Archiwum trybunału w Norymberdze przeciwko mafii farmaceutyczno – naftowej poszukuje tłumaczy

Archiwum Trybunału Norymberskiego dokumenty

Serdecznie witamy w online Archiwum Trybunału Norymberskiego przeciw kartelowi naftowemu i farmaceutycznemu. Strony te stanowią źródło informacji, edukacji i przekazu dla każdego mieszkańca Ziemi.

Koncern IG Farben, Bayer i Basf Chemicals

Po 60 latach milczenia dostępne są wreszcie materiały Trybunału Norymberskiego, dotyczące oskarżeń przeciw koncernowi IG Farben – największemu międzynarodowemu przedsiębiorstwu chemiczno-farmaceutycznemu.

Ponieważ przedstawiona dokumentacja jest w języku angielskim, poza niemieckimi wyjątkami, zwracamy się do Państwa z prośbą o pomoc w tłumaczeniu polski zainteresowanych prosimy o kontakt contact@profit-over-life.org

Krótkie wprowadzenie do tego archiwum

Trybunał Wojenny w Norymberdze był częścią wspólnych wysiłków rządów Stanów Zjednoczonych i innych krajów alianckich, mających na celu określić, kto odpowiada za drugą wojnę światową i zażądać wyjaśnień od tych, którzy popełnili zbrodnie przeciwko ludzkości.

W latach 1945 i 1948 w niemieckiej Norymberdze, w tamtejszym Pałacu Sprawiedliwości, odbyło się kilkanaście rozpraw sądowych – stąd nazwa Trybunału.

Zbrodniarze wojenni sądzeni w Norymberdze

Trybunał przeprowadził łącznie 13 procesów. Pierwszy z nich, przeciwko „głównym zbrodniarzom wojennym”, nosił nazwę: „USA, Francja, Zjednoczone Królestwo i ZSRR przeciw Hermannowi Goeringowi i innym”. Proces ten odbywał się w latach 1945—1946 i zakończył się karami długoletniego więzienia lub śmierci wobec większości sprawców.

Co ciekawe, był to pierwszy proces przeciwko politycznym i wojskowym figurantom reżimu nazistowskiego, który został ogólnie opisywamy jako „Trybunał Norymberski”. Jest to jednak historycznie nieścisłe. Co więcej, odwróciło to uwagę od prawdziwych zbrodniarzy wojennych, którzy – dzięki swojej potędze ekonomicznej – sfinansowali powstanie nazistów i przygotowania do drugiej wojny światowej.

niesławni dyrektorzy IG Farben

Proces przeciwko IG Farben

„Farben było Hitlerem i Hitler był IG Farben”

Amerykański Senator Homer T. Bone do Komisji Senatorów do Spraw Wojskowych 4 czerwca 1943 r.

Z powodu nadrzędnej roli IG Farben w finansowaniu powstawania nazistów i przygotowywaniu drugiej wojny światowej jako podboju światowych rynków, udokumentowany na tej stronie internetowej proces przeciwko IG Farben jest najważniejszym spośród wszystkich trzynastu procesów, jakie odbyły się w ramach Trybunału do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze.

Amerykańscy oskarżyciele podczas obrad Trybunału do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze wyraźnie dali do zrozumienia, że ani powstanie nazistów, ani druga wojna światowa, ani holokaust nie byłyby możliwe bez finansowego i logistycznego wsparcia ze strony IG Farben.

Tajemnice historyczne II Wojny Światowej

Dzisiaj, ponad 60 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, ludzkość nadal stoi przed zagadką: jak doszło do tego, że żadna organizacja międzynarodowa, która postanowiła ocalić pamięć o wojnie i holokauście, nie wskazała tych faktów historycznych?

Po dziś dzień organizacje te nie opublikowały ani ważnych sprawozdań z kluczowych procesów norymberskich przeciwko IG Farben, ani dziesiątków tysięcy stron dowodów sądowych łączących kartel chemiczno-farmaceutyczny ze zbrodniami przeciwko ludzkości.

błędy historyczne

Do dziś żyjący ocalały z Holocausty Polaków i Żydów mówi o inicjatywie ujawnienia zbrodni kartelu farmaceutycznego

Tabletki, leki, farmaceutyki – trująca medycyna, szkodliwe medykamenty, leki działania niepożadane interakcje. Przegląd mojej wiedzy.

Leki do ćpania. Szkodliwe leki

Ostrzeżenie: tekst zawiera materiały drastyczne. Niewskazany dla dzieci.

———————————————————

Generacje leków jakie omówimy w tym tekście to:

-beta blokery i glikozydy naparstnicy
-antybiotyki (nowe generacje)
-chemioterapia nowotworów
-leki antydepresyjne (venlafaxyna, klomipramina)
-tabletki antykoncepcyjne (szczególnie nowe generacje)
-witaminy syntetyczne
-leki na epilepsję / stabilizery (szczególne omówienie syndromu Stevensa & Johnsona)

Zaczynamy:

1. beta blokery i glikozydy naparstnicy, warfaryna

a.) beta blokery – czyli leki działające adrenolitycznie. Ich działanie polega na tym, że blokują w mechaniczny sposób receptory sercow typu beta, odpowiedzialne za pobudliwość serca. Obniżają też ciśnienie tętnicze.
Wady:
-nie leczą one PRZYCZYNY choroby, a jedynie mechanicznie blokują mięsień sercowy. Bardzo często, lub prawie zawsze, przyczyną arytmii serca jest kompleksowy brak witamin, zaś nadciśnienia – zła dieta i używki.
-powodują bardzo często bradykardię, czyli stan polegający na bardzo słabej akcji serca (poniżej 60 uderzeń na minutę), hipoglikemię – czyli obniżenie poziomu cukru we krwi, bardzo złe samopoczucie, poczucie słabnięcia i umierania. Antidotum: trzeba wypić filiżankę kawy z trzema łyżeczkami cukru i mlekiem.
-obniżenie ciśnienia tętniczego, nieraz znaczące. Serce jest mechanicznie zablokowane i nie pozwala to wywołać odruchowej tachykardii w celu zrekompensowania organizmowi niskiego ciśnienia krwi – jest to niedobry stan.
-zakres dawek beta blokerów, np propranololu, jest bardzo szeroki – od 10 mg do nawet 640 mg w ekstremalnych przypadkach. Jednak na mnie nawet dawka 20 mg działała bardzo źle – wywoływała znaczącą bradykardię, czyli obniżenie pulsu serca poniżej 60 bpm.
-w przypadku przedawkowania beta blokerów rokowanie jest bardzo złe. Wywołuje ciężką bradyarytmię, czyli arytmię serca (odwrócenie fali QRS, pojawienie się fali U, itp w EKG) z jednoczesną bardzo wolną akcją serca, zapaść, zgon w męczarniach. W celu ratowania chorego używa się specjalnego rodzaju wstrząsów elektrycznych – tzw elektroda endokawitarna (informacje o tym zniknęły z fachowych, lekarskich baz danych). Jednak trzeba mieć nadzieję, że specjaliści od medycyny ratunkowej mają to w głowach..

b.) glikozydy naparstnicy i warfaryna:

-także są to leki nasercowe (glikozydy nasercowe tzw), jednak, o dziwo, mogą także wywołać..problemy z sercem, jak i wchodzą w wiele toksycznych interakcji z innymi lekami.
-naparstnica to nic innego jak trucizna pochodzenia roślinnego! Jej glikozydy i alkaloidy stanowią właśnie o mocy trującej tej rośliny. Jednak podawane w małych dawkach podobno „leczą”.
-glikozydów naparstnicy nie należy mieszać z innymi lekami nasercowymi, bo może się to skończyć bardzo nieprzyjemnymi objawami – np z lekami antyarytmicznymi generacji IIa i III. Zawsze sprawdzaj, jakiej generacji bierzesz leki dodatkowe, i co Ci lekarz przepisuje!
-natomiast warfaryna to nic innego, jak.. trucizna na szczury! Tylko że podawana w małych dawkach blokuje mięsień sercowy, co od biedy można uznać za działanie „lecznicze”, jednak nie według najnowszych standardów. Trucizna ta, podawana w dużych dawkach szczurom, powoduje zapaść naczyniową i ich zgon.
-Lekarze od pięćdziesięciu lat podają truciznę na szczury pacjentom chorym na serce.
Raport Bloomberga właśnie uświadomił nam, że milionom ludzi na całym świecie podaje się jako rozcieńczalnik krwi truciznę na szczury. Raport ten mówi również, że zagrożenie wylewem krwi do mózgu powodowanym przez lek o nazwie Warfaryna było uważane za jego najpoważniejszy efekt uboczny. To ciekawe, ponieważ establishment medyczny zwykle nie przyznaje się, że jego leki to trucizny. Wręcz przeciwnie, robi wszystko, aby ukryć to przed ludźmi.
http://grongor.info/2010/02/05/lekarze-od-piecdziesieciu-lat-podaja-trucizne-na-szczury-pacjentom-chorym-na-serce/

———————————————————

2. antybiotyki (szczególnie nowych generacji)

-antybiotyki nowych generacji nie są lekami bezpiecznymi. Mam informacje, że np w Warszawie po zastosowaniu tego rodzaju świństwa farmaceutycznego około 40-stu dzieci wylądowało w szpitalu z objawami neurologicznymi. NFZ po cichu wycofał lek z obrotu, zaś rodzice chcący skarżyć firmy farmaceutyczne, bądź państwo, mają różne problemy.
-antybiotyki starych generacji też nie są bez winy. Mogą spowodować problemy takie jak: bardzo groźna arytmia serca typu torsades de pointes, a także: rzekomobłoniaste zapalenie jelita grubego (trudne w diagnostyce), wyjałowienie układu odpornościowego, zanik flory bakteryjnej, wtórne infekcje bakteryjne i grzybiczne, wymagające zastosowania jeszcze silniejszych środków, syndrom Stevensa & Johnsona i wiele innych.
-obecnie jako antybiotyki są stosowane tzw „chemioterapeutyki” – czyli ekstremalnie silne antybiotyki, przepisywane na zwykła receptę przez różnych konowałów, w leczeniu ambulatoryjnym (czyli: poza szpitalem, w domu). Jednak chemioterapeutyki to nie to samo, co chemioterapia na nowotwory – chemioterapia jest jeszcze bardziej ekstremalna niż to świństwo.

———————————————————

3. chemioterapia nowotworów

-polega ona na podawaniu ekstremalnie toksycznych substancji, które dosłownie (nie w przenośni) wypalają organizm. Powoduje ona trwałą degenerację organizmu i bardzo szybki zgon w męczarniach. Nie bez powodu chemioterapia nowotworów stosowana jest na oddziałach będących de facto lazaretami – umieralniami (oddziały onkologiczne tzw).
-rzadko kto ma jako bezpośrednią przyczynę śmierci wypisane: „nowotwór”. W większości przypadków na karcie zgonu jest informacja: niewydolność wielonarządowa. A to może oznaczać różne rzeczy, między innymi zatrucie chemioterapią.
-pielęgniarki mają zakaz sprzątania rozlanego roztworu do chemioterapii – sprząta to ekipa, która jest do tego przygotowana w danym szpitalu. Poza tym, należy to podawać w specjalnych rękawicach – oto drastyczne zdjęcie dłoni, na którą przez przypadek wylał się roztwór do chemioterapii:  http://www.whale.to/cancer/chemospillsmall.jpgUWAGA, DRASTYCZNE!!  Jeden z internautów żartował, że to może nawet wypalić dziurę w betonie.
-chemioterapia ma za zadanie przyspieszyć zgon chorego na raka. W nielicznych wypadkach chory po „chemii” wraca do normalnego życia. Często i tak występują późniejsze przerzuty, bo chemia nie leczy przyczyny choroby, nie leczy niczego. To jak pała bejzbolowa z losowym punktem trafienia – trafi Cię w głowę, to giniesz, trafi w nogę, to najwyżej będzie siniak.

———————————————————

4. leki antydepresyjne (venlafaxyna, klomipramina)

są to leki działające na dwa typy receptorów: serotoninowe i noradrenalinowe.

a.) venlafaxyna

-jest lekiem generacji SNRI, oprócz działania na serotoninę i noradrenalinę działa także słabo na receptory dopaminowe i muskarynowe.
-ma całą gamę objawów niepożądanych. Może spowodować między innymi: rabdomiolizę, czyli rozpad pewnych grup mięśni (!), potencjalnie śmiertelny zespół serotoninowy / neuroleptyczny (zgon w męczarniach, często trwałe kalectwo), jak i siniaki, krwawienia, zespół Stevensa & Johnsona.
-nie leczą one przyczyn choroby, ale powodują jedynie, że istniejąca już serotonina i noradrenalina są lepiej wykorzystywane przez mózg. Także nie powodują one zwiększenia stężenia tych neuroprzekaźników w synapsach i komórkach nerwowych – wykorzystują one już istniejący potencjał. A co, jeśli tego potencjału nie ma, np przez złą dietę, używki, niedoczynność tarczycy, brak witamin?
-powoduje zmniejszenie potencjału dopaminowego, co może skutkować złośliwym zespołem neuroleptycznym, lub częściej – dyskinezami.
-venlafaxyny nie wolno pod żadnym pozorem stosować z ziołami takimi jak dziurawiec, rhodiola rosea, suplementami tryptofanu – ze względu na możliwość zespołu serotoninowego – także z tramadolem.

b.) klomipramina (anafranil)

-jest to lek silniejszy niż venlafaxyna, lek starej generacji (TLPD).
-nie działa pozytywnie na potencjał dopaminowy, ba, często go blokuje, więc jest wykorzystywana w psychozach.
-jest czasami wykorzystywana do tortur, zakazanych przez konwencje genewskie. Oczywiście, w większych dawkach, od 250 do 300 mg na dobę.
-jednak podawanie dawek większych niż 150 mg bardzo negatywnie działa na serce i czynność elektryczną w mózgu – może spowodować arytmię i napady epilepsji. Co z tego, skoro w lecznictwie szpitalnym stosuje się do 250 mg..
-także nie leczy ona przyczyn choroby, lecz wpływa na potencjał czynnościowy serotoniny i noradrenaliny.
-kiedyś diagnoza: „depresja endogenna” stanowiła prawdziwy wyrok – stosowano wtedy do 150 mg dożylnego podania klomipraminy połączonego z dożylnym wlewem maprotyliny (Ludomil), często w połączeniu z terapią elektrowstrząsową – hardcore!
-istnieje jeszcze wiele leków TLPD znacznie bardziej szkodliwych niż klomipramina, wycofanych z obrotu w Polsce, jednak stosowanych za granicą, np na terenach byłego ZSRR. Klomipramina i haloperidol często były stosowane do tortur w tzw „schizofrenii bezobjawowej na terenach ZSRR i w krajach okupowanych.

———————————————————

5. tabletki antykoncepcyjne (także nowe generacje):

-powodują często udar mózgu, zawał serca, cukrzycę, bezpłodność, ciąże mnogie po odstawieniu, raka piersi i inne rodzaje nowotworów.
-jest to ingerencja w cały cykl hormonalny, co MUSI się skończyć źle.
-często pigułka antykoncepcyjna powoduje efekt aborcyjny – uniemożliwia zagnieżdżenie się nowo powstałego życia w macicy. A to jak wiadomo jest niehumanitarne i ma zły wpływ na psychikę kobiety – podświadomość taki fakt rejestruje, gdyż ciało i psyche to jedność.
-miliony kobiet na świecie przyjmuje piguły antykoncepcyjne nieświadome zagrożeń wynikających z ich stosowania. To należy zmienić i nasza w tym rola.
-osobny artykuł, bardzo szeroko opisujący szkodliwe działanie tabletek / pigułki antykoncepcyjnej – tutaj.

———————————————————

6. witaminy syntetyczne

a.) witaminy z grupy B complex
-podawanie ich syntetycznych odpowiedników mija się z celem, ponieważ zwyczajnie nie są wchłaniane przez organizm. Jedyny efekt jaki zauważymy, to zabarwienie moczu na kolor jasnożółty.
-należy spożywać naturalne formy tych witamin, np: spirulinę (b complex), drożdże (b1, b2, b6), lecytynę nie modyfikowaną genetycznie (cholina, inozytol, kwasy tłuszczowe NNKT).
-z syntetycznych form przydatny jest tylko inozytol, ale nie jest to według obecnej „nauki” typowa witamina B (kiedyś była uznawana).
-jakie konsekwencje może przynieść nieprzemyślane dawkowanie syntetycznych witamin z grupy b? Jeśli chodzi o witaminę b 3 (witamina PP), powoduje ona podrażnienie przewodu pokarmowego, czasami krwawienia żołądka i dwunastnicy, możliwe jest toksyczne uszkodzenie wątroby i encefalopatia wątrobowa (czyli: nieodwracalne uszkodzenie mózgu na skutek niewydolności wątroby).
-sprawa jest bardziej skomplikowana, jeśli chodzi o syntetyczną witaminę b6. Oprócz uszkodzenia wątroby (dawki powyżej 100 mg przez długi czas) powoduje także.. zespół uzależnienia od witaminy b 6 (dawki 200 mg i więcej przez ponad miesiąc. Jest to zespół chorobowy bardzo słabo opisany w literaturze jak i internecie, leczy się go dożywotnim podawaniem dużych dawek witaminy b 6 – niemożliwe jest jego wyleczenie.
-witamina b 6 podawana w dawkach większych niż 1000 mg dziennie powoduje specyficzny efekt dopaminowy i wzrost energii życiowej, jednak jest to słabo opisane, konsekwencje tego są, poza uszkodzeniem wątroby – praktycznie nieznane.

b.) witamina C

-syntetyczna forma tej witaminy prawie w ogóle nie jest wchłaniana z przewodu pokarmowego – wchłania się 2% – 30% przyjętej dawki tej witaminy. Należy stosować formy naturalne witaminy C – pisałem kiedyś o tym.
-ponadto, syntetyczna forma witaminy C obciąża nerki. Może spowodować ona kamicę nerkową, uszkodzenie nerek, czy nawet krystalizację szczawianów w przewodach moczowych (bolesne!).

———————————————————

7. leki na epilepsję / padaczkę

-lamotrygina połączona z walprominianami częściej niż zazwyczaj powoduje niebezpieczny syndrom Stevensa & Johnsona. Polega to na ekstremalnie bolesnym złuszczeniu naskórka – skóra odchodzi od ciała całymi płatami! Pomimo tego, że już sama lamotrygina może spowodować ten syndrom, dalej stosuje się ją w połączeniu z walprominianami.
-walprominiany połączone z innym lekiem przeciwpadaczkowym – clonazepamem – powoduje zwiększenie ilości dziwnych ataków padaczkowych typu absence, a pomimo tego takie połączenie jest stosowane.
-fenytoina – lek przeciwpadaczkowy starej generacji, ma bardzo dużo działań niepożądanych, w tym tych ciężkich. Blokuje ona serce, dlatego jest stosowana w epilepsji przebiegającej z chorobami serca. Może spowodować nawet śmierć. Działania niepożądane są częste, w interakcjach z innymi lekami na epilepsję wyniszcza organizm nie gorzej niż chemioterapia nowotworów.
-walprominiany powodują częściej niż inne leki uszkodzenie wątroby, a pomimo tego są stosowane dalej.
-gabapentyna, innowacyjny lek z tej grupy, ma przykrą wadę – otóż upośledza ona układ odpornościowy, powoduje zwiększoną częstość przeziębień, nawet zapaleń płuc.

—————————————-

Promuj ten tekst na portalach społecznościowych by prawdę poznało więcej ludzi. W tym celu klikaj na poniższe ikony:

Wszystko co chcesz wiedzieć o Watykanie, czyli czy papież Benedykt 16 będzie odpowiadał za zbrodnie przeciwko ludzkości?

Na początek – kilka gorących foto odnośnie Watykanu – to daje do myślenia!

—————————————————————–

Mój komentarz do poniższego tekstu: co należy zrobić, by unormować sytuację? Oto moja lista postulatów:

1. przeprowadzić proces sądowy w międzynarodowym trybunale w Hadze, skazać papieża Ratzingera i jego świtę za zbrodnie przeciwko ludzkości;
2. zniesienie powszechnego immunitetu prawnego i dyplomatycznego, jakim cieszy się kler katolicki;
3. w dalszej perspektywie – delegalizacja kościoła katolickiego i rozliczenie jego szeregowych członków z:
-przestępstw natury seksualnej: pedofilia, homoseksualizm, uchylanie się od płacenia alimentów
-przestępstw o naturze finansowej i hipotecznej, czyli związanych z gruntami, komisją majątkową działającą nielegalnie, odebrać zrabowane mienie i przywrócić jego własność narodowi, czyli prawowitemu właścicielowi
-przestępstw innego rodzaju, tj przestępstw znęcania się nad dziećmi na lekcjach religii i w zakonach, w domach opieki itp
-polityków III RP i innych funkcjonariuszy skazać za kolaboracje z katolickim klerem (komisja majątkowa i in.)
4. powołanie nowego kościoła, szkolenie nowych kapłanów podług prawdziwej wiary chrześcijańskiej;
5. przejęcie banków Watykanu, będących właścicielami wszystkich banków na Ziemi, i sprawiedliwy podział dóbr;
6. budowa sprawiedliwej ekonomii tak, aby istniał realny wzrost gospodarczy, by stanowiska pracy były naprawdę potrzebne, by bezrobotni i pracujący otrzymywali godziwe zasiłki / pensje.
7. i kilka innych by się znalazło zapewne.

—-

Watykan pozwany do międzynarodowego trybunału w Hadze:

papież BENEDYKT 16 – OFICJALNIE OSKARŻONY PRZED TRYBUNAŁEM W HADZE – jako winien ZBRODNI PRZECIWKO LUDZKOŚC.

Posted by miziaforum w dniu Maj 16, 2011

19 Votes

Przedstawiony niżej tekst jest obszernym streszczeniem dokumentu. Tekst oryginalny jest do przeczytania pod adresem

http://www.kanzlei-sailer.de/papst-strafanzeige-2011.pdf

14. lutego 2011

Dr. jur. Christian Sailer
Dr. jur. Gert-Joachim Hetzel
Adwokaci

Pan Profesor Doktor Luis Moreno Ocampo
Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego

NL – 2516 AB Den Haag
Doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez dr Josepha Ratzingera, Papieża Kościoła Rzymsko-Katolickiego z powodu popełnienia zbrodni przeciw ludzkości, zgodnie z art.7 Statutu MTK

We wstępie do 59-cio stronicowego dokumentu adwokaci napisali:

Doniesienie o popełnieniu przestępstwa dotyczy trzech ogólnoświatowych zbrodni przeciwko ludzkości, które dotąd nie były zaskarżone tylko dlatego, że wyszły one z instytucji, na której czele stoją „najwięksi dygnitarze”, którzy wydają się stać ponad wszelkimi czynami karalnymi. Tradycyjna służalczość wobec dostojników Kościoła zabiła wszelkie poczucie praworządności.

Gdyby jakaś nowa grupa religijna, za pomocą zmasowanego psychicznego nacisku zmuszała swoich członków do tego, aby włączali do tej grupy noworodki, żeby one przez całe życie finansowały grupę i we wszystkim stosowały się do jej poleceń, nazwano by ją „sektą”. Państwo prawdopodobnie rozwiązałoby taką grupę, a „przywódców sekty” oskarżyło o szantaż i wykorzystanie. Szczególnie, jeśli taka grupa nie tolerowałaby wystąpienia z niej i groziła za to najcięższych karami i z tego powodu wyrządzała swoim członkom ciężkie szkody duchowe i ograniczała ich wolność osobistego rozwoju.

Czy może być inaczej tylko dlatego, że chodzi o organizację, która tak właśnie się zachowuje nie tylko wobec pojedynczych jednostek, ale powszechnie na świecie, a nazywa się Kościołem rzymskokatolickim; która nieustannie mówi o wolności religijnej, a jednocześnie chwyta za gardła wierzących inaczej jako „wyznawców sekty”? Nie, nie może być inaczej tylko dlatego, że do tego się już przyzwyczajono. Ale od 1.7.2002 takie przyzwyczajenie nie jest już dozwolone. W tym dniu zaczął obowiązywać statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, który karze zbrodnie przeciwko ludzkości.

Jeśli sekta tego – opisanego wyżej – rodzaju byłaby rozpowszechniona w dzisiejszej Afryce i zabraniała swoim członkom używania prezerwatyw pod groźbą ciężkich kar, to wszczęto by wobec przywódców takiej sekty postępowanie karne pod zarzutem spowodowania rozpowszechniania AIDS i wirusa HIV i doprowadzenia do przypadków śmiertelnych. Czy może być inaczej tylko dlatego, że ta sekta nazywa się „Kościołem” a jej zwierzchnik uzurpuje sobie nieomylność?

Jeśli w rozpowszechnionej na całym świecie przymusowej sekcie, setki tysięcy dzieci byłyby wykorzystywane seksualnie i zbrodnie te na polecenie przywódcy sekty byłyby tuszowane i wyjęte spod ścigania karnego, to takiej kryminalnej organizacji i jej przywódcom wytoczono by proces karny. Czy może być inaczej tylko dlatego, że ta organizacja nazywa się „Kościołem” a polecenie przemilczania tych przestępstw nie wyszło od bosa mafii, lecz zostało wydane przez papieża? Nie, to nie jest inaczej, to jest tylko wielusetletnie przyzwyczajenie do pedofilskiego kapłaństwa i władzy ich najwyższego kapłana. Od kiedy zbrodnie przeciw ludzkości podlegają karze udawanie, że się tego nie widzi nie jest już dopuszczalne.

W dokumencie opisano trzy przestępstwa przeciwko ludzkości, za które dr Joseph Ratzinger, jako były kardynał, a obecnie papież jest odpowiedzialny karnie.

1. Utrzymywanie i kierowanie ogólnoświatowym totalitarnym, przymusowym reżimem, który uciska swoich członków za pomocą gróźb budzących strach i szkodzących zdrowiu.

2. Utrzymywanie siejącego śmierć zakazu używania prezerwatyw także wtedy, kiedy istnieje zagrożenie zakażeniem HIV/AIDS.

3. Utworzenie i utrzymywanie ogólnoświatowego systemu tuszowania i ułatwiania przestępstw seksualnych przez księży katolickich, co jest pożywką dla coraz to nowych przestępstw.

Totalitarny przymusowy reżim

Kościół rzymsko-katolicki werbuje swoich członków poprzez akt przymusowego chrztu bezwolnych niemowląt, o czym stanowi kanon 96 prawa kanonicznego: „Przez chrzest człowiek zostaje włączony do Kościoła Chrystusowego…”

Katolickim rodzicom każe się wierzyć, że ich nowonarodzone dziecko jest obciążone grzechem pierworodnym, z którego może je uwolnić tylko chrzest.

Kanon 867 § 1 nakłada na rodziców obowiązek ochrzczenia dziecka w ciągu pierwszych tygodni. Tuż po urodzeniu, a nawet przedtem muszą się oni zgłosić do swojego proboszcza.

Jeśli dziecku grozi śmierć, to zgodnie z kanonem 868 § 2 C.I.C można ochrzcić dziecko nawet wbrew woli jego niekatolickich rodziców.

Katechizm katolicki (Tz 1269): „Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony nie należy już do siebie samego, lecz do tego, który za nas umarł i zmartwychwstał. Dlatego musi się on podporządkować innym, im służyć i słuchać przełożonych Kościoła, im się podporządkować, ich uznawać i szanować”.

Wcielenie nowoochrzczonego do Kościoła katolickiego jest nieodwołalne i dlatego Kościół wzbrania się przed wykreśleniem apostatów w rejestrów kościelnych. Wystąpienie z Kościoła jest zagrożone wiecznym piekłem.

Terror psychiczny

Członków Kościoła obowiązuje m.in.: „Kto nie uznaje wszystkich ksiąg Pisma Świętego, jak je wprowadził Sobór Trydencki, jako ksiąg kanonicznych, albo kto kłamie, że nie zostały one nadane przez Boga, ten jest wykluczony”. Wykluczeniem określono tu grecko-łaciński termin anathema, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy przekleństwo.

Przeklęty jest więc ten, który nie uznaje za słowo boże kar wymienionych w Starym Testamencie, na przykład[1]:

„Mężczyzna, który obcuje cieleśnie z mężczyzną tak jak z kobietą, popełnia obrzydliwość; obaj poniosą śmierć; krew ich spadnie na nich” (3. Mojż.20.13).

„A jeśli ktoś w zuchwalstwie swoim nie usłucha kapłana, będącego tam na służbie u Pana, Boga twego, lub sędziego, to ten człowiek poniesie śmierć…” (5. Mojż. 17.12).

„Jeśli ktoś ma syna upartego i krnąbrnego, który nie słucha ani głosu swego ojca, ani głosu swojej matki, a choć oni go karcą, on ich nie słucha, to pochwycą go jego ojciec i matka i przyprowadzą do starszych jego miasta. I powiedzą do starszych miasta: Ten nasz syn jest uparty i krnąbrny, nie słucha naszego głosu, żarłok to i pijak. Wtedy wszyscy mężowie tego miasta ukamienują go i poniesie śmierć…” (5. Mojż. 18 — 21).

Takie teksty wydają się, jak z epoki kamiennej, dawno już nieaktualne. Jednak Kościół rzymskokatolicki uważa inaczej. W roku 1965 II Sobór Watykański postanowił, że na podstawie apostolskiej wiary księgi Starego i Nowego Testamentu obowiązują w całości z wszystkimi ich częściami, jako święte i kanoniczne, bo były pisane pod wpływem Ducha Świętego.

Skoro tak jest, to chyba tylko ograniczenia w prawie światowym powstrzymują Kościół od wykonania tych śmiertelnych gróźb, które Stary Testament przygotował dla łamiących przysięgę małżeńską, homoseksualistów, heretyków i nieposłusznych dzieci.

Bóg Starego Testamentu, którego teksty Kościół uznaje jako „prawdziwe słowo Boże” ma także inne żądania.

„Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki i wytnijcie ich święte drzewa” (2. Mojż. 34.12 i 13).

Paweł, czczony przez Kościół jako apostoł narodów, idzie jeszcze dalej, kiedy o innowiercach i zwolennikach innych kultów pisze:

„Są oni pełni wszelkiej nieprawości, złości, chciwości, nikczemności, pełni są również zazdrości, morderstwa, zwady, podstępu podłości.. Oni, którzy znają orzeczenie Boże, że ci, którzy to czynią, winni są śmierci…” (Do Rzymian, 1.29 – 32).

Jak poważnie traktuje Kościół takie apele, jeśli świat nie przytrzyma go za rękę, dowodzi na przykład nawracanie w Ameryce Łacińskiej. A jeśli jakiś naród przeciwstawi się okrutnemu Bogowi Starego Testamentu, z którym Kościół się identyfikuje, to wtedy

„…pożera narody, które go uciskają, kości ich pogruchocze, strzałami swymi przebija”.

Gdyby współczesny człowiek o zdrowych zmysłach nie wiązał tych słów z Bogiem, to wedle Kościoła to jest „prawdziwe słowo Boże”. A kto myśli inaczej, należy do głosicieli herezji.

W wyniku takiego terroru psychicznego u wielu ludzi, szczególnie u dzieci i młodzieży jest strach przed grzechem, wyrzuty sumienia, hipochondria i cała masa „eklezjogennych nerwic”, które może wywoływać przynależność do Kościoła. Pisał o tym już Karl Jasper (niemiecki psychiatra i filozof).

Zbrodnia przeciw ludzkości

Wywodzący się z Kościoła rzymskokatolickiego przymus wiary, praktykowany wobec przymusowo rekrutowanych i przymusowo utrzymywanych wiernych; wymuszany groźbami niewyobrażalnych mąk piekielnych, jest ciężkim ograniczeniem wolności osobistego rozwoju ludzi i ich duchowej integralności. To, że członkowie Kościoła jeszcze nie załamali się psychicznie, można wyjaśnić tylko tym, że wielu z nich niezbyt serio traktuje kościelne groźby. Ta wewnętrzna emigracja nie zmienia jednak faktu, że jest to nieludzki system, którego celem jest totalne duchowe i umysłowe podporządkowanie członków Kościoła. A wszystko co jest przeciwne wierze musi być – wedle własnych słów Kościoła – z największą stanowczością wytępione.

Jak dosłownie rozumie to Kościół dowodzą krwawe ślady wypraw krzyżowych, inkwizycja i palenie na stosie czarownic. To, że obecnie Kościół swojej słownej przemocy nie realizuje także fizycznie, nie zmienia faktu, że jest to system łamiący prawa człowieka.

Powtarzające się groźby mąk piekielnych obliczone są na to, że ludzie w nie uwierzą i wielu też wierzy. Młodzi ludzie mają poczucie grzechu podczas pierwszych kontaktów seksualnych; małżeństwa boja się stosować środki antykoncepcyjne. Niekatolicy, poślubiając katolików muszą się zobowiązać, że będą wychowywać dzieci w wierze katolickiej. Psychicznie chorzy godzą się na wypędzanie z siebie złych duchów przez egzorcystów, rodzice ryzykują przy tym nawet śmierć swojego dziecka. Rodzice dzieci wykorzystanych seksualnie przez księży czują się zobowiązani zbrodnie te przemilczać. Afrykańscy katolicy zarażają się HIV, bo Kościół zabrania im używać prezerwatyw.

Taki kościelny system przymusu istnieje od około 1500 lat. W krajach zachodnich stał się ugruntowaną religią nie na drodze dobrowolnego uznania, lecz przymusowego członkostwa, duchowego ucisku i krwawej przemocy. Wynikiem tego procesu jest powstanie „Kościoła światowego”. Wszelkie przejawy sprzeciwu były tłumione nierzadko z pomocą władzy państwowej, w ramach obowiązującego prawa.

Ale to się zmieniło, kiedy 1.7.2002 wszedł w życie statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, a w nim pojawiła się kategoria zbrodni przeciwko ludzkości. Prawo to chroni nie tylko przed mordowaniem, ale też obejmuje takie prawa człowieka, jak ochrona przed dyskryminacją rasową, czy wypędzeniami. Szkodliwy dla zdrowia terror psychiczny, zmuszający do wiary poprzez nieludzkie groźby nie jest już tolerowany, lecz podlega karze.

Kościelny system przymusu wyczerpuje znamiona tego przestępstwa.

Odpowiedzialność karna dr Ratzingera

Obwiniony nie wprowadził, co prawda, kościelnego systemu przymusu, ale jako papież jest odpowiedzialny za jego zachowanie i realizację. Jako prefekt ważnej Kongregacji Nauki Wiary u poprzedniego papieża, ponosi współodpowiedzialność. Był szefem kościelnej władzy inkwizytorskiej. W wywiadzie radiowym z marca 2005 powiedział: „Wielki Inkwizytor jest faktem historycznym, w pewnym sensie jesteśmy jego kontynuacją”. Dodał też, że „można powiedzieć, że inkwizycja była postępem, gdyż nie można było już skazywać bez inquisito”.

Dzisiaj obwiniony ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie nauki i groźby swojego Kościoła. Dlatego jest również odpowiedzialny za to, że ustanowiony przed jego wyborem na papieża system nadal istnieje. On mógłby odwołać wszelkie groźby wiecznych mąk piekielnych. Dopóki tego nie zrobi, wyczerpuje znamiona przestępstwa zgodnie z Art.7 ust.1.k Statutu MTK.

Morderczy zakaz prezerwatyw

Istnieje pilne podejrzenie, że dr Joseph Ratzinger, jako papież, u bliżej nieustalonej liczby ludzi przyczynił się do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, aż do spowodowania śmierci włącznie.

Wedle danych ONZ ponad 22 miliony ludzi w Afryce jest zarażonych HIV /AIDS. Na całym świecie zmarło już na tę chorobę ponad 30 milionów, a rocznie przybywa 500.000 nowych zakażeń. W Afryce Południowej dotknęło to każda rodzinę. W zagrożonych regionach żyje wiele milionów katolików.

Zgodnie z nauką Kościoła, ogłoszonej w encyklice Humanae Vitae w roku 1968, używanie środków antykoncepcyjnych jest surowo zakazane. Nic się w tej kwestii nie zmieniło, kiedy w latach 80-tych i 90-tych wybuchła epidemia HIV i ludzie zaczęli umierać milionami.

Kiedy w roku 1993 papież Jan Paweł II odwiedził Ugandę ani słowem nie wspomniał o cofnięciu zakazu używania prezerwatyw. Wolał, żeby epidemia się dalej rozszerzała, aniżeli miałaby być zmieniona „nauka moralna” Watykanu. W wydanym w roku 1997 na zlecenie tego papieża „Vademecum dla spowiedników” napisano: „Kościół zawsze nauczał, że ochrona przed zapłodnieniem, czyli każdy celowo wykonany bezpłodny akt, jest czynem grzesznym. Tę naukę należy stosować definitywnie i bez żadnych zmian”.

Członkowie Kościoła katolickiego z zagrożonych HIV /AIDS obszarów Afryki stoją przed straszną alternatywą. Jeśli zabezpieczą się prezerwatywą, popełnią ciężki grzech. Jeśli zlękną się gróźb Kościoła, narażają się na śmiertelne niebezpieczeństwo zakażenia.

Krytyka takiego stanu jest coraz powszechniejsza także wewnątrz Kościoła, ale jak dotąd bezskuteczna.

Posłuszeństwo ze skutkami śmiertelnymi

Ale i urzędujący papież jest głuchy na rozterki sumienia jego księży i wiernych. Jest jeszcze gorzej; podczas swojej pierwszej podróży afrykańskiej w marcu 2009, po której wielu afrykańskich katolików oczekiwało zbawiennych słów, papież jeszcze zaostrzył ich dylemat.

W rozmowie z dziennikarzem na pokładzie samolotu powiedział: „Nie można problemu AIDS rozwiązać rozdając prezerwatywy. Ich używanie jeszcze pogarsza sytuację. Rozwiązaniem jest duchowe i ludzkie przebudzenie i przyjaźń z cierpiącymi”.

Coraz więcej katolików zwraca uwagę na ten problem. W książce „Gott, Aids, Afrika” (Bóg, Aids, Afryka) Hippler, długoletni przywódca niemieckiej gminy w Kapsztadzie pisał o strasznym konflikcie sumienia i wynikającym z tego zagrożeniem życia katolików w Afryce Południowej.

W książce „Das möge Gott verhüten” („Temu mógłby Bóg zapobiec”) była zakonnica Majella Lanzen także opisała konflikt między nauką Kościoła i skutecznym zwalczaniem AIDS. Opisuje swoje 33 lata pracy w Afryce, pomoc chorym na AIDS, cholerę, malarię. Zamiast pochwały nazwano ją „zakonnicą od prezerwatyw”, bo wbrew nauce Kościoła rozdawała swoim podopiecznym środki antykoncepcyjne i prezerwatywy.

Zbrodnia przeciw ludzkości

Watykan nie wyciągnął żądnych wniosków ani z tych relacji naocznych świadków, ani z przedłożonego mu raportu ekspertów, który zalecał rewizję zagrażającej życiu seksualnej nauki Kościoła.

Słowa papieża w rozmowie z dziennikarzem Peterem Seewaldem, że jest wyobrażalne użycie prezerwatywy przez prostytuującego się mężczyznę, odczytano jako nadzieję. Ale na krótko. W depeszy agencji DPA z 22.12.2010 napisano: „Kościół stwierdza jednoznacznie – prezerwatywy są dla katolików zabronione. Kongregacja Nauki Wiary w Rzymie sprecyzowała stanowisko Kościoła Katolickiego w sprawie prezerwatyw. Interpretowanie jakichkolwiek wypowiedzi papieża, jako przyzwolenie na środki antykoncepcyjne jest błędem…”

Takie myślenie jest pomocnictwem śmierci.

Odpowiedzialność karna dr. Ratzingera

Obwiniony, co prawda nie wprowadził zakazu stosowania środków antykoncepcyjnych, ale jako papież jest za to odpowiedzialny, że zakaz ten nadal obowiązuje, chociaż mógłby go anulować. Przez to, że tego nie czyni, przez zaniechanie, jest odpowiedzialny za to, że katolicy w rejonach zagrożonych AIDS, ze strachu przez karą za grzechy, rezygnują z użycia prezerwatyw. Kościelny system przymusu i wynikająca z niego groźba kary piekła za ciężkie grzechy, w tym przypadku niesie skutki śmiertelne w setkach tysięcy, albo i milionach przypadków.

Moralne wątpliwości papieża w sprawie uchylenia zakazu prezerwatyw nie są żadnym usprawiedliwieniem faktu, że taki zakaz sprowadza ryzyko zakażenia lub śmierć niezliczonej liczby ludzi i cierpienie niezliczonej ilości osieroconych dzieci.

Ratowanie życia ludzkiego jest w tym przypadku ważniejsze i nieodzowne z punktu wiedzenia praw człowieka i ma pierwszeństwo nad łamiącą prawa człowieka nauką Kościoła.

Protektorat nad przestępstwami seksualnymi kleru

Istnieje ponadto alarmujące podejrzenie, że dr Joseph Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary i jako papież notorycznie do tej pory tuszuje seksualne wykorzystywanie dzieci i młodzieży. Sprawcy są chronieni i przez to dochodzi do dalszych czynów przemocy seksualnej wobec młodzieży, Art.7 Ustęp.1g Statutu MTK.

Ogólnoświatowe przestępstwa seksualne księży

Jest już powszechnie wiadomo, że w ostatnich kilkunastu latach dziesiątki tysięcy dzieci i młodzieży na całym świecie było wykorzystywane seksualnie przez księży katolickich.

Podane tu przykłady ograniczają się tylko do najbardziej dotkniętych tym problemem krajów oraz do kilku przypadków tuszowania spraw przez Kościół. Głównym źródłem tej wiedzy jest wykonane przez Geoffreya Robertsona zestawienie: THE CASE OF THE POPE, 2010 (załącznik) oraz doniesienia niemieckich i brytyjskich mediów. Powołano się też na stronę internetową gottes-suche.de i zamieszczone na niej opracowanie „Sexuelle Gewalt in der katholischen Kirche in den Jahren 1993 bis 2011″ („Przemoc seksualna w Kościele Katolickim w latach 1993 …2011″)

Stany Zjednoczone

Korzystając z ww. źródeł adwokaci opisują konkretne przykłady w różnych amerykańskich diecezjach. Kiedy w 2002 roku dziennik Boston Globe udowodnił przypadki 130 przestępstw seksualnych tamtejszych księży, odpowiedzialnego za ten rejon kardynała Bernarda Law przeniesiono do Watykanu na ważne stanowisko, a jego była diecezja wypłaciła 100 mln USD odszkodowań. Diecezja w Los Angeles wypłaciła 660 mln. Diecezja w Portland 75 mln, a jej ówczesny szef, kardynał Levada jest następcą papieża jako prefekt watykańskiej kongregacji Nauki Wiary.

Są ujawnione przypadki seksualnego molestowania dzieci omal we wszystkich stanach USA. Kiedy już nie dało się przenosić sprawców tych przestępstw między parafiami lub diecezjami, wymyślono, żeby wysyłać ich do innych krajów. Zamiast do więzienia. Ostatnie badania wykazały, że tacy księża krążyli między USA, Irlandią, Rzymem, Meksykiem i Afryką.

Według raportu John Jay College of Criminal Justice, New York, 10 667 poszkodowanych złożyło wiarygodne oskarżenia przeciwko 4 392 księży. Kardynał Ratzinger określił w roku 2002 liczbę księży sprawców na 1% podczas, gdy faktycznie było ich 4,3%. Najgorszym przypadkiem był ksiądz Lawrence Murphy, który w ciągu 20 lat wykorzystał seksualnie 200 głuchoniemych w Wisconsin.

Irlandia

Kiedy papież Jan Paweł II usiłował przedstawić seksualne wykorzystywanie dzieci jako specyficznie amerykański przypadek, w roku 2001 powołano komisję pod przewodnictwem Seana Ryana, sędziego Sądu Najwyższego, która wypracowała zasady odszkodowań dla ofiar.

Następna komisja z roku 2009 pod przewodnictwem tego samego sędziego określiła wykorzystywanie seksualne w Kościele Katolickim, jako „endemiczne”. Świadkowie donosili, że poczucie wstydu, przewaga sprawców, kultura milczenia, izolacja i strach przed karami cielesnymi, powstrzymywały ich przed ujawnieniem przestępstwa. W raporcie napisano, że

„Nie jest możliwe określenie pełnego rozmiaru przestępstw seksualnych, których dokonano w szkołach dla chłopców. Przypadki takie rozpatrywano pod kątem szkód, jakie ich ujawnienie przyniosłoby instytucji i kongregacji. Efektem takiej polityki była ochrona sprawców…”

W listopadzie 2009 opublikowano raport komisji pod przewodnictwem sędzi Yvonne Murphy o sytuacji w diecezji dublińskiej. Badaniem objęto okres 1975-2004. Zidentyfikowano 14500 ofiar. W konkluzji raportu napisano: „Komisja nie ma wątpliwości, że seksualne wykorzystywanie dzieci w diecezji dublińskiej i w innych instytucjach kościelnych było zatajane (…) Struktury i reguły Kościoła katolickiego ułatwiały takie zatajanie. Instytucje państwa nie dopilnowały, aby prawo obowiązywało jednakowo wszystkich ludzi i pozwoliły instytucjom kościelnym pozostać poza wymiarem prawa (…) Dobro dzieci, które powinno było mieć najwyższy priorytet, w ostatnich czasach nawet nie wzięto pod uwagę. Chodziło głównie o uniknięcie skandalu i ochronę dobrego imienia, opinii i majątku Instytucji i księży (…) Państwo jest za to odpowiedzialne, żeby tego rodzaju instytucjonalny immunitet nigdy więcej nie był udzielany…”

Niemcy

Także w Niemczech mur milczenia wokół wykorzystywania dzieci w instytucjach kościelnych był latami nieprzenikalny. Dopiero w roku 2010 zaczął mówić dyrektor jezuickiego Canisius-Collegs, któremu udowodniono liczne przypadki z lat 70-tych i 80-tych. Dochodzenie wykazało, że 50 księży przez wiele lat wykorzystało ponad 200 uczniów tej szkoły. Wkrótce po tym ujawniono dalsze przypadki z wielu niemieckich diecezji. W Bawarii ustalono 280 sprawców, którzy od roku 1945 popełniali przestępstwa seksualne przeciw dzieciom. Wyszło na jaw, że w diecezjach monachijskiej i we Freislingu systematycznie tuszowano takie przypadki.

Przynajmniej w jednym przypadku był za to odpowiedzialny ówczesny kardynał monachijski Joseph Ratzinger. Kiedy ksiądz pedofil w roku 1979 został przeniesiony z Essen do Monachium, nie powiadomiono o tym policji, a ksiądz znowu odprawiał msze. Kiedy znowu popełnił przestępstwo seksualne i stanął przed sądem, okazało się, że diecezja zniszczyła część jego akt, a pozostałe były bardzo niekompletne. „Süddeutsche Zeitung” pisało przy tej okazji: „Wszystko jedno, czy monachijskim kardynałem był Döpfner, Ratzinger, czy Wetter, ofiar przemocy seksualnej w tamtych czasach nikt nie słuchał. Za to sprawcy znajdowali ochronę, która balansowała na granicy prawa”.

Największy skandal w Kanadzie wybuchł, kiedy ujawniono fizyczną i duchową przemoc nad dziećmi w prowadzonym przez Kościół internacie dla dzieci indiańskich. Kościół wypłacił 80 mln, a państwo kanadyjskie 2,2 miliarda dolarów odszkodowań. Papież przeprosił za ten przypadek, ale podejrzewano, że Kościół niezbyt chętnie współpracował z rządową komisją śledczą. Adwokaci opisali także przypadki z Australii i Afryki.

Prominentni sprawcy

W międzyczasie coraz więcej wiadomo, że przestępstwa seksualne nie ograniczają się tylko do prostych księży, lecz sięgają największych dostojników Kościoła. Skandale seksualne wokół biskupów i arcybiskupów dają wgląd w nieobyczajność kleru katolickiego. I tak biskup belgijskiego Brügge musiał ustąpić z urzędu, kiedy wyszło na jaw, że latami wykorzystywał seksualnie swojego bratanka. Norweski arcybiskup Mueller wykorzystywał swojego ministranta.

Najpaskudniejszym jest przypadek byłego austriackiego kardynała Hansa-Hermanna Groera, który jako nauczyciel religii w początkach swojej kariery wykorzystał seksualnie prawdopodobnie aż 2000 chłopców. Nigdy nie poniósł za to kary. Papież Jan Paweł II pozwolił mu spokojnie osiąść w klasztorze. Niektórym jego ofiarom wypłacono odszkodowanie i zmuszono do milczenia. Papież Jan Paweł II i kardynał Ratzinger, wtedy prefekt Kongregacji Nauki Wiary, wiedzieli o przestępstwie seksualnym polskiego biskupa Juliusza Paetza, lecz nie zlecili mu podania się do dymisji.

Najgłośniejszy przypadek seksualnego wykorzystania dzieci w Ameryce Łacińskiej dotyczy przyjaciela Jana Pawła II, Padre Marcial Maciel Degollado. W roku 2004 papież osobiście dziękował mu za 60 lat „kapłaństwa wypełnionego łaską Ducha Świętego”. Maciel założył w Meksyku zakon Legionistów Chrystusa, blisko współpracujący z Opus Dei. „Frankfurter Rundschau” napisał o nim 16/17.10.2010: „Gdyby w Kościele była lista największych grzeszników, to Meciel stałby na jej czele”. Gazeta zarzucała mu, że nadużywał narkotyków, miał dwoje dzieci oraz wykorzystał seksualnie może 20-100 dzieci, także swoje własne. Zarzuty wobec Meciela były od dziesiątków lat znane Watykanowi, bo już w latach 70-tych jedna z jego ofiar opisała swoje cierpienia i wraz z zeznaniami innych wysłała list do Watykanu. W roku 1997 ośmiu meksykańskich seminarzystów ośmieliło się poinformować opinię publiczną o swoich przypadkach. Dopiero w roku 2006 Watykan zalecił Macielowi „wycofać się i oddać modlitwom i pokucie”. Maciel umarł w spokoju w USA w roku 2008 w wieku 87 lat.

Strategia tuszowania

Przed wyborem na papieża w roku 2005 dr Joseph Ratzinger był od roku 1981 prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Jednym z jej wydziałów jest „Wydział dyscypliny”, zajmujący się występkami przeciw moralności. Rozpatrywanie takich występków było opisane w tajnej instrukcji papieża „Crimen sollicitationis” z roku 1962. Instrukcja ta nt. występków obyczajowych księży zobowiązuje każdego sprawcę, każdą ofiarę i każdego świadka do absolutnego milczenia pod groźbą ekskomuniki.

30.4.2001 papież Jan Paweł II anulował tę instrukcję. Poinformował o tym w liście De delictis gravioribus do biskupów ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Ratzinger. Napisano w nim, że „Czyny karalne przeciwko obyczajności, a mianowicie popełnione przez kler przeciwko 6. przykazaniu z osobą niepełnoletnią podlegają wyłącznie Kongregacji Nauki Wiary, jako sądowi apostolskiemu”. Instrukcja zobowiązuje hierarchów do przeprowadzenia wstępnego dochodzenia przez sąd biskupi, a następnie niezwłocznego wysłania akt sprawy do Kongregacji… takie procesy podlegają papieskiemu zachowaniu tajemnicy”.

Praktyka tuszowania

Z przywołanej instrukcji wynika, że przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary był informowany o wszystkich takich czynach księży katolickich na całym świecie. Wiedział też o dochodzeniach i postępowaniach sądów biskupich. Wiedział, że z zasady nie informowano policji. Nawet za najgorsze przestępstwa seksualne maksymalną karą mogła być ekskomunika i zwolnienie ze służby. Wiedział też, że takie kary były absolutnym wyjątkiem, księża wracali do pracy i często popełniali kolejne przestępstwa. Oczywiście musiał też wiedzieć o państwowych komisjach (np. w Dublinie i Massachusetts) badających przestępstwa seksualne jego księży, oraz o tym, że strona kościelna utrudniała pracę takich komisji.

Utrzymywanie w tajemnicy było najważniejszym przykazaniem, o czym napisano w liście kardynała Ratzingera do biskupów z 2001 roku. Jaskrawym tego przykładem było zdarzenie, które dopiero teraz wyszło na jaw. 8.9.2001 Watykan gratulował francuskiemu biskupowi Pierre Pican z Bayeux za szczególny czyn. Chociaż wedle francuskiego prawa był on zobowiązany powiadamiać policję o przestępstwach seksualnych swoich księży, nie uczynił tego, a chodziło o szczególnie ciężki przypadek. Ksiądz René Bissey wielokrotnie gwałcił jednego chłopca a dziesięciu innych molestował. Księdza skazano na 18 lat więzienia, a biskupa, za niedopełnienie obowiązku zawiadomienia o przestępstwie, na trzy miesiące w zawieszeniu. W liście gratulacyjnym z Watykanu do Picana napisano: „Postąpił ks. biskup właściwie. Cieszę się z takiego kolegi w Episkopacie, który na oczach biskupów i historii wolał iść do więzienia, niż zadenuncjować swojego syna i kapłana”.

Identycznie zachowywał się Watykan także w innych przypadkach.

Kiedy konferencja amerykańskiego episkopatu, wobec fali przestępstw seksualnych swoich księży chciała zaostrzyć kurs, zawiadamiać policję i usuwać księży ze służby, z Watykanu przyszło stanowcze nie.

Zastępca Ratzingera w Kongregacji Nauki Wiary, sekretarz stanu, kardynał Bertone oświadczył w roku 2002: „Moim zdaniem żądanie, aby zobowiązać biskupa do kontaktu z policją w sprawie przestępstwa pedofilskiego księży, jest nieuzasadnione. Oczywiście cywilne społeczeństwo ma prawo chronić swoich obywateli, ale musi być także respektowana tajemnica zawodowa księży (…) Jeśli ksiądz nie może zaufać swojemu biskupowi, bo musi się bać, że ten go zadenuncjuje, to nie będzie już wolności sumienia”.

Można powiedzieć, że w latach 1981-2005 Joseph Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, a następnie jako papież kierował ogólnoświatowym systemem tuszowania, który kościelnych gwałcicieli dzieci wyjmował spod ścigania przez państwowe sądy i jedynie stosował prawo kanoniczne, które żadnemu z nich nie zrobiło krzywdy. Przestępcy seksualni pozostawali na urzędach i mieli możliwość popełniania kolejnych przestępstw, co też czynili.

Jednak dr Ratzinger nie zadowalał się tuszowaniem przestępstw. Kiedy dochodziło do kar wewnątrzkościelnych, często działał na rzecz krzywdzicieli dzieci, zatrzymywał biegnące postępowania, unieważniał decyzje skazujące, albo w innych sposób działał na rzecz sprawców. Przykładem jest ksiądz Lawrence Murphy z Wisconsin, który w latach 1950 do 1974 molestował setki głuchoniemych dzieci. Kiedy w roku 1996 jego przestępstwa wyszły na jaw, arcybiskup Milwaukee napisał do kardynała Ratizngera list z prośbą o radę w tej sprawie. Nie dostał odpowiedzi, ani na ten list, ani na następny. Wszczęto potem, co prawda wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, które zostało zatrzymane. Sprawca osobiście dziękował kardynałowi Ratzingerowi za „przyjacielskie wsparcie”. Murphemu nic się nie stało.

Adwokaci przytoczyli wiele innych przykładów podobnego postępowania dr Ratzingera w sprawach przestępstw seksualnych księży i w konkluzji stwierdzili, że jest to tylko czubek kolosalnej góry lodowej, składającej się z tuszowania przestępstw księży, działania na korzyść przestępców, ze szkodą dla ich ofiar. Za Robertsonem z „The New York Times” prawnicy wymieniają niegodziwości, które miały miejsce za panowania Josepha Raztingera, arcybiskupa Monachium, prefekta Kongregacji nauki wiary, a obecnie papieża.

a) Dziesiątki tysięcy, a może nawet setki tysięcy dzieci i nastolatków, głównie chłopców, było molestowanych seksualnie przez kler. Większość z nich doznała ciężkich i długotrwałych szkód psychicznych.

b) Tysiące duchownych, o których wiadomo, że są winni ciężkich przestępstw, które jako pedofile mogli popełnić ponownie, nie usuwano z urzędów. Przenoszone ich do innych parafii lub krajów. Byli chronieni przed zidentyfikowaniem i karą – groziło za to więzienie – i zgodnie z regułami prawa kanonicznego mieli zagwarantowane rozgrzeszenie zarówno na tym, jak i na tamtym świecie.

c) Stolica Apostolska, pseudopaństwo, ustanowiła w zaprzyjaźnionych państwach obcy im system prawny. Z zachowaniem największej tajemnicy przestępcy seksualni byli traktowani w sposób niezgodny z prawem państwa, na terenie którego operował Watykan. W niektórych przypadkach w całkowitej z nim sprzeczności, co prowadziło do ukrywania przed państwowymi organami ścigania materiałów dowodzących winy przestępcy.

Nie widać końca

Nic się nie zmieniło po ogłoszeniu w czerwcu 2010 watykańskiego rozporządzenia o ciężkich występkach Normae de gravioribus delictis. Chociaż reguły zmieniono w niektórych punktach, ale w duchu dotychczasowej praktyki. Utrzymano nakaz milczenia. Nie ma obowiązku powiadamiania policji o przestępstwach. Rzecznik Watykanu poinformował, co prawda, że dyskutowano z władzami państwowymi o współpracy, ale nie znalazło to odbicia w nowych zasadach, bo są one częścią Kodeksu Karnego Prawa Kanonicznego, które jest całkowicie odrębne od prawa państwowego.

Zatem wszystko pozostaje po staremu. Przestępcom seksualnym z zasady grozi tylko postępowanie zgodne z prawem kanonicznym. Molestowanie dzieci zaliczono do tej samej kategorii, co znieważenie hostii, naruszenie tajemnicy spowiedzi, czy niedozwolone celebrowanie mszy. Ksiądz, który przyznał się do takiego przestępstwa i zobowiązał prowadzić życie w modlitwie i pokorze, może być odsunięty lub ograniczony w urzędzie, albo wydalony ze stanu kapłańskiego. Jak jednak pokazano na przykładach, decyzje o usunięciu bywają anulowane i księża przestępcy wracają na urzędy.

Zbrodnia przeciw ludzkości

Zgodnie z Art.7 Ust. 1g Statutu MTK zbrodnią przeciw ludzkości są m.in. „Gwałty, niewolnictwo seksualne oraz każda inna forma seksualnej przemocy o porównywalnej ciężkości, przy założeniu, że zostały popełnione w ramach rozległego, systematycznego ataku na ludność cywilną i przy świadomości takiego ataku”.

W końcowej części dokumentu adwokaci punkt po punkcie udowadniają, że przestępstwa seksualne kleru i postępowanie Kościoła i jego najwyższej władzy z papieżem na czele wyczerpują znamiona zbrodni przeciwko ludzkości.

W podsumowaniu swojego doniesienia o popełnieniu przestępstwa adwokaci napisali:

Wejście w życie Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego w dniu 1.7.2002 rozpoczęło przełom kulturowy. Czas, w którym motywowane politycznie i światopoglądowo masowe zbrodnie były bezkarne, się skończył.

Przedkładane doniesienie wykazało, że system przymusu, kierowanego przez obwinionego Kościoła rzymskokatolickiego i wynikające z niego budzące strach groźby wiecznych mąk piekielnych wyczerpują znamiona zbrodni przeciwko ludzkości. Groźby te wpędzają wiele ludzi w chorobliwą psychiczną i umysłową zależność i pozbawiają ich możliwości decydowania we własnym sumieniu w ramach ich osobistej egzystencjalnej przestrzeni życiowej.

Wykazano także, że obwiniony ponosi odpowiedzialność karną za śmierć setek tysięcy, a może milionów ludzi chorych na AIDS, ponieważ wobec panującej zarazy utrzymuje kościelny zakaz stosowania środków ochronnych przeciwko AIDS.

Wykazano wreszcie, że obwiniony ponosi odpowiedzialność karną za przestępstwa seksualne księży katolickich, które są w ostatnich dziesięcioleciach coraz częstsze. Obwiniony przedstawia się publicznie jako bogobojny przywódca Kościoła, który usprawiedliwia się przed ofiarami i chce zapobiec dalszym przestępstwom. W rzeczywistości jednak działa jako wyrachowany obrońca światowego systemu ich tuszowania. Można sądzić, że system ten, dzięki wewnątrzkościelnym środkom przymusu, nadal działa bez ograniczeń i umożliwia popełnianie dalszych przestępstw na całym świecie. Sądy we wszystkich krajach są obchodzone i przestępcy pozostają bezkarni. Kolejnym tysiącom dzieci jest zadawane cierpienie, jeśli miejscowemu sądowi nie uda się temu zapobiec. Joseph Ratzinger jest głównym sprawcą, otoczony rzeszą współsprawców. Nazwiska niektórych z nich tu wymieniono. Nadszedł czas, żeby prokuratorzy Międzynarodowego Trybunału Karnego wszczęli dochodzenie, ujawnili to wszystko, co znane jest tylko fragmentarycznie i postawili przed sądem ojców chrzestnych ogólnoświatowego seksualnego wykorzystywania dzieci.

Przypis:
[1] Cytaty z Biblią wydaną przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, wyd. IX, Warszawa 1982.

Andrzej Wendrychowicz

źródło

———————————————————————–

50-letni ksiądz Riccardo Seppia oskarżony został o to, że kilku nieletnim parafianom w wieku około 16 lat dawał kokainę i inne substancje odurzające jako „wynagrodzenie” za czyny, których dopuszczał się wobec nich.

Prasa ujawniając ustalenia ze śledztwa podała, że przyciągał swe ofiary wysyłając SMS-y: „Przyjdź do mnie, mam śnieg”. Jednym z wykorzystywanych był ministrant.

Cała sprawa, zakończona aresztowaniem proboszcza w sobotę wieczorem, wyszła na jaw po wszczętym latem zeszłego roku dochodzeniu w sprawie handlu narkotykami i anabolikami w siłowniach i salach gimnastycznych w Mediolanie. Okazało się, że jednym ze stałych klientów był ksiądz z Genui, znany w swej parafii jako „atleta”, który często jeździł do stolicy Lombardii i tam kupował kokainę. Dalsze śledztwo pozwoliło ustalić, że odstępował on narkotyki wykorzystywanym przez siebie nieletnim. Dochodzeniem objęto także między innymi 40-letniego byłego seminarzystę, który miał pomagać proboszczowi w wabieniu młodych ofiar.

Przekręty lekowe i receptowe – czyli zrobili bajzel, nikt nic nie wie i nikt za nic nie odpowiada – a traci polski pacjent. Widziane na własne oczy

Byłem dzisiaj u doktora, tam, gdzie zawsze. Potrzebowałem od lekarza rodzinnego recepty na milnacipran (Ixel), generacja SNRI. Zażywam ten lek regularnie, oficjalnie na depresję, a nieoficjalnie – na syndrom przewlekłego zmęczenia, czyli uszkodzenie neurologiczne wywołane przez szczepienia. Zresztą, przyznałem to miesiące temu na tym blogu, że „załatwiłem” sobie lek antydepresyjny. Bez tego funkcjonowałbym gorzej, czyli nie miałbym energii do życia.

Ale, wracając do meritum – owo przyznanie się było pretekstem do nazwania mnie nałogowcem, pijakiem, przez różnych zenobiuszy, wizzgi i innych utrwalaczy grasujących na blogach wordpress i nie tylko. Pomijam już fakt, że to czyste skurwysyństwo. Ale ok, niech im będzie.

Nie dostałem dziś recepty na Ixel, gdyż musiałbym zapłacić pełną cenę, czyli około 65 – 70 złotych za jedno opakowanie. Potrzebuje 2 opakowania na miesiąc, nie pasi mi wydawanie 140 złotych na lek. Odszedłem z kwitkiem.

W aptece dziś byłem, po życiodajną lecytynę i kwasy omega 3:6. W aptece widzę scenkę: pacjent dostał receptę z napisem: „refundacja do decyzji NFZ”. Ogólnie w tej aptece panował niezły burdel i rozgardiasz związany z tym, że nikt nie miał list refundacyjnych lekarstw. Aptekarka każe gościowi dać dokument ubezpieczenia. To naturalne, że ów gość nie miał dokumentu, więc musiał zakupić trzy opakowania swojego leku po 40 złotych każde. Daje to 120 zł, prawdopodobnie za miesiąc leczenia.

Jednak nie na tym się skończyło. Otóż, w telewizorni widzę, że rozpierdol związany z listami refundacyjnymi ogarnął cały kraj, jak on długi i szeroki. Co trzecia recepta była wypisywana z zaznaczeniem: „refundacja do decyzji NFZ”. Dziś jest poniedziałek, dnia 2 stycznia 2012 roku. Pięknie się ten rok zaczął.

——————————————————–

„POMYSŁ 17 WIECZNYCH JAŚNIE WIELMOŻNYCH – otóż jaśnie pan zlecał kucie u swojego kowala blaszek z nazwiskiem lub nazwą swego dominium, chłopi za pracę otrzymywali owe blaszki które były honorowane w miejscowej knajpie u Jankiela gdzie Jankiel wiedział iż za 1 blaszkę ma chłopu dać to i owo – PRZEWAŻNIE PRZELICZNIK NA LITRY wódki produkowanej w miejscowej jaśniepańskiej gorzelni.
blaszki jaśnie pana – NIE BYŁY HONOROWANE W SĄSIEDNIM MAJĄTKU innego jaśnie pana – NO CHYBA ZE SIĘ DOGADALI.
SUMA SUMARUM – CHŁOP NIE BYŁ W STANIE WYJECHAĆ, ZE WSI BO BLASZKI W ŚWIECIE BYŁY MNIEJ WARTE NIŻ – PRZYSŁOWIOWE – gównowarte
i w ten oto PROSTY SPOSÓB JAŚNIE PAN DBAŁ ABY NIKT NIE WYJECHAŁ – bardzo skuteczna metoda
a wiec POLSKIM NIEWOLNIKOM – POZOSTANIE JEŚĆ SPAĆ I SRAĆ – ale na miejscu !!!
ot produkcja PATRIOTÓW TYPU – NIGDY STĄD NIE WYJADĘ – (bo mnie nie stać będzie)

A TERAZ WERSJA – PODRĘCZNIKOWA:
Najwcześniejszą formą pieniądza zastępczego prywatnego emitowanego na ziemiach polskich jest tzw. pieniądz dominialny. Używany on był na terenie folwarków do rozliczeń wewnętrznych pomiędzy właścicielem dóbr a zatrudnionymi przez niego robotnikami rolnymi.

Przyczyn jego pojawienia się szukać należy m.in. w coraz większym zapotrzebowaniu na pieniądz zdawkowy (używany przy drobnych płatnościach). Wywołane ono było przede wszystkim zmianami w organizacji pracy i rozwojem gospodarki wiejskiej w Polsce na przestrzeni blisko trzech stuleci. Właściciele majątków ziemskich w emisji znaków folwarcznych widzieli skuteczny środek do większego uzależnienia od siebie pracujących na ich terenach chłopów. Za pieniądze tego typu można było nabyć artykuły spożywcze i alkohol, ale tylko w karczmie należącej do właściciela dóbr. Było to rozwiązanie dla tego ostatniego bardzo korzystne, gdyż nie dość, że zyskiwał on w ten sposób tanią siłę roboczą, to jeszcze zmuszał chłopów do wydawania swoich zarobków na miejscu.” źródło

——————————————————–

Trwa chaos i ogromne zamieszanie w związku z wprowadzoną od nowego roku ustawą refundacyjną. Lekarze zrzeszeni w związkach zawodowych wypisują recepty z pieczątką „Refundacja leku do decyzji NFZ”, inni mają wątpliwości i nie wiedzą, jak interpretować nowe przepisy.
Jak powiedziała na antenie TVP Info farmaceutka Aleksandra Kuźniak w niektórych przypadkach realizowane są recepty ze zniżką, a w niektórych nie.
Opisała również sytuację klienta, który musiał zrezygnować z zakupu leków. Po zmianach wprowadzonych przez rząd musiał on zapłacić za leki ponad 1000 złotych. Wcześniej za medykamenty płacił około 30 złotych.
Według oceny Aleksandry Kuźniak za obecną sytuację w aptekach odpowiada rząd i Ministerstwo Zdrowia.
Więcej informacji w materiale wideo na stronie:

http://biznes.onet.pl/,0,4987124,drukuj

——————————————————–

„Ale ma rudy psy wyszkolone w czekaniu aż się zagłodzą z tego miłosierdzia i nie bedą mieli siły z wyra wstać – nie mówiąc o buncie. W Oświęcimiu esesmani srali w gacie ze strachu, jak zwieźli kilkanaście tysięcy chłopów w dobrym stanie. Truchleli oni przez dwa, trzy tygodnie, dopóki głód nie zrobił z nich roślinek. Też pomiędzy nich wpuszczano uspokajaczy i szeptaczy, że tylko pokora to nadzieja. A jak oklapli z sił, to wszystkich do pieca zapędzał jeden pijany esesman i kilku kapo! Teraz też o to chodzi zenobiuszowi – zajobiuszowi, utrwalaczowi.”

Mój komentarz: o istnieniu utrwalaczy wiadomo od dawna, a przynajmniej od czasów saskich, w przededniu rozbiorów. Było wtedy powiedzonko: za króla sasa jedz, pij, i popuszczaj pasa. A więc jedzono, pito i tyto, polskojęzyczni sybaryci żyli z wyzysku polskich robotników, chłopów i mieszczan.
Różnego rodzaju utrwalacze i koryciarze grasowali zarówno podczas rozbiorów, jak i podczas okresu PRL:

-podczas rozbiorów tłumaczono, że tylko pokora i tzw „praca u podstaw” – czyli największy debilizm pozytywizmu – pozwoli odzyskać niepodległość. Inna grupa utrwalaczy selekcjonowała bardziej patriotycznych i wojowniczych szlachciców, i zachęcała ich do powstań – listopadowego i styczniowego. Oba były przegrane, i oba przysłużyły jako pretekst do przejmowania majątków. Budowano w ten sposób podwaliny pod judeopolonię, czyli drugi Izrael na ziemiach polskich.
-za czasów PRLu utrwalacze różnego rodzaju wciskali ludziom ciemnotę, że „teraz mamy ciężko, ale pracujmy i wyrzekajmy się luksusów, to nasze dzieci / wnuki będą miały dobrze”. Tę bzdurę wciskał plebsowi zarówno stalin, jak i sama Solidarność. Tę bzdurę wciska także Tusk z Kaczyńskim razem wziętymi – Kaczor jak rządził, to też obiecał złote góry dla naszych dzieci.
-teraz, za czasów III RP utrwalacze argumentują, że wystarczy tylko zagłosować na odpowiednią partię, najczęściej za PiS (zenobiusz – zajobiusz blog) i wtedy będzie dobrze. Dzisiejsi utrwalacze zdecydowanie odrzucają możliwość bezpośredniej walki z łajdakami, gnojkami i skurwysynami wszelkiej maści i koszerności. Mówią oni, że tylko różaniec przyniesie upragniony rozwój i pomoże pokonać III RP.

GMO – genetycznie modyfikowana śmierć! Natychmiastowy zakaz GMO – artykuł przeglądowy, proszę o rozpowszechnianie!

Żywność GMO w Polsce

Przez całą poprzednią kadencję Sejmu nie udało się uchwalić ustawy o GMO. Społeczny opór przeciwko legalizacji upraw modyfikowanych genetycznie był zbyt silny. Teraz mamy nowy Sejm i przepychanek o GMO ciąg dalszy.

Żadne przepisy prawne nie regulują upraw GMO w Polsce. W poprzedniej kadencji Sejmu nie powiodła się próba przyjęcia Ustawy o GMO, która zezwalała na te uprawy i regulowała ich zasady. Nieoczekiwanie, pod koniec kadencji próbowano „rzutem na taśmę” przepchnąć inną ustawę – o nasiennictwie, która była tak skonstruowana, że oznaczała zgodę na uprawy odmian GMO. W sierpniu 2011 ustawę tę zawetował prezydent Komorowski.

Ustawa o nasiennictwie wraca jak bumerang

Przepisy dotyczące upraw GMO w Polsce

Ustawa o nasiennictwie była drugą zawetowaną przez Komorowskiego od początku jego prezydentury. Zawierała ona przepis dotyczący możliwości rejestracji odmian GMO, który wywołał wiele kontrowersji i społeczny sprzeciw. Komorowski zapowiedział, że przedłoży Sejmowi własny projekt ustawy przywracający dotychczasowe przepisy dotyczące nasion GMO na ściśle określony czas. 27 grudnia ogłoszono, że nowy projekt ustawy o nasiennictwie trafi w styczniu do Sejmu. Jaki będzie jej kształt w odniesieniu do GMO? Tego nie wiemy. Miejmy nadzieję, że prezydent pamiętał o ramowym stanowisku rządu RP z 2008 r., które brzmi: „Polska dąży do tego, aby być krajem wolnym od GMO w zakresie rolnictwa”

Organizacje rolnicze i pozarządowe przeciw GMO

28 grudnia, w ramach ogólnopolskiej akcji, koordynowanej przez Koalicję POLSKA WOLNA OD GMO wysłany został APEL do prezydenta, premiera, ministra rolnictwa oraz ministra środowiska w sprawie wprowadzenia zakazów obrotu, rejestracji i upraw odmian roślin genetycznie modyfikowanych: kukurydzy MON810 oraz ziemniaka Amflora. Pod apelem podpisało się blisko 18 tys. osób, podpisów wciąż przybywa.

W uzasadnieniu apelu czytamy: Niemcy zakazały upraw GMO, ponieważ „nie zbadane są konsekwencje długofalowego spożywania GMO przez ludzi”. Austria zakazała upraw GMO, ponieważ „nie da się zachować różnorodności biologicznej jeśli wprowadzi się do przyrody rośliny GMO”. Francja zakazała upraw GMO, ponieważ „rośliny GMO krzyżują się zanieczyszczając ekologiczne uprawy”. Włochy zakazały upraw GMO, ponieważ „proces uwolnienia organizmów GMO do przyrody jest nieodwracalny”.

Lobbing korporacji biotechnologicznych

Rolnicy kontra „rolnicy”

Niestety, w mediach największą siłę przebicia mają organizacje, których celem jest promowanie GMO, a rolnictwo mają tylko w nazwie. Przykładowo, „Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa” to stowarzyszenie, które działa poprzez Niezależną Agencję Prasową, a ta z kolei – wbrew swojej nazwie – nie jest żadną niezależną agencją prasową, tylko firmą PR (Public Relations). Niezależna Agencja Prasowa jest właścicielem domeny gbepolska.pl należącej do międzynarodowego zrzeszenia największych firm z branży biotechnologicznej, czyli firm produkujących i sprzedających GMO. I tak poprzez komunikaty prasowe tych organizacji trafia do społeczeństwa fałszywy przekaz, że „rolnicy są za GMO”, a w rzeczywistości są to działania PR-owskie przemysłu biotechnologicznego.

Przykładowo, na portalu Farmer.pl czytamy, że „organizacje rolnicze wysłały pismo do poseł Parlamentu Europejskiego Jolanty Hibner z prośbą o uzyskanie od nowego Rządu RP jasnego stanowiska w sprawie organizmów genetycznie zmodyfikowanych”. Organizacje uprzejmie pouczają: „Polski Rząd powinien kierować się zasadą przestrzegania prawa Unii Europejskiej, tymczasem obowiązujące zakazy wprowadzone w ustawie o paszach oraz w ustawie o nasiennictwie są niezgodne prawem unijnym”.

Propagowanie GMO i konflikty interesów

Pod pismem podpisali się – a jakże, znani propagatorzy GMO: Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego, Polski Związek Producentów Kukurydzy, Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych, Stowarzyszenie „Koalicja Na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa”.

Te same organizacje zaapelowały o zajęcie oficjalnego stanowiska przez Polską Akademię Nauk w sprawie organizmów genetycznie zmodyfikowanych (GMO) oraz ich zastosowania w rolnictwie.

Apel o etykę w nauce

Do prezesa Polskiej Akademii Nauk zaapelowali jednak także przedstawiciele środowiska naukowego. Sygnatariusze tego listu zwracają uwagę, że w debacie wokół GMO ujawniają się postawy dalekie od etycznie poprawnej postawy naukowej. Co więcej, polski rząd korzysta z rad ekspertów, którzy pozostają w ewidentnym konflikcie interesów, będąc przedstawicielami organizacji finansowanych przez firmy produkujące nasiona GMO.

Naukowcy uważają, że kwestia genetycznie zmodyfikowanych upraw w Polsce powinna jak najszybciej zostać uregulowana prawnie: „Apelujemy o etyczne i metodologicznie poprawne podejście do problemu oceny zagrożeń ze strony GMO. Zacznijmy od moratorium na uwalnianie GMO do środowiska, aby mieć czas na przeprowadzenie rzetelnych, niezależnych i wystarczająco wszechstronnych badań. Ich wyniki powinny zostać poddane pod szeroką dyskusję naukową i debatę publiczną. Dopiero na tej podstawie można będzie podjąć świadome i najbardziej korzystne dla Polski decyzje odnośnie upraw GMO.”

Uczciwa debata o żywności modyfikowanej genetycznie

Naukowcy zaapelowali także do prezydenta Komorowskiego, aby zainicjował i patronował debacie nad GMO. Uczciwej debacie nie zdominowanej przez lobbystów GMO.

Naukowcy napisali m.in.: „Jako obywatele i naukowcy wyznający zasadę przezorności oraz przywiązani do zasad demokratycznego państwa prawa uważamy, że społeczeństwo powinno usłyszeć odpowiedzi na następujące pytania:
1. Rząd RP deklaruje, że będzie dążył do tego, aby Polska była krajem wolnym od GMO w zakresie rolnictwa. Przykład innych krajów UE pokazuje, że jeżeli tylko jest wola polityczna – to istnieją możliwości prawne, aby zakazać uprawy odmian genetycznie modyfikowanych. Dlaczego polski rząd dotychczas z tej możliwości nie skorzystał?
2. Czy właściwym jest, aby polski rząd korzystał z rad ekspertów zrzeszonych np. w Radzie Gospodarki Żywnościowej, którzy pozostają w ewidentnym konflikcie interesów, będąc przedstawicielami organizacji finansowanych przez firmy produkujące nasiona GMO?
3. Prace nad przepisami dotyczącymi GMO powinny być objęte ochroną „tarczy antykorupcyjnej”, zważywszy na złą sławę, jaką cieszą się na świecie firmy z patentami na modyfikowane nasiona. Czy taka ochrona była stosowana w pracach Sejmu poprzedniej kadencji? Czy obecne prace nad przepisami dotyczącymi GMO będą objęte „tarczą antykorupcyjną”?

Redaktor Rotkiewicz z Polityki skorumpowany

Jednak i bez pomocy prezydenta, debata już się toczy. Niestety, często przybiera ona karykaturalne kształty. Przykładem jest działalność red. Rotkiewicza z Polityki, który najwyraźniej zarzucił dziennikarski obiektywizm na rzecz źle pojętego aktywizmu i publikuje „demaskatorskie” artykuły o każdym, kto nie jest piewcą GMO. Jak to jest odbierane, najlepiej świadczą komentarze wiernych czytelników Polityki: „Czytałam artykuł (ej tam artykuł, raczej płatne wypociny) Polityki. Żal, bo kiedyś to był obiektywny i prestiżowy periodyk.” Lub: „Wspomnianą publikację w najnowszym numerze „Polityki” na temat GMO czytałem z zainteresowaniem, ale również ze wzrastającym zdziwieniem, ponieważ wydała mi się ona odbiegać od na ogół obiektywnego tonu łamów
tego tygodnika.”

Zakazy upraw GMO w krajach UE:

Kłamstwa mediów o GMO i nierzetelność dziennikarzy

Najtrafniej rzecz skomentowała prezes IFOAM EU Dorota Metera: Nie polecam internetowego wydania artykułu red. Rotkiewicza, a w świątecznym wydaniu papierowym nierzetelnych informacji jest jeszcze więcej. Jeśli czytelnik szuka prawdziwych i obiektywnych informacji o GMO, to nie znajdzie ich w dziale „Nauka” tygodnika „Polityka”, a zwłaszcza w artykule „Fałszywi prorocy” w podwójnym, świątecznym wydaniu. Dziennikarz, stojący po „tej” stronie barykady w wojnie o kasę koncernów biotechnologicznych, obrzuca błotem naukowców z „tamtej” strony, którzy prowadzą niezależne – od koncernów biotechnologicznych – badania naukowe. Nazywa „cwaniaczkiem”, 80-letniego Percy Schmeisera, laureata nagrody Right Livelihood Award, zwanej Alternatywną Nagrodą Nobla, byłego burmistrza i byłego posła do parlamentu prowincji Saskatchewan, cenionego propagatora wiedzy o skutkach zanieczyszczeń tradycyjnego rolnictwa przez rozprzestrzeniające się GMO. Wydawałoby się, że nie za „cwaniactwo” dostał nagrody i nie dlatego kręcono o nim filmy. Ale „nasz” dzielny dziennikarz napisze na zawołanie „jak było naprawdę”!

Nie jest to też pierwszy przypadek, że w artykule promującym GMO pomija się milczeniem fakt, że 9 (z 27) krajów członkowskich UE (w tym Austria, Francja, Grecja, Luksemburg, Niemcy, Węgry, a także Irlandia, Włochy) opierając się na nie-fałszywych argumentach zabroniło uprawy roślin modyfikowanych genetycznie. A może należy ostrzec rządy tych krajów przed „fałszywymi” naukowcami, których autorytety w każdej chwili może na zawołanie obalić wszystkowiedzący polski dziennikarz!

A jeśli „obiecująca technologia” (pytanie – kto komu i co obiecał???) jest warta debaty, to debata na łamach „Polityki” nie powinna być monologiem zwolenników koncernów biotechnologicznych. Czekamy zatem na zaproszenie do tej debaty. Oby była „spokojna i racjonalna” z obydwu stron.”

„Postawił rolny minister Marek i Bogu świeczkę i diabłu ogarek”

Podczas unijnej prezydencji mieliśmy niepowtarzalną okazję, aby zabiegać o taką zmianę przepisów europejskich, która pozwoli krajom członkowskim samodzielnie decydować o uprawach GMO. W portalu Farmer.pl czytamy, że dla prezydencji węgierskiej priorytetową kwestią w obszarze polityki rolnej była dyskusja dotycząca GMO: kontynuowano debatę na temat rozporządzenia umożliwiającego państwom UE ograniczenia lub zakazania uprawy GMO na swoim terytorium. W czerwcu 2011 r. Węgry przekazały dalsze działania w tej sprawie prezydencji polskiej.

Europa i Polska wolna od GMO

Pytanie, co zdziałała Polska? Najwyraźniej niewiele… A tak pięknie się zapowiadało: podczas dożynek na Jasnej Górze minister Sawicki obiecywał unijną debatę na temat „Europy wolnej od GMO”. Wykazał się nawet nieoczekiwanym radykalizmem, mówiąc o Europie wolnej nie tylko od upraw, ale także od pasz i importowanej żywności GMO!

Najwyraźniej jednak te deklaracje to była tylko kiełbasa wyborcza rzucona rolnikom w nadziei na ich głosy w październikowych wyborach. Europoseł Janusz Wojciechowski skomentował ten epizod niezwykle trafnie: „Że też Matka Boska nie zeszła z Obrazu, żeby przegnać hipokrytę…”

Życzenia na Nowy Rok

Protesty przeciwko żywności GMO

Tak więc wygląda sytuacja w dniu dzisiejszym: organizacje konsumenckie i zrzeszenia tradycyjnych rolników protestują przeciwko legalizacji GMO. Lobby GMO i jego agendy też nie próżnują. Naukowcy apelują o rzetelność i etykę, szczególnie tam, gdzie autorytet naukowy bywa wykorzystywany w imię partykularnych interesów. Rząd zaś udaje, że chce Polski wolnej od GMO, ale nic w tym zakresie nie robi.

Pod względem prawnym na początku 2012 roku wróciliśmy do punktu wyjścia: Polska nie ma Ustawy o GMO, która regulowałaby komercyjne uprawy tych roślin, a zawetowana Ustawa o nasiennictwie wraca do sejmu w kształcie, którego jeszcze nie znamy.

Czego wypadałoby sobie życzyć na nowy 2012 rok? Może tego, żeby stanowienie prawa o GMO pozostawało pod kontrolą tarczy antykorupcyjnej, żeby politycy poważnie traktowali wyborców i swoje obietnice, a naukowcy i dziennikarze pamiętali o etyce zawodowej? Ech, pomarzyć troszeczkę…

źródło artykułu

———————————–

Promuj ten artykuł na portalach społecznościowych – wtedy więcej ludzi pozna prawdę! W tym celu klikaj na poniższe ikonki:

Ekstremalnie niebezpieczny narkotyk niszczy młodych Rosjan. Ponad 100.000 uzależnionych „żywych trupów”

Ostrzeżenie: materiał zawiera drastyczne treści, czytasz na własną odpowiedzialność. Tylko dla osób powyżej 21 roku życia! Jeśli masz mocne nerwy – czytaj dalej.

———————————————————

Na europejskim rynku pojawił się śmiertelnie niebezpieczny narkotyk, przy którym nawet heroina czy „kompot”, czyli specyfiki kojarzone z najczarniejszą stroną narkomanii, to ostra i ryzykowna, ale jednak uleczalna „zabawa”. Natomiast nowy narkotyk to po prostu gnijąca śmierć od pierwszej dawki!

Szczególnie śmiertelne żniwo dezomorfina – bo o niej mowa – zbiera w Rosji. Policja wpadła niedawno na trop mieszkania w Ufie, w którym znajdowała się prowizoryczna wytwórnia tego narkotyku. Stamtąd pochodziła większość działek, w które zaopatrywali się okoliczni narkomani.

Dezomorfina zwana w Rosji pieszczotliwie „krokodylem” to narkotyk z tej samej rodziny, co inne opiaty: heroina, morfina czy kodeina. Jej produkcja jest niezwykle prosta – wykorzystuje się powszechnie dostępne w aptece lekarstwa, na zakup których nie potrzeba w Rosji recepty ani wielkich pieniędzy. Po kilku reakcjach chemicznych narkotyk jest już gotowy.
„Heroina dla ubogich” ma działanie podobne do heroiny, czyli wywołuje euforyczną senność i błogostan. Jednak w przeciwieństwie do i tak niebezpiecznej heroiny, szprycująca się „krokodylem” osoba nie jest w stanie przeżyć nawet tych 7-8 lat, jakie średnio żyją osoby silnie uzależnione od heroiny. Dezomorfina wykańcza w rok, góra dwa. Czasami zabija nawet pojedyncza dawka. Lekarze przypuszczają, że tylko jednokrotna doza tego narkotyku zabiera cały rok życia.

Jednak najbardziej koszmarną kwestią jest sposób, w jaki dezomorfina zabija uzależnionych – zaczynają oni, w dosłownym znaczeniu, gnić niczym trędowaci. Ciało pokrywa się sinymi planami, tworzą się rany, skóra odchodzi od mięsa. W najbardziej ekstremalnych przypadkach ciało… odchodzi od kości. W Internecie krąży film, na którym młody człowiek (który oczywiście na młodego nie wygląda) przychodzi do lekarza z nogą owiniętą reklamówką. Na pytanie, dlaczego trzyma nogę owiniętą folią, pokazuje, że w przeciwnym razie mięśnie całej łydki swobodnie zwisają, odsłaniając kości na niemal całym odcinku od kolana do stopy. „Krokodyl” go poszarpał.

Dezomorfina jest poważnym problem nie tylko ze względu na tragiczne skutki jej zażywania – przede wszystkim jest wyjątkowo łatwo dostępna. Nie trzeba znać dilera, czy kogoś, kto ma znajomych w narkotykowym półświatku. Nie trzeba też płacić słonych pieniędzy, jakie bądź co bądź kosztują „tradycyjne” opiaty – „krokodyl” jest ponad 10 razy tańszy. Szacuje się, że uzależnionych od dezomorfiny jest w Rosji 100 000 osób. Przyjmuje się, że coraz większe żniwo zbiera także na Ukrainie. Pozostaje pytanie, kiedy ta trucizna dotrze do Polski? Żywimy nadzieję, że nasze służby szybko będą w stanie rozpoznać zagrożenie i stanowczo mu się przeciwstawić.

———————————————————–
Mój komentarz: po prostu brak słów. Nie tylko krokodyl zbiera tam śmiertelne żniwo, bowiem jest on łączony z inhalantami (benzyna, kleje, rozpuszczalniki itp) a także z denaturatem. Warto dodać, że jeszcze 10 lat temu spożycie alkoholu w Rosji wynosiło 7 litrów czystego spirytusu na osobę. Dziś jest to.. 18 litrów czystego spirytusu, czyli około 40 litrów wódki na osobę! Normę wyrabiają różnego rodzaju chlory i ćpuny, którzy zaczynają już w młodym wieku od wąchania benzyny i rozpuszczalników wszelkiej maści, potem – przerzucając się na alkohol, by skończyć na braniu krokodylu i piciu denaturatu.

Rosjanie rządzą – są chyba największymi hardkorowcami na Ziemi, oczywiście w tym negatywnym sensie. 100.000 uzależnionych to około 500.000 eksperymentatorów, którzy ten syf biorą epizodycznie. Pytam się, po co oni to robią? Nie mogą poprzestać na piciu denaturatu czy wąchaniu butaprenu? W porównaniu do krokodyla jawi się to jako niewinna zabawa raczej. Poza tym: czy nie lepiej, zamiast brać krokodyl, produkowany z innych, aptecznych narkotyków – brać właśnie te ogólnodostępne dragi z apteki, jak ćpuny w Polsce i innych „cywilizowanych” krajach?

Warto przypomnieć, z czego się robi krokodyl – z lekarstw aptecznych, czystego sodu (żrące), czerwonego fosforu (ekstremalnie żrące), benzyny i innych trucizn. Wstrzykując to sobie młodzi Rosjanie podają sobie cała gamę niezbadanych często substancji chemicznych, produktów odpadowych, gdyż krokodyl nie jest z niczego oczyszczany. Jest to po prostu trucizna zawierająca różnego rodzaju reagenty, pozostałości po reakcji, zanieczyszczenia, odpady itp. Podejrzewam, że gdyby to było produkowane w sterylnych laboratoriach na drodze np elektrolizy, to nie czyniłoby to większych szkód niż „tradycyjna” heroina.

Nie zamieściłem tutaj filmików przedstawiających skutki zażywania krokodylu, gdyż są ona ekstremalnie drastyczne, i nie pasują do tematów poruszanych tu na blogu. Nie polecam ich oglądać. na jednym z filmików pokazana jest amputacja gnijącej stopy, na żywca, bez znieczulenia. Inne przedstawiają gnijące kończyny i odpadające ciało od kości. Skóra schodzi wtedy całymi płatami.