednej z najostrzejszych form, szczepiono rocznie setki tysięcy ludzi. Epidemia ta wygląda prima facie na tle epidemii, do których doszło w późniejszych latach, jak sromotne fiasko klasycznej immunizacji”.

W Japonii w roku 1885, 13 lat po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień, ustanowiono prawo wymagające ponownego szczepienia co 7 lat. W latach 1886-1892 przeprowadzono tam 25 474 370 powtórnych szczepień. Mimo to w tym samym czasie wystąpiło tam 156 175 przypadków ospy z 38 979 przypadkami śmiertelnymi, co dało wskaźnik śmiertelności wynoszący około 25 procent. W roku 1896 parlament japoński przyjął nowe prawo, które wymagało, aby każdy mieszkaniec Japonii był zaszczepiony, a następnie co 5 lat szczepiony ponownie. W latach 1889-1908 doszło do 171 611 przypadków zachorowań na ospę, z czego 47 919 zakończyło się śmiercią, co daje śmiertelność wynoszącą blisko 30 procent. W tym przypadku śmiertelność przekroczyła poziom z okresu przed wprowadzeniem szczepień, gdy nikt nie był szczepiony. Warto zauważyć, że Australia, jeden najpóźniej zaszczepionych na ospę krajów na świecie, odnotowała tylko 3 przypadki zachorowań na tę chorobę w ciągu 15 lat w porównaniu z 165 775 przypadkami, w tym 28 979 śmiertelnymi, do których doszło w Japonii w ciągu zaledwie 6 lat prowadzenia obowiązkowych szczepień oraz szczepień ponownych. W artykule „Szczepienia we Włoszech” zamieszczonym w „New York Medical Journal” (lipiec 1899) profesor higieny i medycyny na uniwersytecie w Perugii we Włoszech, Chas Rauta, stwierdził:

Włochy są jednym z najlepiej zaszczepionych krajów na świecie, jeśli nie najlepiej ze wszystkich… w ciągu 20 lat przed rokiem 1885 nasz naród był zaszczepiony w 98,5 procenta. Jednak epidemie ospy, które potem nastąpiły, były czymś tak przerażającym, że nic, z czym mieliśmy do czynienia przed wprowadzeniem szczepień, nie mogło się z tym równać. W roku 1887 odnotowaliśmy 16 249 przypadków śmiertelnych w wyniku zachorowań na ospę; w roku 1888 – 18 110, a w 1889 – 13 413.

W dalszej części artykułu profesor Rauta napisał:

Szczepienia są potwornością, wstrętnym potomkiem błędu ignorancji: nie powinny mieć miejsca ani w higienie, ani w medycynie… Nie wierzcie w szczepienia: to szeroko rozpowszechniona na świecie iluzja, nienaukowa praktyka, fatalny przesąd z konsekwencjami mierzonymi nie kończącymi się dzisiaj łzami i smutkiem.

W swojej książce „The Vaccination Superstition” („Przesądy szczepień”) dr J.W. Hodge pisze:

Po dokładnej analizie historii szczepień na podstawie bezstronnych i rozległych badań statystycznych oraz dokładnych danych z wszelkich dostępnych źródeł, a także doświadczeniach pochodzących z zaszczepienia 3 000 osób jestem całkowicie pewny, że nie można wykazać, iż szczepienia posiadają jakikolwiek logiczny związek z obniżeniem liczby zachorowań na ospę. Szczepienia nie chronią, a jedynie czynią osoby zaszczepione bardziej wrażliwymi wskutek obniżenia ich siły życiowej i naturalnej odporności. Miliony ludzi zmarły z powodu ospy, którą zarazili się po zaszczepieniu.

W USA 25 czerwca 1937 roku dr William Howard Hay wezwał w swoim apelu skierowanym do Towarzystwa Swobód Medycznych (Medical Freedom Society) do zaniechania obowiązkowych szczepień. Stwierdził, co następuje:

Myślałem wiele razy o tych wszystkich obłąkanych rzeczach, które zalecano w medycynie. Jedną z najbardziej obłąkanych jest naleganie na szczepienie dzieci oraz innych osób w celu zapobieżenia ospie przy niemożności udowodnienia, że szczepienia uratowały choć jednego człowieka od ospy… Wiem o epidemii ospy obejmującej ponad 900 przypadków zachorowań, przy czym 95 procent z nich dotyczyło osób, które były wcześniej zaszczepione, większość z nich ostatnio… Mija 30 lat, odkąd poświeciłem się leczeniu chorób przewlekłych… Przejrzałem wiele historii chorób dzieci, które nigdy nie były ani dnia chore do chwili, kiedy zostały zaszczepione, i które… od tego czasu ani dnia nie były zdrowe… W Anglii, gdzie statystyka jest prowadzona nieco rzetelniej i dokładniej, a także bardziej otwarcie niż w naszym kraju, oficjalne dane z ostatnich 21 lat odnotowują trzy razy więcej przypadków śmiertelnych spowodowanych bezpośrednio szczepieniami takimi jak ospa… jestem niemal pewny, że jest jeszcze co najmniej trzy razy tyle przypadków śmiertelnych, które nie były odnotowane, a które są bezpośrednimi skutkami szczepień. Nie obejmuje to wielu przypadków zapalenia mózgu lub śpiączki i takich lub innych form degeneracji organizmu, które są wynikiem szczepień… Nonsensem jest myślenie, że można wszczepić ropę – materiał do szczepień jest normalnie pobierany z krost i to przeważnie martwej ofiary ospy – małemu dziecku i w ten sposób poprawić jego zdrowie. Dotyczy to wszystkich form tak zwanej immunizacji surowicą… Gdyby rzeczywiście można było w jakiś sposób wytworzyć naturalną odporność na choroby za pomocą tych sztucznych środków, gorąco bym to popierał, ale niestety tak nie jest… Ciało ma swoje własne metody obrony. Opierają się one na zdrowotności ciała w danym czasie. Jeżeli jest ono wystarczająco zdrowe, będzie odporne na wszystkie infekcje, jeżeli nie jest wystarczająco zdrowe, nie da się poprawić jego żywotności poprzez wprowadzanie do jego wnętrza jakiejkolwiek trucizny…

Zgodnie z oficjalnymi danymi Głównego Rejestru Anglii (Register General of England) w ciągu 23 lat do grudnia 1993 roku w Anglii i Walii w wyniku ospy zmarło tylko 109 dzieci (poniżej piątego roku życia), za to aż 270 innych zmarło w tym samym czasie w tych dwóch krajach w wyniku szczepień. W latach 1934-1961 nie odnotowano ani jednego przypadku śmierci w wyniku ospy, a mimo to w rym samym czasie 115 dzieci poniżej piątego roku życia zmarło w wyniku szczepień przeciwko tej chorobie. To zmusiło ostatecznie rząd do uchylenia prawa dotyczącego szczepień przeciwko ospie. Równie zła była sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Artykuł zamieszczony w lipcowym numerze magazynu „Prevention” („Ochrona”) z 1969 roku stwierdza, że od 1948 roku w USA zmarło 300 dzieci w następstwie komplikacji po szczepieniu przeciwko ospie. W tym samym czasie nie odnotowano ani jednego przypadku ospy w całym kraju. W październiku 1971 roku dr Samuel Katz z Centrum Medycznego Uniwersytetu Duke przemawiając na dorocznym zjeździe Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej stwierdził, że Jadwiga Łopata i Julian Rose. Jak podaje dr Archie Kalokerinos władze ostatecznie uchyliły stosowanie tej szczepionki: „Jakieś 10-15 lat temu część moich kolegów ze Stanów Zjednoczonych poinformowała mnie o bardzo ciekawej sprawie. Stwierdzili oni, że szczepienia przeciwko ospie zostały wstrzymane nie dlatego, że ospa została zwalczona, ale dlatego, że mieli problemy ze szczepionką. Szczepili daną osobę i ta osoba mogła zarazić aktywną ospą inną osobę z nią się kontaktującą. Cała sprawa wymknęła się spod kontroli i nie chcieli ryzykować stosowania tej szczepionki”.

Prawdopodobnie dlatego profesor Ari Zuckerman członek rady doradczej Światowej Organizacji Zdrowia ds. wirusów stwierdził: ,,Immunizacja przeciwko ospie jest bardziej ryzykowna niż sama choroba”, zaś „British Medical Journal” (1.05.1976) dodał: „Przyjmuje się obecnie, że ryzyko wynikające z rutynowych szczepień przeciwko ospie jest w Wielkiej Brytanii większe niż z naturalnej infekcji”. 11 maja 1987 roku londyński Times zamieścił na tytułowej stronie artykuł: „SZCZEPIONKA PRZECIWKO OSPIE UAKTYWNIŁA WIRUSA AIDS”. Istotą tej historii było to, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) walcząc z ospą w Trzecim Świecie spowodowała wystąpienie milionów przypadków AIDS w Afryce, Brazylii i na Haiti. Doradca WHO stwierdził: „Myślałem, że był to przypadek, dopóki nie przebadaliśmy ostatnich wyników dotyczących reakcji, jakie mogą powodować szczepionki. Teraz wierzę, że teoria mówiąca, iż szczepienia przeciwko ospie doprowadziły do eksplozji AIDS, jest prawdziwa”.

Statystyki zdrowia ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ujawniają, że największe obszary występowania wirusa HIV (przyczyna AIDS) pokrywają się z obszarami, na których prowadzano najbardziej intensywne programy szczepień. Uważa się, że szczepionka przeciwko ospie podana milionom osób w Afryce, Brazylii i na Haiti mogła osłabić system immunologiczny wrażliwych osób. To z kolei sprawiło, że obecne w organizmach tych osób nieaktywne wirusy AIDS uaktywniły się i wywołały chorobę. Dr Robert Gallo, amerykański badacz AIDS, stwierdził: „Od lat mówiłem, że stosowanie żywych szczepionek, jakich używano przeciwko ospie, może wywołać infekcję taką jak HIV (AIDS)”.

Najlepszy sposób na określenie, czy szczepionki działają, czy nie, jest zaszczepienie populacji najbardziej podatnych na choroby, to znaczy krajów Trzeciego Świata, i sprawdzenie wyników.

[Eksperymenty na ludziach? przyp. M.S.]

Jak będzie się można przekonać, kampanie szczepień w Trzecim Świecie zawiodły, jeśli chodzi o ochronę przed chorobami. W grudniowym numerze „Journal for the Doctors’ Reform Society” z 1982 roku dr Julie Clift pisząc na temat odry w Mozambiku stwierdziła: „Wyniszczające epidemie odry z dużym procentem zejść śmiertelnych nadal występują tu często, mimo prowadzenia rozszerzonego programu immunizacji”.

Według „The Lancet” (31.03.1990, str. 774): „Kampania przeciwko odrze w Afryce Zachodniej dowiodła, że mimo iż choroba w krótkim okresie może być kontrolowana za pomocą masowych szczepień, to jednak wyniki nie są długotrwałe i konieczne było kontynuowanie działań. Szczepionki przeciwko poliomyelitis (choroba Heinego-Medina) okazały się najbardziej niezadowalające ze wszystkich pierwotnie wprowadzonych w EPI… Szczepionki przeciwko polio w formie zastrzyków dają równie dobre wskaźniki serokonwersji w rozwijającym się świecie, niemniej zawiodły w zapewnieniu całkowitej ochrony podczas ostatniej epidemii w Senegalu”.

W artykule dotyczącym polio zamieszczonym w „The Lancet” (8.12.1984) stwierdzono: „Szczepionka doustna przeciwko polio często daje niezadowalająco niską odporność i ochronę w krajach tropikalnych…”

Wysoce wątpliwa wydaje się również wartość szczepionki BCG (przeciwko gruźlicy). Donosząc o niepowodzeniu szczepień „The Lancet” (12.01.1980) napisał: „Skuteczność szczepionki BCG przeciwko tuberkulozie (gruźlicy) pozostaje dla większości populacji oraz większości obszarów świata nieprzewidywalna… Mimo trzech głównych prób w Puerto Rico i Indiach, BCG nadal musi udowodnić swoją wartość w tych rejonach świata, gdzie kontrola gruźlicy jest najbardziej potrzebna, czyli krajach rozwijających się”.

Prawdopodobnie jednym z najbardziej ryzykownych i zdradzieckich skutków szczepień jest ich potencjalna możliwość prowokowania innych form chorób. Zjawisko to nosi nazwę „choroba prowokowana” i zostało opisane w wielu pismach i książkach przez lekarzy medycyny.

Związek przyczynowy między przypadkami paraliżu w przebiegu polio ze szczepieniami przeciwko błonicy i kokluszowi, które wystąpiły pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych został dobrze udokumentowany. W kwietniu 1950 roku zarówno „The. Lancet”, jak i „The Medical Officer” donosiły, że dziecięcy paraliż występował po szczepieniu antytoksyną błonicy, szczepionką kokluszu i kombinowaną szczepionką przeciwko błonicy i kokluszowi. Ich raport ujawnił, że istnieje wyraźny związek między szczepionką i paraliżem, który wystąpił w ciągu miesiąca po szczepieniu. W roku 1950 pracujący w Melbourne dr Bertram McCloskey zbadał historię szczepień 340 przypadków poliomyelitis, które wystąpiły w Wiktorii podczas epidemii w roku 1949. Dr McCloskey stwierdził, że z 340 przypadków 31 było szczepionych anatoksyną dyfterytową lub przeciwko kokluszowi pojedynczo lub w kombinacji w ciągu trzech miesięcy przed wystąpieniem symptomów choroby. Później odkrył jeszcze 23 podobne przypadki zachorowań, które wystąpiły w okresie 3-12 miesięcy po szczepieniu, i 121 zachorowań, do których doszło po ponad roku od szczepienia.

W BMJ (1.07.1950, str. 4669) drzy Hill i Knowelden donieśli o statystycznych badaniach przypadków polio w roku 1949 w Zjednoczonym Królestwie i ich związku ze szczepieniami przeciwko kokluszowi i dyfterytowi: bez względu na sposób zestawiania statystyk zebranych w tym badaniu ujawniały one istnienie wyraźnego związku między niedawnym szczepieniem i paraliżem… To oznacza, że przypadki paraliżu, które wystąpiły w epidemii poliomyelitis w roku 1949 w tym kraju, miały związek ze szczepieniami dokonanymi w ciągu miesiąca przed wystąpieniem zachorowania.

„The Lancet” (15.12.1956) zamieścił artykuł zatytułowany „Poliomyelitis and Prophylactic Inoculation Against Diphtheria, Whooping Cough and Smallpox” („Poliomyelitis a szczepienia zapobiegawcze przeciwko dyfterytowi, kokluszowi i ospie”). Jego autorzy stwierdzają w nim: „W latach 1951-1953 około 170 z 1308 przypadków paraliżu w Anglii i Walii u dzieci w wieku między 6 miesiącem 2 rokiem życia było związanych przyczynowo ze szczepieniami przeciwko dyfterytowi lub kokluszowi”.

W artykule tym stwierdza się też, że z 355 przypadków paraliżu, w których historii stwierdza się uprzednie szczepienia przeciwko dyfterytowi, kokluszowi i ospie, w 132 paraliż nastąpił w ciągu 1 do 28 dni po szczepieniu. W raporcie przyznaje się, że te liczby mogą być zaniżone. W lipcu 1978 roku w Neapolu we Włoszech doszło do wielkiej tragedii związanej ze szczepieniami. Pewna liczba dzieci została zaszczepiona przeciwko dyfterytowi i tężcowi i w ciągli 24 godzin trafiły one do szpitala. Pięć z nich zmarło. 59 dalszych zgonów nastąpiło między październikiem 1978 roku i lutym 1979. W opisie tej tragedii zamieszczonym w książce „Infectious Diseases” („Choroby zakaźne”) (WHO) stwierdza się: „Mimo wysiłków władz włoskich a także międzynarodowego zespołu ekspertów ten wybuch choroby spowodowany przypuszczalnie przez szczepienia w połączeniu z jednoczesną syncycjalną wirusową infekcją układu oddechowego pozostaje niewyjaśniony”.

Mechanizm wywoływania przez szczepionki innych chorób nie jest dokładnie wyjaśniony, niemniej wielu lekarzy sądzi, że jeśli w organizmie danej osoby istnieje utajony wirus lub choroba w okresie wylęgania, szczepienie może być wystarczającym czynnikiem do uaktywnienia choroby. Tak więc szczepienie nie zawsze jest jedyną przyczyną, ale niewątpliwie jest ono często końcowym bodźcem wywołującym chorobę. Niestety, jak zauważa Leon Chaitow w swojej książce „Vaccinations and Immunizations” („Szczepienia i uodpornianie): „Nie ma sposobu na stwierdzenie, kiedy taka utajona lub wylęgająca się choroba może dać znać o sobie, czyli nie ma sposobu dowiedzenia się, kiedy szczepienie może ją wywołać”. Jak już widzieliśmy, wiele chorób, co do których istnieją podejrzenia, że zostały spowodowane przez szczepienia, nie ujawniają się wcześniej niż co najmniej 10 lat po szczepieniu, po którym to czasie trudno udowodnić istnienie tego związku. „Modern Medicine of Australia” (1.07.1974, str. 60) opublikował artykuł „Severe Complications of Measles Vaccination” („Ciężkie komplikacje po szczepieniu odry”), w którym stwierdza się:

Donoszono również o podostrym zapaleniu mózgu, rzadkim powikłaniu wywoływanym przez odrę, do którego dochodziło po miesiącach lub latach od szczepienia przeciwko odrze szczepionką zawierającą żywe wirusy. Jest to okaleczająca postępująca choroba centralnego układu nerwowego. U pewnego dziecka podostre zapalenie mózgu wystąpiło po dwóch latach od szczepienia żywymi wirusami odry, a u innego po 8,5 roku od ataku odry. Oba te przypadki wykazywały opóźnioną reakcję nadwrażliwości na martwego wirusa odry”.

Leon Chaitow ostrzega: „Potencjalnym zagrożeniem tkwiącym we wszelkiego rodzaju szczepieniach jest uaktywnienie utajonego wirusa”.

Następujące cytaty zaczerpnięto z artykułu „Inoculations: Friend or Foe?” („Szczepienia – przyjaciel czy wróg?”), „Health Science”, lipiec-sierpień 1983 roku.

Profesor L.C. Vincent, założyciel Bioelectronics, powiedział:

Wszystkie szczepienia powodują przesunięcie trzech wartości w obrazie krwi do lub w kierunku strefy charakterystycznej dla raka i białaczki… Szczepionki DO usposabiają do raka i białaczki.

Profesor Leon Grigorski z Wydziału Medycyny w Atenach stwierdził:

Stosując szczepienia sami stwarzamy choroby i zmierzamy do powszechnej epidemii raka oraz defektów umysłowych spowodowanych zapaleniem mózgu.

Dr Supperat, ordynator szpitala w St Louis w USA, mówiąc o szczepionkach ospy i dyfterytu stwierdził:

To prowokuje eksplozję białaczki.

Dr Kalokerinos i dr Dettman („Australian Nurse Journal”, lipiec 1981) podkreślają:

Dokładne badanie spadku zachorowań wykazuje, że od chwili wprowadzenia masowych szczepień w latach trzydziestych i na początku czterdziestych zniknęło blisko 90 procent tak zwanych „zabójczych chorób”. Od czasu wprowadzenia rutynowej immunizacji mamy za to teraz bardziej niż kiedykolwiek alarmujący wzrost chorób cywilizacyjnych i, co gorsze, nadal występują choroby, przed którymi powinniśmy być zabezpieczeni, przypuszczalnie w większej liczbie przypadków, niż się można było tego spodziewać, gdybyśmy pozwolili im po prostu na dalszą kontynuację ich trendu do wygasania.

ZWIĄZEK SZCZEPIEŃ Z CHOROBAMI DZIECI

Wielu lekarzy wiąże szczepienia ze wzrastającym występowaniem wśród dzieci chronicznych i ostrych chorób, takich jak zapalenia stawów, cukrzyca młodzieńcza, stwardnienie rozsiane, alergie, egzema, zespół Reya, rak i wiele innych. Na 4 międzynarodowym sympozjum poświęconym zwalczaniu kokluszu (Fourth International Symposium on Pertussis), które odbyło się w roku 1979 w stanie Maryland w USA, przedstawiono dowody wskazujące, że szczepionka przeciwko kokluszowi może prowadzić do zaburzeń metabolizmu insuliny. To każe zastanowić się, czy mogło to mieć coś wspólnego ze wzrostem zapadalności na cukrzycę młodzieńczą i hipoglikemię, które związane są właśnie z zaburzeniami metabolizmu insuliny? Zarówno w Europie, jak i w USA, wielu lekarzy obserwuje gwałtowny wzrost zaburzeń alergicznych i immunologicznych u dzieci. W majowym wydaniu „Modern Medicine” z roku 1983 zamieszczono omówienie międzynarodowego spotkania w Londynie na temat alergii, w którym stwierdzono: „Występowanie zaburzeń alergicznych bez wątpienia wzrosło w ostatnich latach”. „British Medical Journal” (wrzesień 1983) opisuje przegląd, który wykazał, że z 13500 dzieci urodzonych w jednym tygodniu 1970 roku ponad 12 procent zapadło przed ukończeniem 5 roku życia na skazę atopową. Była to dwukrotnie większa liczba od podanej w wyniku podobnego przeglądu przeprowadzonego 12 lat wcześniej. Pewien wybitny pediatra skomentował to następująco: „Może istnieć związek między immunizacją jako stresem i powstaniem niektórych z niszczycielskich objawów, które cały czas obserwuję u coraz młodszych dzieci”. Powodujący raka wpływ szczepień został dobrze przedstawiony w wielu badaniach na zwierzętach. Trwają dyskusje, czy takie samo ryzyko istnieje u ludzi. Jak powiada dr Carlton Fredericks, sławny amerykański żywieniowiec: „Przynajmniej w przypadku dzieci to potencjalne ryzyko na pewno przeważa wszelki zysk płynący z zapobiegania”.

Jedną z najpoważniejszych konsekwencji rutynowych szczepień jest potencjalne ryzyko dla systemu immunologicznego dziecka. W swojej książce „Vaccinations and Immune Malfunctions” („Szczepienia i zaburzenia immunologiczne”) dr Buttram i dr Hoffman przestrzegają przed „możliwością szeroko rozpowszechnionych i nie rozpoznanych zaburzeń immunologicznych spowodowanych szczepieniami i przedstawiają potrzebę naukowego badania tych efektów”. Rozpoznali oni „obniżenie odporności organizmu wynikające ze szczepień. Ponieważ efekt ten jest często opóźniony, pośredni i zamaskowany, jego prawdziwa natura jest często nie rozpoznawana”. Z przeglądu w ich książce wynika, że częściowa lista chorób i/lub zaburzeń immunologicznych mających związek ze szczepieniami opisywanych w literaturze medycznej obejmuje uszkodzenia mózgu wskutek zapalenia spowodowanego szczepieniami, SIDS (zespół nagłej śmierci niemowląt), zespół Guillaina-Barre’a, toczeń rumieniowaty, stwardnienie rozsiane, zapalenie stawów (po szczepieniu różyczki) oraz zaburzenia alergiczne. Buttram i Hoffman stwierdzają: „Być może wiele z problemów nerwowych, mentalnych, zaburzeń zachowania i problemów społecznych występujących dziś wśród młodszej generacji w Ameryce stanowi odpowiednik zespołu współdziałania niedożywienia-szczepienia obserwowanego przez Dettmana i Kalokerinosa wśród australijskich Aborygenów”. Dr Archie Kalokerinos, który pracował wśród Aborygenów w latach 1960 i 1970, przypisywał wzrost śmiertelności aborygeńskich niemowląt szerokiemu programowi immunizacji. Twierdził, że niedożywione niemowlęta mają osłabiony system immunologiczny i że zastrzyk szczepionki jedynie pogarsza sytuację, w wyniku czego dochodzi do wielu zgonów. Przemawiając 24 maja 1987 roku na zjeździe poświęconym naturalnemu leczeniu (Natural Health Convention) w Stanwell Tops w Nowej Południowej Walii dr Kalokerinos stwierdził: „Po raz pierwszy z problemem szczepień zetknąłem się pracując wśród Aborygenów. W tym czasie mieliśmy jedną z najwyższych śmiertelności na świecie, wyższą niż w wiejskich okolicach Indii. W niektórych społecznościach aborygeńskich, co drugie dziecko było skazane na śmierć w dzieciństwie, ale wydawało się, że władze medyczne nie miały na to odpowiedzi. Na zaproszenie ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych pojechałem do Północnego Terytorium, aby przeprowadzić badania. Wykryłem, że odsetek zgonów wśród niemowląt podwoił się w ciągu roku, i wyglądało na to, że podwoi się ponownie. Nie mogłem tego wytłumaczyć. Warunki nie uległy zmianie, pory roku się nie zmieniły, wszystko wydawało się w zasadzie takie same. Pojechałem, więc do Ameryki, aby przedyskutować tę sprawę z kolegami, ale nikt nie mógł znaleźć wytłumaczenia. Wróciwszy do Australii, wziąłem pod uwagę wiele różnych czynników, o których wiedziałem, że mogą wywołać chorobę u dziecka. Jednym z nich był fakt, że w pewnych okolicznościach rutynowe szczepienia mogą wyrządzić szkodę. Przypomniałem sobie, że minister powiedział mi: „Jedną z rzeczy, jaką wprowadziliśmy, była kampania szczepień”. Pomyślałem wówczas: „Eureka, to jest to, to właśnie to jest przyczyną!” Złapałem nazajutrz samolot do Północnego Terytorium, ale w Alice Springs zmarnowałem tylko czas. Moi koledzy nie chcieli mnie słuchać. Widziałem lekarzy i pracowników służby zdrowia ścigających aborygeńskie matki, siłą odbierających im dzieci i szczepiących je wbrew ich woli. Wiele aborygeńskich matek widząc nadjeżdżającą ekipę służby zdrowia zabierało dzieci i ukrywało się w zaroślach. Głównie, dlatego że umiały liczyć. Wiedziały, co się stanie, gdy lekarze przyjadą ze swoimi igłami. Lekarze ci zapominali odnotowywać dzieci, które umierały po rutynowym szczepieniu. Uważali te zgony za skutek zapalenia żołądka i jelit lub zapalenia płuc, zupełnie nie dostrzegając ich związku ze szczepieniami. Nie wiedzieli też, o co najmniej połowie zgonów, gdyż dzieci grzebano w zaroślach. Również metody prowadzenia statystyk nie były najlepsze. Zgotowano mi bardzo wrogie powitanie w typowo kalokerinowskim stylu. Ilekroć spotykam się z takim powitaniem, staram się dociec jego przyczyny. Im głębiej się w to zagłębiałem, tym bardziej byłem przerażony. Zdałem sobie sprawę, że przez wadliwe kampanie szczepień wyrządzono wiele zła, nie tylko w Australii, aie na całym świecie”. Oto dalszy komentarz dra Kalokerinosa na temat zgonów aborygenskich dzieci po szczepieniach zaczerpnięty z jego książki „Every Second Child” („Co drugie dziecko”): „Jeśli jakieś dzieci lub niemowlęta przeżyły, w ciągu miesiąca zbierano je w celu poddania kolejnemu szczepieniu. Te, które przeżyły, szczepiono ponownie. Następnie były szczepienia przypominające, szczepienia przeciwko odrze, polio, a nawet TB (gruźlicy). Trudno się dziwić, że umierały. To cud, że niektóre przeżyły… Podniecenie wywołane tym odkryciem jest trudne do opisania. Z jednej strony byłem zafascynowany jego prostotą, „piękną” drogą rozumowania, dzięki której wzór pasował do wszystkiego, co robiłem. Z drugiej strony, niemal trząsłem się z przerażenia na myśl o tym, co zrobiono i co robiono nadal. W rzeczywistości zabijaliśmy niemowlęta z powodu własnej ignorancji”. W artykule zatytułowanym „Immunization Can Harm, Says Professor” („Szczepienia mogą krzywdzić, mówi profesor”) opublikowanym w piśmie „The Age” (4.12.1975) profesor Ronald Penny ostrzega, że dzieci z niewydolnym systemem immunologicznym mogą ponieść szkody na zdrowiu a nawet umrzeć w wyniku rutynowych szczepień. Profesor Penny uważa, że szczepienia u takich dzieci mogą wywołać szkodliwe skutki, a nawet choroby, przeciwko którym je uodporniano. Szczepionki przeciwko odrze, polio, różyczce i ospie są jego zdaniem najniebezpieczniejsze, ponieważ zawierają żywe kultury bakterii i mają silniejsze działanie od innych.

Jeśli szczepionki są tak bezpieczne, jak przekonują nas o tym teorie medyczne, to oczywiście lekarze jako pierwsi powinni ustawiać się do szczepienia? W końcu pracują w swoich klinikach, szpitalach, przychodniach etc. codziennie wystawiani na kontakt z zainfekowanymi pacjentami. Należą do grupy „wysokiego ryzyka”, która powinna szczepić się z uwagi na stały kontakt z chorobami zakaźnymi. Tymczasem, jak się okazuje, wielu lekarzy „odmawia” szczepienia siebie lub swojej rodziny.

„Journal of the American Medical Association” opublikował artykuł „Rubella Vaccine and Susceptible Hospital Employees: Poor Physician Participation” („Szczepionka przeciw różyczce a podatni pracownicy szpitali: mały udział lekarzy”). Donosi on, że najniższy odsetek szczepionych przeciwko różyczce dotyczy grupy ginekologów położników, następni w kolejności są pediatrzy. Jego autorzy wysuwają wniosek, że „lęk przed nie przewidzianymi reakcjami na szczepionkę” był główną przyczyną niewielkiego udziału lekarzy.

Dr Mendelsohn wspomina o lekarzu z Los Angeles, który odmówił zaszczepienia swojego siedmiomiesięcznego dziecka. Lekarz ten oświadczył podobno: „Jestem zaniepokojony tym, co może się zdarzyć, gdy wirus szczepionki nie tylko daje małą ochronę przed odrą, ale może też pozostawać w organizmie, działając w sposób, o którym niewiele wiemy”. Co ciekawe, ten sam lekarz nadal szczepił własnych pacjentów i usprawiedliwiał to postępowanie, twierdząc, że: „jako rodzic mam luksus własnego wyboru tego, co jest najlepsze dla mojego dziecka. Jako lekarz muszę jednak akceptować zalecenia swojego zawodu”.

„British Medical Journal” (27.01.1990) zamieścił artykuł „Attitudes of General Practitioners Towards Their Vaccination Against Hepatitis B”. („Pogląd lekarzy rodzinnych w sprawie ich szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B”). Z 598 lekarzy zapytanych o szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B 528 (86%) wierzyło, że wszyscy lekarze rodzinni powinni zostać przeciwko niemu zaszczepieni. Jednak 309 z nich nie zaszczepiło się! W artykule czytamy: „Z 309 respondentów, którzy nie zaszczepili się, 249 podało jako powód „tak się jakoś złożyło…” To każe przypuszczać, że albo lekarze nie wierzą w to, iż potrzebują być zaszczepieni, albo że mają trudności w poddaniu się temu prewencyjnemu zabiegowi”. (Co ciekawe, 7 z 309 nie szczepionych lekarzy jako powód podało: „nie wierzę szczepionce” – zaś 4 innych: „nie udowodniono korzystnego działania szczepionki”).

W pewnym artykule na temat szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (BMJ, 21.07.1990) stwierdza się: „Infekcja wirusem zapalenia wątroby typu B jest poważnym zagrożeniem dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Chirurdzy są szczególnie zagrożeni z potencjalnie niszczycielskimi konsekwencjami dla ich zdrowia i możliwości zarobkowania, jeśli staną się nosicielami”. Tymczasem albo chirurdzy nie traktują tych zagrożeń poważnie, albo zdają sobie sprawę, że szczepienie nie zapewnia ochrony, gdyż dalej czytamy: „Mimo poważnych dowodów na istnienie podwyższonego ryzyka infekcji wysoki odsetek chirurgów w tym badaniu «nie» był szczepiony… Jest to oczywiste fiasko poczynań chirurgów w sprawie własnej ochrony i ich wpływu na niższy personel, aby się zabezpieczył”. Dr Robert Mendelsohn stwierdził: „W grupie wysokiego ryzyka zachorowania na tę poważną chorobę blisko dwie trzecie personelu medycznego odmówiło przyjęcia szczepionki, nawet gdy była oferowana za darmo”.

Kiedy profesor Gordon Stewart z Wielkiej Brytanii zaczął odkrywać przypadki uszkodzeń mózgu wśród dzieci szczepionych wcześniej przeciwko kokluszowi, wielu lekarzy zaczęło obawiać się potencjalnych niebezpieczeństw, jakie może spowodować szczepionka przeciwko tej chorobie. Wyrażając swoje wątpliwości na temat bezpieczeństwa jej stosowania, dr P.M. Jeavons („The Lancet”, 25.10.1975, str. 811) zasugerował: „Dlaczego nie wydzielić kokluszu z potrójnej szczepionki i dać możliwość wyboru tym, którzy tak jak ja nigdy nie pozwolą zaszczepić przeciwko tej chorobie własnych dzieci…?”

Wydaje się, że wielu lekarzy zgadza się ze słowami dra Jamesa A. Shannona:

Jedyna całkowicie bezpieczna szczepionka to taka, której się nigdy nie stosuje.

Zadano pytanie: „Szczepionki – czy na pewno bezpieczne i skuteczne?” Odpowiedź na nie jest oczywista.

Jeśli to, co przeczytaliście w tym artykule, niepokoi Was, wiedzcie o jednym: to jest jedynie wierzchołek góry lodowej!

Zapraszam na blog w całości poświęcony zagrożeniom ze strony szczepionek: Szczepionkowe ludobójstwo

Linkujcie ten artykuł na portalach społecznościowych, klikając poniższe ikonki – wtedy prawdę pozna więcej osób!

Szkodliwość szczepień – ciąg dalszy

Szczepienia jako dobrodziejstwo ludzkości? Fakty i mity

Dziś piszę kolejny tekst, mający uświadomić ludziom szkodliwość szczepień. Szczepionki jawią się nam jako „dobrodziejstwo ludzkości”, niemal jako kolejny z cudów świata. O tym, że jest to bardzo wątpliwe dobrodziejstwo, mówi się coraz głośniej. Coraz większy jest też opór lobby farmaceutycznego i instytucji sprostytuowanych (kupionych) przez wielką farmację – część z tych instytucji zachowuje się wręcz jak mafijni bossowie, zastraszając rodziców, wysyłając im listy z pogróżkami. Te instytucje to: sądy, prokuratury, Sanepidy, GIS, Krajowa Izba Lekarska, Polskie Towarzystwo Wakcynologiczne i inne. Zastraszani są oczywiście rodzice, którzy nie chcą, aby ich dzieci korzystały z tego wątpliwego „dobrodziejstwa ludzkości”. Straszy się ich na różne sposoby: bandyci z Sanepidów łamią prawo i wysyłają listy z pogróżkami, grozi się im odebraniem dzieci, prokuraturą i innymi nieprzyjemnymi konsekwencjami. To daje do zrozumienia, że ktoś ma w tym interes, prawda? I to nie byle jaki interes, bo przecież chodzi o miliardy dolarów (i nie tylko! Ale o tym już nie musicie wiedzieć – a jeśli chcecie, to zapraszam na końcówkę tego tekstu).
I bynajmniej nie chodzi tu o dobro całej populacji – bo przecież 98% populacji się szczepi, prawda? Więc powinni być bezpieczni, przecież oficjalnie mówi się o tym, że szczepionki skutecznie zapobiegają chorobom, prawda? Zaś Ci, którzy się nie zaszczepili – ich wina, prawda? Jednak i ten pogląd tutaj zweryfikujemy.
Dlaczego kładę tak duży nacisk na na kwestię szczepień? Gdyż szczepionki zawierają w swoim składzie liczne zanieczyszczenia organiczne i chemiczne:
-skwalen;
-rtęć, aluminium, związki wapnia;
-zanieczyszczenia organiczne, takie jak zmodyfikowane genetycznie wirusy, hodowane np na abortowanych ludzkich płodach (!), cielęca ropa, i wiele innych;
-formaldehyd, formalina, benzoesan sodu, polysorbate80, inne konserwanty chemiczne;
-i wiele innych.

Służba zdrowia skorumpowana i stronnicza

Wszystkie te dodatki są bardzo szkodliwe i odpowiadają za szereg chorób (w środowisku naukowym mówi się o tym nieoficjalnie). Te choroby to alergie, autyzm, padaczka, choroby psychiczne, choroby autoimmunologiczne, ADHD, narkolepsja, i inne. Ta lista dodatków do szczepionek jest podawana oficjalnie, ale tylko na ulotkach informacyjnych, bo nie usłyszysz o tym od żadnego lekarza. Sami lekarze to dziś de facto agenci firm farmaceutycznych, którzy mają interes w przepisywaniu i podawaniu danych produktów. Lekarze, którzy mają największą wyszczepialność, dostają największe premie od koncernów produkujących szczepionki. Jest to oczywiście zalegalizowana forma korupcji, jednak lekarzy obowiązuje quasi mafijna zmowa milczenia – tzw omerta.
Na pewno zapytacie: po co to wszystko? Dlaczego nie można wyprodukować szczepionek bez tych wszystkich szkodliwych dodatków? Na pewno z niedowierzaniem zadajecie sobie też pytanie: co z instytucjami „demokratycznego państwa prawa”, w końcu powołanymi dla naszego dobra, dla dbania o najwyższe standardy świadczonych usług medycznych? Otóż muszę Was zasmucić – te instytucje dawno zostały w całości kupione przez wielką farmację. Już od dawna instytucje te służą interesom swoich potężnych i wpływowych mocodawców. To, z czym walczymy to hydra o tysiącach głów: instytucje „publiczne”, rządy, politycy, tzw „eksperci”, stacje badawcze, lekarze, i w końcu dyrygujące wszystkim korporacje, które szykują wielki skok na internet – polecam zapoznać się z pojęciem: „medyczna, farmaceutyczna hasbara”.

Rodzice nie są informowani o działaniach niepożądanych szczepionek. To łamie prawo

Oto wybrane fragmenty listu organizacji http://www.stopnop.pl z wplecionym moim komentarzem:

Rodzice nie uzyskują pełnej informacji o działaniach niepożądanych szczepionek oraz nie otrzymują ulotek informacyjnych podczas szczepienia czy przed nim. Co łamie prawa pacjentów do pełnej informacji medycznej. W przypadku szczepionek oficjalna propaganda odniosła olbrzymi sukces. Gdyż nawet pospolita aspiryna ma gorszą markę niż szczepionki – każdy przecież słyszał, że aspiryna zaszkodziła komuś na żołądek, wywołała wrzody bądź nie można jej podawać dzieciom. Społeczeństwo ma świadomość skutków ubocznych nawet lekarstw bez recepty stosowanych przez większość z nas. Tymczasem w przypadku szczepionek takiej świadomości społecznej po prostu nie ma. Szczepionki przedstawiane są jako panaceum na wszystko, jako cudowny lek pozbawiony jakichkolwiek działań niepożądanych, a to jest absurd. Weźmy np pod uwagę reklamy środków farmakologicznych, choćby wspomnianej wyżej aspiryny. Otóż pod koniec każdej reklamy wyświetla się napis: „przed użyciem skonsultuj się z lekarzem bądź przeczytaj dołączoną ulotkę, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany może zagrażać Twojemu życiu lub zdrowiu”. Czy ktokolwiek z Was widział takie ostrzeżenie przy ckliwych reklamach szczepionek? Otóż nie, pomimo tego, że lista działań niepożądanych szczepionek jest bardzo długa, takiej informacji, ostrzeżenia po prostu nie ma! A to wszystko po to, by rodzice mający zaszczepić dziecko nie namyślali się za bardzo. Wszystko po to, by nie żądali podczas szczepiennej wizyty u lekarza ulotki informacyjnej. To celowa, cyniczna i zbrodnicza polityka tego systemu! To świadczy o tym, jak bardzo złą wolę mają urzędasy, lekarze i ogólnie oficjalna medycyna.
Nie podawanie do informacji rodziców poważnych działań niepożądanych szczepionek jest nie tylko złamaniem prawa, ale jest też zbrodnią dokonywaną w zaciszu lekarskich gabinetów.

Lekarz (…) powinien poinformować o składzie preparatu szczepionkowego, działaniach niepożądanych i skutkach szczepienia. W praktyce rodzice dostają co najwyżej informacje o zaczerwienieniu w miejscu ukłucia i możliwej gorączce.
5. Niezgłaszanie niepożądanych odczynów poszczepiennych przez lekarzy. Sanepidy i lekarze, przekonując o bezpieczeństwie szczepionek powołują się na dane statystyczne. Tymczasem rodzice zgłaszają duże trudności przy zgłaszaniu odczynów poszczepiennych u lekarzy i w sanepidach. Czy służba zdrowia, która powołuje się na sfałszowane dane, czy urząd, kierują się dobrem pacjenta?
Fałszowanie danych w sprawie szczepionek i szkodliwości szczepień jest nagminne i odbywa się na całym świecie. To zamknięty, mroczny system zła i zalegalizowanego bezprawia, który bardzo skutecznie ukrywa swoje zbrodnie, a swoje ofiary albo zakopuje pod ziemią, albo spycha na margines. System ten jest tak skonstruowany, by nie przekazywać dalej informacji o zgonach i przypadkach kalectwa związanych ze szczepieniami.

Dla przykładu:
-z Polski nie są wysyłane do organizacji międzynarodowych ŻADNE dane odnośnie niepożądanych odczynów poszczepiennych. Z Polski zawsze jest ZERO, czyli wszystko cacy, prawda?
-odnośnie stosowania dodatku rtęciowego w szczepionkach: oficjalna, także polskojęzyczna propaganda opiera się na danych, które zostały ewidentnie i ordynarnie sfałszowane. Fałszerstwo to już dawno wyszło na jaw, jednak nikt za to nie beknął, a osoby fałszujące te dane dalej prowadzą swoją szkodliwą działalność;
-gdy zgłosisz się do lekarza z chorym dzieckiem, które zachorowało tuż po szczepieniu, prawie nigdy nie przyznają się, że choroba powstała w wyniku szczepienia.
-oficjalne statystyki zaniżają liczbę zgonów i przypadków kalectwa po zaszczepieniu nawet 10 do 100 razy! Tak sądzi prof Dorota Majewska, czołowy autorytet medyczny sprzeciwiający się szczepieniom.
-nikt z oficjalnej medycyny nie łączy chorób takich jak alergie, autyzm, astma, nowotwory, ADHD, padaczka i inne neurologiczne ze szczepionkami. Choć są uzasadnione dowody na to, że są one wywoływane poprzez szkodliwe dodatki do szczepionek – te biologiczne jak i chemiczne, np rtęć.
-Sanepidy jawnie łamią prawo nakładając na rodziców kary pieniężne za nieszczepienie ich dzieci. Ustawa z roku 2009 przewiduje jasno, iż znosi się karanie rodziców nie szczepiących swoich dzieci. Sanepid więc łamie prawo, wydając takie kary i przysyłając ponaglenia w sprawie szczepień. Sanepid, Główny Inspektorat Sanitarny i Krajowa Izba Lekarska stają się mafijnymi instytucjami, zbrojnym ramieniem korporacji farmaceutycznych produkujących szczepionki. Instytucje te są zakładnikami wielkich korporacji i ich lobbies, realizującym utajone przed społeczeństwami plany elit.
-pewne działania niepożądane szczepionek są po prostu utajone i nie ma ich nawet na oficjalnych ulotkach bądź serwisach informacyjnych dla lekarzy.
-z wykresów zachorowalności wynika, iż spadek zachorowań na choroby, przeciwko którym się szczepi, nastąpił na długo przed wprowadzeniem szczepionek do obrotu! Czasami spadek zachorowalności nastąpił nawet kilkadziesiąt lat przed wprowadzeniem kalendarza szczepień.
-lobby szczepionkowe rozgłasza na forach dyskusyjnych i na portalach fałszywe informacje, jakoby najnowszy wzrost zachorowalności na odrę i inne tego typu choroby był wynikiem wzrastającego odsetku rodziców nie szczepiących dzieci. Prawda jest taka, że pomimo szczepień co kilka lat, w każdym kraju notuje się wzrost zachorowań na odrę, błonicę, krztusiec i inne choroby. Dowodzi to po prostu nieskuteczności szczepień.
-w Polsce pomimo obowiązkowych szczepień na gruźlicę wzrasta liczba zachorowań na tę chorobę. Zaczyna to przybierać postać epidemii. Pytanie: dlaczego chorujemy, skoro byliśmy zaszczepieni? Np ja zachorowałem na różyczkę rok po zaszczepieniu mnie szkodliwą szczepionką na tą chorobę..

———————–

„Zapraszamy do podpisywania listu protestacyjnego dotyczącego poszanowania wolności i praw rodziców rezygnujących ze szczepienia swoich dzieci oraz w sprawie skuteczniejszej ochrony szczepionych dzieci przed niepożądanymi odczynami poszczepiennymi.

Link do petycji: http://www.petycje.pl/7000

Jest to inicjatywa użytkowników forum http://www.szczepienia.org.pl oraz członków Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP.

ŻĄDAMY:
1. Natychmiastowego wstrzymania i uznania za bezprawne wszelkich restrykcji wobec rodziców, którzy kierując się dobrem swoich dzieci podejmują suwerenne decyzje odnośnie tego, czy, kiedy i jakie szczepionki będą podane ich dzieciom.
2. Wprowadzenia jasnych zapisów w dokumentach prawnych, respektujących prawo rodziców do odmowy szczepienia swoich dzieci.
3. Usprawnienia systemu identyfikacji, kontroli i leczenia niepożądanych odczynów poszczepiennych (w skrócie NOP).
4. Utworzenia specjalnego funduszu odszkodowań dla osób dotkniętych trwałym uszczerbkiem zdrowia lub utratą bliskich wskutek wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych.
(Pełna treść listu na stronie)

Dostaje od polskich rodzicow coraz wiecej informacji o coraz czestszych, ciezkich, tragicznych w skutkach powiklaniach poszczepiennych u niemowlat. Podejrzewam, ze w Polsce nielegalnie i bez zgody rodzicow na wielka skale testuje sie na niemowletach nowe szczepionki z bardzo toksycznymi adjuwantami. Pisalam o nich wczesniej, ze powoduja masywna burze cytokin prozapalnych w organizmie, prowadzac m.in. do ostrego zapalenia mozgu ze wszystkimi tego tragicznimi konsekencjami – autyzmem, padaczka, uposledzeniem umyslowym, udarami i obrzekami mozgu, niedotlenieniem, zgonami. Adjuwanty te moga znajdowac sie w kazdej szczepionce.

Ponizej dowody, ze w Polsce testuje sie nowe szczepionki dla koncernow farmaceutycznych. Pytanie, czy wszyscy rodzice dzieci, ktore braly udzial w tych testach, wiedzieli o tym i zdawali sobie sprawe z mozliwosci tragicznych powiklan szczepien. Podejrzewam, ze nie. Prawdopodobne, ze wyniki tych tajnych testow wcale nie sa publikowane. Sytuacja moze przypominac zabicie pare lat temu testowymi szczepionkami kilkunastu bezdomnych Polakow w Grudziadzu. Powinien tym sie zajac jakis reporter sledczy.

Pozdrawiam, prof. Dorota Majewska

———-

Vaccine. 2010 Nov 16;28(49):7779-86. Epub 2010 Sep 28.
Randomised, controlled trial of concomitant pneumococcal and meningococcal conjugate vaccines.
Wysocki J, Tansey S, Brachet E, Baker S, Gruber W, Giardina P, Arora A.
Source
Poznan University of Medical Sciences, Poznan, Poland.
Abstract

A randomised, open-label study compared the immunogenicity and safety of 7-valent pneumococcal conjugate vaccine (PCV7) and meningococcal C conjugate vaccine (MnCC vaccine) administered concomitantly and individually. Infants received PCV7+MnCC vaccine (n=265), PCV7 alone (n=268) or MnCC vaccine alone (n=178). PCV7 was administered at 2, 3½, 6 and 12 months, and MnCC vaccine at 2, 6 and 12 months. For the 7 pneumococcal serotypes tested (4, 6B, 9V, 14, 18C, 19F and 23F), proportions of subjects with pneumococcal serotype-specific immunoglobulin G (IgG) antibody concentrations ≥0.35 μg/mL post-infant series were non-inferior for the PCV7+MnCC vaccine (91.5-99.6%) and PCV7 (89.0-99.6%) groups. Proportions of subjects achieving serogroup C meningococcal serum bactericidal assay titres ≥1:8 post-infant series were non-inferior for the PCV7+MnCC vaccine (99.6%) and MnCC vaccine groups (98.8%). Pneumococcal IgG antibody levels were similar in the PCV7+MnCC vaccine and PCV7 groups at each time point. Post-infant and post-toddler meningococcus C serum bactericidal assay titres and IgG levels were similar in the PCV7+MnCC vaccine and MnCC groups, although pre-toddler, the levels were lower in the PCV7+MnCC vaccine group than the MnCC vaccine group. Immune response rates to diphtheria antigen approached 100% for all vaccine groups. Local reactions were mostly similar among the treatment groups. The MnCC vaccine group had lower rates of some systemic events than the PCV7+MnCC vaccine group. Immune responses to PCV7+MnCC vaccine were non-inferior compared with those seen with each vaccine administered alone.

Med Sci Monit. 2010 Aug 7;16(9):CR433-9.
Immunization against influenza during the 2005/2006 epidemic season and the humoral response in children with diagnosed inflammatory bowel disease (IBD).
Romanowska M, Banaszkiewicz A, Nowak I, Radzikowski A, Brydak LB.

Source
Department of Influenza Research, National Influenza Center, National Institute of Public Health-National Institute of Hygiene, Warsaw, Poland. nic@pzh.gov.pl

Abstract
BACKGROUND:
Patients with inflammatory bowel disease (IBD) who are treated long-term with immunosuppressive drugs can experience a decrease in their overall resistance to infections, including influenza. The purpose of this study was to evaluate the humoral response in children with IBD after being vaccinated against influenza.

MATERIAL/METHODS:
Children with IBD were vaccinated with split inactivated vaccine. They were divided into 2 groups: children treated with anti-inflammatory medications and children treated with 5-acetylsalicylic acid along with immunomodulatory therapy. Antihemagglutinin (anti-HA) and antineuraminidase (anti-NA) antibodies were assessed before vaccination and 1 and 6 months after vaccination.

RESULTS:
Anti-HA and anti-NA antibodies 1 and 6 months after vaccination were higher than before vaccination. In the patients treated with anti-inflammatory medications, the protection rate (PR) attained the highest level for antigens A/H1N1 and B 6 months after vaccination. However, for A/H3N2 the result was 88.9% at 1 and 6 months after vaccination. In the patients who received immunomodulatory medications, the highest PR was noted 6 months after vaccination (47.6-90.5%). The response rate (RR) in patients who were treated with the anti-inflammatory medications alone remained the same 1 and 6 months after vaccination. In patients who received the immunomodulatory regimen, the highest RR was recorded 6 months after vaccination (47.6-76.2%).

CONCLUSIONS:
Response to vaccination was satisfactory, although not for all vaccine antigens, especially in patients treated with immunomodulatory medications. The higher levels of RP and RR 6 months after vaccination compared with 1 month after vaccination lends support to the argument that IBD patients should be vaccinated as soon as vaccine is available in a season.”

Testy szczepionek na ptasią grypę w Grudziądzu dla firmy Novartis. 21 osób zmarło.

Jeśli to prawda, sytuacja nie byłaby odosobniona. Kilka lat temu lekarze i pielęgniarki z prywatnej przychodni „Dobra Praktyka Lekarska” w Grudziądzu testowali dla firmy Novartis eksperymentalne szczepionki przeciw ptasiej grypie na nieświadomych zagrożenia bezdomnych. 21 z nich zmarło a liczba poszkodowanych wyniosła 350. Pracownicy przychodni stanęli przed toruńskim sądem oskarżeni o „wykonywania zabiegów leczniczych bez zgody pacjentów, poświadczenia nieprawdy w dokumentach i niekorzystnego rozporządzenia mieniem sponsora badania klinicznego”. Nie oskarżono ich, mimo zgonów bezdomnych, o narażenie zdrowia i życia ludzi, gdyż „opinie biegłych wykluczyły możliwość postawienia tego zarzutu”. Smaczku dodaje fakt, że o nielegalnych eksperymentach nikt by się nie dowiedział, gdyby bezdomni nie pokłócili się z personelem o pieniądze. Nie wiadomo, czy wyrok już zapadł czy jeszcze się toczy, gdyż media przestały o sprawie informować, a także ile eksperymentów medycznych nie ujrzało światła dziennego.

Mój komentarz: Media alternatywne pilnie poszukują tłumacza do tego tekstu! Adres emailowy w jednej z kolumn na brzegu bloga.
Faktem jest skażenie materiału do produkcji szczepionek wirusem ptasiej grypy, w 2009 roku. Afera wyszła przez przypadek, zaś winnych uniewinniono. Gdyby nie ten przypadek – wirus ptasiej grypy trafiłby do setek tysięcy sztuk szczepionek. Konsekwencje tego byłyby trudne do wyobrażenia.
Nasza siła w tworzeniu takich petycji. Oczywiście, psycholom rządzącym naszym krajem nijak to nie zaszkodzi, jednak takie działania powodują rozgłos i poszerzenie świadomości tego problemu. Ich bronią są biliony dolarów, spec służby i najnowocześniejsze zabawki militarne. Naszą bronią jest świadomość i aktywność.
Jeśli bezprawne testowanie szczepionek na polskich dzieciach jest prawdą, to oznacza to, że mamy do czynienia z zatuszowanym ludobójstwem na wielką skalę! Byłaby to oczywista eksterminacja naszego narodu, naszych polskich dzieci! Temu należy się przeciwstawić, to należy zwalczać.
Z historii znamy przykłady testowania na Polakach bardzo szkodliwych szczepionek. Jeszcze przed aferą świńskiej grypy, w roku 2008, około 30 bezdomnych, którym podano eksperymentalną szczepionkę, zmarło. Te i kilka podobnych przypadków jasno świadczą o tym, że testowanie de facto broni biologicznej na polskich dzieciach jest możliwe.. To świadczyłoby o tym, że polski rząd i podległe mu instytucje działają nielegalnie, a ich uchwały / ustawy nie mają żadnej mocy prawnej; nie są obowiązujące dla Narodu polskiego.
Niebezpieczne szczepionki i eksperymentalna modyfikowana genetycznie żywność były i nadal są testowane także w innych niż Polska krajach trzeciego świata. Powszechna w naszych krajach bieda to znakomity poligon doświadczalny dla globalnych gangsterów spod znaku rozmaitych korporacji i lobbies.

Zapalenie oskrzeli i grypa po szczepieniu na grypę

cyt. „Ostre zapalenie oskrzeli i ucha po szczepieniu na grypę
Mój synek w zeszłym roku zaczął chorować, lekarz zalecił mu ribomunyl, a później w sezonie jesienno-zimowym zalecał zaszczepić przeciw grypie aby mały zaraz czegoś nie załapał, broniłam się ale w końcu skapitulowałam i  dałam go zaszczepić pierwszą dawką szczepionki, po 3 tygodniach miał mieć następną. Już kilka dni po szczepieniu mały zaczął źle się czuć, wkrótce okazało się że ma ostre zapalenie oskrzeli a zaraz potem doszło zapalenie ucha z powikłaniami w postaci zapalenia kłębuszków, w środku zbierała się ropa która nie mając możliwości ucha podnosiła ciśnienie w uszku w wyniku czego synek utracił słuch w 25% ale to nie koniec, konieczna była operacja pod narkozą, synkowi zrobiono paracentezę, polegająca na nacięciu ucha środkowego i ściągnięciu ropy oraz założenie drenu aby ropa mogła swobodnie wypłynąć. Dostawał dożylnie antybiotyki, w szpitalu spędził 3 tygodnie. W wyniku ostrego zapalenia oskrzeli wywiązała się astma oskrzelowa, stwierdzona już niestety w Rabce. Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że zaszczepiłam synka, bo to moja wina, że teraz nie dość że ma astmę to jeszcze nie słyszy tak dobrze jak każde inne dziecko. Gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się nie zgodziła na to szczepienie albo po prostu nigdy bym nie wróciła do Polski. Zapomniałam napisać moje dzieci nigdy wcześniej ani później nie były szczepione, urodziły się w Norwegii, gdzie nie ma obowiązku szczepienia, maja podwójne obywatelstwo i tam się chowały ale niebawem urodzi się nam kolejne dziecko już w Polsce i nie pozwolę choćby nie wiem co nie pozwolę zaszczepić!” Źródło

———————–

„Twarze zmarłych młodych dziewczyn, zaszczepionych podobno PRZECIW wirusowi HPV (human papilloma, czyli brodawczaka ludzkiego), których foto znajduje się na stronie http://www.truthabouthgardasil.org., widzę za każdym razem, kiedy słyszę uporczywe nawoływania do szczepień tychże.

Miało być o HPV.
Muszę zacząć od krótkiego przypomnienia, o czym pisałam w cyklu wcześniej, ponieważ mam nadzieję utrwalić w Czytelnikach pojęcie silnego, samoregulującego systemu immunologicznego.
Pamiętają Państwo jeszcze, jak ksiądz Kneipp poradził sobie z gruźlicą BEZ antybiotyków i chemii? A przecież w mniemaniu wspłczesnej medycyny jest to niemożliwe – tuberculosa to antybiotyki i już!

Pamiętają Państwo, jak dr Pettenkofer efektami swojej działalności obalił teorie Kocha, jak wypił szklaneczkę z zarazkami cholery i… miał tylko lekką biegunkę? Nie rozchorował się, nie umarł. A według Kocha – musiał się cholerze  :-)  poddać! Wiedzą Państwo co? To dobrze, że Koch prowadził badania (mniej dobrze, że w TAKI sposób) – mamy pogląd na powstanie wielu zabawnych teorii, ale te teorie są dlatego zabawne, że z badań Kocha wysnuto (on sam też to uczynił) kompletnie błędne wnioski. Całkiem niezabawne jest zaś, że na takich podstawach rodzi się cierpienie milionów już ludzi i zwierząt.
Pamiętają Państwo zapewne, że nie przy wszystkich chorobach Pasteur odkrył bakterie i że to, co nie pasowało mu na bakterie, nazwał wirusami, co wykorzystał P. Ehrlich – jeden z ojców chemioterapii – mówiąc o „chemicznym celowaniu w wirusy i bakterie”. Cel  – pal. Ehrlich raczył nie zauważyć faktu strzelania do przyjaciół, ale jego kariera niewątpliwie nabrała tempa.

Mówiłam sporo o bakteriach, o tym, że bez odpowiedniego podłoża są – ot, są po prostu, że tylko, kiedy ciało zostało do tego przygotowane (słabość, przemoczenie, nerwy, ciągły strach, złe odżywianie, zranienie), sprowadzane są w dane miejsca do wywołania zapalenia, są więc zapalnymi strukturami immunologicznymi pomocnymi przy spaleniu chorych, nadszarpniętych, słabych komórek. Bakteriom WOLNO to zrobić, kiedy system na to pozwala. One są częścią układu odpornościowego i tak samo, jak reszta struktur immunologicznych, mają jeden cel: zachowanie autonomii i integralności indywiduum. Przedstawiałam to w schemacie: uszkodzenie – mechanizm naprawczy – POTEM tzw. ”zarazek” – zapalenie. Czy one przypadkiem nie aktywują też systemu obronnego? :-)
Zapobieganie pracy systemu naprawczego przez uniemożliwienie zapalenia, to nic innego, jak SABOTAż na własnych strukturach immunologicznych. Co mają do tego wirusy?

Wirusy – w skrócie – genetyczna transza informacyjna, można rzec – mobilne geny. Wspominałam dra Lankę, który bardzo trafnie określił je m.in. jako „stworzone do tego, by ciało w ciągu paru godzin przystosowało się do genetycznie do gwałtownych zmian w otoczeniu” – a więc zmian wytrącających ciało ze stanu równowagi. Z ich pomocą organizm może kierować specjalnym programem symptomowym i reagować w nowej sytuacji.
Z ich pomocą (wirusów) organizm przekazuje strategicznie ważne informacje do innych komórek ciała.
Z ich pomocą jest w stanie sterować wysokokompleksowym procesem jako konceptem całościowym.
To,w jaki sposób wirusy przekazują informacje i jakie są tego wyniki, to cała wirologistyka :-)
W całej tej wirusowej histerii nie mówi się ani o pozytywnych stronach wirusów ani o podziale ich o ról, o tym, że mogą egzystować spokojnie i NICZEGO złego nie spowodować całe życie, że mogą również odpowiadać za np. dobry nastrój  co coraz częściej się przebąkuje :-)  – mówi się prawie (pomijając nieliczne wyjątki) wyłącznie o nich jako o „żołnierzach wroga”.

Lekarz, uzdrowiciel, naturoterapeuta, wreszcie sam pacjent, którzy powinni PROWADZIC proces zapalny pomagając wzmocnić ciało, zwykle zwalczają tenże proces. Tak, rozumiem niektóre metody w przypadkach nagłych, ale nagłe to ledwie parę procent, z których dodatkowo też wiele dałoby się leczyć środkami naturalnymi – gdyby były w apteczce.

Czy w tym obrazie dziwi, że „wyleczony” człowiek choruje ponownie… i ponownie.. i ponownie..?
Według Chińczyków „doskonały lekarz to ten, który zapobiega, zwyczajny – to ten, który potrafi wyleczyć, ten zaś, który chrobę tylko leczy  – to żaden lekarz”.
Mówiłam o podstawowym błędzie wakcynologii – pojmowaniu zarazków jako źródła choroby, który to, odsłoniony, podważa całą szczepionkową filozofię.
Mikroby są symbiontami – medycyna to wie, więc dlaczego wakcynologia, dlaczego farmakologia.

Idea szczepień rozwinęła się z terapeutycznego działania nozody – pojęcia używanego w homeopatii (z gr.nosos – choroba, homeopatycznie przygotowany środek terapeutyczny, wytwarzany też z organizmów chorych. Autorstwo pojęcia w aktualnym ujęciu przypisuje się Constantinowi Heringowi, 1830): z limfy, z pęcherza z krowiej ospy powstał pierwszy materiał.. brzmi rozsądnie? ALE szczepi się zdrowych, nieprawdaż?

Sztuczna infekcja zdrowego człowieka obcymi produktami choroby w osłabionej formie miałaby wzmocnić obronę przeciwko chorobie???

No dobrze, powiedzmy, że chociaż częściowo ktoś miałby tu rację, ALE w interesie informatycznej zasady samoutrzymania organizmu jest, że wspomniana w rodziale 11. o homeopatii „śruba” przemiany materii reaguje bardzo wrażliwie na wszystko, co z zewnątrz – to system szlabanów przemiany materii.

Każdy materiał obcy musi być możliwie dokładnie dopasowany, aby przez nie przejść. Zasada nozody pomaga tylko wtedy, kiedy nozoda (lub to, co chce się włączyć do równowartościowego obiegu), spełnia ten warunek.
Tak pojęcie choroby, jak i nozody w terminologii medycyny szkolnej nie jest tym samym, co w homeopatii. Proszę zwrócić uwagę, że diagnoza przy szczepieniach jest kompletnie pomijana – po prostu „się szczepi”. Czy dlatego, że infekuje się zdrowych ludzi i powiedzenie tego głośno byłoby nietaktem?
Szczepionki są standaryzowane i dla standaryzowanych pacjentów – ba – dla całych populacji.
Ale najgorsze, że parenteralna aplikacja szczepionek jest obejściem naturalnych dróg trawienia – omija śrubę przemiany materii.

Tymczasem zachowanie kolejności MUSI być respektowane dla wsparcia informatywnej kompatybilności.
Wszystko, co pobrane, MUSI zmierzać naturalną drogą – i biorący organizm z jednej strony i lek lub pożywienie z drugiej muszą zawierać informację ustaloną EWOLUCYJNIE, więc przez naturę, dla właściwej przemiany.
Wszystkie pożywienie i leki MUSZą być pobrane i transportowane przez organy resorbcji do tego stworzone – jeżeli oczywiście nie są uszkodzone lub całkiem wyłączone z funkcji.
Lekceważenie systemu zapór przemiany materii jest jądrem problematyki szczepień, prowadzącym do sztucznych chorób (np. BSE).
Zakłócenie a nawet uszkodzenie informatywnej kompatybilności pierwszego stopnia prowadzi do tego, że trawiący organizm nie otrzymuje potrzebnej do przerobienia informacji, co powoduje dalsze blokady.

Ale szczepionka, to uszkodzenie informatycznej kompatybilności drugiego rodzaju – to obejście szlabanów – ona przechodzi OBOK miejsc kontrolnych wprost do miejsc, które NIE są przygotowane na niesprawdzone w organizmie substancje. Na skutek tego „śruba” traci nić informacyjną i chwieje się wraz z całym systemem immunologicznym.

Pierwszy szlaban – bariera skóry – jest w medycynie koszmarnie lekceważony. A przecież medycyna szkolna zna jego funkcję i permanentnie ją olewa. Przerywając pracowicie tkaną sieć instancji kontrolnych nadgryzamy system obronny.
Zapobieganie chorobom tzw. wirusowym, bakteryjnym, przez szczepienia zdrowych nie ma nic wspólnego z medycyną ratunkową, w której użycie igły i przerwanie bariery ochronnej organizmu jest „od biedy” uzasadnione.
Samo założenie działań ubocznych przy stosowaniu szczepionek wygląda mocno nieetycznie. Przecież mają tylko CHRONIC!

Medycyna szkolna wyszukała sobie metody sprzeczne z poglądami Hipokratesa, którego ciągle niesie na sztandarach.
Każda choroba ma sens. Choroba kończy się, kiedy jej sens jest wypełniony.
Dzieci, którym pozwolono przechorować dziecięce choroby, otrzymują świetną tarczę odpornościową do wejścia w dorosłość. Choroby dziecięce to nieodłączna część procesu osobistego dojrzewania. Medycyna szkolna to dojrzewanie dusi.
Zapobieganie jest, było i pozostanie indywidualnym celem – jest proste do osiągnięcia higieną i metodami naturalnymi.

Dlaczego dysleksję, hiperaktywność i in. zalicza się do „zaburzeń rozwoju”?
Dlaczego jednocześnie nie mówi się oficjalnie NIC o tym, że od 1992 roku trwa w kołach naukowych ogromny spór dotyczący uznania wirusów HPV jako powodu raka szyjki macicy?
Dlaczego nie mówiło się o zorganizowanym w marcu (03.03.2009) proteście studentów medycyny na Harvardzie, proteście przeciwko wpływowi przemysłu farmaceutycznego na  szkołę?

Do internetu i niektórych gazet, dzięki odwadze dziennikarzy i naukowców przeciekły informacje o efektach szczepionek na HPV, o działaniach ubocznych.
Do dziś medycyna kochająco podobno „twarde dowody” nie wykazała żadnego związku między przyczyną raka szyjki macicy a wirusami HP. Proszę zapytać na National Cancer Institut w USA – przyznają to oficjalnie.
ALE przyznają też, że przyjmowanie pigułek antykoncepcyjnych, ilość porodów,za burzenia genetyczne, palenie czy NABYTA słabość immunologiczna są czynnikami odgrywającymi dużą rolę w tegoż raka powstawaniu.
Jedną z podstawowych zasad medycyny szkolnej jest „ratowanie”, więc i „przedłużanie życia” – w razie ryzyka zwycięża oczywiście zasada przedłużenia życia nad zdrowiem (!) – wybór tzw. mniejszego ryzyka. Jak to się ma do zgonów po szczepieniach?

http://www.abc.net.au/news.schoolgirls,14,dies after Cervarix cervical cancer vaccine injection (news.com.au)
I nie był to przypadek z „truth about Gardasil”!
Oficjalne dane podają rocznie 446.000 przypadków raka szyjki macicy, z czego 232.000 kobiet miałoby przez to umrzeć.
80% podanych przypadków pochodzi z krajów trzeciego świata.
W Niemczech rocznie 8.000 przypadków, z czego 80 % SPONTANICZNIE (a więc BEZ interwencji służby zdrowia ) wyleczonych.
ALE: 50% tego typu raka  występuje u kobiet, które się regularnie badają. (Arzte Woche 24.02.2002)

Szczepionki na HPV? Istnieje ok. 118 opisanych podtypów wirusa HPV! NIEKTóRE z nich mogą pomóc – i owszem – w pewnych okolicznościach wywołać stany przedrakowe szyjki macicy, z których może – ale nie musi – rozwinąć się rak.
W ponad 90 – a niektórzy podają nawet, że w 98% zaburzenia z udziałem HPV przebiegają łagodnie i bezobjawowo, nie przekształcając się w formy destrukcyjne.
13 miesięcy po udzieleniu licencji szczepionce na HPV w Stanach FDA zostało dosłownie zasypane „katalogami horroru”  (Judicial Watch) – raportami dotyczącymi komplikacji poszczepiennych.
Prof D. M.Harper, m.in. dyrektorka Gynecologic Prevention Research Group, Norris Cotton Cancer Center, Dartmouth Medical School w New Hampshire, niekwestionowany autorytet (!) w badaniach nad HPV, powiedziała:

„podanie tej (HPV) szczepionki jedenastolatkom to wielki, publiczny, zdrowotny eksperyment”. W tym samym centrum można się dowiedzieć, że „wirus HPV nie prowadzi do dysplazji (zaburzenia rozrostu nabłonka, stanu przedrakowego) i że to „odżywczy status pacjenta odgrywa rolę w karcynogenezie” (powstawaniu nowotworu).
Mówiłam o zaburzeniach w systemie immunologicznym powodowanym przez przerwanie naturalnej drogi przemiany np. obcymi substancjami. Materiał szczepionkowy (HPV) jest wytwarzany drogą genetycznej technologii – wirusy hodowane są w bakteriach lub drożdżach, wprowadzone m.in. do komórek insektów. Adjuvantem jest m.in., znany już, aluminium.

NIKT nie jest w stanie powiedzieć, jakie działanie na ludzi zaszczepionych ani na ich dzieci i przyszłe pokolenia będzie miał materiał obcy genowo.” źródło

Warto także dodać:
-niezależne badania wskazują, że wirus HPV jest jedynie wskaźnikiem zachodzących w organizmie zmian (zapalnych, rakowych), a nie czynnikiem wywołującym te zmiany!
-samo przyznanie nagrody nobla za odkrycie, iż wirus HPV jakoby wywołuje raka, jest osnute mroczną tajemnicą korupcji na najwyższych szczeblach i skandalu. Korupcja ta dosięgła prawdopodobnie nawet sam komitet noblowski!
-niezależni badacze przyznają, iż ingerencja w tak wrażliwy układ jak układ odpornościowy nie powinna mieć miejsca. Cała idea szczepień jest po prostu błędna!
-mając na uwadze powyższe – nawet szczepionki bez szkodliwych dodatków chemicznych i biologicznych są czymś szkodliwym, ponieważ wprowadza się do ustroju zmodyfikowane genetycznie obce białka i materiały genetyczne, z pominięciem wszelkich barier ochronnych – skórnej, żołądka itp.
-wirus w szczepionkach HPV jest produkowany kontrowersyjną metodą genową – manipulacji genetycznych.
-wpływ koncernów farmaceutycznych, banków, i innych wpływowych organizacji na uczelnie, instytuty badawcze i akademickie jest ogromny. Już u podstaw tworzą one sieć quasi mafijnych powiązań, nakazując tuszowanie pewnych faktów, ich przemilczanie. Tworzą one system wzajemnych powiązań i finansowych zależności. Kto nie godzi się na taki model, ten ma zrujnowaną karierę naukową, nie ma funduszy na badania, grozi to też skrajnym ostracyzmem zawodowym. Stąd się właśnie bierze tuszowanie działań niepożądanych szczepionek na tak wielką skalę, według słynnej maksymy: „Wy macie rację, ale my mamy karabiny i złoto”.

A teraz, pod koniec tego tekstu, odpowiedź na pytanie zasadnicze: dlaczego tak się dzieje? Co leży u podstawy dodawania tak szkodliwych substancji do szczepionek? Jeśli nie jesteś gotowy na radykalne zweryfikowanie swojego spojrzenia na świat, nie musisz czytać dalszej części. Wszak mówią: „im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia”.
Wszystko wskazuje na to, że rządy dobrze wiedzą o szkodliwości tych dodatków do szczepionek i dzieje się to za ich zgodą. Pan Russel, wpływowy mason, powiedział publicznie, że szczepienia to chemiczna lobotomia. I współczesnym władzom bardzo zależy na takim zlobotomizowanym, osłabionym chorobami i strachem społeczeństwie. Czyli społeczeństwie, które nie jest świadome, nie zadaje niewygodnych pytań i godzi się na wszystko, w tym na ograniczanie wolności. Zresztą o jakich wolnościach my mówimy – wszelkie swobody obywatelskie i wolności zostały wprowadzone nie dla naszego dobra, nie dlatego, że władze są tak wspaniałomyślne, ale w pewnym konkretnym celu. Kto myśli inaczej, jest zwyczajnie naiwny. W tym świecie rządzonym przez pieniądz, korporacje i kilka klanów rodzinnych, nic się nie dzieje przypadkowo i nic nie jest dyktowane dbaniem o nasze dobro.

Linkujcie ten artykuł na portalach społecznościowych, klikając poniższe ikonki – wtedy prawdę pozna więcej osób!

Szkodliwe szczepionki – podsumowanie

Szczepienia ochronne to dobrodziejstwo ludzkości? Wady i zalety szczepień

Dziś długi tekst na temat szkodliwości szczepionek. Wiem, zawsze przecież słyszeliście, że szczepionki to ‚dobrodziejstwo ludzkości’, niemal ósmy cud świata. Ja też co rusz napotykam się na tego typu materiały zachęcające i usypiające naszą zdroworozsądkową czujność. Tak jednak nie jest, szczepionki posiadają również swoją złą stronę, którą tutaj przedstawię. Prezentuję tutaj te materiały których dotąd nie publikowałem.

——————————

Spis treści tego tekstu:
1. prolog, czyli krótkie objaśnienie,dlaczego medycyna niekoniecznie uzdrawia.
2. przypomnienie niektórych informacji o szkodliwości szczepionki przeciw HPV.
3.nowe fakty na temat szczepionki p. HPV.
4. demaskuje nieskuteczność szczepionek na grypę, pełne działania niepożądane szczepionki na A/H1N1, które przypadkiem wyciekły do opinii publicznej.
5. pierwsze kłamstwo w sprawie dodatku rtęci do szczepionek

6. drugie kłamstwo w sprawie rtęci dodawanej do szczepionek, list prof. Doroty Majewskiej.
7. objawy zatrucia rtęcią.
8. prawda na temat świadomości szkodliwości szczepień wśród lekarzy – to daje do myślenia!
9. oczywiste przekręty związane z omawianymi produktami
10. materiały dla tych, którzy jednak dalej chcą szczepić swoje dzieci; jak zminimalizować ryzyko działań niepożądanych u dziecka.

——————————

1.Prolog.

Podstawowym czynnikiem sprzyjającym przekrętom w medycynie jest jej zakłamanie. Medycyna to tak naprawdę dwa światy, czyli to, co nam się mówi oficjalnie, i to,czego powiedzieć nie można, z różnych powodów. Nietrudno się domyślić, iż to, co mówi się nam oficjalnie, nie zawsze odpowiada stanowi faktycznemu. Dlaczego tak się dzieje? W badaniach medycznych, ogólnie naukowych bardzo ważna jest kwestia sponsora tych badań. Duża część badań naukowych z dziedziny medycyny jest zlecana przez wielkie i wpływowe korporacje farmaceutyczne,które chcą konkretów. Badacze stosują różne metody, jeśli nie da się uczciwie osiągnąć ‚zamówionego’ przez korporację farmaceutyczną wyniku badań. Wtedy często mamy do czynienia z fałszowaniem dokumentacji medycznej, pomijaniem istotnych faktów,zatajaniem faktów, ukazywaniem tylko części prawdy i innymi manipulacjami. Takie praktyki zostały wielokrotnie udowodnione,oficjalnie. Dla przykładu: wszyscy lekarze wiedzą, że rtęć i aluminium, dodawane do szczepionek jako konserwanty, są bardzo szkodliwe. Istnieje wiele badań naukowych to potwierdzających. Dlaczego więc nie zabronić stosowania rtęci, aluminium i wielu innych szkodliwych dodatków do szczepionek? Przecież takie postępowanie wydaje się być logiczne, prawda? Dlatego, ponieważ rządy wielu krajów wolą się opierać na innych badaniach,zamówionych przez w/w korporacje farmaceutyczne, które szczepionki produkują. Badania te, naturalnie, wykazują ‚nieszkodliwość’ np rtęci w szczepionkach i są zgodne z wolą tego, kto te badania zamówił i za nie grubo zapłacił. Tak to w bardzo dużym skrócie wygląda. Oczywiście, nie oddałem tutaj nawet setnej części zagadnienia, to zaledwie kilkanaście zdań na blogu. Dlatego zachęcam was do własnych poszukiwań.

Kalendarz szczepień w Polsce zakłada szczepienie dzieci aż 17 różnymi szczepionkami w ciągu pierwszych trzech lat życia. Czy musimy się na to godzić? Przecież w przychodniach, w szpitalach dalej wiszą krzyczące plakaty: ‚kalendarz szczepień obowiązkowych’. Znam ze słyszenia przypadek rodziny, która nie chciała szczepić swojego dziecka szczepionką zawierającą rtęć, w pierwszej dobie po urodzeniu (takie są obowiązujące standardy). Lekarz groził rodzinie zgłoszeniem sprawy do organów państwowych i poważnymi konsekwencjami prawnymi. Było to całkiem niedawno. Tymczasem zarówno lekarz z tego szpitala, jak i te krzyczące plakaty o szczepieniach obowiązkowych kłamią. Gdyż od pewnego czasu,prawdopodobnie od 2008 lub 2009 roku szczepienia dzieci w Polsce nie są obowiązkowe. Nie grozi żadna kara administracyjna za odmówienie szczepienia dziecka. Fakt odmowy jest tylko notowany w statystykach.Nie dajmy sobie niczego wmówić ani narzucić. Bądźmy asertywni.

2. Na początek przypomnę swój tekst na temat szkodliwości szczepionki na raka szyjki macicy (wirus HPV).

Właśnie teraz ruszyła wielka kampania szczepień naszych dzieci w wieku szkolnym. Wielka, także pod względem kosztów jakie ponosi nasz budżet. Koszt jednej dawki często przekracza tysiąc złotych. Link do tego tekstu tutaj
Podstawowe tezy tekstu to:
-sprawa tej szczepionki nosi znamiona międzynarodowej afery kryminalnej
-nie wiadomo w ogóle,czy wirus HPV w ogóle wywołuje raka szyjki macicy. Dane medyczne są rozbieżne. Owszem, odkrycie wirusa HPV i fakt rzekomego wywoływania raka przez ten wirus zostało uhonorowane medyczną nagrodą Nobla,jednak wszystko wskazuje na to, iż komitet noblowski uległ korupcji.
-zaś według oficjalnych danych, które powinien podać wam każdy lekarz, wirus HPV powoduje niewielki odsetek przypadków raka szyjki macicy. Po co się więc szczepić nieskuteczną szczepionką?
-specjaliści są zgodni, że wykonywanie badań profilaktycznych u lekarza daje prawie całkowitą ochronę przed tego typu rakiem
-produkt ten testowano w okresie znacznie krótszym niż trzy lata. Standardowa długość trwania testów to4, czasami 10 lat. Skutki uboczne szczepionki na HPV: paraliż,porażenie nerwu twarzowego, zespół Guillaina – Barra i napady padaczki, przypadki śmiertelne.

3. Nowe informacje na ten temat,których wcześniej nie publikowałem:
W Holandii tamtejszy rząd posunął się do wysoce niemoralnych zagrań w promowaniu szczepionki p. HPV. Zacznijmy od tego, że w Holandii rak szyjki macicy zabija rocznie.. kilkadziesiąt osób. Tamten kraj ma dużą świadomość społeczną w sprawie zdrowia i rozwiniętą profilaktykę. Na początku 2009 roku rząd tamtego kraju postanowił zaszczepić wszystkie nastolatki tym produktem. Oczywiście, światli obywatele wzięli sprawy w swoje ręce i natychmiast ruszyła kampania informacyjna na temat skutków ubocznych tej szczepionki.Pomimo szeroko zakrojonej (i kosztownej) kampanii medialnej jak i powszechnego nacisku, odsetek korzystających z tego wątpliwego dobrodziejstwa medycyny był niewielki. Rząd Holandii posunął się jednak dalej. Obiecał tym nastolatkom, które się szczepiły, że będą brały udział w losowaniu drogich elektronicznych zabawek (iPod). 10% holenderskich lekarzy odmówiło wykonania szczepień,jak myślicie, dlaczego? Przecież oficjalnie przedstawia się nam szczepionki prawie że jako ósmy cud świata, pozbawiony wszelkich działań ubocznych! Większość z tych lekarzy, która odmówiła uczestnictwa w tych praktykach, została wyrzucona z pracy. Części z nich zabroniono dożywotnio wykonywania zawodu lekarza. Potem pomysłowy rząd wpadł na pomysł, aby szczepić… chłopców, gdyż oni też mogą być nosicielem wirusa. Link do części tych informacji tutaj
To ujawnia, jak bardzo nieczyste ręce ma ten system i jak wiele złej woli jest wśród tych, którzy zostali powołani aby nas chronić. Gdyby w szczepieniach chodziło tylko o zdrowie, to żaden rząd nie naciskał by aż tak bardzo i nie posuwałby się do tak perfidnych zagrań. Cała nadzieja w was, w tych, którzy przejrzeli na oczy i zdają sobie sprawę, że coś tu nie gra. Możemy i musimy odegrać podobną rolę, jak obywatele Holandii podczas w/w antykampani.

4. Nowe światło w sprawie szczepień na grypę rzucają badania wykonane przez organizację lekarzy Cochrane Collaboration.
Niema żadnych podstaw naukowych aby podtrzymywać popularną tezę jakoby szczepienie ludzi powyżej 65 roku życia przeciwko grypie było bardziej pożyteczne niż na przykład wietrzenie pomieszczeń czy mycie rąk .Raport opracowany został na podstawie danych z 40 okresów grypowych na całym świecie. W konkluzji stwierdza się, że nie ma dowodów mogących sugerować jakoby tzw. szczepienia ochronne w istocie działały bardziej skutecznie niż przestrzeganie zwykłej higieny,jak na przykład regularne mycie rąk.
Całość tutaj

‚Nasza analiza opracowana została na podstawie milionów informacji pochodzących z 40 sezonów grypowych na całym świecie. To co zauważyliśmy to fakt, że szczepienia przeciw grypie w najlepszym przypadku mają bardzo mały efekt.’ powiedział autor raportu,Thomas Jefferson.
Teraz nadchodzi sezon grypowy i naturalnie sezon zmasowanej propagandy ze strony koncernów farmaceutycznych promujących swoje produkty. Warto pamiętać o działaniach niepożądanych tych produktów.
Dla przykładu, skutki uboczne szczepionki na grypę A/H1N1 (preparat Fluzone):
-omdlenie wkrótce po szczepieniu
-gorączka, uderzenia gorąca, dreszcze, drgawki gorączkowe
-zaburzenia układu immunologicznego,w rzadkich przypadkach reakcje nadwrażliwości prowadzące do wstrząsu anafilaktycznego (tłum: anafilaksja, gwałtowny i groźny ogólnoustrojowy objaw kliniczny alergii) i śmierci;
-zapalenie naczyń (w rzadkich przypadkach z przejściowym zajęciem nerek),zaburzenia krwi i limfy, miejscowe powiększenie węzłów chłonnych,przejściowa trombocytopenia (tłum: małopłytkowość, zmniejszenie liczby płytek krwi poniżej normy
-zaburzenia metabolizmu i odżywiania,utrata apetytu, zaburzenia trawienne, biegunka, ból brzucha,nudności, wymioty;
-miastenia (szybkie i łatwe zmęczenie mięśni szkieletowych wskutek wadliwego przechodzenia pobudzenia z nerwu na mięsień)
-parestezje (zaburzenia czucia), neuralgia (nerwoból,ostre napady bólu wzdłuż nerwu lub jego rozgałęzienia);
-syndrom Guillain – Barré, czyli ostre zapalenie nerwów w wyniku reakcji autoimmunologicznej;
-zapalenie rdzenia (w tym mózgu i poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego);
-neuropatia(w tym zapalenie nerwu wzrokowego);
-paraliż(w tym paraliż Bell?a ? tłum: porażenie VII nerwu twarzowego);

Od siebie dodam, że dzięki zeszłorocznej decyzji WHO zarówno skład,jak i działania niepożądane szczepionek na świńską grypę miały być tajne. Jednak jak to bywa, do opinii publicznej wyciekły informacje na ten temat. Oto ulotka po angielsku ze składem i działaniami niepożądanymi w/w produktu Fluzone – link tutaj
Jak można się chronić przed grypą? Przede wszystkim ważna jest witamina C. Polecam te o przedłużonym uwalnianiu bądź organiczne formy tej witaminy. Sprawdzone przez stulecia metody to spożywanie czosnku i cebuli, które wzmacniają układ odpornościowy. Teraz mamy do dyspozycji bezzapachowe tabletki z czosnku. Nowością jest tzw srebro koloidalne, czyli preparat zawierający śladowe ilości srebra. Ma ono rozbijać organizmy wirusów i wzmacniać odporność. Apteki nie mają na ogół tego preparatu (tzn zapasów bieżących), jednak można go zamówić w większości z nich. Jest nieszkodliwy.

5. Kolejną ważną sprawą,którą tutaj poruszę, są dodatki do szczepionek. Są to tzw adjuwanty bądź konserwanty. Oto niektóre z nich: aceton, alun, aluminium, fosforan aluminium, benzoesany, formaldehyd, formalina,rtęć (thimerosal), antybiotyki, cielęca ropa, skwalen, polysorbate80 i inne. Są to informacje z ulotek informacyjnych tych produktów, dostarczone przez producentów. Kłopot w tym, że znikoma część społeczeństwa ma świadomość tego, jakie świństwa są dodawane do rzeczy, które są podawane ludziom.
Zacznijmy od tego, że przeprowadzono badania naukowe, które wykazały, że dzieci nie szczepione nie chorują na autyzm. Link do artykułu opisującego te badania, po angielsku, tutaj
Po tej publikacji administracja USA stwierdziła, że portal, na którym ta publikacja się znajduje, zagraża demokracji. Podobne zdanie wyrażał prezydent Barack Obama, który stwierdził, że blogi internetowe, jedne z ostatnich nie kontrolowanych sfer w internecie, zagrażają demokracji.
Podstawowym zakłamaniem w sprawie rtęci w szczepionkach jest manipulacja wielkościami liczbowymi. Przede wszystkim oficjalnie podaje się bezpieczne wartości rtęci dla… dorosłego mężczyzny, który waży 70 do120 kilogramów (chodzi o typową wagę). I te marginesy bezpieczeństwa dla dorosłego człowieka są odnoszone do małych dzieci w wieku do trzech lat, które ważą nawet kilkanaście razy mniej niż człowiek dorosły. Tak więc ta sama ilość rtęci szkodzi małym dzieciom znacznie bardziej. Nie są to czcze wymysły, ponieważ te słowa potwierdza dr Jerzy Jaśkowski.

Cyt:
‚Gdyby stosować zasady farmakopei [czyli biblii dla lekarzy i służby zdrowia] to ilość tylko rtęci, zawartej w szczepionce mogłaby być użyta dla dziecka o wadze 135 kg. Wiadomo, że ośrodki szczepionkowe zalecają jednorocznemu dziecku nawet 10 szczepionek. W tej sytuacji takie dziecko powinno ważyć ponad 1350 kg w pierwszym roku życia. Wiadomo także, powszechnie, że waga jednorocznego dziecka rzadko przekracza 10 – 15kg. W tej sytuacji toksyczność tylko rtęci zawartej w jednej ampułce, przekracza dopuszczalne normy ponad 100 razy czyli 10 000 %. I chyba tak należy liczyć zysk producentów i ich pomagierów w rozprowadzaniu tego środka. Do tego należy doliczyć toksyczność glinu i innych pierwiastków zawartych w szczepionce’. Link do całości wywiadu z tym lekarzem tutaj

6. Drugim kłamstwem ws rtęci jest rzekome szybkie wydalanie rtęci organicznej ze szczepionek (thimerosal) przez organizm. Fakty są takie, że taka forma rtęci kumuluje się w organizmie i powoduje uszkodzenia mózgu / układu nerwowego. Jest to potwierdzone badaniami. Cały czas trwają kolejne, niezależne od korporacji farmaceutycznych badania nad szkodliwością dodatków do szczepionek. Takie badania prowadzi w Polsce prof. Dorota Majewska, lekarz z jednej z warszawskich klinik.Badania cały czas trwają i czekamy na ich wynik, jednak już teraz za jej staraniem odbywają się konferencje prasowe, prowadzona jest także kampania uświadamiająca rodziców przed tym zagrożeniem, na jakie narażone są ich dzieci. Oto list pani Majewskiej do rodziców,którzy pisali do niej maile. Link do tego listu tutaj
Jest tam lista tych produktów, które zawierają rtęć, a sama kwestia rtęci w szczepionkach to dopiero wierzchołek góry lodowej.Pani Majewska zdecydowała się skupić właśnie na tym zagadnieniu,jednak to dopiero początek kontrowersji. Pani prof. Jest zdania, że najbezpieczniejsze są skandynawskie programy szczepień, gdzie notuje się najmniejszą umieralność niemowląt (co nie oznacza, że problem został rozwiązany). W Polsce w 2005 lub 2007 roku wprowadzono do kalendarza szczepień dzieci nowe szczepionki,zawierające m.in. rtęć. Niemal natychmiast współczynnik umieralności niemowląt skoczył o dwa bądź trzy punkty i jest prawie najwyższy w Europie. Pisałem o tym w poprzednich tekstach,pod koniec tego podpunktu podam linki do tych tekstów. Są to dane oficjalne, można je łatwo sprawdzić. Jednak o tym się nie mówi w mediach, choć jest to istotny problem – dlaczego w rzekomo cywilizowanym kraju, jakim jest Polska, tak wiele dzieci umiera nagłą śmiercią?

Cyt:
‚Okazało się , że sytuacja jest dużo gorsza aniżeli ta opisywana przeze mnie przed 13 laty. Przeprowadzone w różnych ośrodkach naukowych badania eksperymentalne, kliniczne i statystyczne udowodniły ponad wszelką wątpliwość nie tylko bezpodstawność stosowania masowych szczepień, ale także pokazały toksyczność tego co nazywa się enigmatycznie dobrodziejstwem ludzkości. Obecnie już tylko wyjątkowo niedokształcony osobnik może mówić o pozytywnej stronie szczepień.
Przykładowo, dodawanie rtęci do szczepionek rozpoczęto w 1930 roku. Do tego czasu nie znano choroby zwanej autyzmem. Po raz pierwszy opisano takie chore dziecko w 1938 roku.Ale gwałtowny wzrost zachorowań na autyzm, zdrowych dzieci w 2 – 4roku życia, nastąpił dopiero w latach 90 ubiegłego roku, po wprowadzeniu tzw. szczepionek potrójnych’. (to dalsza część wywiadu z dr Jerzym Jaśkowskim, do którego link wkleiłem powyżej).

 

7.Objawy zatrucie rtęcią:
-Rtęć ingeruje w działanie enzymu potrzebnego do trawienia glutenu i kazeiny, stąd nadwrażliwość ludzi zatrutych rtęcią np. na wszystkie produkty mleczne
-powoduje uszkodzenie systemu odpornościowego
-alergie, w tym pokarmowe
-powoduje wytwarzanie przeciwciał anty mózgowych (organizm atakuje samego siebie), zmienia zdolność mózgu do usuwania niepotrzebnych komórek mózgowych / neuronów i w poważny sposób wpływa na uszkodzenie mózgu
-nadwrażliwość na dźwięki, dotyk
-osłabione rozpoznawanie twarzy
-bezsenność, drażliwość i nagłe wybuchy złości
-unikanie kontaktów społecznych
-niepokój
-utrudnione wysławianie się
-osłabienie pamięci krótkotrwałej
-utrudniona koncentracja
-i inne.
Wykazano, że rtęć jest bardziej szkodliwa dla chłopców. Tymczasem większość chorych na ADHD lub autyzm to właśnie chłopcy, co jest kolejnym argumentem przeciwko rtęci. Związek rtęci (thimerosal) został usunięty ze szczepionek weterynaryjnych 20 lat temu, gdyż obawiano się, że jest zbyt toksyczny. Prawdopodobnie już 40 lat temu, lub jeszcze wcześniej producenci wiedzieli o szkodliwości thimerosalu i innych dodatków.Więcej informacji tutaj

 

8. A jaka jest prawda jeśli chodzi o świadomość tego zagrożenia wśród lekarzy? Czy rzeczywiście tylko niewielki procent lekarzy zdaje sobie sprawę, że te dodatki są toksyczne? I tutaj fakty są oczywiste. Po pierwsze, lekarze są tą grupą społeczną, która w najmniejszym stopniu poddaje siebie i swoje rodziny szczepieniom. Po drugie lekarzom praktykującym w Stanach Zjednoczonych, którzy rutynowo ordynują szczepionki wieku dziecięcego, oraz dyrektorom firm farmaceutycznych na całym świecie przedstawiono pewną ofertę.
Jock Doubleday, dyrektor niedochodowej kalifornijskiej spółki Natural Woman, Natural Man, Inc., zaoferował 75.000 dolarów amerykańskich temu z nich, który publicznie wypije mieszaninę standardowych składników uzupełniających szczepionki w tej samej ilości, w jakiej jest ona zalecana sześcioletnim dzieciom w wytycznych na rok 2005 opracowanych przez Centra Kontroli i Zapobiegania Chorób.Mieszanina ta zawiera kilka dodatków (adjuwantów), oficjalnie ‚nieszkodliwych’ i ‚bezpiecznych’. Dodatki te są w proporcjach wagowych odpowiednich dla dorosłego człowieka. Mieszanina zawiera:
– thimerosal (pochodna rtęci),
– glikol etylenowy(środek przeciwko zamarzaniu),
– fenol (barwnik dezynfekujący),
-chlorek benzenu (środek dezynfekujący),
– formaldehyd (środekkonserwujący i dezynfekujący),
– aluminium.
Po raz pierwszy propozycję ogłoszono 21 stycznia 2001 r. oferując20.000 dolarów nagrody. Propozycja nie spotkała się z żadnym zainteresowaniem, dlatego 1 sierpnia 2006 została podwyższona do75.000 dolarów. Ale i to nie pomogło nakłonić nikogo do wypicia odpowiednika szczepionki. Dlatego Jock Doubleday oświadczył, że od1 czerwca 2007 roku nagroda będzie wzrastać co miesiąc o kolejne5.000 dolarów, aż do skutku.
Kontakt z Jockiem Doubledayem:
director@spontaneouscreation.org
http://www.spontaneouscreation.org
więcej tutaj

9.Kolejną kwestią są oczywiste już dla każdego przekręty związane ze szczepionkami, noszące czasami znamiona zbrodni. Kilka takich przykładów:
-w 1981 roku, czyli trzy lata po oficjalnym zakończeniu epidemii ospy, przeprowadzono w Polsce przymusowe szczepienia na tę chorobę. No tak, zapasy szczepionek w magazynach trzeba było jakoś upłynnić..
-w 1997 roku, podczas powodzi w Polsce, upłynniono przy okazji znaczne zapasy szczepionek. Dzięki zmasowanej, medialnej akcji propagandowej ludzie stali w kilometrowych kolejkach, by przyjąć wątpliwej jakości ‚dobrodziejstwo medycyny’. Kłopot jednak w tym, że nawet zwolennicy szczepień przyznają, że odporność powstaje dopiero po 6tygodniach od zastrzyku. Tak więc szczepienie mogło zaszkodzić tym ludziom i narazić ich na szereg komplikacji, np na sepsę.
-pomimo szczepień na gruźlicę, od lat 90 tych notuje się nawrót epidemii tej choroby. Jednak prawdziwe eksplozja zachorowań trwa od kilku lat, pomimo tego, że wyszczepialność populacji w Polsce wynosi98%. Oficjalnie mówi się o tym, że chorobę roznoszą osoby z terenu byłego ZSRR. Dla mnie jest to używanie wzajemnych animozji narodowościowych aby przykryć sprawę całkowitej kompromitacji idei szczepień. Tak więc ludzie nie zastanawiają się nadrzeczywistą przyczyną tego stanu rzeczy, tylko winią tych złych Rosjan. Nikt nie pomyśli, że coś tu nie tak, że przecież byliśmy szczepieni a pomimo tego chorujemy; to ‚Ruscy’ przynoszą nam chorobotwórcze bakcyle i koniec. To coś w stylu stonki ziemniaczanej, którą w latach 50 tych XX wieku mieli zrzucać Amerykanie nad tereny Polski.
-szczepienia przeciw WZW wprowadzono już 8 lat po znacznym spadku zachorowań na tę chorobę. W dodatku,co zakrawa o kuriozum, szczepi się dzieci, które bardzo rzadko chorują na tę chorobę.
-‚Należy także zwalczać kolejny absurd przemysłu szczepionkowego o rzekomej konieczności szczepienia całej populacji bo inaczej może rozwinąć się epidemia. Jeżeli szczepienia są skutecznym sposobem zapobiegania chorobom, to osoby zaszczepione nie powinny zachorować w żadnym przypadku, a te niezaszczepione będą sobie same winne. Niestety jak obserwujemy efekty szczepień przeciwko grypie to sytuacja jest odwrotna. Ciężki przebieg grypy obserwuje się dużo częściej uosób szczepionych aniżeli u nieszczepionych. Podobnie było z zachorowaniami na błonicę w latach 1993-94′.
-zwolennicy szczepień doskonale zdają sobie sprawę, iż szczepionka przeciwko różyczce daje odporność na zaledwie kilka lat. Jednak lekarze niedzielą się tą wiedzą z rodzicami. Nie mówią im też, że dziecko może zachorować później, a wtedy przebieg choroby będzie cięższy. Powszechnie wiadomo, iż przechorowanie różyczki w dzieciństwie jest nieszkodliwe dla dziecka i daje naturalną odporność na całe życie. Znam ze słyszenia przypadki rodziców,którzy organizują specjalne spotkania różyczkowe swoich dzieci z innymi dziećmi, które aktualnie przechodzą różyczkę.
-podałem powyżej te przypadki, które dotyczyły Polski. Jeśli chcesz poznać więcej tego typu jawnych przekrętów, to polecam tą publikację; link tutaj
Na stronie http://niechoruje.pl/ znajduje się wiele informacji dotyczących zdrowia i szkodliwych dodatkach w szczepionkach / żywności.

10. Możliwe, że zgromadzone tutaj materiały nie do końca was przekonują. I dobrze, to znak, że myślicie samodzielnie. Jeśli więc chcecie dalej szczepić swoje dzieci, ale zachowując rozsądek, to polecam rady pani Magdaleny Prus. Pisze ona, że rady te podpowiadają, jak bezpiecznie szczepić dzieci.Jednak prawda jest taka, że stosując się do tych rad możemy jedynie zminimalizować ryzyko działań niepożądanych. Do końca ryzyka wyeliminować się nie da.
Oto te rady:
-stosować szczepionki bez thimerosalu i aluminium. Należy pytać lekarza i żądać pokazania ulotki informacyjnej. Często skład jest podawany po angielsku, często występują też same nazwy łacińskie.
-rtęć i aluminium, jak już wspomniałem, to tylko wierzchołek góry lodowej. Istnieją przesłanki naukowe, iż nawet cząstki unieszkodliwionych wirusów i bakterii zawarte w szczepionkach mogą powodować szkody, np osłabiać odporność, zamiast ją wzmacniać.
-unikać szczepionek skojarzonych, czyli takich, które zawierają elementy dwóch lub więcej organizmów chorobotwórczych. Dlaczego? Ponieważ zawierają one znacznie więcej szkodliwych adjuwantów /konserwantów. Podawać pojedyncze zastrzyki.
-robić jak najdłuższe przerwy między szczepieniami, co najmniej 3 miesiące,jednak okres 6 miesięcy to okres optymalny.
-nie szczepić dziecka chorego, choćby na przeziębienie, czy w okresie rekonwalestencji. Nie szczepić dzieci chorych na przewlekłe choroby, gdyż to obciąża ich organizmy.
-nie szczepić noworodków, najlepiej odłożyć szczepienia do jak najpóźniejszego okresu życia dziecka.
-należy unikać szczepionek na choroby wirusowe. Po pierwsze, unieszkodliwione cząstki wirusów są na liście najbardziej ‚podejrzanych’ o osłabianie odporności, po drugie wirusy mutują tak często, że szczepienia na nie nie mają sensu.
-w dniu szczepienia i tuż po nim podawać zalecane dawki witaminy A i C.
-nie szczepić powtórnie, dawką przypominającą,jeśli wystąpiła negatywna reakcja na pierwszą dawkę.
-w okresie ciąży nie należy przyjmować żadnych szczepionek, gdyż rtęć łatwo przenika z krwi matki do krwi jej dziecka. Od siebie dodam, że podczas zeszłorocznej histerii na temat świńskiej grypy, gdy zaczęła się kampania masowych szczepień, notowano bardzo duży odsetek poronień wśród kobiet, które przyjęły produkty zawierające m.in. rtęć. Oczywiście, media o tym milczały.
Linkujcie ten artykuł na portalach społecznościowych, klikając poniższe ikonki – wtedy prawdę pozna więcej osób!