Wszystko o telepatii

Telepatia, szósty zmysł, zdalne postrzeganie, PSI

Cyt. „Telepatia – ogólnie pojęta możliwość komunikacji pomiędzy formami życia bez użycia żadnych znanych człowiekowi zmysłów. Nazwa pochodzi od greckich słówtele (daleki) ipatheia (uczucie). Podobnie jak w przypadku innych zjawisk parapsychologicznych istnieją liczne relacje świadków twierdzących, że zetknęli się z tym zjawiskiem lub potrafią je wywoływać, ale mimo wielu studiów, zjawisko nigdy nie przeszło pozytywnie testów naukowych w warunkach uniemożliwiających dokonywanie oszustw. Istnieje wiele proponowanych teorii na temat mechanizmu działania tego zjawiska, jednak żadna nie została jak na razie jednoznacznie potwierdzona.

Osoby wierzące w zjawiska paranormalne uważają często, że efektami działania telepatii są m.in. świadomość zbiorowa i intuicyjna komunikacja zwierząt.

Zjawisko telepatii jest na ogół przypisywane zdolności umysłu ludzkiego do wysyłania oraz wybiórczego przechwytywania swoistych fal mózgowych nawet na duże odległości. Badania naukowe potwierdzają jedynie możliwość konstruowania prostych urządzeń sterowanych myślą, przy czujnikach umieszczonych bardzo blisko mózgu. Nie wiadomo także czy myśli innego rodzaju emitują podobne rozpoznawalne sygnały, co polecenia wydawane przez mózg przy sterowaniu ciałem. Przesyłanie złożonych poleceń (a tym bardziej innych treści) na duże odległości za pomocą myśli jest więc mało prawdopodobne z naukowego punktu widzenia przy obecnym poziomie wiedzy. Z kolei odebranie, rozpoznanie i odczytanie myśli wybranej osoby można porównać do praktycznie zerowego prawdopodobieństwa odbioru stacji radiowej wybranej spośród milionów innych rozgłośni, z których wszystkie nadają na tych samych częstotliwościach (mózg ludzki pracuje na bardzo wąskim paśmie częstotliwości do 100 Hz ).

/źródło:Wikipedia/

CZYM JEST TELEPATIA?

Co to jest telepatia? Kiedy mamy z nią do czynienia? Na czym polega przekaz i odbiór telepatyczny?

Telepatia to nie tylko, jak się powszechnie uważa, przekazywanie myśli na odległość między osobami powiązanymi pokrewieństwem, uczuciem lub wspólnym zainteresowaniem, lecz również przekazywanie wzruszeń, przeżyć, nastrojów i przeczuć.

Jak wywołać możliwości telepatyczne

Przekaz i odbiór telepatyczny występują nie tylko między osobami sobie bliskimi. Niekiedy myśli i przeżycia telepatyczne są tak silne, że się konkretyzują, przybierają realne kształty tej postaci, od której pochodzą.

W człowieku tkwi jakiś dynamizm, który czasami pod silnym napięciem psychicznym wydziela się na zewnątrz i materializuje. Parapsychologowie takie zjawisko nazywają telepatią.

Tego rodzaju zjawisk nie można tłumaczyć halucynacją lub personifikacją własnych pragnień. Telepatyczne możliwości, tkwiące w każdym człowieku potencjalnie, można wywołać przez niektóre środki narkotyzujące, przeważnie roślinne.

Indiańskie plemiona Ameryki południowej, mieszkające nad górną Amazonką, znają wiele roślin, z których piją wywar w celu wywołania w sobie stanów paranormalnych. Jedna z takich roślin nazywa sięayahusaca. Napar z niej wywołuje wizje słuchowe i wzrokowe o charakterze jasnowidztwa oraz percepcje ponadzmysłowe, aż do przewidywania pewnych wydarzeń. Substancja zawarta w napoju z tej rośliny – DMT – w niewielkich ilościach występuje również w organizmie każdego człowieka, produkowana jest przez szyszynkę.

Zawsze jednak trzeba pamiętać, że wszelkie wywoływanie w człowieku sił paranormalnych sztucznymi środkami dla innych celów niż naukowe lub lecznicze będzie czymś amoralnym, niegodnym człowieka iszkodliwym dla jego zdrowia.

/źródło:wieszjak.pl/

CZYM JEST TELEPATIA Z MOJEGO PUNKTU WIDZENIA.

Nie twierdzę że “magi” nie ma, ale że nie da się wyjaśnić jej działania obecnie dostępnymi metodami, pewnych zdolności i doświadczeń z pogranicza nie da się wyjaśnić w oparciu o dostępną dziś wiedzę, brak terminologii i sukcesów na polu współczesnej nauki. Są przypuszczenia, ale dla naukowców to za mało, oni muszą mieć od “a” do “z”, żeby coś uznać za godne słowa ” jest”. A więc telepatii, rzucania uroków, po prostu nie ma, bo nie można udowodnić tego typu doświadczeń ! O mózgu wiadomo w zaledwie 5 procentach jego zastosowania, reszta jest przypuszczeniem i nadal tajemnicą. Fragment z dyskusji( Awika)

To, czy magia jest, czy jej nie ma, jest pewnie jednym z najciekawszych sporów do dyskusji i oczywiście poszukiwań. Samo pojęcie magi jest jak dla mnie zbyt obszerne, aby prowadzić tutaj rozważania na ten temat. A przede wszystkim nie jestem naukowcem, aby cokolwiek udowadniać naukowymi metodami. Moje doświadczenia lubię sprawdzać pod względem funkcjonalności. A więc jak zwykle mnie interesuje praktyczna strona tego co robię i rozważam.

Zgadzam się z tym, że z oficjalnego naukowego punktu widzenia, nie udowodniono istnienia telepatii. Aczkolwiek naukowcy są przekonani o istnieniu telepatii, jednakże przyczyny i funkcjonalność tego fenomenalnego zjawiska nie jest nadal naukowo odkryta.

Czy dlatego, że nie udowodniono naukowego istnienia telepatii,  telepatia nie istnieje?

Moje zdanie na ten temat jest trochę inne, dlatego moje dzisiejsze rozważania ograniczę do telepatii,  przede wszystkim do praktycznego jej działania i do tego czym jest z mojego punktu widzenia.

To tak jak archeolodzy pracują nad kawałkami brązowej ziemi szukając tajemnicy naszych początków i naszego pochodzenia, tak i z pewnością fascynującym zajęciem jest poszukiwanie tej duchowej siły i jej mocy.

Ta moc egzystuje, ale czy ta duchowa moc jest czymś, co pochodzi z zewnątrz…? Czy jest czymś magicznym….? Ja twierdzę, że NIE. Uważam wręcz , że jest czymś bardzo naturalnym, czym każdy z nas się posługuję. Myślę, że można sprawę potraktować w podobny sposób jak naukowcy i wyjść z założenia, że ta moc jest w nas ( czy to jest z naszą nieświadomością,  podświadomością, a może ze świadomością związane…. nie wiem?),  i dlatego , że jest w nas  wynika z tego nasze telepatyczne myślenie, przekazywanie naszych uczuć , a może i działanie. Bo niby skąd mogłaby się ta siła wziąć ….?

Czym jest telepatia?

Telepatia jest mentalnym kontaktem między różnymi osobami, a i w kontakt ze zwierzętami można w ten sposób wejść. Telepatia jest formą przekazywania i czytania myśli, uczuć, bez bezpośredniego wpływu naszych zmysłów ( a więc smaku, wzroku, słuchu, dotyku, słuchu)

Jednym słowem mamy WYSYŁAJĄCEGO ===> ODBIERAJĄCEGO, którzy wchodzą w kontakt za pomocą myśli i uczuć, co funkcjonuje nawet na bardzo dużą odległość.

Telepatia – ogólnie pojęta możliwość komunikacji pomiędzy formami życia bez użycia żadnych znanych człowiekowi zmysłów. Nazwa pochodzi od greckich słów tele (daleki) ipatheia (uczucie). Podobnie jak w przypadku innych zjawisk parapsychologicznych istnieją liczne relacje świadków twierdzących, że zetknęli się z tym zjawiskiem lub potrafią je wywoływać, ale mimo wielu studiów, zjawisko nigdy nie przeszło pozytywnie testów naukowych w warunkach uniemożliwiających dokonywanie oszustw. Istnieje wiele proponowanych teorii na temat mechanizmu działania tego zjawiska, jednak żadna nie została jak na razie jednoznacznie potwierdzona.Osoby wierzące w zjawiska paranormalne uważają, że zjawiskami pochodnymi względem telepatii jest m.in. świadomość zbiorowa i intuicyjna komunikacja zwierząt.(Wikipedia)

Najprostsze formy kontaktu telepatycznego doświadczył i doświadcza każdy z nas codziennie.

Ileż to razy zadzwonił telefon i byliśmy w stanie dokładnie „przewidzieć” kto do nas dzwoni, bądź sami zadzwoniliśmy do kogoś, a ten nam potwierdzał, że właśnie o nas myślał.  Obserwowaliśmy kogoś w kawiarni, kto siedział do nas tyłem odwrócony, i nagle ten ktoś się odwraca , a czasami się nawet uśmiechał. Zdawałoby się , że to jedne z najprostszych  sytuacji dnia codziennego potwierdzające istnienie telepatii.

Może czasami myślimy, że to przypadek….? Nie to nie jest przypadek, kto nie wierzy, niech się sam przekona i docelowo obserwuje osoby od tyłu. Ile z tych osób się odwróci i spojrzy na nas, może te osoby uraczą nas przyjemnym spojrzeniem, a może będą się czuli zagrożeni…?

Zależy jaka energią własnych myśli będziemy się w danej chwili posługiwali , taka będzie reakcja.

Z mojego doświadczenia może nie będzie to 100%, ale dobre70-80% osób, które sie odwrócą, jak nie więcej. Albo można spróbować ze swoim zwierzęcymi przyjaciółmi, wyniki będa takie same, jak nie 100%-towe.

Naukowe eksperymenty:

Klasycznym przykładem takiego parapsychologicznego eksperymentu są tak zwane Zener karty.

Karty składają się z pięciu symboli( koło, krzyż, fale kwadrat, gwiazda), a cała talia z 25 kart.

W eksperymencie karty wyciągane przez WYSYŁAJĄCEGO są przypadkowe , i ten przesyła telepatycznie do ODBIERAJĄCEGO obrazy , które ten układa w tej samej kolejności.

Tego typu eksperyment był przeprowadzony przed fizyka Edgar Michell, który był również astronautą wyprawy na księżyc w 1971, i z tamtego świata za pomocą tego prywatnego eksperymentu kontaktował się telepatycznie z czterema osobami na ziemi.

Ale równie ciekawym eksperymentem, z mojego punktu widzenia jest umieszczanie takich kart w neutralnych kopertach i podejmowanie się próby „przewidywania” jaki symbol znajduje się w kopercie. Jak dla mnie jest to bardzo ciekawy i pouczający o własnych zdolnościach eksperyment opierający się o tworzenie synchronicznych i podobnych obrazów w naszej podświadomości.

Zainteresowanym polecam spróbować w formie zabawy, ale tego typu ćwiczenia są bardzo dobre do medytacji i relaksu .

Jednym z ciekawszych eksperymentów  jest eksperyment z człowiekiem i psem. Właściciel psa wychodził do miasta i za każdym razem szedł inną drogę, a w tym samym czasie jego zachowanie, a także psa było filmowane. Po nieokreślonym wcześniej czasie właściciel podejmował decyzje powrotu do domu. I co się okazało, dokładnie w tym momencie, kiedy właściciel podejmował decyzję powrotu, w tym samym czasie pies reagował i się ustawiał przed drzwiami czekając na swojego pana.

I to nie był żaden przypadek, bo tego typu eksperyment był powtarzany z dokumentacją filmową potwierdzającą telepatyczny kontakt między właścicielem , a psem.

Innym bardzo ciekawym przykładem są ptaki, które lecą w stadach jak np. dzikie gęsi, które lecą w odpowiednim systemie symetrycznym, bez okaleczenia się wzajemnie w gromadzie. Szczególnie ciekawym zjawiskiem stada kilkuset ptaków jest wspólne lądowanie, a po krótkim czasie wspólny start do ponownego lotu. Podobne zjawiska są obserwowane w stadach ryb.

Dla ciekawych i tych, którzy chętnie eksperymentują :

EKSPERYMENT pt. „Zadzwoń do mnie”

Wyszukajcie sobie osobę, z którą chcielibyście nawiązać telefoniczny kontakt.

W tym eksperymencie chodzi o to, aby osoba docelowa w ciągu określonego czasu ( to może być jeden dzień, dwa dni lub tydzień /naznacz sam ramy czasowe/, jako kto chce) się telefonicznie odezwała. To może być dowolna osoba, przyjaciel, ktoś, kogo już długo nie widzieliście. Jedynym warunkiem jest, że nie jest to osoba na której telefon  już czekacie  i oczywiście osoba, która posiada numer telefonu, pod którym ma się odezwać. Wystarczy o tej osobie myśleć wyrażając chęć kontaktu A poza tym nie ma konieczności stosowania specjalnego przepisu, spróbuj wyrazić swoje życzenia, baw się sobą i ze sobą obserwując do jakich efektów dojdziesz. Obserwuj siebie i swoje myśli podczas tego eksperymentu.

/autor:Dorota Błońska

źródło:dorotabl.wordpress.com/

TELEPATIA.SKORO WIELORYBY TAK POTRAFIĄ,TO DLACZEGO NIE LUDZIE?

Wieloryby posiadają formę komunikacji, która pozwala im wysyłać sygnały do innych wielorybów znajdujących się w odległości setek kilometrów. Niektórzy eksperci mówią, że jest to pewna forma telepatii. A czy istnieje ludzka telepatia? Czy istnieje naukowy dowód potwierdzający istnienie tej formy postrzegania pozazmysłowego?

Z całą pewnością jeśli ludzka telepatia naprawdę istnieje, to moglibyśmy wyjaśnić wiele niesamowitych ludzkich doświadczeń. Telepatia wytłumaczyłaby, na przykładzie pewnego doniesienia prasowego, w jaki sposób matka „widziała” wypadek samochodowy swoich córek i jak „zobaczyła”, która z córek odniosła obrażenia i została uwięziona we wraku samochodu. Wyjaśniłoby to historię pewnej kobiety z Australii, która „czuła”, jak jej matka umiera dokładnie w tym samym czasie na drugiej półkuli, w Londynie w Wielkiej Brytanii. Telepatia wyjaśniłaby wiele małych dziwnych wydarzeń takich jak te, albo nawet takie bardzo pospolite: słyszymy dzwonek telefonu i wiemy, kto dzwoni, jeszcze zanim podniesiemy słuchawkę.

Faktem jest, że nie istnieje żaden naukowy dowód przemawiający za istnieniem telepatii.

Telepatia to bezpośrednia komunikacja jednego umysłu z innym. Termin ten odnosi się do domniemanej zdolności postrzegania myśli innych osób bez użycia znanych zmysłów. Został on użyty po raz pierwszy w 1882 roku przez psychologa F. W. Myersa.

Jeśli telepatia naprawdę istnieje, to fakt ten dramatycznie naruszyłby kilka przyjętych praw fizyki. Na przykład, kiedy ma miejsce komunikacja, bez znaczenia jest odległość między dwiema osobami czy to, ilu ludzi znajduje się pomiędzy nimi. Wiadomości wydają się móc pokonywać wielkie odległości, prześlizgiwać się przez kąty, przenikać przez ściany i przedostawać się pod wodą. Proces ten nie wydaje się być również ściśle związany z czasem.

Ci, którzy usiłowali wytłumaczyć tak zwane doświadczenia telepatyczne, zwykle cytują jedno z dwóch wytłumaczeń.

Pierwsze to Teoria Fal Radiowych. Według tego pomysłu, telepatia działa na zasadzie fali radiowej. Ludzie często mówią o „atmosferach” jak gdyby telepatyczne „fale mózgowe” szły od jednej osoby do drugiej. Problem z tą teorią wygląda tak, że jeśli istniałby jakiś rodzaj fali, to bylibyśmy w stanie dostrzec fale pochodzące z mózgów ludzi. Ale nie jesteśmy w stanie. Aktywność elektryczna mózgu w najlepszym wypadku może zostać dostrzeżona w odległości zaledwie kilku centymetrów od czaszki. Musiałby też istnieć nadajnik „atmosfery” w jednym mózgu i odbiornik w innym. Nigdy w żadnym mózgu nie dostrzeżono czegoś takiego. Siła sygnału musiałaby równiez maleć wraz ze wzrostem odległości.

Drugim wytłumaczeniem jest teoria Duchowego Pola Bezczasowego/Bezprzestrzennego. Według tego pomysłu istnieje jakieś nieznane „pole psychiczne” w którym wrażenia każdej myśli są zgromadzone przez cały czas. Telepatia włącza wzmacnianie atmosfery tego psychicznego pola.

Jednakże nigdy nie znaleziono żadnego dowodu na istnienie takiego psychicznego pola. Ponadto, gdyby takie coś istniało, to bylibyśmy zalani trylionami myśli zostawianych przez każdego człowieka, który kiedykolwiek istniał – każdego od Aleksandra Wielkiego po Adolfa Hitlera.

Wydaje sie niemożliwe wyobrażenie sobie, jak jeden mózg może przechwycić tylko te wiadomości, których poszukuje i zignorować inne wiadomości. I jeśli mógłby wybierać, które wiadomości ma odczytać, to co byłoby podstawą do takiej selekcji? Jaki mechanizm miałby w tym udział?

Naukowcy próbowali znaleźć dowód na istnienie telepatii. Pionierem był Joseph Banks Rhine z Duke University. w 1927 roku zaczął prowadzić najsłynniejsze eksperymenty w tym obszarze. Rhine zbadał setki ludzi używając kart specjalnie zaprojektowanych przez jego kolegę, Karla Zenera. Te tak zwane karty ESP składały się z 25 talii, każda z jedną z pięciu figur na samej górze (gwiazdy, krzyża, kwadratu, okręgu lub trzech falistych linii). Gdy karty zostały przetasowane, badani usiłowali domyślić się, jaka figura znajdowała się na samej górze, gdy jej kształt został „wysłany” umysłowo przez osobę spoglądającą na kartę. Liczba poprawnych odpowiedzi była porównywana do szansy. Przez lata eksperymentów ani „nadawcy” ani „odbiorcy” telepatycznych wiadomości nie przekroczyli progu szansy. Odtąd ferowano wyrok: telepatia nie istnieje.

Dziś mają miejsce kolejne próby udowodnienia istnienia telepatii. Doktor Mario Varvoglis z Międzynarodowego Instytutu Metapsychicznego w Paryżu od końca lat siedemdziesiątych używał urządzenia o nazwie Galvanic Skin Response Detector (maszyna dostrzegająca fizjologiczne zmiany) w eksperymentach podobnych do tych prowadzonych przez Rhine.

Varvoglis twierdzi, że podczas „wysylania zdań” (gdy dokonywana jest próba wysłania przez umysł wiadomości), poziomy GSR są wyższe u odbiorcy, niż podczas „momentów odpoczynku” (gdy nie jest dokonywana żadna próba).

Varvoglis utrzymuje, że wskazuje to na to, że ciało może otrzymać wiadomość, ale mózg nie jest w stanie jej przechwycić, chyba że wystąpią doskonałe warunki psychologiczne. Ponadto Varvoglis sprzecza się, że gdy u odbiorcy wywoływany jest stan podobny do snu (zwany stanem Gansfelda), statystycznie znacznie lepiej wychodzi wykonywanie zadania karcianego u większosci badanych – daleko poza szansą.

Nauka nie może całkowicie przekreślić tych niezwykłych form ludzkiej komunikacji. Ponieważ uczymy się coraz więcej o mózgu, być może pewnego dnia odkryjemy pełny zasięg zdolności komunikacyjnych naszego mózgu. Być może posiadamy jakąś zdolność, której jesteśmy całkowicie nieświadomi. Być może nie jesteśmy w stanie wykorzystać te zdolności, ale jeśli pojawią się dogodne ku temu warunki, owa zdolność nam się objawi.

Na przykład, moglibyśmy naprawdę „widzieć” nasze dziecko w niebezpieczeństwie, jeśli takie czynniki jak emocje są konieczne, aby uczynić taką niezwykłą komunikację możliwą. Być może zdolność ta ukazuje się przelotnie, tylko jest ukryta w naszych ciałach i mózgach, ponieważ warunki nie są wystarczająco dogodne do jej pojawienia się.

W chwili, gdy nauka obecnie nie mówi nic o telepatii, być może jest dużo więcej do nauczenia się. Może wieloryby „oznajmią” pewnego dnia nową prawdę.

Dr Stephen Juan, 10 luty 2007
Tłumaczenie: Ivellios

/źródło:paranormalium.pl/

TELEPATIA

Spośród zjawisk parapsychicznych najczęstsze są telepatia, jasnowidzenie i prekognicja. Telepatia to przekazywanie myśli z mózgu jednej osoby do mózgu drugiej, lecz bez pośrednictwa znanych nam narzędzi zmysłów. Mówimy wtedy o odgadywaniu czyichś myśli. Dotyczy ona nie tylko myśli, ale przede wszystkim stanów psychicznych i intencji. Wszystko to kryje się pod słowem intuicja, w czym większe zdolności przejawiają kobiety i dzieci. Proste odbiory telepatyczne zachodzą sygnalizowane przez czknięcia, mówi się wtedy, że ktoś wspomina albo obgaduje. Istotnie, przy okazji rozmowy na czyjś temat powstają bardzo silne myśli. Telepatia ma miejsce między ludźmi powiązanymi emocjonalnie ze sobą, a więc między zakochanymi, krewnymi, najbliższymi przyjaciółmi, ludźmi o identycznych zainteresowaniach czy sposobie życia. Także wtedy, gdy ktoś ma do przekazania ważną wiadomość. Zdarza się, że przekonujemy się o niej przed listem czy telegramem, co wywołuje zdziwienie, bo to tak, jakby się jej oczekiwało.

Telepatyczne przekazy powstają za sprawą podświadomości. Podświadomości różnych osób mających sobie to czy tamto do powiedzenia, lecz świadomie nie czyniących tego na jawie, swobodnie się ze sobą kontaktują podczas snu. Odczuwamy to. Śni się wówczas rozmowa lub kłótnia.

/źródło:vismaya-maitreya.pl/

TELEPATIA

Telepatia, czyli przejmowanie treści cudzej świadomości bez dostrzegalnego fizycznego pośrednictwa

Parapsychologia zajmuje się badaniem ukrytych oraz nadzmysłowych zdolności psychicznych człowieka, których całkowicie nie wyjaśnia żadna z oficjalnie przyjętych teorii naukowych.
Dzisiaj to już rozbudowana wiedza, która obejmuje różne działy – różdżkarstwo, psychokinezę, jasnowidzenie, a także zjawisko telepatii.
Telepatia, czyli przejmowanie treści cudzej świadomości bez dostrzegalnego fizycznego pośrednictwa fascynuje już od starożytności.
Polega ona na rozpoznawaniu o brazów, myśli i słów bez pośrednictwa naszych narządów zmysłowych, a więc wzroku, słuchu, węchu, smaku, dotyku itp. Popularnie przekaz telepatyczny utożsamia się z przekazywaniem myśli na odległość. Oficjalnie nauka tę niesamowitą zdolność organizmów żywych uważała zawsze za dziedzinę wiedzy na pograniczu szarlataństwa. Nieoficjalnie – w zamkniętych laboratoriach wojskowych prowadzono wnikliwe badania, szczególnie w czasach zimnej wojny, armie ZSRR i USA wydawały ogromne sumy aby zrozumieć na czym polega ten fenomen ludzkiej psychiki.
A nie tylko ludzkiej. Któż z nas nie słyszał o wiernym psie, który potrafił wyczuć nieszczęście albo śmierć swego pana, nawet jeśli ten znajdował się w zupełnie innym miejscu. Telepatią tłumaczy się też pojawianie się zjaw osób bliskich tuż po ich śmierci. To ostatni komunikat skierowany przez umierający mózg osoby odchodzącej do związanych z nim emocjonalnie mózgów najbliższych mu osób. Wiadomo jednak na pewno, że częstotliwość występowania zdolności telepatycznych maleje wraz z rozwojem cywilizacji.
Wśród ludów żyjących z dala od niej, żyjących na poziomie epoki kamiennej, telepatia wcale nie jest zjawiskiem rzadkim. Aborygeni mieli zdolność porozumiewania się na odległość. Wodzowie czasami w ten sposób zwoływali wojowników, rodzice szukali zagubionych dzieci. W afrykańskim plemieniu Pigmejów do dzisiaj pewne komunikaty przekazuje się drogą myśli. Jeśli ktoś musi pilnie powrócić do osady, a znajduje się np. na polowaniu, starszyzna siada w wybranym specjalnie do tego miejscu i koncentruje się przesyłając „komunikat”. W Ameryce Południowej czarownicy Aymara na swoje spotkania w określonym miejscu także umawiają się …telepatycznie. Członkowie tych plemion pytani o to, w jaki sposób dochodzi do tak niezwykłego porozumienia, mówią po prostu, że pojawia się myśl jasno wyrażona w ich umysłach i mówi im co mają czynić.

/autor:Anna Wrzosek

źródło:wp.pl/

TELEPATIA – JAK DZIAŁA TEN MECHANIZM?

Istnieją ludzie, którym wciąż przytrafiają się dziwne sytuacje. Niektórzy mają wrażenie, że dosłownie „ściągają” myślami tych, o których myślą w danym momencie. Bywa, że odczuwają intensywną potrzebę zobaczenia kogoś, z kim od dawna już nie rozmawiali, i wtedy właśnie ten ktoś do nich dzwoni. Zwykły przypadek? A może telepatia?

Termin ‘telepatia’ pochodzi od greckich słów tele (daleki) oraz patheia (uczucia) i oznacza możliwość komunikowania się (lub szerzej – przenoszenia informacji) jednej osoby z drugą poprzez procesy myślowe lub uczucia. Zatem komunikacja następuje tutaj jakby pozazmysłowo (żaden z uznanych pięciu zmysłów człowieka nie bierze w niej udziału). Telepatia, podobnie jak wiele innych zjawisk parapsychologicznych, nie została, póki co, uznana jako teoria naukowa. Mówi się o tym, że wciąż nie ma wystarczających dowodów na jej istnienie. Czy zatem telepatia miałaby być jedynie wymysłem płodnych umysłów autorów science-fiction i fantasy? A może naprawdę istnieją ludzie, którzy potrafią „czytać w ludzkich myślach”?

Skoro nauka nie chciała uznać telepatii, zajęła się nią parapsychologia. W jej obrębie telepatię określa się jako postrzeganie pozazmysłowe lub pozazmysłowa percepcję  subiektywnych przeżyć, myśli czy uczuć drugiej osoby. Natomiast o rzeczach obiektywnie istniejących dowiadujemy się na podstawie innej formy postrzeganie pozazmysłowego, czyli jasnowidztwa.

Telepatia wciąż pozostaje zagadką do wyjaśnienia. Oficjalna nauka poszukiwała jej, na przykład, w schizofrenii bowiem pacjenci psychotyczni często mają wrażenie, że czytają czyjeś myśli lub, że ktoś im „wkłada” myśli do głowy lub usuwa je. Jednak okazuje się, że nie tylko schizofrenicy mają podobne odczucia. Dlatego też, choroba nie tłumaczy wszystkiego w tym przypadku.

Ciekawa okazała się Teoria Fal Radiowych, która mówi o tym, że telepatia działa na podobnej zasadzie jak fale radiowe. Problem z tą teorią polega na tym, że aktywność elektryczna naszego mózgu nie sięga na znaczną odległość – da się ją zauważyć zaledwie kilka centymetrów od głowy. Zatem, nawet gdybyśmy wysyłali jakieś fale, to nie doleciałby one wystarczająco daleko.

Do tej pory przeprowadzono całą masę przeróżnych eksperymentów mających wykazać lub zaprzeczyć istnieniu telepatii. Najbardziej znane są karty zenera, gdzie jedna osoba miała do dyspozycji talię kart z różnymi symbolami i miała przekazać myślowo odbiorcy, jaka karta znajduje się na wierzchu. W wyniku eksperymentu okazało się, że liczba poprawnych „przekazań telepatycznych” jest porównywalna z prawdopodobieństwem zgadnięcia (szczęśliwego strzału) i wysnuto stąd wniosek, że telepatii nie ma.

Nie posiadamy zatem żadnego pewnego dowodu na istnienie telepatii.  Jednakże, w życiu codziennym wciąż przytrafiają się rzeczy, których nauka nie potrafi wytłumaczyć. Niektóre matki dokładnie wiedzą, kiedy ich dzieciom dzieje się coś złego, nawet jeśli są od siebie oddzieleni o setki kilometrów. Poza tym, wiadomo, że niektóre zwierzęta (np. wieloryby) porozumiewają się między sobą w sposób przypominający telepatię. Dlaczego więc człowiek nie mógłby posiadać tej umiejętności?

Jest coś takiego w zjawisku telepatii co wciąż przyciąga ona naukowców i zwykłych ludzi, którzy pragną odgadnąć jej tajemnicę. Mimo niepowodzeń, wciąż nie zaprzestano prób i eksperymentów mających dowieść jej istnienia. I dobrze.

W końcu, to nie przypadek, że od wieków ludzkość szuka wyjaśnienia. Póki co wiemy jak działa jedynie 10 proc. naszego mózgu! A co z resztą? Być może właśnie tam tkwi tajemnica telepatii i nie tylko. Gdyż, jakkolwiek nauka nie potrafi jeszcze znaleźć dowodów na jej istnienie, to intuicja ludzka podpowiada nam, że jednak coś w tym jest. W końcu jak to się dzieje, że dzwoni do nas dawny przyjaciel akurat w tym samym momencie, w którym o nim myślimy?

/autor:Marta Derecka,psycholog

źródło:fitness.wp.pl/

SZÓSTY ZMYSŁ U ZWIERZĄT

Wiele zachowań zwierząt wciąż pozostaje zagadką, a ich nadprzyrodzone zdolności budzą podziw

Wiele zachowań zwierząt wciąż pozostaje zagadką, a ich nadprzyrodzone zdolności budzą podziw. Jak bowiem wyjaśnić zachowanie kota, który pokonał ponad siedemset kilometrów, aby odszukać swoich właścicieli? I po trzech tygodniach wędrówki pojawił się w domu, do którego przeprowadzili się jego właściciele, a gdzie wcześniej nigdy nie był.
Amerykański parapsycholog Joseph Banks Rhine, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku prowadził badania nad pozazmysłową percepcją zwierząt, zachowan ie to określił mianem ”zwierzęcy zmysł psi” lub „anpsi”.
Na podstawie ponad 500 przebadanych przepadków ustalono pięć kategorii ”zwierzęcego zmysłu psi”.
Są to: przeczuwanie nadchodzącego niebezpieczeństwa, przewidywanie klęsk żywiołowych, świadomość bliskiego powrotu opiekuna, odnajdywanie drogi do domu oraz tropienie zmysłem psi, czyli właśnie przemierzanie ogromnych odległości w celu odnalezienia swoich właścicieli.

Kiedy pan wróci?
Niektórzy uważają, że zachowanie psów czekających na swoich właścicieli może wskazywać na ich telepatyczne związki między człowiekiem, a zaprzyjaźnionym z nim zwierzęciem.
Przez kilka lat obserwowano zachowanie teriera o imieniu Jaytee. Gdy jego pani zaczynała swój powrót do domu, nieważne czy samochodem czy rowerem, pies zawsze siadał na parapecie i patrzył w okno do czasu, aż przestąpiła ona próg domu.
Niektóre zwierzęta przeczuwają śmierć opiekunów, chociaż ci przebywają daleko od nich. Gdy w Kairze umierał lord Carnavon, sponsor wykopalisk grobowca Tutanchamona – w Wielkiej Brytanii wył jego pies, który zakończył życie wkrótce po śmierci swojego pana.
Zwierzęta wyczuwają też przybycie osoby, która znają i lubią. I nie jest to tylko domena psów. Znaną historia było zachowanie słonia, który zagrał w filmie „Elephant Boy”. Po zakończeniu zdjęć zwierzę odesłano do ogrodu zoologicznego w Anglii. Gdy bohater filmu; Hindus Sabu Sabu miał go odwiedzić, słoń kilka godzin przed wizytą głośno trąbił.
Każdy, kto ma psa lub kota wie, jak zachowują się zwierzęta, gdy chcemy wyjść z domu. Mamy wrażenie, że czują to „szóstym zmysłem”, zanim włożymy płaszcz czy buty.

Czy zwierzęta przeczuwają klęski żywiołowe?
Od czasów, tsunami, które w grudniu 2004 roku nawiedziło południowo – wschodnią Azję i pochłonęło prawie 200 000 ofiar, wielu uczonych zastanawia się, dlaczego wśród zabitych było stosunkowo mało zwierząt.
Na terenie Parku Narodowego Yala na Sri Lance, który doznał ogromnych zniszczeń, nie znaleziono ani jednego martwego słonia, leoparda, antylopy czy małpy, mimo że fala w tamtych rejonach osiągała ponad pięć metrów wysoko ści.
Uczestnicy jednego z safari pamiętają chwilę, gdy nagle wszystkie słonie, nie bacząc na to, iż wiozą turystów, zaczęły biec w kierunku wyżej położonych terenów. Nie reagowały na krzyki swoich opiekunów, którzy próbowali zmusić je do powrotu. Opiekunowie ruszyli w pogoń za słoniami i być może to uratowało im życie, gdyż wkrótce potem fala zalała cały położony niżej teren safari.
Historia pełna jest podobnych przykładów. W obliczu zbliżających się katastrof, takich jak wybuchy wulkanów czy trzęsienia ziemi zwierzęta wielokrotnie reagowały w niewytłumaczalny sposób.
Już rzymski uczony Pliniusz Starszy pisał, że jedną z oznak zbliżającego się trzęsienia ziemi są zaniepokojone ptaki. Ale nie tylko one wieszczą tragedię.
Szczególnie czułym „sejsmografem” jest pewien gatunek suma, który przed trzęsieniem ziemi wyskakuje z wody. Czy trudne do wytłumaczenia zwierząt zachowanie potwierdza hipotezę, że są one obdarzone „szóstym zmysłem”, który pozwala przewidzieć nadciągającą katastrofą i ostrzec przed nią przedstawicieli swojego gatunku?
Chociaż uczeni podchodzą do tej hipotezy sceptycznie, twierdząc, że za czujność odpowiadają wszystkie zmysły z przenikliwym słuchem na czele – nadal wiele zwierząt zachowań pozostaje tajemnicą.

/autor:Magda Pińska

źródło:horoskop.wp.pl/

POSTRZEGANIE POZAZMYSŁOWE.TELEPATIA I JASNOWIDZENIE

Od wieków postrzeganie pozazmysłowe (pp) uznawano albo za nadnaturalną siłę ludzi światłych albo niebezpieczne wyobrażenia niepoprawnych marzycieli.

W świetle najnowszych wyników badań to osobliwe zjawisko jawi się jako całkowicie naturalne i prawidłowe. Pragnę zwrócić uwagę Państwa na to, iż o ile pp może wydawać się dziś czymś dziwnym, o tyle nie jest ona bardziej tajemniczym zjawiskiem natury niż magnetyzm, elektryczność, światło lub świadomość.

Przyznaję, iż nie wiemy jeszcze dokładnie, czym dokładnie jest pp, ale w innych dziedzinach nauki bywa podobnie: fizycy nie znają istoty siły ciążenia, istoty elektronów, biolodzy nie znają istoty życia, a psycholodzy istoty świadomości. Wiemy jednak, iż w każdym z podanych wyżej przykładów chodzi o naturalne procesy, mieszczące się w “schemacie” wszechświata. Człowiek będzie mógł je zrozumieć, gdy posiądzie o nich wystarczającą wiedzę.

Dawniej ludzie wyjaśniali zjawiska natury odwołując się do religii, traktując je jako objawienia woli bogów lub innych niezwykłych istot.
Wynikało to z niewiedzy. Dziś postrzegamy piorun nie jako znak rozgniewanego Boga, lecz jako gwałtowne wyładowanie elektryczności, przed którym potrafimy już chronić nasze domy i w pewnym sensie wykorzystujemy jego siłę w życiu codziennym – wytwarzamy w siłowniach prąd elektryczny. Gdy chcemy ustrzec się epidemii – nie liczymy na opatrzność bożą, lecz zapobiegamy jej poprzez szczepienia ochronne (a jednak tam, gdzie brakuje wiedzy medycznej i lekarstw, ludzie modlą się, chcąc oddalić epidemie, tak jak my uciekamy się do modlitwy w przypadkach, gdy współczesna medycyna jest bezsilna).
Postęp nauki przyczynił się niewątpliwie do demistyfikacji tzw. niezwykłości oraz do odebrania tajemniczej otoczki okultyzmu zagadkowym do tej pory zjawiskom, kontrolowania i wykorzystywania ich dla dobra człowieka.

Patrząc z perspektywy historii – to, co odnosiło się do zjawisk natury, dotyczy również pp. Nie rozumiemy jeszcze do końca tego zjawiska, co wynika z naszej niewystarczającej wiedzy. Przekonamy się jednak, że nasza – choć mozaikowa – wiedza na temat pp pozwala już na wyciągnięcie jednoznacznych wniosków, a wraz ze wzrostem jej poziomu zarysowuje się coraz wyraźniej uchwytny schemat regularności, który pozwala żywić nadzieję, iż – wcześniej czy później – będziemy mogli kontrolować to zjawisko (tak jak w przeszłości nauczyliśmy się panować nad innymi zjawiskami natury).

Percepcja pozazmysłowa nie jest sygnałem od kapryśnych, niezwykłych istot, bogów; nie jest wynaturzeniem lub chorobą – jest naturalnym darem, który być może otrzymaliśmy wszyscy (aczkolwiek nie w jednakowym stopniu i często może on być nie zauważony). Jedyny problem leży w tym, aby tę drzemiącą zdolność obudzić, wydobyć na światło dzienne i umieć stosować.

Parapsychologia – dziedzina nauki zajmująca się pp – jest nauką nową, dopiero rozwijającą się. Stawia ona pierwsze, niepewne kroki wkraczając na teren nauki, jako całkowicie nie zbadaną “ziemię niczyją”.
Gdy inne nauki przyrodnicze osiągnęły już poziom technicznej zastosowalności i naukowcy mogą już bez ryzyka prowadzić dalsze rutynowe badania w dobrze wyposażonych laboratoriach, w parapsychologii, z konieczności, panuje wciąż jeszcze bohaterski duch pionierski.
Jest to duch tych czasów, gdy zdobycie wiedzy było największą motywacją naukowca, gdy uprawiało się naukę dla pasji i dla wiedzy.

Ta romantyczna atmosfera nadaje parapsychologii szczególny urok. Przywodzi na myśl czasy odkrywców; gdy Maria Skłodowska-Curie prowadziła badania nad pierwiastkami promieniotwórczymi, w starej szopie mieszczącej ubogie laboratorium próbowała wyizolować rad; gdy pionier archeologii Heinrich Schliemann porzucił dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, by podążyć za młodzieńczym marzeniem i znając jedynie dokładnie dzieło Homera wyruszył na poszukiwanie legendarnej Troi – i znalazł jej ruiny.
Przypominają się czasy początków nowoczesnej medycyny, gdy “łowcy mikrobów” z bohaterskim poświęceniem poszukiwali naukowej prawdy. Joseph Goldberger, szukając namacalnego dowodu na to, ze pellagra nie jest chorobą zakaźną, lecz wynika z niedoboru witamin, zmieszał z mąką ekskrementy chorego na pellagrę i zażył powstałe w ten sposób tabletki (udział w tym eksperymencie brała również jego żona). Gdy stary prof. Pettenkofer chciał dowieść, że podobnie jest z cholerą, połknął jej zarazki (odkryte przez Roberta Kocha) i przeżył tylko dlatego, że był – przypadkiem – na nią uodporniony.

W połowie drogi

Podczas każdego odkrycia, w każdej dziedzinie nauki, możemy wyróżnić trzy charakterystyczne fazy:

1. odkrycie zjawiska;

2. osiągnięcie wystarczającej kontroli nad tym zjawiskiem, umożliwiającej powtórzenie go w laboratorium;

3. praktyczne wykorzystanie zjawiska w warunkach opłacalności ekonomicznej.

Oto kilka przykładów takich zjawisk:

- Dla ludzi żyjących w jaskiniach pożar lasu był inspiracją wynalezienia prymitywnego sposobu rozniecania ognia – a dalej – wynalezienia zapałek i skonstruowania pieca.

- Odkrycie właściwości antybiotycznych pleśniaków to w konsekwencji wyizolowanie penicyliny i ujawnienie jej leczniczego działania oraz wytwarzanie penicyliny i jej wszechstronne zastosowanie w medycynie.

- Odkrycie podstawowych zasad aerodynamiki umożliwiło skonstruowanie i lot pierwszego samolotu braci Wright oraz powstanie nowoczesnego lotnictwa.

- Odkrycie podstawowych własności prądu elektrycznego zainspirowało Edisona do skonstruowania pierwszej żarówki, co wpłynęło na powstanie nowoczesnego przemysłu oświetleniowego.

- Wynalezienie soczewki oraz określenie własności srebra umożliwiło odkrycie światłoczułości bromku srebra – stało się fundamentem nowoczesnego przemysłu fotograficznego.

W badaniach nad pp minęliśmy pierwsze stadium – dostarczamy dowodów na istnienie zjawiska i zmierzamy do stadium drugiego. Postępu nie da się powstrzymać. Następnym krokiem będzie zastosowanie pp w życiu codziennym.

Czym jest, a czym nie jest pp

Po tym wprowadzeniu musimy wyjaśnić, czym jest, a czym nie jest pp. W tym celu przyjrzyjmy się relacjom, jakie zachodzą pomiędzy człowiekiem i światem zewnętrznym.

Człowiek swoim działaniem wpływa na środowisko, jednocześnie sam jest pod wpływem wydarzeń dziejących się w jego otoczeniu. Zmysły ludzkie w tym wzajemnym oddziaływaniu odgrywają decydującą rolę. Człowiek przyjmuje ze środowiska sygnały zawierające informacje o różnych wydarzeniach poprzez zmysły wzroku, słuchu, węchu, dotyku, smaku i wiele innych, mniej znaczących – np. zmysł równowagi. Przyzwyczailiśmy się do twierdzenia, że zmysły są jedynym przekaźnikiem informacji ze świata zewnętrznego.

Obraz ten jest w dużej mierze prawdziwy, gdy dotyczy naszego codziennego życia – ale nie jest to obraz do końca prawdziwy. W ostatnich latach nauka dowiodła, że posiadamy jeszcze jeden dobrze rozwinięty zmysł, ale może go skutecznie używać niewielu ludzi, zresztą bardzo rzadko i tylko w odpowiednich warunkach. Ta szczątkowa, uśpiona zdolność bywa często kapryśna. Nie znamy bowiem wszystkich uwarunkowań, niezbędnych do jej działania (a jeśli nawet niektóre znamy – często nie możemy ich osiągnąć). Można jej istnienie wszakże udowodnić; potencjalnie drzemie w każdym z nas i objawia się tylko wtedy, gdy spełnimy określone warunki.

Zdolność postrzegania rzeczy ze świata zewnętrznego za pomocą zmysłu, pracującego poza normalnymi kanałami zmysłowymi zazwyczaj nazywa się percepcją pozazmysłową. Od czasów najdawniejszych do teraźniejszości, w ciągu całej pisanej historii ludzkości obserwowano tę zdolność. Forma jej występowania w poszczególnych okresach i u różnych ludów była w zasadzie taka sama.

Świadkowie historii

Przykładem działania pp może być historia, jaka zdarzyła się chłopcu imieniem Aristokritos. Chłopiec ten skoczył (lub spadł) ze skały do morza i nie wrócił na brzeg – zniknął. Jego ojciec spał w świątyni w Epidauros (starogreckie święte miejsce, sławne z uzdrowień i jasnowidzeń, których doznawali pielgrzymi śpiący w świątyni) i miał wizję senną, w której zobaczył dobrze znane mu miejsce. Po powrocie ze świątyni znalazł tam syna.

Pewna kobieta szukała skarbu, który przed nią schował jej zmarły mąż. We śnie Bóg powiedział jej, że skarb zostanie odnaleziony w określonym dniu, w południe we lwie. l rzeczywiście: skarb był zakopany w miejscu, na które w południe oznaczonego dnia padł cień kamiennego lwa.

Na tej samej zasadzie, na której dziś wielu wróżbitow, jasnowidzów, chiromantów lub “duchowych doradców” różnej maści zarabia na swe utrzymanie, demonstrując (lub tylko udając) umiejętność pp
–tak jak w dawnych czasach działały wyrocznie.
Często były to szacowne instytucje, z których rad korzystali nawet najpotężniejsi władcy. O sztuce prorokowania napisano wtedy grube księgi (m.in. pisał o tym rzymski mąż stanu i słynny mówca – Cycero).

Jeśli uznamy za prawdziwe przekazy Starego Testamentu, to najstarszą historyczną wiadomość o parapsychologicznym zjawisku tłumaczenia snów proroczych przez Józefa (Genesis 37 i 41) należy datować na ok. 1700 lat przed Chrystusem. Wiele “cudów” Mojżesza (ok. 1200 lat przed Chrystusem) przypomina zastosowanie sugestii i hipnozy, dzięki którym – jak wiemy – mogą się aktywizować siły parapsychologiczne (i laska przemienia się w węża lub woda w krew – Exodus 4). Papirus Ebersa z XVI w. p.n.e. potwierdza tezę, że już w starożytnym Egipcie znano hipnozę. Sposób, w jaki Mojżesz wydobył wodę ze skały (Exodus 17, 6; nr 20, 11), przypomina pracę różdżkarza; oczywiście Mojżesz był przede wszystkim przywódcą politycznym i prawodawcą – tak jak prorocy Starego Testamentu byli bardziej politykami i kaznodziejami niż rzeczywistymi prorokami czy wróżbitami.

Pierwszy historyczny król Żydów – Saul (ok. 1000 lat przed Chrystusem) przed wojną z Filistynami radził się rzekomo jakiejś wieszczki (1 Samuel 28, 7 – 19). Z biblijnego tekstu wywnioskować można, że swego czasu wróżenie było dość powszechne i tamte praktyki niewiele różniły się od dzisiejszych. Poniższe wersety (1 Samuel 10, 6 i 10) przypominają nam coś, co dzisiaj można zaobserwować podczas seansów spirytystycznych: “Zstąpi na ciebie duch Jahwe; także ty z nimi znajdziesz się w proroczym natchnieniu i przemienisz się w innego człowieka […]. Popatrz – spotkała go gromada proroków i duch Boga zstąpił na niego, także on w ich środku wpadł w prorocze natchnienie”. Wiele rozdziałów ze Starego i Nowego Testamentu stanie się bardziej zrozumiałymi, gdy rozpatrzymy je z punktu widzenia parapsychologii.

W niektórych świątyniach pradawnych ludów (Babilończycy, Chaldejczycy, Hetyci, Etruskowie i inni) stosowano liczne sposoby prorokowania, z których nie wszystkie mogą być uznawane za skuteczne nośniki pp. Babilończycy i Hetyci wróżyli głównie z wnętrzności zwierząt ofiarnych, z lotu ptaków i na podstawie “wypowiedzi starej kobiety”.
Hetycki tekst opisuje, z jaką dokładnością, stosowano te metody, by dowiedzieć się, czy król Nering, który postanowił pojechać do miasta, za sprawą gniewnych bogów zachoruje na malarię, i jakie modły mogłyby owych bogów przebłagać.

W świetle nowoczesnej parapsychologii – proroctwa “starej kobiety” to najprawdopodobniej nośniki prawdziwych zdolności pp. Prorokująca “stara kobieta” Babilończyków i Hetytów była najprawdopodobniej wzorcem dla wieszczów innych starych ludów. Słowo “sibylle” pochodzi od babilońsko-asyryjskiego sibu lub sibtu, oznaczającego starego mężczyznę lub starą kobietę. Indoeuropejskie dołączenie “i” wskazuje na zdrobnienie lub formę pieszczotliwą. Pierwotne znaczenie słowa “sibylle” to “mała stara dama”.

W dawnych czasach rozróżniano techniczne (wróżbiarskie) oraz naturalne (intuicyjne) odgadywanie przyszłości. Pierwszy sposób obejmował wróżenie z wnętrzności zwierząt, z lotu ptaka, z gwiazd, przez ciągnienie losów itd. (podobne jest do współczesnych praktyk wróżbiarskich: numerologii, sztuki czytania z ręki lub wróżenia z kart).
Intuicyjne przepowiadanie przyszłych zdarzeń odbywa się w stanie ekstazy; zawiera również tłumaczenie snów (daje się porównać z dzisiejszymi mediami, pracującymi w transie). Zastanawia fakt, że Arystoteles, którego filozofia i wiedza miały głęboki wpływ na myślenie ludzi jeszcze tysiące lat po jego śmierci, odrzucał całkowicie wróżbiarstwo techniczne, a skłaniał się ku temu, by intuicyjne przepowiednie przyszłych zdarzeń tłumaczyć nie interwencją boską, lecz uznać za zdolność tkwiącą w umyśle człowieka.

Jednak nie wszystko, co przedstawiane jest jako pp, jest mą w istocie. W związku z tym należy wspomnieć o prawdopodobnie najstarszym dokumencie pp. Ma on więcej niż 3500 lat i wskazuje na to, iż problemy socjologiczne związane z pp były w dawnych czasach takie same jak dziś. Archeolodzy odkryli stare tabliczki gliniane zawierające testament’ dawno zapomnianego hetyckiego króla Hattuschiliego l (żyjącego ok. 1600 lat przed Chrystusem). W testamencie król przestrzega swoją krewną Hastajar i radzi jej nigdy nie wierzyć wróżbitom.

Znamienny jest fakt, że dokument ten wyraża krytykę działań wróżbitów. Niestety – również dziś, w erze lotów kosmicznych i energii atomowej – ludzie są równie przesądni i łatwowierni, jak ich przodkowie przed wiekami, l dziś żyją sławni jasnowidze, którzy cieszą się równie dużym poważaniem, co wyrocznie w dawnych czasach. Pamiętajmy jednak o tym, że sława – choćby największa – nie daje gwarancji rzeczywistego daru pp jasnowidza (w latach 1971–1972 badałem sławnego amerykańskiego jasnowidza i nie znalazłem u niego zdolności pp). Być może rzeczywisty talent takich “jasnowidzów” polega jedynie na dobrych kontaktach z publicznością i zręcznej reklamie.

Więcej w : Milan Ryzl – Parapsychologia praktyczna

Część druga.

Zwykło się rozróżniać dwie podstawowe formy percepcji pozazmysłowej: telepatię i jasnowidzenie (jasnowidztwo). Telepatię definiuje się jako postrzeganie pozazmysłowe (pp), która ma w swej treści-subiektywne przeżycia innych ludzi (myśli, uczucia itp.). Natomiast definicja jasnowidzenia określa przypadki, w których pp dostarcza informacji o obiektywnych rzeczach lub procesach (np. o przedmiotach w nieprzezroczystych opakowaniach, zdarzeniach dziejących się gdzieś daleko itd.) [w starszej literaturze, zajmującej się pp, słowo “jasnowidzenie’ odnosiło do sytuacji, w których percepcja pozazmysłowa zdarzała się w sposób wizualny (jako wizja) A jako “przeczucie” określano pp, która występowała v formie głosu. Oba wyrażenia odnosiły się do formy zdarzeń, a nie do samego przebiegu percepcji i pozazmysłowej. Znaczenie słowa “jasnowidztwo” odnosi się dzisiaj tylko do przebiegu zjawisk – niezależnie od formy zdarzenia].

Należy zauważyć, że różnica między telepatią a jasnowidztwem występuje w treści tego, co się postrzega, a nie w istotnych punktach przebiegu percepcji pozazmysłowej jako takiej. Telepatia i jasnowidztwo są dwiema formami tej samej funkcji, a nie dwiema różnymi funkcjami. Obie te formy nie dają się łatwo od siebie odróżnić. Często wykorzystywane są oba kanały.

Proszę sobie wyobrazić następujący eksperyment: trzymacie Państwo w ręku rysunek i koncentrujecie się na nim. Wasz przyjaciel usiłuje w innym pokoju narysować obraz, który Państwo oglądacie. Tego rodzaju eksperymenty były często przeprowadzane z zaskakującym wynikiem. Uważano je za eksperymenty telepatyczne. Nadawca oglądał rysunek i sądzono, że odbiorca czyta jego myśli. Z powodu podobieństwa do transmisji radiowej uważano, że “transmisja myśli” jest o wiele łatwiejsza niż jasnowidztwo. Dziś wiemy, że ten pogląd jest fałszywy i że tak samo łatwo (lub trudno) uprawia się telepatię, jak i jasnowidztwo.

Jeśli oglądacie Państwo rysunek, który trzeba przekazać odbiorcy – ma on do wyboru dwie możliwości: albo odczytać informację z Państwa myśli, nie zwracając uwagi na sam rysunek (jest to telepatia), lub zwrócić percepcję pozazmysłową na rysunek, nie uwzględniając Państwa myśli (jest to jasnowidztwo). Odbiorca w jednakowym stopniu może dysponować tymi dwoma kanałami – tylko od niego zależy, który zastosować. Nie znamy sposobu, by stwierdzić, który kanał zastosuje odbiorca i przypuszczalnie on sam również tego nie wie. Być może zostaną wykorzystane oba.

Wyrażenia “telepatia” i “jasnowidztwo” zazwyczaj określają percepcję pozazmysłową, która następuje w tym samym czasie i pokonuje tylko odległość w przestrzeni. Natomiast wyrażeń “poznanie” i “retrospekcja” używa się do pp, która działa w czasie i dostarcza informacji o przyszłych oraz przeszłych wydarzeniach. Zarówno poznanie, jak i retrospekcja mogą działać w formie telepatii i jasnowidztwa. W związku z tym rozróżniamy jasnowidztwo rzeczy przyszłych, telepatię rzeczy przyszłych, jasnowidztwo retrospektywne i telepatię retrospektywną.
Czym jest psychokineza i z czym jest spokrewniona

Do tej pory rozpatrzyliśmy tylko jeden aspekt sprzężenia zwrotnego między człowiekiem a otoczeniem: sytuacje, w których świat zewnętrzny oddziaływa na człowieka. Również człowiek wpływa na swe środowisko. Zazwyczaj czyni to w normalnym życiu codziennym, używając siły swoich mięśni. Kręci kierownicą samochodu, odsuwa na bok kamień, podnosi monetę, uruchamia przycisk maszyny itp. Dodatkowo (oprócz tych normalnych akcji) człowiek może, jak wielokrotnie zaobserwowano, przypadkowo wpływać na środowisko poprzez duchową koncentrację – siłą swojej woli. Tę rzadką zdolność nazywa się psychokineza.

Do psychokinezy zaliczamy wywierany na odległość wpływ za pomocą nie znanych sił fizycznych. Możemy tutaj przedstawić kilka przykładów (nie zwracając uwagi na ich prawdopodobieństwo): lewitacja świętych, przejście Jezusa po wodzie lub – w nowszych czasach – spirytystyczne wydarzenia, takie jak lewitacja stołów, nowoczesne eksperymenty laboratoryjne, w których przez duchową koncentrację oddziaływano na spadanie przedmiotów (np. rzuconych kości do gry). Twierdzono, że psychokineza może nie tylko powodować ruch przedmiotów, ale również mieć wpływ na (lub rozpocząć) każdy proces chemiczny lub fizyczny: efekty magnetyczne lub elektryczne – wytwarzanie (fizycznie nie do wyjaśnienia) świateł lub dźwięków itp., chemiczne reakcje, które rzekomo nastąpiły przez psychokinezę w przedmiotach martwych (np. pojawienie się obrazów “jakiejś pozazmysłowej fotografii” na papierze fotograficznym wyłącznie za pomocą duchowej koncentracji lub podczas biochemicznych reakcji w żywych organizmach – niezwykłe uzdrowienie). Opowieści o pojawieniu się duchów i zjaw należą do tej kategorii.

Psychokineza może działać w sposób przypominający telepatię. Do tej pory rozważaliśmy telepatię jako formę percepcji pozazmysłowej, jako proces postrzegania, w którym aktywny odbiorca “czyta” posłanie pojawiające się w umyśle nadawcy. Często jednak obserwowano odwrotny proces, w którym charakterystyczna jest aktywność nadawcy: nadawca koncentruje się i utrwala wiadomość w pasywnym umyśle odbiorcy. Ten ostatni proces należy do kategorii psychokinezy.

Taka forma kontaktu umysłu z umysłem (lub psychiki z psychiką) badana jest w eksperymentach, w których nadawca próbuje z dalekiej odległości wpłynąć na odbiorcę telepatycznie (przykładowo każe mu wykonywać określone ruchy); zjawisko nazywano niekiedy “sugestią na odległość” lub “sugestią telepatyczną”. W zwykłych telepatycznych eksperymentach lub w przypadkach nadzwyczajnych (wypadek, śmierć) spontanicznie przekazywanych telepatycznych wiadomościach nie można najczęściej zorientować się, który z dwóch mechanizmów zadziałał: czy chodzi o proces percepcji pozazmysłowej, proces psychokinezy, czy też, prawdopodobnie, kombinację obu.
Kryteria prawdziwych zjawisk psychokinetycznych

Należy w tym miejscu nadmienić, że prawdziwość większości starszych doniesień o zjawiskach psychokinezy wydaje się bardzo wątpliwa. Takie zjawiska były często pozorowane przez wszelkiego rodzaju oszustów (od iluzjonistów, magików do fałszywych mediów), najczęściej używających różnych oszukańczych metod. Duża część tych wiadomości była prawdopodobnie mocno przesadzona.

Dlatego gdy jakieś zjawisko będzie nam przedstawiane jako psychokineza, musimy zastosować dwa kryteria (jak w przypadku percepcji pozazmysłowej) i zaakceptujemy to zjawisko jako psychokinezę, jeśli będą one jednocześnie spełnione:

1. Musimy mieć namacalny dowód, że uzyskano jakiś efekt.

2. Musi się to dokonać w warunkach, które wykluczają każdą znaną fizyczną siłę jako przyczynę owego efektu.

Badanie psychokinezy pozostaje daleko w tyle za – o wiele bardziej zbadaną – percepcją pozazmysłową. Prawa występowania psychokinezy są znane i wydają się odpowiadać tym, którym podlega percepcja pozazmysłową. Wynika stąd, że obie przeciwstawne sobie funkcje są w swej istocie pokrewne. Zakładamy także, że psychokineza występuje jako funkcja energii psi – chociaż nie wiemy, czym one są lub jak one działają.

Możliwe są dwa rodzaje działania. Być może efekt psychokinezy powstaje przez przemianę energii psi w inną znaną fizycznie energię (kinetyczną, chemiczną itp.); a energia psi mogłaby działać jako katalizator, który zgodnie z drugim prawem termodynamiki powoduje przemiany energii (zgodnie z zaobserwowanymi zdarzeniami podczas seansów spirytystycznych powstawał zimny przeciąg, z czego wynika, że energia kinetyczna przedmiotów pobrana została z termicznej energii powietrza. Nasza wiedza na temat psychokinezy jest jeszcze zbyt mała – nie pozwala nawet na bezsprzeczne stwierdzenie jej istnienia). Nawet jeśli nie będziemy zwracać uwagi na produkujących się oszustów, nie wykluczy się pozorów. Często się zdarza, że niedoświadczeni widzowie przeoczą nieznaczne zmiany temperatury i wilgotności powietrza, strumienie powietrza, lekkie trzęsienia ziemi, napięcia materiałowe lub inne fizyczne przyczyny oglądanego zjawiska.

Analiza niezwykłego uzdrowienia jest najlepszym przykładem obrazującym trudności stojące przed badaczem domniemanego zjawiska. Twierdzi się, że ludzie chorzy, przebywając w miejscach świętych lub w obecności pewnych ludzi, mogą zostać uleczeni. Gdyby takie zjawisko okazało się prawdziwe, byłby to przypadek psychokinezy: poprzez nie znane dotąd w fizyce (i nie dające się wytłumaczyć znanymi prawami fizyki, chemii lub biologii) działania następuje w żyjącym organizmie obiektywna przemiana.

W praktyce za każdym rzekomym przypadkiem niezwykłego uzdrowienia stoi jedna z następujących (oczywiście nie zaszeregowanych jako psychokineza) przyczyn:

1. Przed i po leczeniu nie postawiono dokładnej diagnozy – tak więc nie można stwierdzić, czy nastąpiła poprawa. (Chęć wiary w uzdrowienie wyjaśnia przesadę w podobnych przypadkach).

2. Jeśli nastąpi obiektywna poprawa – trudno jest określić, jaką rolę odgrywały naturalne siły obronne organizmu lub jak podziałało wcześniejsze (lub równoczesne) leczenie medyczne.

3. Możliwe, że chory poddany był działaniu sugestii. Bóle – lub inne subiektywne symptomy – zniknęły, ale nie nastąpiła obiektywna zmiana w stanie zdrowia.

4. Istnieje wreszcie możliwość, że obserwowane działanie było natury psychosomatycznej. Stany psychiczne, takie jak gwałtowne emocje, sugestia w stanie hipnotycznym lub wiara w uzdrowiciela, mogą niekiedy wywołać zmiany w organizmie – przecież dzieje się to wszystko w ramach normalnych psychologicznych lub fizjologicznych prawidłowości.

Aby udowodnić fakt osiągniętego uzdrowienia i jego psychokinetyczny charakter, u wielu pacjentów musiałoby nastąpić pewnie zdiagnozowane polepszenie przy równoczesnym braku poprawy stanu zdrowia w kontrolnej grupie pacjentów, w której nie próbowano uzdrowienia.

Pacjenci z grupy pierwszej nie mogliby wiedzieć o próbie uzdrowienia – w ten sposób byłaby wykluczona możliwość wpływu sugestii. Nigdy nie zaobserwowano przypadku niezwykłego uzdrowienia w tak surowych warunkach, wymaganych jako dowód wyzdrowienia za pomocą psychokinezy.

Milan Ryzl – Parapsychologia praktyczna

/źródło:zenforest.wordpress.com/

KAŻDY Z NAS MA ZDOLNOŚCI TELEPATYCZNE (?)

Telepatia do dziś intryguje badaczy zjawisk parapsychicznych. Przeprowadza się najróżniejsze eksperymenty, które mają dowieść prawdziwości tego fenomenu.

Każdy z nas mógłby przytoczyć ze swojego życia choćby jedną sytuację, gdzie otrzymał przekaz telepatyczny lub go nadał, a druga osoba go odebrała. Jednak bardzo często zdarza się, iż boimy się rozmawiać na ten temat ze względu na kompromitację lub wyśmianie przez otoczenie. Całe szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego zjawiska!
Niedawno sama przeżyłam coś podobnego: pomyślałam o koleżance, której nie widziałam pół roku i z którą nie miałam kontaktu. Zaczęłam szukać jej na komunikatorze GG, ale nie mogłam znaleźć. Na drugi dzień nagle otrzymałam wiadomość, właśnie na GG, : „hej, tu Irlandia”. To była ona. Przypadek, zbieg okoliczności – niektórzy tak powiedzą. Sądzę, że nie. Zbyt dużo miałam takich zdarzeń, by mówić o „przypadku”.

Czym więc jest telepatia?

Ogólnie można napisać, iż telepatia to przekazywanie myśli, uczuć, przeżyć, przeczuć, a także i nastrojów na odległość między osobami powiązanymi pokrewieństwem, uczuciem lub wspólnym zainteresowaniem. Telepatia może wystąpić między dwiema osobami, a także między pojedynczą osobą a grupą.

Nie istnieje żadna przeszkoda materialna, która uniemożliwiłaby przekaz informacji tą drogą. Także odległość nie stanowi problemu.

Fakt istnienia pozazmysłowych form komunikacji był już znany w XIX w. i stanowił obiekt rzetelnych badań naukowych. Najbardziej rozpowszechnionym eksperymentem jest doświadczenie z kartami Zenera. Pierwsze tego typu eksperymenty prowadził w latach 30. XIX w. dr Jospeh Banks Rhine w Laboratorium Parapsychologii na Uniwersytecie Duke w stanie Północna Karolina. Udowodnił, iż niektóre osoby osiągają ponadprzeciętne wyniki w testach postrzegania pozazmysłowego.
Jego eksperymenty otworzyły drogę innym badaczom tego zjawiska, m.in. dr. Montaque Ulmanowi i Stanley’owi Krippnerowi z nowojorskiego Ośrodka Medycznego im. Majmonidesa, którzy skupili się na przekazywaniu informacji drogą telepatyczną podczas snu.
Także psycholog dr William Erwin z Ośrodka Majmonidesa ma na swoim koncie eksperyment zakończony dość dużym sukcesem. Polegał on  na tym, iż w momencie gdy wchodził w fazę REM podczas snu będąc w innej części budynku, osoba, tzw. „nadająca” przekazywała telepatycznie przypadkowy obraz. Budzono go pod koniec każdej fazy i pytano o wrażenia. Trwało to osiem nocy. Spisano raporty i przekazano do niezależnych ekspertów. Wyniki były oszałamiające. Erwin odgadł prawidłowy obraz aż w sześciu przypadkach. Jest to bardzo dobry wynik wskazujący na 75 proc. skuteczności.

Profesor Robert Morris ze swoim zespołem z wydziału parapsychologii na Uniwersytecie Edynburskim przez 10 lat starał się poprowadzić tak swoje eksperymenty, by wyeliminować jakiekolwiek sfałszowane dane. W kwietniu 1997 roku opublikowane zostały wstępne wyniki, które potwierdzają ten fenomen. W swoich eksperymentach z udziałem ponad 120 osób uzyskał prawie 50 proc. trafień, co potwierdza, iż nie ma w tym przypadku.

Inny badacz, Rupert Sheldrake przeprowadził badania nad tzw. „telefoniczną telepatią”. Polega ona na tym, iż zanim zadzwoni telefon, my już wiemy, kto do nas zadzwoni. Po eksperymentach stwierdził, iż to nie jest zwykły zbieg okoliczności. Potwierdził teorię, zgodnie z którą percepcja pozasensoryczna najlepiej sprawdza się w relacjach osób związanych ze sobą emocjonalnie. Swoje badania chce rozszerzyć także na telefony komórkowe i sms.

Według naukowców każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu ma zdolnościtelepatyczne, należy tylko je w sobie „rozbudzić” lub „poszerzać”. Niezbędny jest do tego długotrwały i systematyczny trening.

Ćwiczmy więc nasze zdolności parapsychiczne! Jak? Nie ignorujmy naszych przeczuć, intuicji czy snów! To podstawa :)

Przy pisaniu tekstu korzystałam ze źródeł: http://cidernet.pl/~piotr/index.php?zmienna=strony/srodek.php, onet.pl, wikipedia.pl

 

/autor:Monika Dobryłko

źródło:wiadomosci24.pl/

 

 

TAJEMNICE PAMIĘCI

 

Psychologia i neurofizjologia odsłaniają coraz więcej pasjonujących tajników pracy mózgu. Wielomiliardowa społeczność współpracujących ze sobą neuronów okazuje się pełna inicjatywy, fantazji i nieokiełznanej chęci uczenia się.

Kanadyjski neurochirurg Wilder Penfield pochylił się nad wilgotnym i pofałdowanym mózgiem widocznym przez otwór w czaszce operowanej kobiety. Cienka elektroda delikatnie dotknęła powierzchni kory mózgowej. Równocześnie zdziwiona pacjentka doniosła o tym, że właśnie „usłyszała” piosenkę ze swojego dzieciństwa. Mikroelektrody w magiczny sposób uwolniły wspomnienie spoczywające w zakamarkach kory mózgowej.Zaczęło się od „różdżki” PenfieldaCelem operacji na otwartym mózgu, zapoczątkowanych w latach trzydziestych i czterdziestych przez Penfielda i jego współpracowników, było usuwanie obszarów tkanki mózgowej odpowiedzialnych za ataki epileptyczne. Przy okazji operacje te nadały impetu badaniom nad istotą pamięci. Oto znaleziony został związek pomiędzy pracą mózgu a jej ulotnym, niematerialnym efektem – myślą ludzką.Choć nadal, 60 lat od czasu pamiętnych doświadczeń, dalecy jesteśmy od pełnego zrozumienia funkcji umysłu oraz mechanizmu przetwarzania aktywności neuronów w eteryczną myśl, obraz procesów zachodzących pod czaszką stopniowo nabiera ostrości. Jednym z wykładników postępu jest ciągłe zmniejszanie się przepaści pomiędzy niektórymi obszarami nauki. Mówi się już o psychobiologii, neuropsychologii oraz psychoneuroimmunologii – granice odrębnych dotąd dziedzin zamazują się i znikają. Umysł powoli odkrywa przed nami swe fascynujące tajemnice.

Jak to się dzieje, że jesteśmy w stanie rozpoznać w tłumie znajomą twarz albo na widok starej fotografii powrócić myślami do okresu dzieciństwa? Na czym tak naprawdę polega pamięć? Jak wykazał Penfield, a po nim również inni naukowcy, musi być ona zaklęta w sieciach neuronalnych, których astronomiczne ilości łączą ze sobą społeczność dziesiątek miliardów komórek nerwowych (jeden gram tkanki mózgowej zawiera ok. 200 mln tych komórek, czyli neuronów). Skoro drażnienie ich słabym prądem elektrycznym jest w stanie uwolnić wspomnienia, natura pamięci musi, przynajmniej w części, polegać na przepływie impulsów elektrycznych.

Istotnie, zarówno odtwarzanie starych, jak i powstawanie nowych śladów pamięciowych wiąże się z pobudzoną aktywnością całych zespołów komórek nerwowych. Sieci neuronalne zaczynają wówczas tętnić aktywnością, jak najbardziej ruchliwe autostrady. W synapsach, miejscach kontaktu pomiędzy wypustkami poszczególnych neuronów, zachodzą zmiany biochemiczne. Rusza maszyneria komórkowa, zawierająca przepisy na białka enzymatyczne utrwalające ślady pamięciowe.

Pies Pawłowa współczesnej neurofizjologii

Naszą aktualną wiedzę na temat mechanizmów tych procesów zawdzięczamy w dużej części śliskiej piękności z wybrzeży Kalifornii, ślimakowi morskiemu o imieniu Aplysia californica. Jest on wymarzonym obiektem eksperymentów neurofizjologicznych ze względu na niezwykle prosty układ nerwowy złożony z 20 tys. dużych neuronów. Procesy zapamiętywania i przechowywania śladów pamięciowych znacznie łatwiej prześledzić w tej nieskomplikowanej sieci neuronalnej niż w gąszczu splątanych połączeń nerwowych mózgu choćby najprostszego kręgowca. Nie wymaga się oczywiście od aplysii rozwiązywania zadań wykraczających poza jej skromne zdolności intelektualne. W zasięgu jej możliwości jest jednak trwałe skojarzenie ze sobą dwóch niezależnych wydarzeń i przewidzenie następstwa ponownego pojawienia się jednego z nich. Krótko mówiąc, Aplysia jest ślimaczym odpowiednikiem psa Pawłowa.

Już po niewielu próbach równoczesnego drażnienia strumieniem wody okolicy syfonu mięczaka (coś, co samo w sobie nie wywołuje jeszcze reakcji alarmowej) oraz działania na jego nogę słabym prądem elektrycznym (co z kolei jest przeżyciem bardzo szokującym) wystarczy samo strzyknięcie w syfon, by ślimak natychmiast skurczył się w obronnym paroksyzmie. Aplysia zapamiętała zadaną jej lekcję i skojarzyła ze sobą dwa bodźce: niegroźny strumień wody i nieprzyjemny szok elektryczny. Pod wpływem nowego doświadczenia wypustka komórki nerwowej odbierającej wrażenia dotykowe z okolicy syfonu (czyli tzw. neuron czuciowy) nabrzmiewa pęcherzykami neurotransmitera.

Substancja ta, przekaźnik informacji o pobudzeniu, uwalniana jest do synapsy, czyli miejsca kontaktu pomiędzy dwiema komórkami nerwowymi. Jej cząsteczki przedostają się przez przestrzeń synaptyczną do przeciwległego brzegu – wypustki kolejnego neuronu. Gdy szczęśliwie dotrą do celu, wpasowują się w specjalne miejsca receptorowe znajdujące się na powierzchni tej wypustki. Efektem jest pobudzenie komórki, która wydaje mięśniom płaszcza komendę skurczu.

W zwykłych warunkach neurotransmiter wydzielany jest w niewielkich ilościach, kiedy jednak Aplysia zaczyna kojarzyć efekty drażnienia wodą i prądem, produkcja przekaźnika wyraźnie wzrasta. Sygnały neuronu czuciowego, które dotychczas były tylko nieśmiałym szeptem, nagle nabierają mocy. Każde uderzenie strumienia wody zaczyna teraz roznosić się w nim echem trąb jerychońskich. W efekcie, Aplysia, nie czekając już na bolesny szok elektryczny, gwałtownie kurczy swoje ciało. Kluczem, magiczną cząsteczką, która umożliwia pojedynczym komórkom nerwowym zrozumienie związku pomiędzy dwoma bodźcami, okazuje się enzym o nazwie cyklaza adenylanowa.

Jeżeli wstępne skojarzenie ze sobą dwóch bodźców nie wbije się teraz na stałe w pamięć ślimaka, fanfary neuronalne znów zmienią się w ciche trele, a on sam zapomni to, czego się właśnie nauczył. Świeżo uformowane wspomnienie musi bowiem zostać zapisane w strukturze samych neuronów, co więcej, proces ten jest możliwy tylko w ciągu pierwszych 90 minut od chwili powstania skojarzenia. Do akcji włącza się grupa uśpionych dotąd genów, uruchamiających produkcję białek enzymatycznych, których zadaniem jest podtrzymanie wzmożonego wytwarzania neurotransmitera, a więc także podniesionej wrażliwości neuronu syfonowego.

Komu szczypta adrenalinyTakże u ludzi przerwanie procesu konsolidacji pamięci oznacza, że świeże wspomnienie rozpryśnie się jak bańka mydlana. Bywa, że zaburzenie takie pojawia się w wyniku dramatycznego przeżycia. Na przykład osoby, które stanęły w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, doznają czasem tak zwanej niepamięci wstecznej. Nie są wówczas w stanie przypomnieć sobie nic z tego, co działo się tuż przed szokującym wydarzeniem. Jednym z winowajców jest w tym przypadku grupa związków organicznych zwanych endogennymi opiatami (endorfinami), których naturalną i pierwszorzędną funkcją jest łagodzenie bólu. Działanie tych opiatów, wydzielanych w dużych ilościach w stanach euforii oraz sytuacjach postrzeganych jako krańcowo niebezpieczne, uniemożliwia przekształcenie zaczątków śladów pamięciowych w trwałe wspomnienia.Adrenalina, hormon, który zdobył rozgłos dzięki funkcji, jaką przypisuje się mu w stanach pobudzenia emocjonalnego i stresu, ma efekt przeciwny – wzmacnia ślady pamięciowe. Wstrzyknięcie jej szczurom, które mają się nauczyć nowego zadania, powoduje, że zwierzęta zapamiętują swoją lekcję znacznie szybciej niż szczury nie poddawane jej działaniu. Możliwe też, że właśnie z tym wzmacniającym efektem adrenaliny związane jest ciekawe zjawisko znane w psychologii pod nazwą pamięci „flash-bulb”. Polega ono na utrwalaniu wspomnień o faktach – często drobnych i nieistotnych, które przypadkowo towarzyszyły jakiemuś ważnemu wydarzeniu. Jeżeli więc ktoś zostałby zapytany o okoliczności, w jakich dowiedział się o ogłoszeniu stanu wojennego albo zamachu na Papieża, będzie w stanie złożyć w miarę szczegółowe sprawozdanie z tego, gdzie w tym czasie był i co robił. Najprawdopodobniej to okresowo podniesiony poziom adrenaliny, wywołany niecodzienną wiadomością, pomógł w utrwaleniu tych drobnych szczegółów.Wylęgarnia wspomnień

Świeże ślady pamięciowe nie pojawiają się w mózgu na chybił-trafił. Strukturą, która je gromadzi (chodzi w tym przypadku o tak zwane uczenie się świadome), jest położony pod półkulami mózgowymi hipokamp. Jego komórki nerwowe wydają się jakby stworzone do matkowania młodym, niedojrzałym wspomnieniom: odznaczają się wyjątkową plastycznością, czyli zdolne są do szybkiego wzmacniania wzajemnych kontaktów, a więc wytwarzania tzw. długotrwałego wzmocnienia synaptycznego.

Komórki nerwowe hipokampa, podobnie jak neurony aplysii, także zawierają magiczne cząsteczki pamięci. Wielu neurofizjologów przypuszcza, że nie są nimi – tak jak u ślimaka – cząsteczki cyklazy adenylanowej, lecz pewien rodzaj receptorów, zwanych receptorami NMDA, rozsianych na błonie neuronalnej niczym otwory w wieczku solniczki. W normalnych warunkach receptory te są nieczynne. „Czatują” na te specjalne okazje, gdy dotarcie do nich cząsteczek neurotransmitera (kwasu glutaminowego) zbiegnie się w czasie z pobudzeniem ich macierzystego neuronu. Dopiero wówczas włączają się do akcji, co pozwala na zapoczątkowanie całej kaskady procesów biochemicznych. Są więc w stanie skorelować procesy elektrochemiczne zachodzące równocześnie w dwóch sąsiednich komórkach. (Niektórzy badacze opierając się na najnowszych, kontrowersyjnych wynikach uzyskanych przez dwie niezależne grupy uczonych podają w wątpliwość kluczową rolę, jaką przypisuje się w procesie zapamiętywania receptorom NMDA).

Druga faza zapamiętywania, utrzymująca ślad pamięciowy w aktywnej formie przez okres tygodni i miesięcy, to podobnie jak u aplysii, trwałe uaktywnianie pewnych genów w komórkach nerwowych oraz rozrost wypustek. Dopiero ostatni etap utrwalania wspomnień w pamięci świadomej polega na przekazywaniu ich do różnych obszarów kory mózgowej, gdzie mogą się wreszcie rozgościć na stałe. Na razie nie wiadomo, jak to przenoszenie informacji wygląda. Uczeni przypuszczają jednak, że wiąże się ono z dyfuzją nietypowego przekaźnika, którym najprawdopodobniej jest tlenek azotu.

O tym, jak istotną funkcję w procesie zapamiętywania odgrywa hipokamp, świadczą efekty urazów tego obszaru mózgu. Pacjenci z obrażeniami hipokampa tracą zdolność zapamiętywania nowych informacji, choć wspomnienia zakodowane przed pojawieniem się uszkodzenia oraz zdolność logicznego rozumowania pozostają u nich nienaruszone. Brak funkcjonującego hipokampa wtrąca jednak tych nieszczęśników w rzeczywistość niezrozumiałej i nie kończącej się teraźniejszości. Pozostają oni już na zawsze więźniami chwili, bez oparcia ani punktu odniesienia. Odrębne okolice mózgu zawiadują procesem uczenia się utajonego, tak zwaną pamięcią proceduralną. Jeśli pozostają one nie uszkodzone, pacjent z okaleczeniem okolicy hipokampa jest w stanie nauczyć się pewnych nieskomplikowanych czynności, niestety zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

<podzial_strony>

Kiedy jawa miesza się ze snemStephen Kosslyn z Harvardu twierdzi, że ostateczne ślady pamięciowe pozostające w umyśle przez długie dekady, często do końca życia, mogą być lokowane w tych okolicach kory mózgowej, które odpowiedzialne są za odczytywanie sygnałów z narządów zmysłów. Tak więc te same obszary kory będą ulegać aktywacji, gdy zachwycać się będziemy jakimś pięknym widokiem i wówczas, kiedy zamknąwszy oczy, będziemy go sobie tylko wyobrażać. Wiąże się to z wydzielaniem tych samych neurotransmiterów i hormonów, a więc pobudzaniem tych samych emocji, które towarzyszą rzeczywistemu obcowaniu z naturą. Wyjątkowa efektywność technik wizualizacyjnych do niedawna traktowana przez naukę nadzwyczaj ozięble lub zbywana milczeniem, wydaje się mieć swoje neuronalne uzasadnienie.Oczywiście natychmiast nasuwa się pytanie, jakim cudem potrafimy odróżnić impulsy nerwowe reprezentujące „fakty obiektywne” od tych, które odzwierciedlają wyłącznie wspomnienia albo fantazje. Najświeższe badania, wykorzystujące technikę PET (tomografii pozytronowej elektronów), przynoszą częściową odpowiedź. Jak wykazał amerykański zespół pod kierunkiem Davida Silbersweiga, do wytworzenia halucynacji wzrokowych i słuchowych potrzebna jest nie tylko aktywność obszarów kory mózgowej zawiadujących percepcją, ale i głębszych struktur mózgu, które nadają urojeniom wszelkie pozory rzeczywistości. Eksperymenty wykonane zostały na schizofrenikach, można jednak przypuszczać, że w identyczny sposób powstają halucynacje senne fazy REM (chodzi tu o fazę snu paradoksalnego, w której mają miejsce szybkie ruchy gałek ocznych), a także wizje i fantazje pojawiające się w głębokiej hipnozie oraz stanach tzw. deprywacji sensorycznej. Te ostatnie są rezultatem odcięcia osoby badanej od większości bodźców zewnętrznych.Telepatyczne zdolności neuronówDoniesienia z kilku ostatnich lat, których autorami są m. in. Erin Schuman i Daniel Madison z uniwersytetu Stanford, rzuciły kolejny snop światła na proces tworzenia wspomnień, a przy okazji zelektryzowały badaczy układu nerwowego. Sugerują one możliwość istnienia dotąd nieznanej metody porozumiewania się pomiędzy uczącymi się neuronami. Wygląda na to, że nawet komórki nie zaangażowane bezpośrednio w tworzenie świeżych śladów pamięciowych dowiadują się w jakiś tajemniczy sposób, że w procesie tym uczestniczył jeden z ich sąsiadów. Czyżby neuronowa telepatia?

Niekoniecznie. Okazuje się, że neuron może obwieścić wiadomość o swoim pobudzeniu uwolniwszy do okolicznej przestrzeni związek określony mianem wstecznego czynnika plastyczności. Najprawdopodobniej czynnikiem tym jest wspomniany już tlenek azotu.

Dryfujące wolno cząsteczki tego przekaźnika docierają nawet do tych okolicznych komórek, które nie kontaktują się bezpośrednio z pobudzonym neuronem. Otrzymawszy informację sąsiedzi wyczulają się na nadejście sygnału zwykłą drogą synaptyczną, tak jakby już im ciekła ślinka w odpowiedzi na aromaty docierające z pobliskiej kuchni. Jeśli teraz rzeczywiście otrzymają normalny, elektryczny sygnał o pobudzeniu, każdy z nich będzie w stanie natychmiast odpowiedzieć wzmocnioną reakcją, dowodząc, że zapamiętał to, co mu podszepnął oddalony sąsiad.

Kontakty podstawą biznesu

Przez długi czas neurofizjolodzy przypuszczali, że struktura mózgu, raz na zawsze ukształtowana we wczesnym okresie rozwoju osobniczego, zastyga w niezmiennej, trwałej formie na resztę życia. Wiadomo przecież, że komórki nerwowe przestają się dzielić wraz z chwilą zakończenia rozwoju zarodkowego. Co więcej, natychmiast zaczyna się proces ich obumierania, przyspieszający tempo w miarę starzenia się organizmu. Dopiero w ostatnich dziesięciu latach okazało się (m.in. za sprawą amerykańskich naukowców Vilayanura Ramachandrana i Michaela Merzenicha), że skomplikowana i wiecznie rozgadana społeczność współdziałających neuronów wcale nie jest tak niezmienna, jak sądzono.

Dojrzałe neurony, choć rzeczywiście nie potrafią się dzielić i zaczynają obumierać już od wczesnych etapów rozwoju osobniczego (uczeni szacują, że tracimy przeciętnie 10 tys. neuronów dziennie), wykorzystują zasadę kooperacji i podziału obowiązków, aby poradzić sobie z procesem stopniowego dziesiątkowania szeregów. Ponieważ z reguły całe zespoły neuronalne magazynują tę samą informację, śmierć kilku komórek nie oznacza jeszcze utraty wiadomości, które przechowywały. Towarzysze pozostający na placu boju rekompensują te straty utrwalając istniejące połączenia nerwowe, wypuszczając nowe rozgałęzienia wszędobylskich wypustek i powiększając swoje rozmiary.

Proces fizycznych zmian i przekształceń w strukturze mózgu może być tak znaczny, że dostrzegalny gołym okiem. Dowiódł tego już w XVIII wieku włoski badacz Malacarne, zauważając, że pofałdowanie kory mózgowej zwierząt poddawanych specjalnemu treningowi było wyraźniejsze niż u osobników, które nie brały w nim udziału.

W innym równie ciekawym, lecz już współczesnym doświadczeniu zespół naukowców pod kierunkiem Marka Rozenzweiga wykazał, że szczury hodowane od wczesnego okresu życia w urozmaiconym środowisku miały cięższe mózgi, grubszą warstwę kory i wzmocnione połączenia synaptyczne w niektórych okolicach mózgu.

Zalety umysłowej gimnastyki

Dla tych czytelników, którzy uważają, że ich szansa na cięższy mózg i grubszą korę mózgową minęła wraz z utraconym dzieciństwem, mam pocieszającą wiadomość. Badania Davida Snowdona, profesora medycyny prewencyjnej na uniwersytecie Kentucky, wykazują, że na naukę nigdy nie jest za późno, bo komórki nerwowe są zdolne do tworzenia nowych wypustek nawet w bardzo podeszłym wieku. Słowem, mózg jest w stanie uczyć się przez całe życie. Ciekawość świata, zadowolenie z pracy, ciągłe zdobywanie nowych umiejętności oraz płynność językowa to kilka spośród cech, jakie gwarantują zachowanie giętkości umysłu do późnej starości. Umysłowa aktywność znacznie zmniejsza też szansę wystąpienia jednego z niedomagań wieku starczego: choroby Alzheimera czy Parkinsona.

Mimo że liczba funkcjonujących neuronów maleje, a w tkance mózgowej zachodzą zmiany przyczyniające się do obniżenia sprawności umysłowej (np. pojawiają się tzw. sploty neurofibrylarne i odkładają płytki starcze), zdrowe neurony są w stanie zrekompensować te ubytki. O tym, że świetnie mogą sobie radzić ze zwiększoną ilością obowiązków, informują chociażby wyniki badań nad starzeniem się i sprawnością intelektualną. Okazuje się, że co trzeci osiemdziesięciolatek wykazuje giętkość umysłową na miarę wielu osób 40-, a nawet 30-letnich. Snowdon twierdzi nawet, że ci z nas, którzy systematycznie ćwiczą swój umysł, mają duże szanse dożycia sędziwego wieku, oczywiście w dobrym zdrowiu psychicznym.

Świetnym przykładem zalet myślowej gimnastyki są chociażby realia życia w żeńskim zakonie Sisters of Notre Dame z Mankato, USA. Leciwe zakonnice (przeciętny wiek to 85 lat) nie wiedzą, co to starcza demencja, mimo że większość z nich pamięta jeszcze czasy arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Według Snowdona powodem jest to, że siostry wciąż ćwiczą swoje umysły, prowadząc ożywione debaty, rozwiązując krzyżówki i żywo interesując się polityką.

Obserwacje poczynione w klasztornych krużgankach zgadzają się z wynikami eksperymentów neurofizjologicznych. Jak wykazał Michael Merzenich, ćwiczenie umysłu, nawet w dorosłym wieku, wywołuje zauważalne zmiany w strukturze kory mózgowej. Badacz zademonstrował, że kora dorosłych małp ulega wyraźnemu przemapowaniu, jeśli podczas czynności manipulowania przedmiotem zwierzęta posługują się wyłącznie trzema środkowymi palcami. Rezultatem jest wyraźny rozrost wypustek neuronów odbierających wrażenia dotykowe z tych właśnie palców.

W poszukiwaniu utraconych wspomnień

Komórki nerwowe zawsze skłonne są do kooperacji, co najlepiej widać podczas tworzenia trwałych śladów pamięciowych. Nie są one chomikowane przez wyizolowane grupy neuronów, lecz raczej przez ich całe populacje rozsiane po obszarze kory niczym gwiezdne konstelacje. Dzięki temu unieczynnienie którejś z okolic mózgu nie jest jeszcze równoznaczne z utratą wspomnienia i trzeba dopiero znacznego i rozległego uszkodzenia, aby pamięć zaczęła szwankować.

Czy raz utrwalony ślad pamięciowy jest niezniszczalny i niezmienny? Wspomniane na wstępie doświadczenia Penfielda sugerują, że tak jest w istocie. Drażnienie elektrodą tkanki kory mózgowej jego pacjentów uwalniało przecież szczegółowe wspomnienia, których wiarygodność była nawet czasem potwierdzona przez naocznych świadków wydarzenia. Zapominanie może więc być spowodowane niemożnością dotarcia do śladu pamięciowego, który cicho spoczywa w jakimś przytulnym zakątku umysłu. Bądź co bądź każdemu z nas zdarza się czasem zapomnieć czyjeś imię albo numer telefonu. Choć „mamy je na końcu języka”, jakoś nie dają się przywołać do świadomości.

<podzial_strony>

W tej sytuacji nastąpiły tylko chwilowe trudności, bywają jednak przypadki groźniejsze, gdy „pakiety pamięci” zostają od siebie na trwałe odizolowane z powodu uszkodzenia połączeń pomiędzy przechowującymi je neuronami. Wówczas pojawiają się długotrwałe problemy z pamięcią. Mogą być one wynikiem zaawansowanego alkoholizmu, co stwierdzili niedawno uczeni duńscy.Wbrew pozorom odkrycie jest bardzo pocieszającą wiadomością dla osób pragnących się pozbyć swojego dewastującego uzależnienia. Dotychczas badacze uważali, że mocne trunki uśmiercają komórki nerwowe, a więc powodują nieodwracalne zmiany w tkance mózgowej. Doniesienia duńskie, dzięki skorygowaniu tej pomyłki, wskazują, że abstynencja jest w stanie przywrócić utraconą pamięć, umożliwiając neuronom ponowne nawiązanie wzajemnych kontaktów. Myliłby się jednak ten, kto na podstawie powyższych obserwacji wnioskowałby, że może bez zastrzeżeń i w każdych okolicznościach ufać własnym wspomnieniom.Powrót do przeszłościZapamiętane fakty nie zastygają w sieciach neuronalnych podobne skamieniałym figurom gipsowym. Wręcz przeciwnie, wciąż ulegają powolnym modyfikacjom i przekształceniom. Nowe doświadczenia, zmiana zainteresowań czy przekonań, wszystko to wciąż powoli, ale nieubłaganie modyfikuje naszą pamięć, a więc w pewnym sensie i przeszłość, przynajmniej tę subiektywnie odczuwaną. Nieustanna transformacja śladów pamięciowych jest przedmiotem zażartych sporów pomiędzy psychologami. Czy można w pełni ufać zeznaniom naocznych świadków? Czy spontanicznie pojawiające się wspomnienia o zbrodniczych czynach mogą być powodem postawienia w stan oskarżenia rzekomego złoczyńcy?Niektórzy specjaliści, jak psycholog Elizabeth Loftus, socjolog David Ofshe czy psychiatra Paul McHugh, mają co do tego poważne wątpliwości. Ich badania wykazują, że skłonni jesteśmy pamiętać tylko te fakty, które zgadzają się z naszym utrwalonym obrazem rzeczywistości. To, co do niego nie pasuje, albo w ogóle nie zwróci naszej uwagi, albo zostanie odpowiednio przekształcone. Nic więc dziwnego, że optymista skłonny jest postrzegać rzeczywistość w różowych kolorach, a przeciętnemu pesymiście wydaje się, że złośliwy los tylko czeka na to, aby odwrócić koło fortuny. Przekonania, opinie i osądy wytworzone w wyniku wieloletniego treningu w szkole życia zniekształcają zapamiętywane przez nas fakty i wpływają na ich ostateczną formę, kiedy przywoływane są później na pamięć.

Na tym sprawa się jednak nie kończy. Kreatywność neuronów posuwa się czasem jeszcze dalej, tak daleko, że niejednego może przyprawić o gęsią skórkę. Tkanka mózgowa jest bowiem w stanie „zmaterializować” wspomnienia zdarzeń, które tak naprawdę nigdy nie miały miejsca. Świadczy o tym chociażby przygoda, jaka przytrafiła się szwajcarskiemu psychologowi Jeanowi Piagetowi.

Piaget w niebezpieczeństwie

Jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń wczesnego życia przyszłej gwiazdy nauk humanistycznych było zatrważające spotkanie z kidnaperem. Tylko dzięki odwadze niani, która bez namysłu rzuciła się na ratunek, dwuletni Jean uniknął porwania. Rodzice chłopca w podzięce za poświęcenie obdarowali bojową opiekunkę wspaniałym zegarkiem, a cała przygoda stała się rodzinną sagą opowiadaną podczas towarzyskich spotkań. Dorastający Piaget przez wiele lat pamiętał wiele szczegółów zajścia: samego porywacza, własny wózek, a nawet rany na twarzy swej obrończyni.

Historia doczekała się jednak zaskakującego zakończenia, kiedy 13 lat po wypadku skruszona eks-opiekunka zwróciła otrzymany zegarek i opisała w liście do państwa Piaget prawdziwą wersję wydarzeń. Okazało się, że rodzinna legenda nie miała w sobie nawet ziarna prawdy. Niania zmyśliła całą historyjkę o porwaniu w celu usprawiedliwienia spóźnionego powrotu ze spaceru, obawiając się gniewu swoich chlebodawców. Mały Jean, słuchający przez lata wieczornych opowieści przy herbatce, musiał tak głęboko wziąć do serca swoje rzekome spotkanie z kidnaperem, że bezwiednie skonstruował na jego podstawie urojone wspomnienie.

Tropiciele procesów myślowych zdają sobie sprawę z ogromu pracy, która ich jeszcze czeka, zanim uda im się w pełni rozwikłać zagadkę pamięci. Wraz z odpowiedziami na kiedyś postawione pytania rodzą się bowiem kolejne niewiadome i wątpliwości. Dla wielu zapaleńców jest to tylko powód do zdwojenia wysiłków w poszukiwaniach, dla innych badaczy, a wśród nich filozofa Colina McGinna oraz matematyka Rogera Penrose’a z Oksfordu, to raczej dowód, że mózg nigdy nie będzie w stanie w pełni zrozumieć sam siebie, przynajmniej nie na podstawie dzisiejszych teorii i praw naukowych. Kto tak naprawdę ma rację, czas pokaże.

Autorka jest biologiem. Zajmuje się m.in. stresem, marzeniami sennymi i hipnoterapią. Przygotowuje pracę doktorską na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

 

/autor:Joanna Komorowska

źródło:zdrowie.gazeta.pl/

 

 

 

TELEPATIA

 

Od zamierzchłych czasów ludzkość intryguje zagadnienie bezpośredniego czytania w cudzych umysłach i narzucania swoich myśli innym. W dawnych czasach zagadnienie to stanowiło głównie domenę magii i innych tajemnych systemów. Co najmniej od XIX. bywa również obiektem zainteresowania naukowców, pisarzy sf i fantazy.Słowo telepatia weszło na stałe do naszych słowników i każdy wie, że oznacza komunikację umysłów jednak śledząc literaturę zajmującą się tym tematem łatwo zauważyć, że każdy autor piszący o tym zjawisku rozumie pod tym pojęciem zupełnie coś innego. Czym więc jest telepatia i czy istnieje to zagadnienia, nad którymi spróbujemy się tu zastanowić.Czym jest telepatia?„Telepatia zjawisko przyjmowania treści cudzej świadomości bez dostrzegalnego fizycznego pośrednictwa”. Taką definicję znalazłem w słowniku wyrazów obcych (Wiedza Powszechna W-wa 1971). Przyjmując za podstawę taka definicję, można stwierdzić, że telepatia jest zjawiskiem powszechnym i różnorodnym. Powszechnym, ponieważ każdy gdyby się zastanowił mógłby przytoczyć z własnego życia przypadki „przyjmowania treści cudzej świadomości bez dostrzegalnego fizycznego pośrednictwa”. Różnorodnym, ponieważ obejmuje szereg zjawisk różnego typu. Od niejasnych przeczuć, poprzez sny, wizje, odczucia aż do niezwykłych korelacji w działaniach czy odczuciach różnych osób.W minionych czasach przeprowadzano wiele doświadczeń nad telepatią. Najbardziej rozpowszechnione to eksperymenty z kartami zenera, wyniki, których weryfikowane są statystycznie. Eksperymenty z telepatycznym odbiorem obrazów jak słynne eksperymenty prof. Leonida Wasiliewa, Bretislava Kafki, dr Montaque Ulmana i Stanleya Krippnera i innych dowiodły nie tylko istnienia telepatii, ale również tego, że każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu posiada te zdolności. Prowadzono również eksperymenty z ludźmi a nawet roślinami, z których niezbicie wynikał fakt istnienia telepatii.
Fakt istnienia pozazmysłowych form komunikacji był już dobrze znany w XIX w i stanowił obiekt rzetelnych badań naukowych warto chociażby wspomnieć o prof. Julianie Ohorowiczu i jego słynnej pracy o sugestii mentalnej. Mimo tak długotrwałych badań tego zjawiska do dziś pozostaje zagadką jego mechanizm i natura.

Jak działa telepatia?

Przeciętnemu człowiekowi telepatia kojarzy się z rozmową w myśli z inną osobą, tymczasem telepatia wygląda zupełnie inaczej. Jedno, co można na jej temat powiedzieć to to, że na pewno nie jest pozafizycznym przekazem werbalnym. Większość badaczy telepatii zdaje się sądzić, że jest to przekaz obrazów, czego niezbicie dowodzi kierunek prowadzonych przez nich eksperymentów, wiele jednak wskazuje na to, że aczkolwiek obrazy mogą odgrywać e telepatii pewną rolę to głównym kanałem telepatii są emocje, odczucia i idee. Sugerują to wyraźnie zniekształcenia i sposób odbioru przekazów telepatycznych.
Typowym przykładem oddziaływań telepatycznych jest diagnozowanie i bioenergoterapia na odległość, tu wyraźnie widać jak wielką rolę odgrywają emocje odczucia i idee. Należy pamiętać, że telepatia odbywa się głównie na poziomie podświadomym. Podświadomość zaś posługuje się głównie emocjami, wyobrażeniami, skojarzeniami, symbolami i odczuciami. Mechanizmy pozyskiwania informacji tymi kanałami można prześledzić na przykładzie jasnowidzenia, czy diagnozy mentalnej opisanej dobrze przez L.E. Stefańskiego, Sherwooda, czy Silvę. Jak widać posługiwanie się telepatią wymaga zupełnie innego sposobu myślenia i funkcjonowania umysłu niż ten do jakiego przywykliśmy na co dzień. Na co dzień myślimy słowami, posługujemy się logiką, podczas gdy w przypadku telepatii musielibyśmy posługiwać się emocjami, wyobraźnią, symbolami i skojarzeniami. Jest to sposób myślenia dla większości z nas obcy i niezrozumiały. Z tego względu mimo iż telepatia jest powszechna, pozostaje domeną bardzo nielicznych i jako taka wydaje się nieuchwytna i efemeryczna.

Czy można nauczyć się posługiwać telepatią?

Jak dowodzą wieloletnie badania L.E. Stefańskiego, przynajmniej w pewnym zakresie jest to możliwe. Co prawda L.E. Stefański prowadził głównie badania dotyczące jasnowidzenia jednakże mechanizm jest ten sam co przy telepatii więc można wyniki jego badań przenieść na telepatię. Na ten sam wniosek wskazują osiągnięcia zaawansowanych adeptów kursów Silvy, oraz różnych systemów duchowego uzdrawiania.
Piszę w pewnym zakresie ponieważ telepatia wydaje się być bardzo rozległą i złożoną dziedziną posiadającą wiele aspektów. O ile nawiązanie mentalnego kontaktu z określoną osobą i odczytanie jej stanu zdrowia czy stanu emocjonalnego dla adepta DU czy doświadczonego bioenergoterapeuty, lub kogoś w tym stylu z reguły nie stanowi problemu. O tyle osiągnięcie czegoś więcej nie jest już takie proste. Podobnie w drugą stronę; o ile doświadczony o pewnej sensytywności adept DU, doświadczony bioenergoterapeuta z reguły jest w stanie bez większych problemów odczuć, że ktoś jemu podobny próbuje nawiązać z nim kontakt o tyle precyzyjny odbiór przesłania jest czymś nieporównanie trudniejszym nie wspominając już o kontakcie dwustronnym. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, ale nie jest łatwe. Znam tylko dwie osoby którym faktycznie to wychodziło. I niezbędny do tego był długotrwały, systematyczny trening.

W Tybecie istniał rozwinięty system skutecznego kształcenia telepatów, który nie dość, że był długotrwały wymagał specjalnych zdolności i wielu wyrzeczeń – warunków dzis praktycznie nie osiagalnych wspomina o nim A Neel w swej ksiązce „Mistycy i cudotwórcy Tybetu”: :

“Na fali wiatru”

Oto w streszczeniu zasadnicze punkty ćwiczeń dla tych, którzy uprawiają przesyłanie myśli na odległość.

Uczeń musi przede wszystkim odbyć wszystkie ćwiczenia polecane dla osiągnięcia transu, skoncentrowania swych myśli na jednym przedmiocie i całkowitego zapomnienia o istnieniu wszystkiego innego.
Należy również odbyć praktykę uzupełniającą, która polega na “oczyszczeniu” umysłu ze wszystkich myśli – tak aby ustaliła się w nim absolutna cisza i spokój.
Z kolei następuje analiza i rozróżnianie wszelkich wpływów, które wywołują nagłe, pozornie nie dające się wytłumaczyć wrażenia natury psychicznej lub nastroje, jak radość, przygnębienie czy lęk, jako też nagłe przypominanie sobie osób, rzeczy i wypadków nie mających żadnego zgoła związku z rzeczywistością otaczającą ucznia.
Gdy uczeń już w ciągu dłuższego czasu sam odbywa przepisane ćwiczenia, może wreszcie rozpocząć medytacje wspólnie ze swym nauczycielem. Zamykają się oni w zacisznym, na wpół przyćmionym pomieszczeniu i skupiają swe myśli na jednym przedmiocie.
Po pewnym umówionym czasie uczeń opowiada swemu nauczycielowi o kolejnych fazach swych rozmyślań, które porównuje się z odpowiednimi fazami medytacji nauczyciela, po czym notuje się punkty zgodne i sprzeczne.
Następnie uczeń powstrzymuje się w miarę możności od samodzielnego myślenia, umysł swój “opróżnia” ze wszystkich pojęć, rozważań i wyobrażeń i czuwa tylko nad mimowolnym i nieoczekiwanym powstawaniem w nim myśli nie będących wszak podkładem jego własnego stanu psychicznego i zmysłowego. Jednoczenie notuje sobie swoje subiektywne obrazy myślowe.

Po skończeniu medytacji uczeń znów zdaje sprawę z tych myśli i wyobrażeń swemu nauczycielowi, który stwierdza, czy odpowiadają one myślom i obrazom sugerowanym uczniowi.

Dalej nauczyciel przesyła w myśli rozkazy uczniowi znajdującemu się od niego w niewielkiej odległości. Jeżeli uczeń zrozumiawszy je należycie powtarza je lub wykonuje, ćwiczenie trwa dalej, przy czym odległość pomiędzy uczniem a nauczycielem stopniowo bywa zwiększana.

Głębsze czytanie myśli czy intencji z innych umysłów to sztuka dla wybrańców posiadających niezwykłe wrodzone predyspozycjie lub takich którzy przeszli wieloletni specjalistyczny trening pod okiem mistrzów – przy czym oznacza to raczej odbiór ogólnej koncepcji dotyczącej tego co inna osoba myśli i najczęściej jest to możliwe tylko przy kontakcie wzrokowym, rzadko zaś zdarza się na odległość.
Jeśli chodzi o przesyłanie własnych myśli, sugestii czy emocji innym, to również wydaje się to wymagać głębszego treningu i posiadania pewnych predyspozycji w tym kierunku. Przy czym wydaje się, że nastawienie odbiorcy tych przekazów jest tu czynnikiem bardzo istotnym. Wiem, że tego typu badania były prowadzone nie znam jednak wyników tych badań.

Czy telepatia może mieć praktyczne zastosowanie?

Teoretycznie tak, praktycznie nie za bardzo. Teoretycznie poznawanie nastawień emocjonalnych, czy zamiarów innych osób wydaje się być użyteczne. W praktyce jednak rozwinięcie swojej sensytywności do tych rozmiarów wymagało by długiego systematycznego treningu i bardzo utrudniło by nam funkcjonowanie w świecie. Żyjemy w świecie w którym otaczają nas rzesze ludzi o wzburzonych i rozchwianych emocjach. Gdybyśmy musieli doświadczać tych pomieszanych emocji w pełni świadomie stało by się to naszym przekleństwem i utrudniało nasze funkcjonowanie miast go ułatwiać.
Z kolei narzucanie innym swoich sugestii dla osiągnięcia własnych celów wymagało by znajomości psychiki osoby na która wpływamy oraz sensytywności pozwalającej śledzić efekty naszych poczynań co pociągało by za sobą oprócz przykrych konsekwencji oddziaływań emocji innych, wymagało by więcej zachodu niż osiągnięcie celu innymi metodami. Dodatkowa trudnością dla większości zainteresowanych nie do przejścia była by konieczność długotrwałego systematycznego treningu z innymi osobami.
Z tego względu telepatia zapewne nadal pozostanie domeną magów i mistyków.

 

/źródło:otwartyumysł.republika.pl/

 

TELEPATIA

Telepatia to komunikacja z umysłu do umysłu (z ang.Mind-to-mind), sprawiająca, że czujemy, myślimy w ten sam sposób nie używając głosu, symboli albo jakiejś innej rzeczy będącej bezpośrednim środkiem kontaktu. Telepatia to nadawanie i odbieranie informacji, zwłaszcza myśli, między ludźmi z nieograniczonej odległości bez pośrednictwa zmysłów. Zjawisko telepatii nie zostało dotychczas naukowo potwierdzone. Istnieją rzeczy w naszym życiu, trudne do wytłumaczenia. Pomyślmy, na przykład, jak nasi rodzice są w stanie wzbudzić w nas poczucie winy niezależnie jak daleko bylibyśmy od nich.
Zdolności do telepatii ma każdy z nas, ale być może Bóg wyłączył je dla naszego dobra. Być może jest tak że jesteśmy połączeni ze sobą nawzajem bardziej za sprawą więzi opartej na zaufaniu, współdziałaniu i miłości niż na świadomości czytania myśli bądź „wszczepiania” komuś swoich. Co w takim razie z symboliką, sztuką wizualną, literaturą, sztuką przemowy skoro nasz umysł może odbierać wszystko prosto bez przesłania artystycznego?

Prawda jest taka, że nie udowodniono, iż możliwe jest, by umysł podejmował działanie poprzez narzucenie komuś myśli. Nawet najbardziej optymistycznie podchodzące do telepatii badania ukazują, że za jej sprawą możemy wywołać niepokój, nerwowość lub też wprowadzić częściowo informację. Telepatia nie działa na zawołanie, komendę, pod czyjąś presją. Jest to także udowodnione również pod względem czytania w myślach i kontaktów mentalnych. Należy wspomnieć, że ludzie pytani o super zdolność jaką chcieliby posiadać „czytanie w myślach” wymieniają na drugiej pozycji zaraz po lataniu. To interesujące jak proste może okazać się wcielenie naszego pomysłu w życie. A jeśli ktoś umie czytać w myślach, jak to wykorzystuje?

Telepatia może przybierać kilka form:

  • telepatyczny znak – „wszczepienie” wiadomości, wyobrażania albo słowa do czyjegoś umysłu…
  • czytanie w myślach – kopiowanie, ale pozbawione interweniowania własnego umysłu…
  • komunikacja mentalna – przelotna informacja w naszym umyśle bez sugerującego cokolwiek „liściku”…

…pytanie o prawo Nyquista. Muszę to trochę sprecyzować pewnymi informacjami z fizyki. Otóż chodzi o to, że maksymalna możliwa ilość informacji przekazywanej drogą radiową jest wprost proporcjonalna do szerokości pasma transmisji. Oznacza to, że im szerszy kanał, tym więcej informacji można nim przesłać w jednostce czasu. Jest to oczywiste. Moim zdaniem telepatia oparta jest na transmisji szerokopasmowej przez mózg sygnałów elektromagnetycznych (fal radiowych). Jest to dla uczonych oczywiste, ponieważ badano szerokość pasma elektromagnetycznego mózgu i stwierdzono, że jest nieprawdopodobnie szerokie, aż do częstotliwości promieniowania X, prawdopodobnie i dalej. Ponoć ktoś stwierdził, że nie chronione folią aluminiową klisze fotograficzne naświetlają się szybciej, gdy leżą w pobliżu głowy.

Oczywiście, zwrócić należy uwagę na to, że z falami elektromagnetycznymi prawdopodobnie powiązana jest fala energii – many. Fale jedne i drugie przenikają przez materię, z tym, że fala many jest bardziej przenikliwa i nie zostaje wytłumiana przez przeszkody materialne. Prawdopodobnie przechodzi bez trudu przez ziemię podobnie jak światło przez szybę. (Tak w ogóle to w fizyce znane są cząsteczki, tzw. neutrina, które przenikają przez ziemię bez najmniejszego problemu).
Problemem dla ludzi próbujących wyjaśnić to zjawisko na zasadzie elektromagnetyzmu jest to, że moc nadajnika jakim jest mózg jest za mała, by sygnał dotarł na bardzo dalekie odległości. Dlatego teoria ta została odrzucona. Jednak aby informacja radiowa została jeszcze odebrana bez zakłóceń w odbiorniku, poziom sygnału użytecznego z anteny musi być większy od poziomu szumów, które generuje odbiornik. Zasięg stacji nadawczej kończy się tam, gdzie poziom sygnału użytecznego jest mniejszy od poziomu szumów. Tak piszą we wszystkich książkach z dziedziny telekomunikacji. Nikt jednak nie wziął pod uwagę tego, że można sygnał odbierać, gdy jest mniejszy od szumów.Jak to możliwe?

Otóż sygnał użyteczny mniejszy nawet miliony razy od poziomu szumu można odebrać wtedy, gdy szerokość pasma częstotliwości nadawanego sygnału jest bardzo duża – a tak jest w przypadku mózgu – a ilość przekazywanych informacji maleje. Opisują to prawa Nyquista. Im szersze pasmo i mniejsza ilość informacji jest przekazywana, tym mniejszy może być sygnał użyteczny od poziomu szumów. I co ciekawego, sygnały radiowe z mózgu przechodzą nawet przez siatkę Faradaya, która jak się przyjmuje nie przepuszcza żadnych fal elektromagnetycznych. Nikt jednak nie zwraca uwagi na to, że fale o długości mniejszej od okienka siatki przechodzą bez problemu. Nawet gdyby człowieka zamknięto w komorze z ołowiu, to sieć gęsto upakowanych atomów ołowiu tworzy siatkę Faradaya o pewnej wielkości oczka. Istnieją jednak krótsze fale elektromagnetyczne, które przenikają przez ścianę bez problemu. Jeżeli długości dalszych fal elektromagnetycznych istnieją i są mniejsze od okna siatki to znaczy, że pasmo nadawcze jest szerokie. Fale o mocy rzędu miliwatów mogą być więc odbierane setki tysięcy kilometrów dalej, albo i wszędzie we wszechświecie. Moc nie ma praktycznie znaczenia. Takie urządzenia nadawczo-odbiorcze buduje się obecnie na świecie w celach militarnych.

/źródło:flexyboy.republika.pl/

 

 

 

POZA ZMYSŁAMI

 

Telepaci czytają umysły jak książki dla dzieci, a jeśli się skoncentrują, potrafią zatrzymywać serca żab. Strach pomyśleć, że może to robić każdy z nas…!Znają to doskonale matki. Niby wszystko jest dobrze, ale gdy pojawi się ten dławiący niepokój, który nie pozwala zasnąć albo gwałtownie przerywa sen, od razu wiedzą, że ich dzieciom dzieje się krzywda. I nic ich nie uspokoi, dopóki nie usłyszą, co się stało. – No cóż kobieca intuicja… Ale rzeczywiście mamy są niesamowite – przyznaje psycholog dr Marta Wójcik. – Często polegają na przeczuciach i nieświadomie posługują się telepatią – tłumaczy. Jej zdaniem odbierają wtedy sygnał emocjonalny, który w sytuacji zagrożenia wysyłają dzieci.Pani Marta sama zainteresowała się postrzeganiem pozazmysłowym, gdy jej dzieci wyjechały na stypendium za granicę. – Ani razu matczyne przeczucia mnie nie zawiodły. Pierwszy przebłysk miałam, gdy syn przyznał mi się, że do kampusu dojeżdża motocyklem – wspomina. – Dwa tygodnie później obudziłam się w środku nocy. Wiedziałam, że coś się stało i że to przez ten motor – opowiada. Okazało się, że chłopak go rozbił i trafił do szpitala z podejrzeniem pęknięcia podstawy czaszki. Na szczęście skończyło się na złamaniu szczęki i nosa. Z kolei gdy córka zaszła w ciążę, pani Marta zaskoczyła ją telefonem w środku nocy. Usłyszała, że dobrze, iż się odzywa – córka od tygodnia zbierała się, by jej powiedzieć, że będzie miała dziecko, ale brakowało jej odwagi.Amerykanka Teresa Thompson, również psycholog, przekonuje, że kobiety odkrywają w sobie takie zdolności zazwyczaj w okresie ciąży. – To wtedy nawiązuje się ta szczególna więź między matką a dzieckiem, którą po rozwiązaniu kobiety pielęgnują. Niektóre przez taki mentalny trening często dochodzą do zaskakujących wyników – opowiada.

★ Męska intuicja
Rodzicielstwo rozbudza telepatycznie również mężczyzn. Świadczy o tym choćby przypadek przedwojennego niemieckiego filozofa Ernsta Cassirera, który za każdym razem, gdy jego córce działo się coś złego, wyraźnie to odczuwał. Gdy Anna uczyła się w szkole w innym mieście, zawsze wiedział, kiedy zachorowała. Na studiach przydarzył się jej wypadek, akurat tego samego dnia, gdy ojciec odwiedził ją w Berlinie. Ledwie zdążył wsiąść do pociągu, zaczął odczuwać silny niepokój. Wysiadł na pierwszej stacji, na której zatrzymywał się pociąg, i zadzwonił na stancję. – Co się stało z Anną? – zapytał właścicielki mieszkania. – Jest w szpitalu. Ale już wszystko dobrze – odpowiedziała skonsternowana kobieta, która dosłownie kilka minut wcześniej dowiedziała się, że dziewczyna przeszła operację po tym, jak dostała krwotoku. Mistrzowie ze Wschodu

Co potrafią najlepsi? Przekazują informacje na bardzo duże odległości, porozumiewają się bez znajomości języków, wpływają na innych, a nawet… zabijają. Komunikują się w czasie rzeczywistym, chociaż nadawcę od adresata może dzielić nawet kilka tysięcy kilometrów. Potwierdził to słynny eksperyment przeprowadzony przez… NASA. W 1971 r. amerykańska agencja kosmiczna zaprosiła do udziału w nim najlepszych telepatów, między innymi z USA i ZSRR. Ich zadaniem było nawiązanie kontaktu z Edgarem Deanem Mitchellem, przebywającym na pokładzie statku kosmicznego Apollo 14.

Astronauta uruchamiał aparat, który w przypadkowej kolejności wyświetlał jeden z 200 rysunków, po czym koncentrował na nim swoje myśli. W tym samym czasie siedmiu śmiałków na Ziemi odbierało przekaz i zaznaczało go na odpowiedniej planszy. W ten sposób przeprowadzono cztery seanse, podczas których urządzenie wyświetliło po 25 obrazów. Jeden z uczestników kompletnie zawiódł, dwóch prawidłowo wskazało 20 proc. rysunków, dwóch – 40 proc., a jeden 67 proc. Najlepszy, Gruzin Awtandił Łomsadze uzyskał aż 84-procentową skuteczność, a na dodatek ułożył obrazki we właściwej kolejności i zauważył, że jeden z nich został wyświetlony przez maszynę dwukrotnie.

Inny mieszkaniec ówczesnego ZSRR, Tofik Hasanowicz Dadaszew, na I Międzynarodowej Konferencji Psychotronicznej w Pradze udowodnił, że dla telepatów nie istnieją ograniczenia językowe. Nie znając angielskiego, wykonał poprawnie wszystkie myślowe (!) polecenia anglojęzycznych nadawców, którzy z kolei nie znali rosyjskiego.

Tajna broń: gospodyni domowa

Sowieci dość szybko wpadli na pomysł, by niezwykłe umiejętności swoich telepatów wykorzystać w praktyce. Na własnej skórze odczuł to czeski szachista, Luděk Pachman. Podczas meczu z arcymistrzem ZSRR Igorem Bondarewskim cały czas utrzymywał przewagę. Nagle nieoczekiwanie załamał się, zaczął popełniać proste błędy i przegrał z kretesem. Po latach w radzieckim magazynie „Technika i Nauka” przeczytał, że jego rywalowi pomagał żydowski jasnowidz i telepata Wolf Messing, który technikami psychomanipulacji próbował na odległość wywołać u niego zmęczenie i odebrać wolę walki. Jak się okazało, skutecznie.

W 1970 r. świat obiegła informacja, że Rosjanie pracują nad wykorzystywaniem telepatów nie tylko do mieszania w głowach wrogom rewolucji, ale też do ich eliminowania. Na Amerykanów padł blady strach na wieść o Ninie Kułaginie. Prosta gospodyni domowa zasłynęła jako medium i telepatka. Na odległość potrafiła myślą zatrzymywać serca żab, a wyzwoloną z rąk energią elektryczną zabijać króliki. Za oceanem szybko zabrali się za organizowanie oddziału ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach, by po kilku latach ogłosić, że amerykańscy telepaci potrafią nie tylko namierzyć radzieckie okręty podwodne, ukryte pod lodem Arktyki, ale też telepatycznie zepsuć ich atomowe napędy. Tak zimna wojna wkroczyła na poziom PSI.

 

Spojrzenie w przyszłośćW latach 60. i 70. ZSRR i USA wydawały miliony dolarów na badania, których wyniki do dzisiaj przytacza się jako naukowe dowody na istnienie telepatii. Przeprowadzono szereg testów z użyciem superczułych urządzeń pomiarowych. Na początek potwierdzono nienaukowe spostrzeżenia francuskiego chemika René Warcolliera. Na początku XX w. postanowił on udowodnić, że drogą mentalną można przesłać konkretne informacje. Jego testy były banalnie proste. Koncentrował się na wybranym rysunku i próbował go przekazać mentalnie jednemu lub kilku odbiorcom. Francuz zauważył wówczas, że informacje napływają do adresatów etapami. Najpierw odbierają oni elementy dynamiczne, a na końcu statyczne. Początkowo obraz jest zdeformowany, ale ponowienie przekazu usuwa zakłócenia i pozwala go zidentyfikować.50 lat później w laboratoriach USA i ZSRR postanowiono sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. W moskiewskiej Sekcji Bioinformacji Towarzystwa Radioelektroniki i Komunikacji fizyczną naturę przekazów mentalnych wziął pod lupę prof. Giennadij Siergiejew. W badaniach uczestniczyli słynący ze swoich umiejętności Jurij Kamieński i Karol Nikołajew. Podczas doświadczeń z przekazywaniem na odległość obrazu przedmiotów znajdujących się w kasie pancernej zauważyli, że bardzo często jeden z nich prawidłowo zapisywał nie tylko to co znajdowało się w sejfie, ale też i to co miało w nim zostać zamknięte za chwilę. Okazało się, że telepatia ma wiele wspólnego z jasnowidzeniem.Myśli mogą zabićAmerykanie, dr Russell Targ i dr Harold Puthoff z Instytutu Stanforda w Kalifornii, badali elektryczną aktywność mózgu podczas podobnych seansów. Odnotowali, że za telepatię odpowiadają inne ośrodki niż za mowę, ale mniej więcej te same, co za przewidywanie przyszłości i empatię (kora przedczołowa przyśrodkowa, styk skroniowo-ciemieniowy, bruzda skroniowa górna i biegun płata skroniowego). Potwierdzono w ten sposób wykonane kilkanaście lat wcześniej wyniki pionierskich eksperymentów neurofizjologa Stefana Figara z Czechosłowackiej Akademii Nauk oraz nieco późniejsze Erika Douglasa Deana z Wyższej Szkoły Technicznej w Newark.

Czeski uczony zauważył, że jeśli intensywnie myślimy o kimś, to u osoby tej zmienia się ciśnienie krwi. Amerykanin zaś – że jeśli nasze myśli niosą ze sobą ładunek emocjonalny, to wahania ciśnienia są większe. A rosną jeszcze bardziej, jeśli są negatywne. Gdy o tym odkryciu usłyszeli Rosjanie, natychmiast postanowili sprawdzić, jak to działa w praktyce. Do pracy znów przystąpiło trio z moskiewskiego laboratorium: prof. Giennadij Siergiejew, Jurij Kamieński, Karol Nikołajew. Po kilku dniach eksperyment przerwano, bo lekarze po obejrzeniu wyników EEG tego ostatniego zaczęli się obawiać o jego życie. Okazało się, że Kamieński tylko wyobrażał sobie, że dusi Nikołajewa, a ten nie mógł złapać tchu. Oto w jaki sposób radziecka nauka udowodniła, że człowiek może rzucać uroki.

Wrażliwa paprotka

W 1966 roku Amerykanin Cleve Backster z CIA, specjalista ds. przesłuchań, wziął w obroty kwiatki stojące na parapecie. Eksperyment z wrzucaniem żywych krewetek do wrzątku i sprawdzaniem, co na ten temat myślą paprotki, przyniósł nieoczekiwane efekty. Elektroencefalograf wykazał, że w momencie wrzucenia skorupiaka do wrzątku rośliny reagowały zakłóceniem przewodnictwa elektrycznego. Roślina zachowywała się tak, jakby reagowała na krzyk umierającego stworzenia! Co w tym badaniu takiego niezwykłego? Przecież już wcześniej podejrzewano, że zwierzęta komunikują się pozawerbalnie. Tym razem za pomocą specjalistycznej aparatury udowodniono, że jest możliwe porozumienie ponad gatunkami!

Radzieccy badacze nie mogli pozostać obojętni na takie rewelacje i ogłosili, że każda żywa istota może nawiązać porozumienie z inną. A wynika to stąd, że wszystkie obiekty w naszej rzeczywistości to oddzielne jednostki, ale połączone w jeden wielopoziomowy globalny system. Czerpiąc z niego informacje, żywe organizmy „wiedzą”, jaką formę mają przybrać, by stać się stokrotką albo niedźwiedziem, a bociany – w którą stronę się kierować, by dolecieć do Afryki. Na tej podstawie Brytyjczyk dr Rupert Sheldrake rozwija teorię tworzących ten niezwykły system pól morficznych. – Zainteresowały mnie niezwykłe zdolności zwierząt, takie jak telepatia kotów i psów, wyczuwających powrót swoich właścicieli, umiejętności nawigacyjne gołębi czy zdolności organizacyjne termitów. To fascynujące zjawiska, ale lekceważone przez naukę. Uznałem, że najwyższy czas je porządnie zbadać – tłumaczy.

W opinii Sheldrake’a pola morficzne tłumaczą każde zjawisko paranormalne z telepatią i jasnowidzeniem na czele. Na dodatek uważają, że jest ono przyrodzone każdej istocie i każdemu człowiekowi. – To tak, jak z grą na instrumencie – tłumaczy dr Elias Porbst, amerykański biolog i zwolennik teorii pól morficznych. – Wydobyć dźwięk ze skrzypiec potrafi nawet dziecko, które nigdy nie widziało, jak się gra na takim instrumencie, ale Paganini trafia się jeden na milion – mówi. – Dziś okazuje się, że każdy z nas może być telepatą i jasnowidzem. Ale żeby w Europie odczytywać myśli wysyłane z Nowego Jorku, trzeba być wirtuozem…

★ Bliźnięta wiedzą lepiej
W 1961 r. Robert Sommer, Humphry Osmond oraz Lucille Pancyr przeprowadzili wywiady z 14 parami bliźniąt, aby określić, jak często doświadczają telepatii. Część przyznała, że zdarza im się jednocześnie myśleć o tym samym, że potrafią na odległość określić emocje swojego rodzeństwa, oraz opisać miejsce, gdzie aktualnie znajduje się ich bliźniak. I to nawet jeśli wcześniej tam nie byli. Najczęściej zjawisko telepatii występuje, gdy jedno z silnie związanych ze sobą emocjonalnie bliźniąt ulega wypadkowi. Na tę okazję ukuto termin „telepatia kryzysowa”. Jej przykładem może być przypadek Marthy Burke, która pewnego razu poczuła ból w klatce piersiowej i brzuchu. Kilka godzin później dowiedziała się, że jej siostra bliźniaczka zginęła w katastrofie lotniczej.

/autor:Igor Lagenda

źródło:magazyn Wróżka/

 

NOWY ZMYSŁ?

 

Niektórzy twierdzą, że porozumiewają się bez udziału znanych nam zmysłów. Gdyby udało się udowodnić, że telepatia istnieje, byłby to największy przełom w komunikacji

 

Badania nad telepatią prowadzą na całym świecie zarówno setki naukowców, jak i osób zajmujących się parapsychologią. Wyścig trwa, tym bardziej że na zwycięzcę czeka sowita nagroda. Fundacja Jamesa Randiego, słynnego amerykańskiego iluzjonisty i sceptyka badającego zjawiska nadprzyrodzone, zaoferowała milion dolarów każdemu, kto udowodni, że istnieją zjawiska paranormalne, w tym telepatia. Próba ma być przeprowadzona w laboratoryjnych warunkach.

ROZMOWY Z KAMIENIAMI

Telepatia wydaje się czymś oczywistym dla przedstawicieli kultur, które jeszcze nie do końca dały się przytłoczyć cywilizacji. Kahuni, czyli hawajscy szamani, za pomocą myśli kontaktują się ze swoimi zmarłymi. Przechadzkę na cmentarz traktują jak wizytę u krewnego, z którym trzeba od czasu do czasu pogadać. W ten sposób proszą o radę albo zwierzają się ze swoich problemów.

Australijscy aborygeni twierdzą, że porozumiewają się bez użycia słów nie tylko ze sobą, ale również z drzewami i kamieniami. Marlo Morgan, amerykańska psycholog, która przez kilka lat pracowała w Australii, wraz z plemieniem aborygenów udała się w pieszą podróż w poprzek kontynentu. Podczas wędrówki prowadzący grupę nagle zatrzymał się. Chwilę stał w ciszy z wyciągniętymi dłońmi. Po kilku minutach oświadczył, że myśliwy, którego wysłał po jedzenie, jest o kilka godzin przed grupą i upolował kangura. Nie ma jednak siły nieść zwierzaka z ciężkim ogonem, pyta więc, czy może ten ogon obciąć. Plemię się zgodziło, a po kilku godzinach – ku zdumieniu dr Morgan – łowca przyniósł zwierzę, oczywiście bez ogona. Dla aborygenów nie było w tym nic niezwykłego. To dla nich całkowicie naturalny sposób porozumiewania się. Przed polowaniem aborygeni zwracali się do zwierząt, przepraszając, że je zabiją. Ofiary – jakby słyszały te głosy – widząc myśliwych, nie uciekały i spokojnie im się poddawały.

Wzmianki o percepcji pozazmysłowej pojawiają się zresztą już w Biblii, wtedy jednak przypisywane były ingerencji istot wyższych. Teraz wiele osób uważa, że porozumiewania pozazmysłowego można się nauczyć. Potrzebny jest spokój i skupienie, by wejść w stan, który pozwala na synchronizację półkul mózgowych i lepsze wykorzystanie sił umysłu.

CO JEST W KOPERCIE?

Lech Emfazy Stefański, legendarny polski psychotronik, nanosi na kartkę kontury jakiegoś przedmiotu i wkłada rysunek do koperty. Zamyka ją i kładzie na wysokiej szafie.

„Teraz każdy z was weźmie do ręki coś do pisania i bez namysłu narysuje to, co znajduje się w kopercie” – wydaje polecenie grupie. Uczestnicy spotkania szybko bazgrzą w zeszytach. Po kilku minutach Stefański otwiera kopertę i pokazuje rysunek czegoś w kształcie butelki, na której końcu znajduje się słońce. Kształty są proste, niemal dziecinne. „Komu się udało?” – pyta. Dziewczyna z końca sali podnosi swój szkic. Jest niemal identyczny jak ten schowany w kopercie. Rysunki innych osób nie są tak dokładne, jednak podobne do „oryginału”. Tak wyglądają codzienne lekcje w krakowskim Policealnym Studium Psychotroniki im. Juliana Ochorowicza. Wśród wykładanych tu przedmiotów znajduje się m.in. postrzeganie pozazmysłowe.

„Zadziwiające, jak wielu osobom udaje się odtworzyć rysunek, którego nigdy nie widzieli” – mówi Ryszard Gąsierkiewicz, dyrektor Studium, który wraz z żoną Agnieszką, psychologiem, bada zjawiska paranormalne. „Prowadzimy też zajęcia, podczas których jeden z uczestników podaje drugiemu dane dotyczące kogoś, kogo zna”. Imię, nazwisko, adres oraz data urodzenia. Mniej więcej w siedmiu przypadkach na dziesięć osoba, której przekazano te informacje, jest w stanie opisać obcy jej przecież „obiekt”, jego wygląd, cechy, choroby. Dokładnie opowiada o człowieku, którego nigdy nie widziała! Oznaczać to może, że każdy z nas ma możliwości takiego niewerbalnego przekazu. Uważa się jednak, że ci, którzy mają nieco mniejszy talent, potrzebują do takiej formy komunikacji drugiej – żywej, skupionej na konkretnej myśli – osoby. Pozostali, a jest ich bardzo niewielu, są w stanie skomunikować się z przedmiotem i, tak jak na zajęciach z Lechem Emfazym Stefańskim, „odczytać” rysunek zamknięty w kopercie.

CZYTANIE BEZ PATRZENIA

Zjawisko zdalnego przekazywania wyobrażeń wzrokowych, wrażeń zmysłowych i innych treści bez pomocy fizycznych zmysłów nazwał i opisał w 1882 roku angielski badacz Frederik William Myers. W 1927 roku Joseph Banks Rhine z Duke University przeprowadził jeden z pierwszych poważnych eksperymentów dotyczących telepatii. Jego kolega Karl Zener zaprojektował karty, które składały się z 25 talii. Każda miała jedną z pięciu figur na górze: gwiazdy, krzyż, kwadrat, okrąg lub trzy faliste linie. Osoba tasująca wybierała którąś z nich i myślała o niej intensywnie. Wysyłała w ten sposób znajdujący się na niej kształt badanym, których zadaniem było odgadnięcie, jaka figura znajduje się na górze. Podczas eksperymentów kilkuset „odbiorców” nie przekroczyło tzw. progu szansy, liczbę dobrych wskazań można było przypisać jedynie przypadkowi. Myers miał jednak jednego wyjątkowo zdolnego studenta Adama Linzmayera. Po półrocznych ćwiczeniach Linzmayer potrafił w sześciu na dziesięć przypadków prawidłowo wskazać kształty na kartach. Prawdopodobieństwo takiego sukcesu równa się jednemu do miliona. Pojawiło się światełko w tunelu. Zaczęła się era telepatycznych eksperymentów.

Mistrzem w tej dziedzinie stał się ekstrawagancki iluzjonista Uri Geller. Choć uważany przez wielu kolegów za hochsztaplera, Geller regularnie pokazuje, że potrafi odbierać sygnały przekazywane bez użycia słów. W czasie pierwszego eksperymentu badający go naukowiec myślał o trzech cyfrach, które telepata bezbłędnie rozpoznał. Później prowadzący doświadczenie oddalił się na odległość 5 tys. km od Gellera i skoncentrował się nad 15 rysunkami. Telepata był w stanie określić, co znajduje się na siedmiu z nich, czterech nie rozpoznał, cztery opisał w przybliżeniu (np. drzewo określił jako krzaczek).

Najbardziej interesujący okazał się jednak eksperyment, podczas którego to Uri „nadawał” sygnał. W czasie seansu zorganizowanego w Waszyngtonie przez redakcję tygodnika „National Enquirer” Geller w ostatniej chwili został powiadomiony, że ma się udać pod pomnik Waszyngtona. O konkretnej godzinie skupił się na tym, co widzi. Spośród czytelników, którzy usiłowali odczytać przekaz, prawie 10 procent zrobiło to poprawnie. Daje to nadzieję, że może istnieć zbiorowy przekaz telepatyczny i być może w jakiś sposób da się go kontrolować.

KOSMICZNY KONTAKT

Badaczy telepatii najbardziej nurtuje pytanie, jaką drogą przemieszcza się myśl. Powojenne badania prof. Stefana Manczarskiego, twórcy odbiorników radiowych, wykazały, że jednym z nośników informacji może być promieniowanie elektromagnetyczne mózgu i całego ciała nadawcy, odbierane również całym ciałem, a właściwie całym biopolem przez odbiorcę. Termin „biopole” w tym wypadku oznacza twór energetyczny o nieznanym do końca charakterze, otaczający i przenikający ciało fizyczne, twór, który można badać za pomocą przyrządów.

Jednak kiedy prof. Leonid Wasiliew z Uniwersytetu Leningradzkiego umieścił „odbiorcę” w nieprzenikliwej dla fal elektromagnetycznych klatce Faradaya, potrafił on, mimo zabezpieczeń, odebrać i przekazać informacje za pomocą myśli. Udały się również telepatyczne próby komunikacji w czasie lotu księżycowego Apollo-14 w 1971 roku, co może oznaczać, że dla myśli nie istnieją żadne bariery. „Przenoszenie informacji w wielu takich wypadkach ma charakter paranormalny, nie biorą w nim udziału żadne znane narządy zmysłów, a nośnik informacji jest także nieznany” – mówi Ryszard Gąsierkiewicz. Więc co nim jest? Rupert Sheldrake, angielski biolog, twórca teorii wypełniającego przestrzeń pola morfogenetycznego o bliżej niesprecyzowanej naturze fizycznej, uważa, że pole takie pełni funkcję czynnika genetycznego, przez co może wywierać silny wpływ na interakcje organizmów żywych.

Sheldrake uważa, że każdy organizm posiadł zdolność do przekazywania pamięci o często powtarzających się zdarzeniach poprzez zapisywanie ich w polu morfogenetycznym. Zdaniem biologa, organizmy żywe mogą przekazywać te informacje potomkom oraz innym organizmom poprzez aktywny kontakt z ich polami. Oznaczałoby to, że może również istnieć kontakt telepatyczny, dla którego barierą nie jest nawet czas, że można się skontaktować z myślą sprzed wieków (jasnowidząca Irina Asnakowa z Litwy twierdzi, że jest w stanie nawiązać kontakt z carycą Katarzyną lub Szekspirem).

KONTAKT Z RODZINĄ

Sam Rupert Sheldrake od kilku lat koncentruje się na badaniu tzw. telepatii telefonicznej i mailowej. Chce zgłębić mechanizm przeczuć, jakie mamy, gdy ktoś do nas dzwoni lub gdy otwieramy e-mail. Zebrał więc wolontariuszy, którzy podali badaczom imiona i telefony znanych im osób. Naukowcy skontaktowali się z nimi i poprosili, żeby dzwoniły do uczestników eksperymentu. 45% ankietowanych odgadło, kto jest po drugiej stronie słuchawki. Jeszcze lepsze efekty dał ten sam eksperyment przeprowadzony z pomocą pięciu sióstr Nolan ze słynnego niegdyś zespołu Nolan Sisters.

Potwierdza to opinie wielu badaczy telepatii, że najlepsze efekty osiąga się, gdy kontaktujące się ze sobą osoby są związane emocjonalnie. Tym też tłumaczy się fenomen bliźniąt, które nawet nie widząc się latami, często w identyczny sposób postępują. Ashley i Mary-Kate Olsen, znane filmowe bliźniaczki, przyznają, że łączy je silna więź telepatyczna. Obie czują, co dzieje się z drugą, i potrafią zrozumieć się bez słów. Peter Tallma, bliźniak z Melbourne, opowiada, jak to w szkole pomagał na odległość bratu w rozwiązywaniu klasówek. Po prostu wystarczyło, że skupił się na odbieraniu pytań i wysyłaniu odpowiedzi. Podobne do siebie jak dwie krople wody bliźniaczki z Wrocławia Anna i Barbara Markowskie twierdzą, że w jakiś tajemniczy dla siebie sposób „są na siebie skazane”.

„Kiedyś w nocy bardzo się przestraszyłam” – opowiada Anna Markowska. „Poczułam, że muszę zadzwonić do siostry. Okazało się, że do jej mieszkania ktoś chciał się włamać. Nie wiem, skąd to wiedziałam. Czasami odczuwam ból Basi, a ona mój. Najgorzej gdy któraś z nas musi iść do dentysty. Obie się go boimy, a czuć nie swój ząb to dopiero przekleństwo. W takich sytuacjach uspokajamy się w myślach. Nie wiem, jak to robimy, to się po prostu dzieje”.

Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze skonstruowali właśnie wirtualny świat do testowania zdolności telepatycznych. W eksperymencie bierze udział ponad 100 ochotników, wśród których jest wielu krewnych. Uczeni chcą sprawdzić, jaki wpływ na przekazywanie myśli ma bliskość emocjonalna. Eksperyment wydaje się prosty. Każdy z uczestników widzi przedmiot, który równocześnie pokazywany jest jego partnerowi, ale w otoczeniu dwóch innych przedmiotów. Druga osoba ma wskazać rzecz, o której myśli ta pierwsza. Dotąd nie ujawniono jeszcze wyników tego eksperymentu, choć wszyscy czekają na nie z niecierpliwością.

W SZPITALU I NA WOJNIE

Od niedawna amerykańcy neurolodzy prowadzą badania dotyczące możliwości komunikowana się z osobami, które – teoretycznie – nie są w stanie przekazywać żadnych sygnałów. Określani jako „ludzie rośliny” latami leżą w szpitalach. Telepatia byłaby szansą, żeby się z nimi porozumieć, ale też… by polepszyć ich nastrój, tak zbawienny w procesie leczenia.

Badania tego zjawiska rozpoczęto już 40 lat temu i trwają do dzisiaj. Ustalono, że na zapis wykresu fal mózgowych mają silny wpływ emocjonalne przekazy telepatyczne. Kiedy badani odbierają serie negatywnych emocji, pojawia się u nich zmęczenie, a nawet stany lękowe. Natomiast telepatyczne ładunki optymizmu przywracają w ciągu kilkudziesięciu sekund normalną aktywność fal mózgowych. Telepatyczne bombardowanie negatywnymi emocjami zmniejsza też u „ofiary” liczbę leukocytów. Taka forma przekazywania emocji może pokonać nawet barierę dwóch tysięcy kilometrów, na takie odległości prowadzono eksperymenty.

Trudno się dziwić, że telepatią interesują się rządy i armie. Taka forma wymiany komunikatów umożliwiłaby porozumiewanie się w skrajnych sytuacjach, na przykład gdy zostaną odcięte konwencjonalne środki komunikacji. Telepatia może być przecież idealną bronią w każdej wojnie, nie tylko jako środek komunikacji, ale także jako „zakłócacz” myśli przywódców bądź forma podstępnej sugestii, dzięki której całe armie mogłyby wpadać w apatię albo wprost przeciwnie, nabierać ochoty do walki. Przecieki z Pentagonu sugerują nawet, że zespół naukowców z Newark College of Engineering pracował nad systemem zabezpieczeń, które miałyby uchronić kolejnych prezydentów przed oddziaływaniem telepatycznym. „W jednym z wojskowych doświadczeń królicę zaopatrzono w elektrody EEG, a jej potomstwo umieszczono na łodzi podwodnej” – mówi Agnieszka Gąsierkiewicz, psycholog z Policealnego Studium im. Juliana Ochorowicza w Krakowie. „W ściśle oznaczonym czasie zabijano kolejno małe króliki. W laboratorium zauważono, że choć zachowanie matki nie wykazywało objawów paniki, w zapisie elektroencefalograficznym za każdym razem, gdy jej potomstwo uśmiercano, następowała wyraźna zmiana. Również rośliny odbierają telepatyczne sygnały”.

Usiłuje to udowodnić Cleve Backster, były szef ośrodka szkoleniowego nowojorskiej policji, który zajmował się konstruowaniem urządzeń rejestrujących odruchy psychogalwaniczne (tj. wykrywaczy kłamstw). Backster podłączył do rośliny rejestrator, a następnie jeden z jej liści zanurzył w gorącej cieczy. Reakcja nie nastąpiła, więc po chwili postanowił wzmocnić bodziec. Sięgnął po zapałki, by spalić jeden z liści i wtedy czujniki odnotowały nagłą zmianę przewodnictwa elektrycznego w roślinie, choć zapałka nawet nie została zapalona! Tak jakby roślina, zaszokowana i sparaliżowana pierwszym atakiem, nauczyła się traktować Backstera jako zagrożenie. A potem zareagowała na samą jego intencję!

Najnowsze badania nad telepatią wkroczyły już na kontrowersyjny grunt. John Dylan Haynes z niemieckiego instytutu Maksa Plancka wraz z kolegami z Oksfordu i University College w Londynie opracowali system, który analizuje aktywność mózgu tak, by poznać intencje badanej osoby, zanim ta wprowadzi je w czyn. W bardziej zaawansowanej formie system będzie mógł czytać złożone myśli albo nawet wychwytywać je, zanim się pojawią.

ODGADNĄĆ INTUICJE

Część badań polega na skanowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego mózgów ochotników w chwili, gdy mają podjąć decyzję: dodać czy odjąć liczby, które widzą na ekranie. Następnie eksperymentatorzy za pomocą oprogramowania wychwytują subtelne różnice w aktywności mózgu. W doświadczeniach dało to 70-procentową dokładność w przewidywaniu zamiarów badanego. W trakcie podejmowania decyzji zmieniała się aktywność przyśrodkowej kory przedczołowej.

Choć parapsycholodzy twierdzą, że to zjawisko powszechne, telepatia wciąż pozostaje wyzwaniem dla nauki. „Do badania zjawisk parapsychicznych należy używać narzędzi parapsychicznych, nie uznają ich jednak naukowcy akademiccy” – mówi dr Michał Urbański z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej. „Nośnikiem dla przekazów telepatycznych mogą być pola, których jeszcze nie znamy. Przecież kiedyś nic nie wiedziano o polach elektromagnetycznych, a one jednak istnieją i istniały zawsze. Nawet na co dzień obserwowano efekty elektromagnetyczne bez właściwego ich zrozumienia”.

/autor:Joanna

źródło:focus.pl/

NIEZWYKŁE UMIEJĘTNOŚCI NASZYCH UMYSŁÓW

Zdarza się, że zalążki pewnych umiejętności parapsychologicznych posiada wiele osób, ale nie u wszystkich zachodzą okoliczności, dzięki którym człowiek mógłby zacząć się nimi posługiwać. Do najczęstszych zdolności nadprzyrodzonych należą: prekognicja (umiejętność przewidywania przyszłości), telepatia (rozpoznawanie myśli innych ludzi), psychokineza (zdolność do poruszania przedmiotami na odległość) i jasnowidzenie.

Niezwykłe właściwości naszych umysłów

Zdolności parapsychologiczne, zwane też czynnikiem PSI lub ESP mogą nagle obudzić się w każdym z nas. Często bowiem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że takie umiejętności posiadamy i dopiero w wyniku jakiejś zaskakującej sytuacji uświadamiamy sobie ich istnienie. Nie u każdego takie predyspozycje są widoczne od razu. Zdarza się, że zalążki pewnych umiejętności parapsychologicznych posiada wiele osób, ale nie u wszystkich zachodzą okoliczności, dzięki którym człowiek mógłby zacząć się nimi posługiwać. Do najczęstszych zdolności nadprzyrodzonych należą: prekognicja (umiejętność przewidywania przyszłości), telepatia (rozpoznawanie myśli innych ludzi), psychokineza (zdolność do poruszania przedmiotami na odległość) i jasnowidzenie.Aby zdolności te ujawniły się w pełni, konieczne jest posiadanie odpowiednich cech osobowości, zainteresowań, nastawienia i emocji. Listę takich przymiotów ustalono na podstawie wielu badań nad osobami uzdolnionymi parapsychicznie. Nawet najbardziej znane osoby posiadające czynnik PSI nie od razu zorientowały się, że posiadają niecodzienne umiejętności. Ludzie tacy często latami żyją swoim zwyczajnym życiem, w przekonaniu, że ich umiejętności są równie pospolite jak spostrzeganie kolorów czy słyszenie dźwięków. Dopiero pod wpływem jakiegoś szczególnego splotu okoliczności uświadamiają sobie, że są „inni”. W pierwszej chwili szukają informacji na temat tego typu zjawisk i osób, które się tym zajmują, potem przychodzi lekki strach i ogólna fascynacja nowymi możliwościami. Niejednokrotnie wypełniają parapsychologiczne testy, gdzie pytania podzielone są na cztery kategorie. Na ich podstawie mierzone są cechy osobowości, zainteresowania, emocje i wyobraźnia.

Człowiek, który odkrył, że posiada zdolności parapsychiczne powinien wiedzieć, że potencjał postrzegania pozazmysłowego wymaga pilnego treningu. W tym celu może zapisać się na kurs albo kupić jeden z wielu podręczników poświęconych tej tematyce. Jednakże doświadczeni parapsycholodzy polecają w początkowym stadium próbę ogólnego uspokojenia i wyciszenia umysłu. Dopiero po tej fazie można podejmować próby dążąc do doskonałości. Można też próbować rozwijać te umiejętności na własną rękę, ale trzeba być niezwykle cierpliwym, bo w przeciwieństwie do sportu czy muzyki rozwój zdolności parapsychicznych ze względu na ich ulotną naturę może być trudny do zmierzenia.

Wiele osób bardzo sceptycznie podchodzi do wszelkiego rodzaju zjawisk niepotwierdzonych przez konwencjonalną naukę. Wynika to zapewne z obawy przed nieznanym, ale także z ogólnego sceptycyzmu co do rzeczy niezrozumiałych, niemożliwych do wpisania w przyjęte kanony myślenia. Przecież niepodważalnym faktem jest umiejętność odnajdywania przez jasnowidzów zaginionych ciał ofiar morderstw i ich współpraca z policją kryminalną. Nikt nie umie wyjaśnić fenomenu takich osób, zdarzają się próby dyskredytowania oczywistych efektów ich pracy, ale nie da się zaprzeczyć, że policja nie jest w stanie sama rozwiązać części spraw i musi posiłkować się parapsychologią.

/źródło:onet.pl/

BLIŹNIACZA TELEPATIA

Powszechnie wierzenia mówią, że bliźnięta łączy coś znacznie głębszego aniżeli kwestia podobieństwa. W historii wielu z nich przewija się motyw bezsłownej spontanicznej komunikacji, którą określono mianem „bliźniaczej telepatii”. Temat ten zaintrygował wielu uczonych, którzy postanowili przyjrzeć mu się bliżej, bowiem relacje wielu z par bliźniąt potwierdzały niezwykłe możliwości mogące kryć się w ludzkim umyśle. Czy w przypadku bliźniąt jednojajowych prawdą jest stwierdzenie, że jedna „dusza” rozdzieliła się między dwa ciała?

Tak zwana mainstreamowa nauka opiera się w tak znacznym stopniu na teoriach, że opiera się jedynie na danych uzyskiwanych podczas eksperymentów stworzonych po to, aby rozwijać te hipotezy, podczas gdy naukowe rewolucje zdarzają się tylko wtedy, kiedy sprawa opiera się jedynie na danych i dotyczy anomalnego zjawiska, którego istnienie wskazuje na potrzebę stworzenia nowej teorii. Zjawiska takie jak telepatia były odrzucane lub ignorowane przez naukę, bowiem nie pasują do współczesnego modelu ludzkiego mózgu i świadomości. W modelu tym nie przewidziano, abyśmy mogli otrzymywać myśli czy odczucia kogoś, kto znajduje się daleko od nas, bowiem nasza świadomość ogranicza się do mózgu, który otrzymuje informacje jedynie od własnych organów sensorycznych w ciele człowieka. Również z tego powodu, że jesteśmy istotami racjonalnymi, podchodzimy często sceptycznie do czegoś, czego istnienia dowieść nie sposób.

Niektórzy z naukowców są jednak zaintrygowani zjawiskami psi – technicznym terminem określającym zdolności nadprzyrodzone, jednakże z drugiej strony towarzyszy im obawa przed tym, że badanie ich oznaczać może utratę naukowej wiarygodności. Pierwszym powodem, dla którego środowisko naukowe zaprzecza istnieniu zjawisk niezwykłych jest fakt, że potwierdzenie ich prawdziwości mogłoby wywołać rewolucję podobną do tej, jaką w astronomii sprawił Kopernik. Jak dobrze wiemy, naukowe rewolucje to sprawa dosyć trudna. Solidne dowody na istnienie zjawisk nadprzyrodzonych są zatem niezwykle ważne, gdyż mają potencjał, aby stać się katalizatorem zmian, które wpłyną w znaczny sposób na nasze pojmowanie świadomości.

BLIŹNIĘTA I PODWÓJNA ŚWIADOMOŚĆ

Jedne z najbardziej przekonywujących dowodów na istnienie telepatii pochodzą z badań dotyczących identycznych bliźniąt. Ponad wiek temu, znany brytyjski badacz, Francis Galton, opublikował artykuł, w którym pisze, że bliźnięta w swoim towarzystwie często „wygłaszają te same uwagi przy tej samej okazji” albo też „nucą w jednym momencie tę samą piosenkę”. Zgodnie z opinią Guya Playfaira, autora książki „Twin Telepathy” („Telepatia u bliźniąt”), co najmniej 30% populacji bliźniąt doświadczyła w swym życiu zjawiska telepatii.

Jedne z najwcześniejszych badań na tym polu przeprowadził prof. Horatio Newman z University of Chicago. Po części oparł się on na doświadczeniach z własnym bratem bliźniakiem i w 1942 roku opublikował książkę pt. „Twins and Super-Twins” („Bliźnięta i Super-bliżnięta”). Rozdział dotyczący telepatii mówi, że bliźnięta jednojajowe mogą niekiedy porozumiewać się ze sobą bez użycia komunikacji werbalnej. W 1961 roku Rober Sommer, Humphry Osmond oraz Lucille Pancyr przeprowadzili wywiady z 14 parami bliźniąt, aby określić jak często zdarza się im doświadczać telepatii. Część z nich wierzyła w prawdziwość zjawiska przyznając m.in., że „myślimy o tym samym w tym samym czasie”, „możemy określać swoje emocje w danym momencie” czy „mogę opisać miejsce, w którym znajduje się drugie z nas, nawet jeśli wcześniej nie było ono przeze mnie widziane”.

Zjawisko telepatii pojawia się najczęściej między silnie związanymi ze sobą emocjonalnie bliźniętami w czasie kryzysów. Termin „telepatia kryzysowa” ukuty został po zarejestrowaniu kilku dramatycznych relacji, m.in. opowieści Marthy Burke, która pewnego dnia w 1977 roku poczuła ból w klatce piersiowej i brzuchu. Kilka godzin później dowiedziała się ona, że jej siostra bliźniaczka zginęła w katastrofie lotniczej po drugiej stronie kuli ziemskiej. Podobne zdarzenie miało miejsce dwa lata wcześniej, gdy na ciele Nity Hurst, kiedy ból w jej nodze stał się nieznośny, po lewej stronie ciała w spontaniczny sposób zaczęły pojawiać się siniaki. Potem Hurst dowiedziała się, że jej siostra bliźniaczka, Nettie Potter, zginęła w wypadku samochodowym, do którego doszło w tym samym momencie, gdy ta zaczęła odczuwać ból.

Mimo wielu opowieści wciąż istnieje brak dowodów natury laboratoryjnej. Jednym z powodów jest fakt, iż w zakresie tym przeprowadzono jedynie kilka badań. Kolejnym znamiennym czynnikiem było to, iż nie zastosowano w nich czynników wzmagających tzw. telepatię kryzysową, jak wzbudzanie lęku czy strachu u badanych. Inne zmienne, które łączono z występowaniem zjawiska telepatii to ekstrawersja oraz wiara w samą telepatię, jednakże zwykle osoby poddawane badaniom nie były pod tym względem kontrolowane. Trzeba również zwrócić uwagę na fakt, że badania przeprowadzane przez sceptyków dadzą mniej pozytywne rezultaty, bowiem nastawienie eksperymentatorów może znacznie wpłynąć na wynik.

BLIŹNIĘTA ROZDZIELONE

Naturalne laboratorium nazywane „życiem” często mówi nam znacznie więcej o tym, jak skonstruowany jest świat, aniżeli wyniki otrzymywane przez naukowców w warunkach kontrolowanych. Możemy zilustrować to na przykładzie badania rozpoczętego w 1979 roku przez naukowców z University of Minnesota, które dotyczyło rozdzielania bliźniąt. Wyniki były zaskakujące i część z nich omówiono w książce Nancy Regal pt. „Entwined Lives” („Splątane żywoty”). Przebadao w sumie 68 przypadków. Często bliźnięta, które spotkały się ponownie mówiły, że czuły tak, jak gdyby znały się całe życie. Komunikacja między nimi przebiegała bez zakłóceń i wyglądało to tak, jakby rzeczywiście od dawna miały ze sobą kontakt. Odkryto także zaskakujące zbieżności w wyglądzie oraz zachowaniu rozdzielonych bliźniąt, co oczywiście można wyjaśnić sprawą ich jednakowej genetyki. Jednakże badacze zaskoczeni byli najbardziej wieloma zbieżnymi życiowymi szczegółami, które wykraczały poza czysty zbieg okoliczności.

Dla przykładu, bliźniacy „Jim”, rozdzieleni zostali w wieku czterech tygodni, aby spotkać się znowu w wieku 39 lat. Oboje mieli na imię Jim, mieli żony o imieniu Linda, byli po rozwodzie a ich drugie żony nosiły imię Betty. Jeden z Jimów miał jednak i trzecią żonę. Co ciekawe, jako dzieci oboje mieli psy o imieniu „Toy” oraz posiadali synów o imieniu James. Jeden syn nosił imię James Allen a drugi James Allan. Co jeszcze ciekawsze, obaj Jimowie byli strażakami i szeryfami, obaj mieli problemy małżeńskie, obaj palili te same papierosy i pili to samo piwo. Mierzyli również po tyle samo wzrostu, zaś ich waga również była taka sama. Jedyna różnica wiązała się z uczesaniem. Obaj bracia mieli także takie same błękitne Chevrolety, którymi jeździli co roku na wakacje do Pass-a-Grille Beach na Florydzie. Ich wyraz twarzy, iloraz inteligencji, fale mózgowe oraz style pisma były niemalże identyczne. Dla ukoronowania tego przypadku wystarczy powiedzieć, że obaj zmarli tego samego dnia na tą samą chorobę.

Bridget Harrisom z Leicester oraz Dorothy Lowe z Burnley spotkały się w 1979 roku po 34 latach od rozdzielenia ich w dzieciństwie. Gdy do tego doszło okazało się, że obie panie mają na sobie po siedem pierścionków, dwie bransolety na jednej ręce oraz zegarek i bransoletę na drugiej. Syn jednej z nich miał na imię Richard Andrew, zaś drugiej Andrew Richard. Obie panie miały koty o tym samym imieniu, w tym samym czasie porzuciły lekcje gry na pianinie i od 1960 roku prowadziły dziennik. Co ciekawe, w dzienniku obu sióstr w tych samych dniach pojawiały się luki wynikające z przerwy w pisaniu.

Barbara Herbert odnalazła Daphne Goodship, swą zaginioną siostrę-bliźniaczkę, po 40 latach rozłąki. Obie wychowywały się na przedmieściach Londynu, zakończyły edukację w wieku 14 lat, zaś w wieku 15 miały wypadek związany z upadkiem ze schodów. Obie pracowały w miejscowej administracji, poznały swych partnerów w tym samym miejscu i miały taką samą liczbę dzieci. Zgadzały się także inne podobieństwa i preferencje obu pań. Podczas spotkania, które miało miejsce po kilkudziesięciu latach, ubrały się podobnie.

ZAPRZECZENIE WYJAŚNIENIOM

Jakie wyjaśnienie może pasować do tych niezwykłych zdarzeń? Czy to kwestia takiej samej genetyki u bliźniąt, ich podobnej budowy mózgu czy może obu tych rzeczy? Badania przeprowadzone w Minnesocie potwierdzają, że podobieństwa nie wynikały z tego, że bliźnięta spędzały ze sobą dużą ilość czasu. Jak wiele przypisać możemy zatem genetyce, a jak wiele wpływowi środowiska? Jak te dwa czynniki nawzajem na siebie wpływają?

Znam osobiście 15 par bliźniąt jednojajowych i kilka identycznych trojaczków. To właśnie to zmotywowało mnie do zastanowienia się, kim jesteśmy. Każde z bliźniąt czy trojaczków, które znam wychowywało się w otoczeniu swego identycznego brata lub siostry w społeczeństwie, które wysoko ceni sobie indywidualność. Szczególne znaczenie ma to w stosunku do rodzeństwa wychowującego się pod jednym dachem, gdzie zachodzi potrzeba rozróżnienia. W przypadku, gdy rodzeństwo wychowuje się w różnych domach (a czasem nawet i kulturach), pojawia się zupełnie inna sytuacja. Gdy zatem bliźnięta są od siebie oddzielone, mają możliwość wolnej ekspresji nie obciążonej obecnością brata/siostry. Ale to jeszcze nie wszystko.

Badacze uważają, że geny, wpływy środowiskowe oraz wzajemne relacje między obiema tymi czynnikami kształtują to, kim jesteśmy. Z racji tego, że bliźnięta poddane badaniom w Minnesocie posiadały te same geny, ale wychowały się w zupełnie różnych środowiskach, naukowcy ich przykładem uzasadnili teorię o pierwszoplanowej roli genów w określaniu tego, kim się stajemy. Jednakże problem tkwi w tym, że ludzki genom nie jest do końca złożony. Human Genome Project przewidywało, że ludzie mogą posiadać ponad 100.000 genów. Naukowcy byli zaskoczeni, kiedy okazało się, że liczba ta spadła do około 35.000. Biorąc po uwagę fakt, że gorczyca składa się z ok. 25.000 genów zauważamy, że złożoność form życia nie jest wprostproporcjonalna do liczby genów.

Podobnie wiele zróżnicowanych form życia dzieli te same geny, jednakże różnica genowa między dwoma dalej spokrewnionymi gatunkami jest oczywiście znacznie większa. Bananowiec i człowiek mają mniej więcej 43% wspólnych genów, podczas gdy człowiek i szympans już 98.5%. Szacunki mówią, że tylko ok. 3 milionów par nukleotydów (podstawowych składników DNA) różni nas od jakiejkolwiek innej osoby na całej planecie. „Tylko” przy liczbie 3 miliony wydaje się być nie do końca odpowiednie, jednakże ludzki genom zawiera ok. 3 miliardów par nukleotydów. Zatem DNA, które sprawia, że różnimy się od reszty to nie więcej niż jedna tysięczna całości, choć zdaje się, że możliwości natury są nieograniczone. Kompleksowych podobieństw między rozdzielonymi bliźniętami nie można po prostu przypisywać naukowemu modelowi genetycznemu.

Nie oznacza to, że geny nie odpowiadają za żadne z podobieństw, takich jak podobne gusta, zainteresowania, kariera, wygląda czy iloraz inteligencji. Są jednak pewne elementy, o których genetycznym podłożu trudno rozmawiać. Jeśli bowiem tak by było, nie bylibyśmy niczym więcej jak biologicznymi maszynami. Jeśli to fakt, to bliźnięta jednojajowe byłyby wyższym ich stopniem.

Czy odpowiedzią mogą być chromosomy? 98% zawartości naszych chromosomów to nie geny, a coś co nazywa się „junk DNA” – śmieciami. Uznaje się je za odpady, gdyż choć składa się z tych samych podstaw DNA, co geny, nie znajduje bezpośredniego przełożenia na tworzenie białek, Mutacje wewnątrz odpadkowego niekodującego DNA zdarzają się bardzo często, ale nie mają jawnych konsekwencji albo też są eliminowane przez naturalną selekcję. W ten sposób odpadkowe DNA uważane jest za wypełniacz lub ramę dla „ważnego” DNA. Zorientowano się również, że ludzki genom jest zbyt mały, aby wyjaśnić kompleksowość ludzi, zaś w poszukiwaniu odpowiedzi naukowcy zwrócili się w stronę DNA. W jaki sposób „junk DNA” może przyczynić się do naszego gatunkowego zróżnicowania nie jest kwestią jasną, ale musi wymagać mechanizmu odmiennego od produkcji białek.

Niektórzy badacze sugerują, że zjawisko telepatii wśród bliźniąt można wyjaśnić poprzez analizę tego, co reguluje geny albo też sprawia, że aktywują się i dezaktywują. Dzieje się to zwykle za pośrednictwem procesu zwanego metylacją, która polega na dodawaniu niewielkich opartych na węglu molekuł do podstawy DNA. Czynniki środowiskowe mogą wywołać metylację genów w każdym momencie życia, w tym w czasie krytycznych stadiów rozwoju w łonie matki. Podobieństwa między bliźniętami, które po urodzeniu rozdzielono nie wynikają jasno ze środowiska, w którym się wychowywały, jednakże podobne warunki mogły ukształtować je w czasie ciąży. Mimo tego, czas spędzony w łonie matki jest jedynie krótkim etapem naszego życia. Jednakże kwestia genów niekoniecznie wyjaśnić może szereg niezwykłych podobieństw, bowiem człowiek musiałby posiadać geny wpływające na jego preferencje w doborze imion czy też geny warunkujące zewnętrzne wydarzenia w których bierzemy udział a także inne sprawy leżące poza granicą czystego przypadku.

Wyjaśnieniem bliźniaczej telepatii nie może być również kwestia podobnej budowy i działania mózgów. Mózg jest plastyczny, to znaczy, że środowisko zewnętrzne w znaczny sposób go kształtuje. Jego połączenia ulegają stałym zmianom pod wpływem nauki a także innych bodźców. Ludzkie mózgi są tak zróżnicowane, że chirurdzy przed dokonaniem operacji sprawdzają poszczególne obszary u pacjentów, aby uniknąć dokonania przypadkowych szkód, często o krytycznym charakterze. W taki sposób wysoce zmienny system, na który znaczny wpływ wywiera środowisko czyni sprawę telepatii wśród bliźniąt znacznie bardziej zawiłą.

Richard Rose, profesor psychologii i genetyki z Indiana University zajął się badaniem osobowości ponad 7000 par bliźniąt. Uważa on, że środowisko (niezależnie od tego, czy jest dla rodzeństwa wspólne czy nie) odgrywa główną rolę w rozwoju ich osobowości, większą niż genetyka. Nasze geny tworzą jedynie potencjał do tego, kim możemy się stać. Dla przykładu, jeśli posiadamy gen alkoholizmu nie ujawni się on jeśli żyjemy w kulturze, która zabrania picia. Możemy posiadać również gen odpowiedzialny za łagodne usposobienie, jednakże traumatyczne doświadczenia mogą wzbudzić w nas stan lęku i niepokoju.

Rose przyjrzał się czynnikowi unikalnemu w przypadku bliźniąt, który wiąże się ze stopniem, w jaki sposób rodzeństwo jest do siebie podobne, a mianowicie okres, przez który bliźnięta były ze sobą połączone w łonie matki. Okres, w którym rozwijający się embrion dzieli się na dwoje identycznych bliźniąt zdaje się odgrywać kluczową rolę w kwestii ich późniejszego podobieństwa i życia. Jeśli do rozdziału dochodzi w czasie pierwszych 4 dni ciąży, każdy z bliźniaków posiada swe własne łożysko, błony płodowe etc. Jeśli do rozdziału dochodzi później, bliźnięta wciąż posiadają osobne błony, ale np. dzielą łożysko. W przypadku bliźniąt, u których rozdział ten nastąpił po 8 -12 dniach, dzielą już obydwa z narządów. Z kolei w przypadku, gdy do rozdziału dochodzi po ok. 12 dniach występuje zjawisko bliźniąt syjamskich, których ciała nie są w pełni rozdzielone. Rose odkrył, że im wcześniej dochodzi do rozdziału, tym mniej podobne są do siebie bliźnięta.

ILUZJA SEPARACJI

W dotychczasowych badaniach jednojajowe bliźnięta uważano za zbiór niezróżnicowanych komórek rozdzielonych w krańcowym biologicznym okresie. Zastanawia jednak to, czy telepatia, do której dochodzi u bliźniąt może być ilustracją w skali makro tego, co w mniejszej skali naukowcy zaobserwowali między elektronami.

W jaki sposób możliwe jest, że zgodnie z odkryciami fizyki, elektrony są od siebie odległe o lata świetlne, jednakże nie są rozdzielone? Teoria superstrun mówi, że istnieje co najmniej 6 wymiarów w przeciwieństwie do tego, czego bezpośrednio doświadczamy. Być może oddzielone od siebie elektrony dzielą się jedynie w wymiarach, które znamy, jednakże nie dochodzi do podziału w wyższych wymiarach? Co jeśli jednojajowe bliźnięta w podobny sposób łączy coś w jeszcze jednym nieznanym nam wymiarze?

Bliźnięta jednojajowe to tylko jeden z przykładów tego, w jaki sposób ludzie bliscy sobie mogą wpaść w pole „interkomunikacji” i doświadczyć telepatii. Matka i dziecko przez miesiące ciąży stanowią jedność, aby potem wykazywać wyższą zdolność do doświadczeń telepatycznych między sobą. Zintensyfikowane przypadki telepatii zdarzają się również, gdy ludzie wspólnie medytują i synchronizują aktywność swoich mózgów. Podobne zjawisko odczuwają czasem zakochani. Jak często zatem możemy doświadczać tych samych myśli, co osoba, z którą jesteśmy blisko związani? Zdarza się to być może częściej niż nam się wydaje…

Autor: Diane H. Powell
Źródło oryginalne: Shift, #22 2009 (fragment książki „The ESP Enigma: The Scientific Case for Psychic Phenomena”)

O AUTORCE

Diane H. Powell ukończyła Harvard Medical School, przez pewien czas była dyrektorem ds. badań w Instytucie Johna Macka. Obecnie prowadzi własną praktykę psychiatryczną. Jej najnowsza książka nosi tytuł: „The ESP Enigma”.

/źródło polskie i tłumaczenie:Infra

pobrano z : wolnemedia.net/

 

 

TRENING TELEPATII

 

Telepatia jest zjawiskiem bardzo przydatnym do komunikowania się z innymi istotami tzw. channelingu. Jeśli ktoś z powodzeniem odbył ćwiczenia relaksacji, autohipnozy czy medytacji to spokojnie może próbować rozwinąć tą umiejętność.Poniżej podaję chyba najprostsze ćwiczenia telepatii. Powinno się do nich przystępować po wcześniejszym wprowadzeniu w stan lekkiego transu i wyciszenia umysłu.1) Wytwórz w swoim umyśle dowolny obraz tak aby był jak najbardziej wyraźny i skup się na nim w 100%. Możesz dodać do niego zabarwienie emocjonalne. Nie pozwól aby pojawiały się jakiekolwiek inne myśli. Wyobraź sobie, że ten obraz przemieszcza się z twojej czakry trzeciego oka do tej samej czakry (między brwiami) u odbiorcy. Odbiorca powinien mieć umysł wyciszony z wszystkich myśli, które sam tworzy i nastawić się na odbiór poprzez obserwowanie jakie myśli/obrazy pojawiają się w jego głowie. Taką formę telepatii można również ćwiczyć na istotach o niższym poziomie świadomości np. na swoim ulubionym zwierzątku. Wówczas po przesłaniu obrazu wystarczy obserwować zachowanie swojego pupila.2) Nadawca i odbiorca powinni znajdować się w osobnych sąsiednich pokojach. Nadawca skupia swoją uwagę na obrazie narysowanym na kartce. Odbiorca skupia się na czynności rysowania i pozwala swojemu kreatywnemu umysłowi na swobodne tworzenie zapełniając czystą kartkę papieru obrazem, który przesłał mu nadawca.

 

/źródło:vilandra.phorum.pl/

 

 

TELEPATIA

 

Czy wiesz, o czym teraz myślę? Przesyłanie myśli na odległość… Czy to zjawisko istnieje naprawdę?

Kapitan statku kosmicznego Apollo 14, Edgar Mitchell twierdził, że podczas lotu na Księżyc w 1971 roku porozumiewał się telepatycznie z czterema osobami na Ziemi. Spośród 200 nadanych przez niego myśli Ziemianie odgadli dokładnie 51 z nich – tak wynikało z notatek kosmonauty. Telepatia to przekazywanie rozmaitych treści (na przykład myśli, uczuć) bezpośrednio z jednego umysłu do drugiego. Telepatii nie ograniczają ściany budynków czy wielka odległość między dwiema osobami. Niektórzy badacze twierdzą, że telepatii nie ogranicza nawet czas – wedłAug nich myśli mogą być przekazywane innym ludziom w przyszłość, a także odbierane i nadawane tym, którzy żyli przed nami. Choć teoria ta brzmi jak fragment powieści science fiction, by sprawdzić, czy jest to możliwe, wykonano pomysłowe i fascynujące eksperymenty.

Wrota do wszechświata
Kłopot z telepatią polega na tym, że choć wielu ludzi twierdzi, iż jej doświadczyło, wciąż nie udaje się udowodnić jej istnienia. Jeśli bowiem ludzie faktycznie umieją odczytywać myśli innych, wykrycie tego nie powinno być szczególnie trudne. „We wtorek cały dzień bolało mnie serce, ściskało mnie w piersi i miałam jakieś złe przeczucia. W nocy przyśnił mi się okropny sen – moja siostra bliźniaczka, która mieszka na drugim końcu Polski, umarła nagle na zawał serca. Rano obudził mnie telefon: – Pani siostra nie żyje, miała zawał”. „Przeważnie zanim odbiorę telefon, już wiem, kto dzwoni. Rzadko się mylę. Bywa też, że najpierw myśl o jakiejś osobie przemknie mi przez głowę, a w chwilę potem ta osoba do mnie dzwoni, tak jakbym odbierała wcześniej jej intencje kierowane do mnie…”.
Jeśli telepatia ma miejsce, to – twierdził pewien fizyk – jej udowodnienie zrewolucjonizuje dotychczasową naukę i otworzy nowe wrota do podboju wszechświata. Kłopot w tym, że choć od dziesięcioleci prowadzi się badania nad telepatią, dowodu na jej istnienie wciąż nie ma.
Zaprojektowanie eksperymentu dotyczącego telepatii jest stosunkowo łatwe. „Nadawca” powinien być umieszczony w jednym budynku i losowo wybierać na przykład jeden spośród czterech obrazków (powiedzmy, że ma do wyboru kółko, krzyżyk, kwadrat i falę), a następnie przekazywać myślowo ten obraz osobie znajdującej się w innym budynku, na innym kontynencie albo na przykład w łodzi podwodnej pod biegunem północnym. Następnie wystarczy spisywać spostrzeżenia „odbiorcy” i jeśli zgaduje on o wiele częściej, niż to wynika z przypadku (tu przypadkowych odgadnięć powinno być 25 procent), będzie to argument na rzecz istnienia pozazmysłowego spostrzegania.
Takich eksperymentów, w wielu odmianach, wykonano tysiące. I okazało się, że niektórzy ludzie odgadują myśli innych o wiele częściej, niżby to sugerował przypadek. Do osób, które uważane były za uzdolnionych telepatów, należeli Uri Geller, Borys Jermołajew, Czesław Klimuszko.

Jak zostać telepatą
Okazuje się, że podstawową cechą, jaka łączy tych ludzi, jest wiara w telepatię. Być może wierzą w nią, bo doświadczyli już w swoim życiu niezwykłych zjawisk. Może wiara w telepatię pobudza i stymuluje odpowiednie zdolności.
Wiele z tych osób wcześniej na własny użytek eksperymentowało też z telepatią – starało się przekazywać i odbierać myśli innych ludzi (tak jak dowódca Apollo 14). Wszyscy oni są też nastawieni na kontakt z innymi i towarzyscy. To niespodzianka. Wydawać by się mogło bowiem, że raczej introwertycy, czyli osoby refleksyjne, wycofane i zainteresowane własnymi przeżyciami, a nie światem zewnętrznym powinny mieć uzdolnienia do „doświadczeń mentalnych”.
Telepaci oceniani byli także jako ponadprzeciętnie twórczy, niepozbawieni fantazji, otwarci na nowe doświadczenia i skłonni do próbowania nowych rzeczy. Prowadzi to więc do wniosku, że telepatię można u siebie rozwijać – choć niektórzy od urodzenia wyposażeni są w jakiś „naturalny talent” w tej dziedzinie.

Czekając na drugiego Kopernika
Ponieważ eksperymenty dawały czasem zaskakujące wyniki, na uniwersytetach zakładane były katedry parapsychologii. Na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata, Uniwersytecie Princeton, katedra parapsychologii działała kilkadziesiąt lat (została zlikwidowana dopiero kilka lat temu). Także wielu poważnych naukowców uważa, że telepatia istnieje (należeli do nich na przykład wybitny badacz osobowości Hans Eysenck i Gustaw Jung).
Warto przytoczyć tu niewielki fragment jednego z podręczników parapsychologii z lat 60. XX wieku: „Dziś stawiamy pierwsze kroki w tworzeniu nauki przyszłości (parapsychologii) – nauki XXI wieku. Prace w tej dziedzinie doprowadzą wkrótce do zasadniczej rewizji fizycznego obrazu budowy naszego świata…”.

Niestety, wiek XXI nadszedł i żadna tego typu rewolucja w nauce nie nastąpiła. Obecnie większość naukowców jest zdecydowanie nieufna wobec doniesień o istnieniu telepatii. Często narażają się przy tym na zarzut celowego odrzucania „faktów” ze względu na własne ograniczone horyzonty, trudność w spojrzeniu „z wiarą” na całe zjawisko albo przywiązanie do swoich „świętych” i „skostniałych” przekonań, które nie są rewidowane, mimo „oczywistych faktów”. Nic bardziej błędnego – wielu naukowców byłoby szczęśliwych, gdyby udało im się przeprowadzić rozstrzygający eksperyment na temat telepatii. Człowiek, który tego dokona, przejdzie z pewnością do historii nauki jako geniusz. Byłby to następny Kopernik, Newton, Darwin czy Einstein – dokonałby epokowej rewolucji naukowej. To dlatego badania nad telepatią przyciągnęły wielu utalentowanych i inteligentnych ludzi. Skąd zatem dzisiejsza nieufność świata naukowego? Po pierwsze, eksperymenty, w których wykryto telepatię, są trudne do powtórzenia. A gdy kolejny naukowiec nie może powielić eksperymentu poprzedniego badacza, zjawiska nie uznaje się za dowiedzione. Druga przeszkoda to brak sensownej teorii telepatii, którą można by następnie poddać testom. Na przykład „pole psychiczne”, które rzekomo ma tłumaczyć telepatię, zupełnie nie daje się wykryć, być może jest jedynie fikcją. Jeśli telepatia polega zaś na wysyłaniu jakichś tajemniczych „fal”, to tych fal również w żaden sposób nie udało się znaleźć.

A jeśli nie istnieje?
Przypuśćmy więc, że telepatii nie ma. Jak w takim razie wytłumaczyć niezwykłe zdarzenia? Trzeba by tu omawiać każdy przypadek z osobna. Warto jednak powiedzieć, że spośród mnóstwa tajemniczych historii tylko niewielką ich część naprawdę trudno wyjaśnić. Sami parapsycholodzy już na podstawie bardzo powierzchownych analiz odrzucają przynajmniej połowę z nich jako „normalne”. Inne badania mówią, że o telepatii świadczy co najwyżej jedno na tysiąc „niezwykłych” zdarzeń. Większość przypadków daje się wyjaśnić bez odwoływania się do telepatii. Na przykład kobieta, która czuje ucisk w piersiach, gdy jej siostra bliźniaczka umiera na zawał w innym kraju, ma te same co jej siostra geny, choruje więc prawdopodobnie na tę samą chorobę, która rozwija się w podobnym tempie. Stąd równoczesny ból w piersiach obu kobiet.

Znaczenie statystyki
Przy wyjaśnianiu niezwykłych zdarzeń warto także wziąć pod uwagę statystykę. Na ziemi żyje obecnie ponad sześć i pół miliarda ludzi, a w całej historii cywilizacji żyło ich około 200 miliardów! To niewyobrażalnie wielka liczba. Każda z tych osób codziennie kilkadziesiąt razy przewiduje coś, spodziewa się czegoś, myśli o innych, przeczuwa coś, wyobraża sobie różne sceny czy sytuacje itp. W tym gąszczu zdarzeń po prostu musi się czasem przytrafić, że ktoś trafnie przewidzi jakieś fakty, odczyta myśli innych z dużą dokładnością lub odgadnie jakiś nieprawdopodobny zbieg okoliczności.
Niesamowite wydaje się nam, gdy ktoś 100 razy z rzędu odgadnie myśli innego człowieka. Jeśli jednak wiemy, że sześć miliardów ludzi codziennie próbuje tego dokonać, mniej się dziwimy, że czasem się to naprawdę udaje. Każdego tygodnia jakaś osoba przecież „przewiduje” liczby w totolotku, ale nie tłumaczymy tego telepatycznym przesłaniem sobie samemu szczęśliwych numerków z przyszłości w przeszłość. Całe to rozumowanie oczywiście nie udowadnia, że telepatii nie ma. Jeśli w historii ludzkości choćby jeden, jedyny raz faktycznie myśli jakiegoś człowieka „przeszły” do umysłu innej osoby, to telepatia istnieje i prędzej czy później dowiemy się, na czym ona polega. Pod warunkiem, że naprawdę istnieje. A tego ciągle nie wiemy na pewno…

/autor:Marcin Florkowski

źródło:magazyn Wróżka/

TELEPATYCZNA BROŃ

Nie jest dziś tajemnicą, że już w latach 60. ośrodki naukowe w Związku Radzieckim prowadziły badania nad wykorzystaniem telepatii dla potrzeb wojska. Dotacje w wysokości dziesiątków milionów rubli szły na eksperymenty dotyczące przesyłania komunikatów telepatycznych na duże odległości. Miałoby to ogromne znaczenie podczas działań wojennych, gdyby konwencjonalną łączność uniemożliwiło zniszczenie urządzeń przesyłowych czy źródeł zasilania.

Rokowania były pomyślne. Udało się nawiązać telepatyczny kontakt na odległość Moskwa-Leningrad i Moskwa-Nowosybirsk. Stany Zjednoczone nie pozostawały w tyle. Wiadomo, że od 1962 r. podobnymi zagadnieniami zajmował się zespół naukowy w Newark College of Engineering – i zapewne nie on jeden. Próby dotyczyły nie tylko telepatycznych przekazów. Eksperymentowano również z ich przechwytywaniem i zakłócaniem. Ale i tego było za mało. Naukowcy otrzymywali dalsze zadania: ustalenie czy jest możliwe telepatyczne „dobranie się” tym sposobem do określonych osób. Każdy rozumie jak ważne jest w czasie działań wojennych – i nie tylko – samopoczucie przywódców cywilnych i wojskowych. Zaburzenie ich zdolności myślenia, a więc poprawnej oceny sytuacji byłoby nieobliczalne w skutkach dla kraju. Przecieki prasowe w Stanach Zjednoczonych sugerowały już, że Pentagon od wielu lat wciela w życie opracowany przez naukowców system zabezpieczania kolejnych prezydentów przed oddziaływaniem telepatycznym. Czy otacza się ich „siłowym polem mentalnym” tworzonym przez uzdolnione umysły? Czy elektroniczne urządzenia są już w stanie naśladować takie pola? Nie wiadomo. Wszystko to brzmi jak scenariusz filmu s-f. Czy rzeczywiście?

Koszmary na zamówienie

Wyśmiewamy się z wierzeń, że ktoś na kogoś „rzucił urok”. Wydaje się niewiarygodne, żeby za zły nastrój, ponure myśli, które biorą się nie wiadomo skąd ponosiła odpowiedzialność jakaś nieżyczliwa osoba. Przypomnijmy sobie jednak pokazy telepatycznej hipnozy Kaszpirowskiego. Na odległość, samą siłą sugestii znieczulał przed operacjami tych pacjentów, dla których usypiające środki farmakologiczne były niebezpieczne. Telepatyczna hipnoza okazywała się dla nich ratunkiem. Stratedzy wojskowi zdają sobie dobrze sprawę, że każdy kij ma dwa końce. Skoro telepatyczna hipnoza może przynosić ludziom ulgę, czemu nie miałaby wywoływać depresji, samobójczych myśli – a przynajmniej złego samopoczucia?
Zespół naukowców pod kierunkiem E. Naumowa i G. Siergiejewa ustalił w latach 70. że na zapis EEG (wykresu fal mózgowych, czyli elektroencefalogramu) wywierają silny wpływ emocjonalne przekazy telepatyczne. Fale mózgowe wyraźnie zmieniają się, gdy ktoś przesyła tą drogą badanemu uczucie radości, gniewu czy lęku. Kiedy badanym posyłano całe serie negatywnych, niedobrych emocji, wykres EEG odkształcał się. Wykazywał najpierw pobudzenie mózgu, potem jego zmęczenie, przejawiające się wejściem w powolne, zbyt mocno zsynchronizowane fale theta (6-7 Hz) i delta (1,5 Hz). Badanym trudno było zebrać myśli, skarżyli się na złe samopoczucie: rozdrażnienie, potem zmęczenie. Niektórzy przeżywali stany lękowe, inni wpadali w panikę. Gdy następnie otrzymywali „ładunek optymizmu”, czyli telepatyczne przekazy stanów radości, odprężenia itp., aktywność fal mózgowych wyraźnie zmieniała się i wykres wracał do normy w ciągu 1-3 minut. Ludzie ci nie odbierali konkretnych myśli telepaty, nie przesuwały im się przed oczami żadne obrazy: po prostu psychicznie czuli się fatalnie albo dobrze. Sugerowałoby to że emocjonalne przekazy telepatyczne odbiera nasza nieświadomość i za pomocą nieznanych mechanizmów przekazuje świadomości.
Potwierdzili to amerykańscy naukowcy z Newark College of Engineering, posługujący się zupełnie inną techniką badawczą. Ustalili przy tym, że odległość 2 tys. km nie jest tu przeszkodą. O tym, jak działa telepatyczne przekazywanie niedobrych emocji, przekonał się czeski arcymistrz szachowy L. Pachman podczas meczu z arcymistrzem ZSRR I. Bondarewskim. W pewnym momencie, mimo przewagi, zaczęły osaczać Czecha ponure myśli, że i tak nie wygra, że nie warto próbować, a wszystko to nie ma sensu. Pachman nagle załamał się i szybko uległ. Dopiero po latach przeczytał w radzieckim magazynie „Technika i Nauka” opis tego wydarzenia i dowiedział się, że wywierał na niego wpływ radziecki telepata i hipnotyzer W. Messing. Także W. Korcznoj przegrawszy pojedynek z A. Karpowem twierdził, że uniemożliwił mu koncentrację radziecki parapsycholog prof. W. Suchar.

Posyłam ci chorobę

Zaburzenia dobrego samopoczucia, obniżenie nastroju drogą telepatyczną – z tym jeszcze nasz umysł może się jakoś pogodzić. Ale telepatyczne przekazywanie chorób?! Szamani, czarownicy, woodoo… śmierć, która nadchodzi znikąd… Szaman mówił komuś, kto złamał plemienne prawo: umrzesz! I człowiek ten umierał. Wielu europejskich podróżników i badaczy opisywało takie wydarzenia. Czy była to wyłącznie siła sugestii? Dlaczego więc podobnie umierali Europejczycy, otrzymawszy taki wyrok? Wykształceni, nie wierzący w czarną magię, chronieni krzyżami na szyjach? Nauka nie potrafi wytłumaczyć tych zjawisk. Jednak pierwsze kroki już zrobiono. I tak na przykład S. Sierow i A. Troskin z badawczego ośrodka w Swierdłowsku ustalili, że u osób poddanych telepatycznemu „bombardowaniu” negatywnymi emocjami, znacząco zmniejsza się liczba leukocytów. Ponieważ białe ciałka krwi bronią organizm przed infekcjami, ich spadek obniża odporność, a tym samym wzrasta podatność na choroby. Możemy być pewni, że naukowcy w wielu ośrodkach na świecie prowadzą badania skuteczności tak idealnej broni.

Ciągle niezrozumiałe zjawisko

Czym jest przekaz telepatyczny? Jakie naukowe reguły nim rządzą? Fizycy tworzą wciąż nowe teorie, ale żadna z nich jak do tej pory nie wytrzymała krytyki. Wiadomo, że dla telepatii duże odległości nie są przeszkodą. Udowodniły to radzieckie i rosyjskie próby łączności telepatycznej między stacjami kosmicznymi i bazą na Ziemi. Także w programie lotu Apollo 14 były seanse telepatycznej łączności z Ziemią. Niektórzy naukowcy twierdzą, że żadna odległość nie jest przeszkodą dla tego rodzaju kontaktów. Przekaz telepatyczny nie potrzebuje czasu na dotarcie do celu, nawet przy odległościach liczonych w tysiącach kilometrów. Przekaz jest u celu natychmiast. Odbywa się on bez pośrednictwa znanych nam zmysłów W. Adamienko i W. Rajkow z Moskwy stwierdzili, mierząc natężenia pola bioplazmatycznego punktów akupunkturowych na ciele człowieka, że natężenia te zmieniają się w chwili wysyłania do tej osoby sygnałów telepatycznych. Badania ciągle potwierdzają zmiany prądów czynnościowych mózgu pod wpływem telepatycznych przekazów. Jak jednak do mózgu docierają – nie wiadomo. Ustalono jedynie, że nośnikiem nie są fale elektromagnetyczne.
Dla tego rodzaju przekazu nie istnieją bariery językowe. Zademonstrował to rosyjski telepata i jasnowidz T. Dadaszew na I Międzynarodowej Konferencji Psychotronicznej w Pradze. Nie znający angielskiego Dadaszew wykonywał myślowe polecenia angielskiego naukowca, który z kolei nie znał rosyjskiego. Dadaszew zrobił wszystko, czego od niego żądano. Nie wiemy jeszcze czym jest telepatia. Wiadomo już jednak, że może służyć jako bardzo niebezpieczna broń.

/autor:Inga

źródło:magazyn Wróżka/

BROŃ W GŁOWIE

Parapsychologia w armii…

Grupa żołnierzy elitarnego oddziału US Navy Seals przedziera się przez dżunglę. To komandosi, zdolni podjąć skuteczną akcję bojową w każdych warunkach i unieszkodliwić nawet najlepiej ukrytego wroga. Choć doskonale uzbrojeni i wyszkoleni, co i raz spoglądają z nadzieją na Leo, o którym mówią „żołnierz rozprowadzający”. Mężczyzna zrzuca plecak, opiera się o jakieś drzewo, głęboko wciąga powietrze. – Jeszcze nie – mówi. Po chwili cały oddział rusza dalej.

Zadanie jest trudne – zniszczyć sztab nieprzyjacielskich oddziałów specjalnych. Wywiad satelitarny i bezpilotowe samoloty rozpoznawcze przekazały dane, z których wynika, że poszukiwane centrum dowodzenia operacjami specjalnymi wroga może się znajdować na jednej z wysp, w samym środku bagnistej dżungli. W takim terenie nie da się bowiem użyć ciężkiego sprzętu bojowego, jak na przykład samoloty, bo bagno doskonale tłumi efekt wybuchu nawet bomb rozpryskowych. A poza tym nie wiadomo, czy znaleziono by cel…
Nie mając więc wyboru, już trzeci dzień penetrują dżunglę. I nagle Leo daje kompanii sygnał, by się zatrzymać. Komandosi zajmują małą, porośniętą trawą i kilkoma rachitycznymi drzewami wyspę – jedno z niewielu suchych miejsc na bagnach. Naprowadzający żołnierz siada, opiera się plecami o drzewo. Sprawia wrażenie, że zasnął. Jednak po kilku minutach powoli zaczyna mówić: „Baza na północ, dwa kilometry stąd. Sto metrów od podejścia bunkier z worków z piaskiem… Karabin maszynowy z obsługą… Są czujni. Podejście od strony ścieżki do bazy dobrze zabezpieczone – po obu stronach pola minowe… Osłona sztabu to wielu ludzi, pięćdziesięciu, może więcej… Większość pilnuje głównego podejścia… Od północnego wschodu nocą tylko czterech ludzi z karabinem maszynowym i granatnikiem. Tam jest bardzo głębokie bagno i woda… W środku obozu drewniany barak otoczony workami z piaskiem i siatką maskującą… To jest sztab. Wolne podejście też od północnego wschodu”. Dowódca grupy bojowej szybko nanosi informacje żołnierza na szkic sytuacyjny. Wiadomo już, że Seals będą atakować między 1.00 a 3.00, kiedy noc jest najciemniejsza, od strony północno-wschodniej…

Generał Schwarzkopf marzy o telepatii
Nie jest to scenariusz kiepskiego filmu science fiction, ale realny obraz działań bojowych. Opisał go magazyn „Army&Navy” – największe i najbardziej prestiżowe wydawnictwo wojskowe USA. Tak bowiem mogą wyglądać działania bojowe już za 15-20 lat, „jeśli ekspansywnie rozwijające się badania nad nowymi technikami rozpoznania przyniosą rezultaty dające się zastosować w walce”.
Nikt oczywiście nie używa określenia „telepatia”. W wojsku pachnie ono szarlatanerią. Mówi się za to o „psychicznych środkach rozpoznania” – to brzmi bardziej naukowo.

Telepatia, zdalne rozpoznanie

poprzez eksterioryzację,

wzmacniacz osobowości – to terminy typowe

dla opowieści science fiction. Tymczasem w laboratoriach

wojskowych są prowadzone

badania nad możliwością

wykorzystania tych

niekonwencjonalnych technik

na współczesnym polu walki.

 

Według artykułu z „The Chicago Tribune”, badania nad „zastosowaniem niekonwencjonalnych form działania na polu walki” (bo taką nazwę ma wojskowy program) są już bardzo stare. Rozpoczęto je pod koniec lat 60., wraz z pierwszymi udanymi eksperymentami telepatycznymi, przeprowadzonymi przez Rosjan. Amerykanie zaczęli się bowiem obawiać, że Moskwa w żołnierzach-telepatach pozyska taki instrument rozpoznania, jakiego nie ma nikt inny. Co gorsza – nie będzie go można w żaden sposób unieszkodliwić. Większość prac badawczych koncentrowała się oczywiście – ze względu na podobne działania Rosjan – na eksterioryzacji.
Wojskowi sądzili początkowo, iż telepatyczne rozpoznanie ma wyłącznie zalety – jest tanie, dokładne, praktycznie niemożliwe do wykrycia. Okazało się, że ludzki mózg to nie maszyna i nie pozwala się zaprząc do rozpoznawania akurat takich obiektów i dokładnie wtedy, kiedy pragną tego dowódcy. Ochotnicy obdarzeni zdolnościami telepatycznymi, zamiast na przykład znaleźć się na odległym o 100 km poligonie, naraz stawali na środku rynku miasteczka, w którym się urodzili. Kilku po forsownych eksperymentach nie wróciło do zdrowia psychicznego… CIA doniosła o podobnych problemach Rosjan.
To spowodowało, że w końcu lat 70. program stopniowo wygaszano, choć w ośrodku prowadzącym eksperymenty panikę spowodowały udane próby eksterioryzacji prowadzone w… Polsce przez Lecha Emfazego Stefańskiego. CIA ponoć otrzymała nawet zadanie sprawdzenia, czy za ich kłopotami nie kryje się wywiad polski lub radziecki wywiad wojskowy GRU.
Sprawa była znana w środowisku amerykańskich wyższych oficerów tak dobrze, że w czasie wojny w Zatoce generał Norman Schwarzkopf na pytanie dziennikarza „The Chicago Tribune”, jakie środki byłyby najbardziej potrzebne do rozpoznania oddziałów irackich, stwierdził, że „przydałaby się telepatia z arsenałów US Navy”… Podczas autoryzacji wywiadu generał wyparł się całkowicie tych słów. Ponieważ reporter miał je nagrane na magnetofonie, nie wykreślił tej dziwnej kwestii i tekst ukazał się w całości w druku. Wzbudziło to irytację w sztabie operacji i w Pentagonie.
Tymczasem pewien dziennikarz-stażysta postanowił pójść tropem słów Schwarzkopfa. Po dwóch miesiącach okazało się, że w US Navy jakieś prace nad telepatią jednak się prowadzi. Jakie – nie wiadomo, bo głębokie utajnienie całej sprawy spowodowało, że nawet najlepsi reporterzy nie potrafili się niczego dowiedzieć. Sprawę odłożono więc w „The Chicago Tribune” ad acta. Jednak niedawno do niej powrócono.

Szokujący raport „Kommiersanta”

Otóż po rozpadzie ZSRR wyniki radzieckich badań nad telepatią i eksterioryzacją przeciekły na Zachód wraz z uczonymi, którzy je nadzorowali. Z drugiej strony neurofizjologia i neurochirurgia dokonały znaczącego postępu w badaniach nad mózgiem. Paradoksalnie wzrosło też zagrożenie, że badania takie podejmą państwa o ustroju totalitarnym lub że ich wyniki wpadną w ręce sekt czy terrorystów politycznych. Opracowania US Navy na ten temat uzyskały ostatnio spektakularne potwierdzenie w artykule rosyjskiego tygodnika „Kommiersant”. Napisano tam, iż badania nad jasnowidzeniem, telepatią, eksterioryzacją, czyli „wykorzystywaniem funkcji ludzkiego mózgu w działaniach bojowych”, prowadzą obecnie następujące państwa:
l Chiny w czterech ośrodkach – dwóch na południu i dwóch na północy kraju. Chiński wywiad blokuje wszelkie informacje, nie wiadomo więc, co tam się robi. „Kommiersant” ocenia, że w tym temacie prace są „zaawansowane”.
l Korea Północna. „Ośrodek badań nad ludzkim mózgiem”, zajmujący się także wspomnianym tematem, znajduje się 60 km na północ od Phenianu. Wyniki pozostają nieznane. Ale uczeni z tego kraju zaproponowali rosyjskim kolegom prowadzącym prace nad telepatią „stypendium 10 tys. USD miesięcznie i wymianę doświadczeń” u siebie. Jak na Koreę Północną, – nieprawdopodobnie dużo. W dodatku cała rzecz działa się w 1998 roku, a więc w czasie wielkiej klęski głodu w tym kraju!
l Iran. Tajny ośrodek niedaleko miasta Qumm. W prowadzonuch tam pracach biorą udział uczeni z byłego ZSRR, którzy „nawrócili się religijnie”, czyli przeszli na islam.
l Japonia. Według rosyjskiego tygodnika Japończykom chodzi o wykorzystanie eksterioryzacji w wywiadzie przemysłowym, z którego ten kraj od dawna słynie.

Amerykanie wznawiają badania

Ponieważ wszystkie te kraje – z wyjątkiem Japonii – finansują bojówki i grupy terrorystyczne na całym świecie i stanowią wielkie zagrożenie dla USA, tajny program badań nad eksterioryzacją – według „The Chicago Tribune” – błyskawicznie reaktywowano. Jaki bowiem mógłby być efekt obecności jednego choćby sprawnego „mentata” (taki tytuł, przejęty z powieści science fiction „Dune” Franka Herberta, gazeta nadała owym „żołnierzom nowego typu”) w obozie znanego saudyjskiego terrorysty Osamy bin Ladena? Żaden obiekt amerykański ani też ośrodek życia politycznego czy biznesu USA w jakimkolwiek punkcie świata nie mógłby być pewien dnia ani godziny… W trakcie podjętych na nowo prac okazało się, że rozpoznanie telepatyczne… można próbować zablokować. Po prostu potrzebni są żołnierze o zdolnościach telepatycznych. Po treningu będą oni „nadawać” fałszywe obrazy różnych wnętrz i budynków, tworząc swoisty szum informacyjny w mózgach przeciwników. Stąd wziął się także projekt „wzmacniaczy osobowości” – konstrukcji mających chronić przed zdalnym rozpoznaniem przez szpiegów przeciwnika, a nawet przed samym tylko ustaleniem, czy przedmiot rozpoznania istnieje. Jest to oczywiście tylko teoria, ale prace nad takimi urządzeniami miały przynieść „obiecujące” efekty.
„Kommiersant” patrzy na to z rosyjskiego punktu widzenia: skoro istnieje zagrożenie zdalną penetracją ze strony islamistów i Amerykanów, to może należy wznowić prace nad telepatią w WNP? Badania nie kosztowały – w porównaniu z innymi rodzajami broni – aż tak dużo…
Tymczasem „Army&Navy” wspomina o innych „czynnikach psychicznych, mogących znaleźć zastosowanie na polu walki”, jak zdalna kontrola, hipnoza czy broń infradźwiękowa. Nie ulega kwestii, że armie mocarstw coraz śmielej wyciągają ręce w stronę obszaru dotąd zastrzeżonego – ludzkiej psychiki.

/autor:Marek Mejssner

źródło:magazyn Wróżka/

TELEPATYCZNE ROZKAZY

Doktor Julian Ochorowicz nie mógł opanować narastającego rozdrażnienia. Do wyników swoich badań zawsze podchodził sceptycznie. Za wszelką cenę chciał uniknąć pochopnych wniosków, które często wkręcały się w tak młodą i pełną niewiadomych naukę, jaką wtedy była psychologia.

Kiedy w 1881 roku podjął badania nad „modną” telepatią na wydziale psychologii uniwersytetu we Lwowie, jego sceptycyzm sięgał zenitu. Nic więc dziwnego, że wyniki badań pacjentki Mme Lucille wprowadzały go w stan nie tyle euforii, co właśnie rozdrażnienia. Nie mógł uwierzyć w to co sam zobaczył. Wprowadzona w stan hipnozy Mme Lucille zdawała się widzieć jakimś czarodziejskim zmysłem to czego widzieć nie mogła. Kiedy stawał za jej plecami i przesuwał rękę w jej kierunku, reagowała naprężeniem mięśni pleców. W transie potrafiła mu powiedzieć, którą ręką dotyka jej pleców. A jeśli robił to ktoś inny, natychmiast identyfikowała tego człowieka, mówiąc jak się nazywa. Nawet gdy zetknęła się z nim po raz pierwszy w życiu. Inny badany, Jacek Blechowicz, w transie powtarzał głośno słowa, które Ochorowicz czytał z książki będącej poza zasięgiem wzroku pacjenta. Jeszcze inna badana wykonywała proste polecenia, które doktor wydawał jej w myślach. Robiła to nawet wtedy, gdy dla pewności zatkał jej uszy woskowymi czopkami i bandażował oczy. Wyniki badań tak oszołomiły racjonalnie myślącego Ochorowicza, że kiedy któryś z pacjentów odgadł w transie hipnotycznym kolejność wszystkich kart w potasowanej uprzednio talii, doktor doszedł do wniosku, że to on podświadomie oszukuje samego siebie. Zaczął więc rozważać możliwość wycofania się z nauki.

W tym samym mniej więcej czasie psycholog angielski John Janet przeprowadzał w swoim londyńskim gabinecie serię doświadczeń telepatycznych z kobietą o pseudonimie Leonie. Hipnotyzował ją na odległość i wydawał jej polecenia. A ona spełniała je. Janet, równie sceptyczny jak Ochorowicz, nie bardzo wiedział, co z tym fantem zrobić. Kiedy więc obaj naukowcy dowiedzieli się o wynikach swoich eksperymentów, postanowili połączyć siły i wyjaśnić zagadkę w „racjonalny” sposób. Ale to tylko namnożyło niewiadomych. Leonie nadal wypełniała rozkazy wydane jej mentalnie na odległość. W jednym z eksperymentów, zamknięta w pokoju położonym o 12 kilometrów od gabinetu naukowców, miała czytać książkę – od dziewiątej rano do jedenastej. Gdyby w tym czasie z Ochorowiczem działo się coś niepokojącego, miała swoje wrażenie zanotować, zaznaczając godzinę, w której nastąpiło.
O 10.35 Ochorowicz przypalił sobie papierosem nadgarstek. Kiedy później wraz z Janetem pojechali do Leonie, ta poskarżyła się, że o 10.35 potwornie zabolał ją nadgarstek. I że ostre pieczenie czuje do tej pory!
Po całej serii podobnych eksperymentów obaj naukowcy musieli zaakceptować to że zjawisko telepatii istnieje. I choć w stanie pełnej świadomości występuje niezwykle rzadko, podczas hipnozy może się przydarzyć każdemu. Jakby tych rewelacji było mało, uczeni odkryli jeszcze zjawisko tak zwanego wędrującego jasnowidzenia. Jeden z ich pacjentów, Alexis Didier, w czasie głębokiej hipnozy potrafił mentalnie wybrać się do dowolnie wskazanego mu miejsca i dokładnie je opisać.
A więc w pewnych szczególnych warunkach umysł człowieka widzi bez używania wzroku oraz może opuszczać ciało, przenieść się do odległych krajów i dostarczyć wiadomości częstokroć bardzo dokładnych i zgodnych z prawdą. Ma również zdolność czytania myśli innych… ustalania zawartości zapieczętowanych kopert i zamkniętych książek. Ale samo stwierdzenie istnienia fenomenu nie dawało jeszcze odpowiedzi, skąd to się bierze.

Wiele lat później, do szwedzkiego lekarza B. Agardh’a trafił piętnastoletni pacjent, który na skutek wypadku doznał poważnych obrażeń lewej półkuli mózgu. Jednostronnie sparaliżowany, prawie ślepy i z kiepską wymową rozwinął w sobie zdolności jasnowidzenia. Czytał złożony list z zamkniętymi oczyma oraz podawał tytuł i zawartość zamkniętej książki. Pewnej kobiecie powiedział, że jest w ciąży – co okazało się prawdą – chociaż ona sama jeszcze tego nie wiedziała. A umiejętności chłopca, w połączeniu z jego kalectwem, wzbudziły podejrzenia naukowców, że za zjawiskami telepatii stoi prawa półkula mózgu. Wiadomo, że składa się on z dwóch półkul: prawa jest odpowiedzialna za wszelkie pojęcia abstrakcyjne i ogólny sens otaczających nas zjawisk, natomiast lewa określa nasze położenie w czasie i przestrzeni oraz układa w logiczne ciągi to co „zauważy” prawa. Pracę obu synchronizuje szyszynka – tajemniczy gruczoł wytwarzający równie tajemniczą substancję zwaną serotoniną. Zdaje się mieć ona decydujące znaczenie w regulowaniu pracy mózgu. Jej brak powoduje całkowite zamroczenie lewej półkuli mózgu i intensywniejszą, czy raczej bardziej szaloną, pracę prawej.
Ona jest gotowa dać nam wszystko, co tylko zdołała nagromadzić. To właśnie ta „rozrzutność” – zdaniem uczonych – sprawia, iż mamy niekiedy do czynienia z ludźmi bateriami. Takimi jak Jan Berenyi z Budapesztu, który potrafi zaświecić małą lampę neonową trzymając rękoma jej końce. Albo Jenne Morgan, dziewczynka, która była tak silnie naładowana elektrycznie, że lekkim dotknięciem ręki przewracała dorosłego mężczyznę na plecy. Albo też Frank McKinistry, tak naładowany energią co rano, że jego stopy przyklejały się do gruntu i nie mógł się ruszyć. Kończyło się błyskawicami przebiegającymi między jego stopami a ziemią. Ta niczym nie skrępowana energia jest też prawdopodobnie przyczyną wypadków samozapalenia się ludzi. Ogień, który trawi ich od środka osiąga temperaturę nie mniejszą niż 3 tysiące stopni Celsjusza!

Zdaniem doktora Thomsona J. Hudsona z Wielkiej Brytanii właśnie hipnoza może zablokować lewą półkulę mózgu i dać szerokie pole do popisu prawej. Tyle, że w odróżnieniu od środków farmakologicznych, nie ogranicza serotoninie dostępu do mózgu. Zmusza natomiast szyszynkę, by całą jej produkcję kierowała do prawej półkuli. Zasilana ponad normalny stan, nieograniczona czasem i przestrzenią uruchamia ona coś, co może stanowić własny mózg prawej półkuli. Mózg, który może swoją świadomością pokonywać wszelkie bariery, w tym także stawiane przez mózgi innych ludzi, i ponad ich świadomością wchodzić w ich myśli, a nawet narzucać im własną wolę. Gdyby tak było naprawdę, telepatia okazałaby się najzwyklejszym zjawiskiem pod słońcem. W początkowej fazie rozwoju człowieka była czymś zupełnie normalnym, ale na przestrzeni tysięcy lat została „przyduszona” intelektem rozwiniętym przez cywilizację.

/autor:Jerzy Gracz

źródło:magazyn Wróżka/

SKĄPANI W ZAGADKOWYCH ENERGIACH

Badacze już dawno udowodnili, iż nośnikiem telepatii nie są fale elektromagnetyczne. A zatem co?

Okręt podwodny „Taurus”, którego załoga prowadziła badania w okolicy wyspy Catalina u wybrzeży Kalifornii, tym razem zabrał w rejs dość niezwykłych pasażerów: dwóch jasnowidzów telepatów wyszkolonych i pracujących dla wojska. Naukowcom z Uniwersytetu Stanforda, nadzorującym badania, zależało przede wszystkim na ustaleniu, do jakiego stopnia kilkusetmetrowa warstwa słonej wody wpłynie na wyniki pracy mediów. Czy mimo takiego ekranowania uda im się bez przeszkód nawiązać kontakt myślowy z odległą o 800 kilometrów bazą badawczą w Fort Meadows?

Na nic ołów, na nic ocean
Testy te miały być kolejną próbą rozstrzygnięcia, jaką drogą przenoszą się przekazy telepatyczne. Większość amerykańskich i rosyjskich naukowców była kiedyś zdania, że ich nośnikiem są fale elektromagnetyczne. Liczne doświadczenia podważyły jednak tę koncepcję. Na przykład ekranowanie za pomocą klatki Faradaya – szczelnej ołowianej komory, która zatrzymuje promieniowanie elektromagnetyczne – okazało się w przypadku telepatii nieskuteczne. Kontakt telepatyczny między osobą znajdującą się wewnątrz i drugą – na zewnątrz klatki – odbywał się bez przeszkód. I oto teraz, na pokładzie „Taurusa”, badacze zamierzali sprawdzić, czy słona, morska woda tłumiąca większość fal elektromagnetycznych przeszkodzi w przekazie telepatycznym, czy – nie. Okazało się, że nie przeszkodziła. Ani w telepatii, ani w jasnowidzeniu. Może wobec tego przyjąć – rozumowali naukowcy – że zjawiska telepatii przebiegają dzięki specjalnemu rodzajowi fal elektromagnetycznych, o bardzo niskich częstotliwościach?
Z tą tezą koliduje podstawowa właściwość zjawisk telepatycznych – komunikacja tą drogą następuje natychmiastowo, inaczej mówiąc – w czasie zerowym. Natomiast fale elektromagnetyczne o niskich częstotliwościach przemieszczają się powoli. Stąd wniosek, że procesy parapsychiczne przebiegają w oparciu o formy energii, których nauka nie potrafi jeszcze uchwycić i zmierzyć.

Energie życia
Starożytne nauki Wschodu twierdzą, że zależymy od otaczającej nas zewsząd i przesycającej nasze ciała energii życia, którą Chińczycy nazywali ją chi, a Hindusi – praną. Ożywia ona nasze ciała, wnikając w nie poprzez ośrodki energetyczne, zwane czakrami. Dotychczas nauka nie była jednak w stanie potwierdzić istnienia tej formy energii. Przypadek sprawił, że pojawiły się wątpliwości. Dennisowi Milnerowi, pracownikowi uniwersytetu w Birmingham, udało się skonstruować specjalne urządzenie do wykonywania zdjęć w ciemności. Zamiast wiązką światła, posługiwał się pojedynczymi impulsami prądu stałego, które wysyłał w kierunku fotografowanego przedmiotu. Przy okazji zauważył, że nawet w pustej ciemni, w której „było” tylko powietrze, aparat rejestrował kuliste, pulsujące ogniska energii, połączone cienką, jakby pajęczą siateczką świecących nitek.
Czyżby udało się utrwalić na kliszy coś, czego dotychczas nie znano? Zdjęcia zostały jednak skrytykowane przez uniwersyteckich kolegów. – To typowe zjawisko jonizacji powietrza, przez które przepływa prąd elektryczny – usłyszał Milner. On jednak czuł, że wpadł na trop jakiegoś ciekawego zjawiska. Zmodyfikował aparaturę i następne zdjęcia wykonał w próżni. Okazały się identyczne. Jeszcze bardziej zaskoczyło badacza dalsze powiększenie obiektów (sam aparat robił już zdjęcia powiększone). Otóż na kliszach ukazały się dwie wyraźne formy: jedna składała się z maleńkich, rozjaśnionych ośrodków połączonych jarzącymi się „ramionami”, tworząc regularny wzór; druga była skupiskiem błysków i pojedynczych obiektów, przypominających wielopłatkowe główki kwiatów stykających się ze sobą.
Czym są pola sił sfotografowane przez Milnera? Czyżby wpadł na ślad legendarnej energii życiowej – prany ? Bo chyba to nie przypadkowy zbieg okoliczności, że czakry w ciele ludzkim są przedstawiane na dawnych rysunkach także w postaci główek kwiatów z mniejszą lub większą – zależnie od położenia czakry – liczbą płatków. Może właśnie dzięki tej energii istnieją zjawiska parapsychiczne?

Roślinna „telepatia”
Świat ożywiony tworzą nie tylko ludzie i zwierzęta, ale także rośliny. Doktor Ed Wagner od lat zajmuje się badaniem ich reakcji na różne bodźce. W jednej z serii doświadczeń umieścił elektrody w pniu drzewa, a następnie uderzał w nie siekierą. Drzewo zareagowało: po uderzeniu czujniki pomiarowe wychwyciły nagły, skokowy wzrost napięcia elektrycznego w pniu. Co dziwniejsze, taki sam skok napięcia wystąpił u pobliskich drzew, które nie zostały okaleczone. Ale u nich reakcja pojawiała się z opóźnieniem, zależnym od odległości. Dr Wagner obliczył, że bodziec rozchodzi się z szybkością 5 m/sek.
– To nowy, nieznany rodzaj komunikacji energetycznej. Nie zdziwiłbym się, gdyby to był botaniczny odpowiednik energii chi – skomentował.
Badania roślin prowadzone przez Cleve’a Backstera sugerują, że stać je na coś więcej niż „porozumiewanie się”. Mogą także odbierać sygnały od innych żywych istot w chwili, gdy tracą one życie. Backster podłączał rośliny doniczkowe do urządzenia mierzącego ich opór elektryczny. W innym, oddalonym pomieszczeniu automatyczne urządzenie wrzucało do wrzątku pojedyncze krewetki. W chwili, gdy do garnka wpadała żywa, opór elektryczny badanych roślin skokowo się zmieniał, tak jakby przebiegał je nagły „dreszcz”, jakieś tajemnicze „szarpnięcie”. Gdy automat wrzucał do wody martwą krewetkę, rośliny nie reagowały.
Wynika z tego, że między żywymi organizmami istnieje sieć komunikacji przenosząca w jakimś uniwersalnym „języku” najważniejsze dla nich sygnały. W przeciwieństwie do wyliczeń dr. Wagnera, przekaz był w tym wypadku natychmiastowy. Czyżby umożliwiał to jeszcze inny rodzaj niezbadanej energii? Starożytne przekazy uczą, że istnieje więcej niż jeden rodzaj prany. Niektórzy jogini wspominają o dziesięciu różniących się od siebie jej kategoriach. Jest więc prawdopodobne, że są wśród nich energie „botaniczne”. Zrozumiałe stają się wtedy buddyjskie pouczenia, żeby bez powodu nie zrywać nawet jednego listka z krzewu. Bo on też „czuje”.

/autor:Anna Szpiganowicz

źródło:magazyn Wróżka/

PRACUJĄCY ZE SNAMI

Potrafi leżeć w ogniu, przenikać czyjeś myśli, odnaleźć zaginionych, wypędzać z ciała choroby. Cudotwórca? Tak. Karadji, człowiek o „silnym oku”.

Aborygeński szaman z Australii to tajemnicza postać. Kiedyś mówiono o nim po prostu „mądry człowiek” – w niektórych aborygeńskich językach bainman, w innych karadji. Jeszcze 50 lat temu w każdym plemieniu żył i praktykował taki uzdrowiciel.
Aborygeni przez kilkadziesiąt tysięcy lat kultywowali i przechowywali starożytne tradycje duchowe. Magiczne, paranormalne zdolności posiadał praktycznie każdy. Korzystano z czarów i leczono się samodzielnie, ponieważ wszyscy mieli podstawową wiedzę o ziołach i magii.
Rośliny oraz czary pomagały odwracać niepowodzenie, pecha, choroby czy śmierć. Tymi samymi metodami przywoływano powodzenie w miłości, w polowaniu czy w walce. Jednak kiedy zwykły członek plemienia nie potrafił poradzić sobie sam, wyruszał po pomoc do karadji.
W przeciwieństwie do szamanów z innych rejonów świata, aborygeński karadji nie korzysta ze środków zmieniających świadomość, ekstatycznych pieśni czy tańców, ale szuka wiedzy poprzez uspokojenie umysłu i medytację. Pozwala to na lepszy odbiór informacji docierających do niego ze świata.

Kiedy Europejczycy przyjechali do Australii, po prostu nie mogli uwierzyć w potężne zdolności karadji. Niektóre trzeba uznać za „czarnomagiczne”. Ich użycie mogło wywołać chorobę czy nawet śmierć osoby, przeciw której były kierowane. Jedną z form tej magii jest „wskazywanie”, do którego wykorzystuje się kość albo inne podłużne przedmioty.
Karadji długo przygotowuje się do rytuału, aby zebrać konieczne moce, po czym skupia się na osobie ofiary. Wskazuje na nią kością, wypowiadając przy tym specjalną formułę. Ponieważ są to działania magiczne, odległość, z jakiej działa czarownik, nie ma znaczenia. Za pomocą tego rytuału przekazuje się zabójczą myśl o chorobie, śmierci, umieszczeniu magicznej kości wewnątrz ciała lub kradzieży życiodajnego tłuszczu z nerek. Karadji potrafią także przesyłać myśli innym osobom, a nawet sprawić, że dzięki mocy tych myśli ich „adresat” zacznie działać zgodnie z wolą czarownika. Różni się to od hipnozy, którą również często stosują. W tym przypadku wystarczy sama siła skupionego wzroku – nie trzeba wypowiadać słów zawierających hipnotyczne sugestie. Podobnie jak nasi europejscy jasnowidzący, karadji są w stanie nie tylko odnaleźć zaginioną osobę na podstawie zdjęcia czy dowolnego należącego do niej przedmiotu, ale także – za pomocą przekazu myśli – pomóc jej odnaleźć drogę powrotną lub sprawdzić jej samopoczucie.
Niezwykłą ich umiejętnością jest też możliwość czytania w myślach innych ludzi oraz „widzenia” zdarzeń zachodzących w odległych miejscach. „Czasem siadam obok jakiegoś człowieka, patrzę na jego głowę i mogę mu powiedzieć: »Myślisz o tym i o tamtym«. Ten człowiek jest zdumiony. Pyta: »Skąd o tym wiesz?«. Na co ja odpowiadam: »Potrafię widzieć w twoim umyśle«” – opowiadał pewien karadji australijskiemu badaczowi.
Jednym z aborygeńskich sposobów dowiedzenia się, „co słychać” w odległym miejscu, jest wysyłanie ducha opiekuńczego, który po powrocie opowiada karadji, co zobaczył i usłyszał.
Inna właściwość aborygeńskich uzdrowicieli nazywana jest „silnym okiem”. Pozwala ono dostrzec przyczynę choroby, stwierdzić, czy dusza jest jeszcze obecna w ciele, a przede wszystkim zobaczyć i wyśledzić ducha sprawcy choroby – na przykład innego czarownika, a nawet zaangażowane w to duchy zmarłych. W miejscach, gdzie za główną przyczynę chorób uważa się kradzież albo zagubienie duszy, „silne oko” pozwala ją odnaleźć i sprowadzić do ciała chorego. Karadji potrafią też chodzić po ogniu, niespodziewanie znikać i się pojawiać, tworzyć złudzenia wzrokowe i słuchowe, które może zobaczyć czy usłyszeć wiele osób naraz. Takie zbiorowe halucynacje wykorzystywane są czasem do obrony.

Dwóch karadji chciało kiedyś ochronić swoją grupę przed nieprzyjacielem. Rozpalili wielkie ognisko i położyli się po obu jego stronach, śpiewając magiczne pieśni. Kiedy wrogowie dobiegli do ogniska i rzucili dzidami w leżących mężczyzn, śpiew ustał. Okazało się, że trafili w dwie kłody drewna! Tymczasem obaj karadji, wcale się nie kryjąc, spacerowali w bezpiecznej odległości. Po kilku bezowocnych próbach ataku zmęczeni i zniechęceni wrogowie wrócili do swego obozu. Karadji opanowali też „magiczny chód” – są w stanie przemierzać ogromne przestrzenie z szybkością galopującego konia.
Kultura Aborygenów pozwala wszystkim medytować czy pracować ze snami. Dzięki temu karadji potrafią w każdej chwili otworzyć się na niezwykłe, paranormalne informacje.
„Kiedy widzisz, jak starszy człowiek siedzi i nie rusza się – nie przeszkadzaj mu bo cię okrzyczy. Nie baw się obok niego, ponieważ usiadł tam, żeby »widzieć«. Skupia się na swoich myślach, co pozwala mu czuć i słyszeć. Później, w specjalnej pozycji, może się położyć, a nawet zasnąć. Wówczas będzie mieć wizje i usłyszy, co mówią do niego duchy” – tak Aborygeni przestrzegają swoje dzieci.

Medytacje, szkolenie oraz praktyki aborygeńskich uzdrowicieli przypominają te uprawiane przez tybetańskich joginów. Jogini praktykują na cmentarzach lub na polach kremacyjnych i to samo robią Aborygeni medytujący oraz śpiący na grobach przodków. Nawet instrukcje do medytacji są zadziwiająco zbieżne. Aborygeński magiczny chód jest taki sam jak tybetański szybki chód lung-gom-pa, gdzie podróżujący przemierza szlak długimi skokami, prawie nie dotykając ziemi i przez cały czas znajduje się w transie. Również telepatia, umiejętność bycia w innym miejscu niż ciało, znikanie i przesyłanie myśli są częstym zjawiskiem wśród tybetańskich joginów. Sam rodzaj medytacji stosowany przez Aborygenów jest bardzo zbliżony do medytacji tybetańskich, zwłaszcza tych z tradycji dzogczen, gdzie najpierw pracuje się nad skupieniem umysłu, a potem, w różnych pozycjach siedzących i leżących, wpatruje się w niebo. Naukowcy próbowali dociec, skąd biorą się takie podobieństwa. Jedno z możliwych wyjaśnień mówi, że Aborygeni przed 50 tysiącami lat opuścili Indie i dotarli do Australii. Inna teoria dowodzi, że idee oraz praktyki były rozprzestrzeniane przez starożytnych wędrowców.

/autor:Robert Palusiński

źródło:magazyn Wrózka/

Autor jest terapeutą Psychologii Zorientowanej na Proces, tłumaczem książek Arnolda Mindella, członkiem zespołu Akademii Zorientowanej na Proces w Warszawie. Prowadzi warsztaty rozwojowe i szkoleniowe (np. autorskie warsztaty dla mężczyzn) oraz sesje terapeutyczne (także telefonicznie). http://www.palusinski.strefa.pl

ENERGIA KOSMOSU JEST W NAS

Zasady fizyki kwantowej pozwalają wytłumaczyć wiele zjawisk, które do tej pory były wyśmiewane i przypisywane ezoteryce.

Fizyka kwantowa jest nauką, która stara się dotrzeć do początku stworzenia świata. A dokładnie do pierwszej sekundy po Wielkim Wybuchu, w wyniku którego powstał Wszechświat. I zadaje pytanie: co ten Wielki Wybuch spowodowało? Co było siłą sprawczą powstania wszystkiego, co dziś wokół siebie oglądamy? Poszukiwanie pierwszej przyczyny jest więc dla wielu wierzących poszukiwaniem Boga. Stąd też nagle największa i najnowocześniejsza z nauk okazała się sprzymierzeńcem ezoterycznych działań.

Podróż w czasie
Uczeni stosując najnowocześniejsze urządzenia, wykonali na przykład doświadczenie polegające na tym, że mała drobina, składowa atomu – elektron – teleportowała się niczym w powieściach science fiction. „Nadano” go w jednej maszynie, a „odebrano” w drugiej. W opowiadaniach SF człowiek wchodzi do specjalnej kabiny i za kilka sekund materializuje się na drugim końcu świata. Elektron to jedynie maleńka część atomu, ale od czegoś musimy wszak zacząć. Ów elektron w innym doświadczeniu cofnął się także w czasie o jakąś milionową część sekundy. To bardzo niewiele, ale skoro można cofnąć się w czasie ułamek sekundy, to pewnie można i o parę lat. Pierwsza żarówka skonstruowana przez Edisona świeciła tylko kilka sekund. Dzisiejsze żarówki potrafią być niezniszczalne przez lata. Najważniejsza jest zatem idea i świadomość, że „to da się zrobić”.

Przesyłanie energii
Pewną cechą elektronów w myśl fizyki kwantowej (i tu musicie uwierzyć mi na słowo, a fizycy niech przymkną oczy i uszy na to, co dalej) jest to, że występują one, jak bliźnięta, powiązane ze sobą tajemniczą siłą. Jeśli jeden z nich poddany jest jakiemuś działaniu, ten drugi odbiera te działania również. I tu najnowsza nauka wyjaśnia zjawisko przesyłania energii na odległość oraz efekty działania bioterapeutów na zdjęcie chorego. Poprzez fotografię człowiek odbiera przesyłany sygnał informatyczny. Najnowszy aparat do takiego działania nazywa się quantec i służy do takiego właśnie przesyłania na odległość leczniczego sygnału, który „ustawia” nasze pole energetyczne tak, jak powinno wyglądać, gdy jest zdrowe. Czyli takie, jakie przynieśliśmy ze sobą na świat – niezniekształcone wpływami środowiska, bez zanieczyszczeń, elektromagnetycznych smogów.

Myśli tworzą rzeczywistość
Fizyka kwantowa tłumaczy także słynne zadanie zalecane przez rozmaitych mistrzów medytacji: myśl pozytywnie, ponieważ tak robiąc, kreujesz pozytywne myśli, a zatem i pozytywne działanie. Fizyka kwantowa powiada w tym miejscu, że jakieś zjawisko istnieje tylko wtedy, jeśli je obserwujemy. Nasze patrzenie na nie tworzy je, kreuje. Czy gdy zamkniemy oczy, widzimy kipiące mleko? Dopiero patrząc na nie, zdajemy sobie sprawę, że musimy wyłączyć gaz, żeby nie wykipiało całkiem. Otwierając oczy na świat i postrzegając go, jednocześnie jesteśmy jego twórcami. Niczym Bóg. I tu fizyka styka się z Pismem, w którym przecież napisano, że każdy z nas stworzony jest na podobieństwo Boga i nosi w sobie Jego moc. Jesteśmy utworzeni z takiej samej materii, jak cały wszechświat, tak więc będąc jego cząstką, uczestniczymy we wszystkim, co go dotyczy. Nasze elektrony od pary wędrują wszędzie. Stąd możliwość pominięcia czasu i umiejętność zaglądania w przyszłość w przypadku niektórych bardziej uzdolnionych ludzi oraz przesyłanie myśli na odległość, czyli telepatia.

Szansa na spotkanie Boga
Druga ważna zasada fizyki kwantowej to zasada nieoznaczoności, którą zdefiniował niemiecki fizyk – Werner Heisenberg, a która powiada, że nie możemy określić jednocześnie dwóch wartości każdej cząstki: jej miejsca pobytu i szybkości. A więc nie wszystko jest zdeterminowane w fizyce kwantowej. Skoro nie możemy czegoś jednoznacznie określić, pozostaje miejsce na interpretację, dyskusję, targi, domniemania, na nasze widzimisię. Czy to nie jest zdumiewające? Fizyka, tak jak Pismo, zostawia miejsce na naszą wolną wolę. Nie jesteśmy na nic z góry skazani. Nasze życie zależy od nas samych. Nawet astrologowie przychylają się do tej tezy, twierdząc, że gwiazdy „ukazują, ale nie nakazują”. Następne doświadczenia w laboratoriach naukowców otwierają kolejne ścieżki do poznania człowieka i wszechświata. Wielki Zderzacz Hadronów (największa maszyna świata, w której udało się stworzyć warunki, jakie panowały tuż po powstaniu świata, czyli 14 miliardów lat temu) pozwala na zbadanie, co wydarzyło się w 2/3 sekundy przed Wielkim Wybuchem, przed stworzeniem wszechświata. Kiedy uda się rozszyfrować moment zero,  fizycy i wszyscy zjadacze chleba otrzymają odpowiedź na pytanie, jak powstał wszechświat. I, być może, czy ktoś go stworzył? To dlatego mówi się, że fizycy kwantowi pierwsi zobaczą Boga. Czy tylko nie skończy się to tak jak z wieżą Babel?

/źródło:gwiazdy.com.pl/

MODLITWA O ZDROWIE

Uzdrawianie modlitwą stało się faktem naukowym! Czy kryją się za nim prawa fizyki kwantowej?

Poważne pismo medyczne, „Archives of Internal Medicine”, wydawane przez Stowarzyszenie Lekarzy Amerykańskich, opublikowało studium dowodzące, że modlitwa za innych, z prośbą o uleczenie, przyczynia się do poprawy zdrowia chorych, nawet jeśli nie są oni świadomi, że ktoś się za nich modli.

To nie dowód na istnienie Boga!
Dr William Harris z Laboratorium Badań Lipidów w Kansas (USA) wykazał, że grupa pacjentów z chorobą wieńcową, w których intencji modlili się ochotnicy, miała mniej komplikacji klinicznych niż grupa, za którą się nie modlono. Trzeba dodać, że żaden z chorych nie wiedział ani o eksperymencie, ani o modlitwie. W ten sposób wykluczono działanie autosugestii. Osoby modlące się przez 28 dni o zdrowie dla podopiecznego nie miały właściwości uzdrowicielskich i znały tylko numer łóżka pacjenta, którego im „przydzielono”.
I co się okazało?

Niebiosa nie były obojętne: zmniejszyły wyraźnie ilość klinicznych objawów schorzenia i potrzebę używania leków. O całe 10% zmniejszyły też ilość powikłań, w porównaniu z grupą kontrolną, za którą się nie modlono.

Doświadczenie to ściągnęło na głowy zespołu medycznego nieoczekiwane i kłopotliwe zarzuty ze strony dewocyjnych organizacji i pisemek. Dr Harris musiał nawet wyjaśniać: „Nie próbowaliśmy sprawdzać w ten sposób, czy Bóg odpowiada na prośby, ani czy Bóg istnieje. Wszystko, o co nam chodziło, to jedynie sprawdzenie, czy modlitwa ma wpływ na zdrowie”.
Podobne wyniki dały badania nad wpływem modlitwy na pacjentów Medycznego Centrum Pacyfiku, opublikowane przez dr Elizabeth Targ w „Western Journal of Medicine”. Wykazały one, że stan psychiczny osób, którym podawano nie tylko leki, ale i za które się modlono, znacznie się poprawiał, rzadziej też pojawiały się powikłania, lżejszy był przebieg choroby i krótszy pobyt w szpitalu.

Myśli – nieznana forma energii
Te zaskakujące odkrycia nie spotkały się z krytyką środowiska naukowego czy mediów. Zostały przyjęte raczej jako dalszy ciąg od dawna prowadzonych badań nad zdolnością mózgu do wpływania z odległości na istoty żywe. Obiektem tych badań są mikroorganizmy, rośliny i ludzie, umieszczani za ekranami nie przepuszczającymi jakiejkolwiek znanej energii, w tym fal elektromagnetycznych, termicznych, dźwiękowych. Odbieranie, mimo to, myślowych przekazów, czasem wysyłanych z odległości nawet kilkuset kilometrów, przyjęto za dowód działania niefizycznego czynnika.
Naukowcy, Robert G. Jahn i Brenda J. Dunne z Laboratorium Badań Anomalii Uniwersytetu Princeton w USA, zgadzają się, że dla zrozumienia efektu leczniczego modlitwy, podobnie jak telepatii czy prekognicji, konieczne jest włączenie do modelu fizycznego czynnika ludzkiej psychiki. Nie jest to dla fizyki kwantowej czymś nowym! Przecież jedna z jej zasad – zasada nieoznaczoności Heisenberga – mówi, że „obserwator wpływa na obiekt obserwowany”, a obiekt mierzony zmienia przez samą próbę dokonania pomiaru.

Mówiąc prościej: rzeczywistość „obiektywna” oddzielna, niezależna – nie istnieje. Wszystko ze wszystkim jest powiązane i wzajemnie zależne.

Telepatia naukowo potwierdzona

Nikt już nie zaprzecza istnienia telepatii, czyli natychmiastowego porozumienia między umysłami. Badacze dostarczają wciąż nowych dowodów. Ostatnio np. Laboratorium Badań Umysłu w USA dokonało 256 000 prób z udziałem 15 par znających się osób. Kazano im wpływać myślami na maszynę wybierającą przypadkowe numery. To się udawało! Lecz co najciekawsze, wyniki były tym lepsze, im bliżej pary były ze sobą związane. Innym przykładem telepatycznych oddziaływań są bliźnięta, które, rozdzielone tuż po narodzeniu, żyją z dala od siebie, nie znając się w ogóle. Okazuje się, że często żenią się w tym samym czasie, z osobami o takim samym imieniu i zbliżonym wyglądzie, a swoim dzieciom nadają te same imiona.

Dowodu dostarczył w 1982 r. francuski fizyk, Alain Aspect, dokonując jednego z najbardziej rewolucyjnych odkryć współczesnej nauki. W olbrzymim akceleratorze CERN w Genewie badał cząstki bliźniacze (splątane kwantowo) oddalające się od siebie z szybkością światła. Gdy mierzono spin (w uproszczeniu: kierunek wirowania) jednej z nich, druga cząstka, dokładnie w tej samej chwili, przybierała spin przeciwny. Wniosek był zaskakujący: cząstka „wiedziała” natychmiast, że druga jest obserwowana! Ten efekt był już przewidziany przez Einsteina, choć uczony nie mógł się z tym pogodzić i mówił, że „świadczyłoby to o telepatii” (lub, co też mu się nie podobało, że istnieje jakieś „nadprzestrzenne”, natychmiastowe połączenie między cząstkami, które nazwano związkami nielokalnymi). A jednak efekt istnieje! Czy to znaczy, że fizyka dowiodła istnienia telepatycznego przekazu tam, gdzie nawet nie ma myśli? Fizyk Michael Talbot uważa w każdym razie że chodzi o tę samą zasadę, która rządzi zwykłą telepatią.

Nie wszystko można wymodlić
Ale wróćmy do leczenia na odległość. Dr William Harris, który odważył się włączyć modlitwę do terapii klinicznej, mówi: „Niezbyt mnie interesują same mechanizmy działania, bardziej – sposoby skutecznej modlitwy. Nie wiem nawet, czy wszyscy pacjenci są wierzący, nie pytamy o to, ale być może ich wiara ma też jakieś znaczenie.
Z drugiej strony, ciekawe jest studium porównawcze urodzin chłopców w Indiach i Wielkiej Brytanii. Tu i tam rodzi się ich taka sama ilość (w procentach, oczywiście), mimo że w Indiach rodzice powszechnie błagają bogów o potomka męskiego. Jeśli to nie skutkuje, to może ważniejsze są inne czynniki, jak dieta czy stan zdrowia, a może istnieją jakieś nadrzędne prawa, które blokują pragnienia?”

Dostrajanie się do Boga
Leczenie modlitwą jest stosowane także przez Hiszpańskie Towarzystwo Uzdrowicieli Duchowych. Jego członkowie zamiast zwykłej modlitwy używają „archetypów duchowych”. Są to figury geometryczne symbolizujące różne aspekty fizyczne, umysłowe i duchowe pacjentów. Za ich pomocą, twierdzą, przywraca się łączność pacjenta z uzdrawiającą energią kosmosu i odnawia jego własny potencjał leczniczy.
Dla Alberta Merellesa, prezesa Towarzystwa, ta energia to uniwersalna świadomość, którą jedni nazywają „Bogiem”, inni „energią kosmiczną”. Ważne jest, aby się dostroić i zjednoczyć z wszechświatową siecią, co – jak zapewnia Merelles – wywoła proces leczenia w chwili, gdy umysł znajdzie się w stanie relaksu, emitując fale alfa o częstotliwości 8-14 Hz.

/autor:Maciej Kuczyński

źródło:magazyn Wróżka/

TELEPATIA TO FAKT

– Telepatia jest oparta na fantastycznych teoriach. Nie ma dowodów, że w ogóle istnieje! – obwieścił prof. Lewis Wolpert, biolog z London University, podczas debaty nad telepatią w Królewskim Towarzystwie Sztuki.

Jednak opinię Wolperta, jak zauważyło opiniotwórcze pismo „Nature”, podzieliło niewielu uczestników debaty. Najważniejszy głos sprzeciwu należał do Ruperta Sheldrake’a, biochemika z Cambridge.

Rupert Sheldrake zebrał sporo dowodów na istnienie telepatii, a co najważniejsze, uzyskał je w warunkach doświadczalnych. Eksperymenty nie były spektakularne, dotyczyły raczej zjawisk i odczuć znanych każdemu z nas z codziennego życia. Ale może właśnie dlatego tym bardziej są interesujące.

Ktoś za chwilę zadzwoni
Na początek Sheldrake zajął się częstym u ludzi przeczuciem, że ktoś zaraz do nich zadzwoni lub przyśle e-mail. Aby wstępnie zbadać to zjawisko, współpracownicy biologa przeprowadzili ankietę telefoniczną w Londynie i Bury (Wielka Brytania) oraz w Santa Cruz w Kalifornii.

W Anglii połowa respondentów potwierdziła, że często miewa przeczucie, że ktoś za chwilę zadzwoni, i tak rzeczywiście się dzieje. To samo potwierdziło 47 proc. kalifornijczyków. W Bury 66 proc. ankietowanych zdarzyło się zadzwonić do kogoś, kto właśnie chciał się z nimi skontaktować. W Santa Cruz podobne doświadczenie miało 68 proc. pytanych. Co więcej, w obu miastach odpowiednio 45 i 68 proc. ankietowanych osób przynajmniej raz zdarzyło się pomyśleć o kimś od dawna nie widzianym i tego samego dnia odebrać od tej osoby telefon. W każdym z miast tego rodzaju doświadczenia miało więcej kobiet niż mężczyzn.

/ źródło: gwiazdy.com.pl /

ŚWIAT PEŁEN MAGII

Od roku przydarza mi się coś dziwnego. Byłam chora na grypę, więc spałam w pokoju obok, żeby nie zarazić męża. Rano obudziłam się niewyspana, bo miałam niespokojny i męczący sen: byłam gotowana w wielkim garnku…

Nie w kotle jak w piekle, lecz w zwykłym garnku z wodą, tyle że ogromnym. Bardzo chciałam się wydostać z wrzątku, ale nie mogłam. Rano opowiedziałam sen mężowi i dodałam, że pewnie musiałam mieć wysoką gorączkę. Wtedy on powiedział, że jemu śniło się dokładnie to samo! Nie miał gorączki i spał w innym pokoju!

Byliśmy pod wrażeniem wspólnego snu. Oboje mieliśmy we śnie uczucie, że jesteśmy w pułapce, z której nie możemy wyjść. Jest gorąco, nasze ciała są obolałe. W końcówce mojego snu pojawił się ratunek: nad garnkiem pokazały się dwie ogromne dłonie i przyniosły mi trochę ochłody. Natomiast mój mąż w swoim śnie rozbujał garnek, aż ten się przewrócił i wtedy się z niego wydostał.
Po południu dowiedzieliśmy się, że mój syn z pierwszego małżeństwa, który mieszkał w szkole z internatem, kilkadziesiąt kilometrów od domu, został zatrzymany przez policję. Fałszywie oskarżyli go koledzy, a policjanci skatowali chłopca w areszcie tak bardzo, że przez pierwsze dwa tygodnie nie dopuszczali do niego adwokata. Czekali, aż znikną siniaki. To był prawdziwy dramat dla niego i dla mnie. Przeczułam to we śnie. Jako matka odebrałam przede wszystkim jego ból. Natomiast mój obecny mąż wyśnił możliwość uwolnienia go z aresztu. Rzeczywiście, udało się. Dzięki znajomościom chłopak odpowiadał z wolnej stopy.
Od tego czasu wspólne sny zdarzyły nam się jeszcze trzykrotnie. Zawsze w części były jednakowe, a w części różne. Zwracaliśmy się do kilku jasnowidzów z prośbą o wyjaśnienie, ale żaden nie potrafił nam tego wytłumaczyć. Czy wspólne śnienie to telepatia? Jeśli tak, czemu zdarza się nam tylko w wyjątkowych wypadkach? Dlaczego zaczęło się to dopiero po 10 latach małżeństwa? I czemu w końcówce nasze sny się różnią?
Najbardziej wstrząsający był przedostatni. Śniła mi się metalowa wanienka, w której znajdowały się rybki różnej wielkości, przeważnie małe. Wiele z nich pływało do góry brzuchami, niektóre samobójczo wyskakiwały z wody. Pamiętam, że było mi ich bardzo żal. Jednocześnie czułam wstręt patrząc na te zdechłe. Mojemu mężowi również śniła się wanna, ale stała na dachu wieżowca. Niektóre ryby wyskakiwały i jak szybowce unosiły się nad okolicą. Natomiast jedna miała czerwone płetwy i kurczowo złapała się nimi brzegów wanny, bo ktoś chciał ją wylać razem z wodą. A potem mężowi śniła się czerwona rybia płetwa, łopocząca na wietrze, przyczepiona do piorunochronu.
Tej nocy zginęła nasza sąsiadka, samotna kobieta w średnim wieku. Znaleziono ją nagą pod oknami. Wyskoczyła, albo wypadła, z 10 piętra. Wkrótce zatrzymano mężczyznę, który był jej gościem tego wieczoru. Zeznał, że po wypiciu dwóch butelek szampana pokłócili się podczas wspólnej kąpieli w wannie. Wtedy ona wybiegła mokra i naga z łazienki i wyskoczyła z okna. Sekcja zwłok ujawniła, że kobieta miała wodę w płucach, czyli utonęła w wannie. A może była tylko podtopiona i została wyrzucona?
Miesiąc później rodzina sąsiadki wyprzedawała meble z jej mieszkania. Zajrzeliśmy tam i wtedy rzuciła mi się w oczy niewielka czerwona chusteczka, zahaczona o wystający element balustrady balkonowej. Zmarła nosiła ją często we włosach. Przypomniała nam czerwone płetwy ze snu mojego męża.

Irena Pawłowska, Toruń

Gdyby ktoś opowiadał mi tę historię i przysięgał, że jest ona prawdziwa, nie uwierzyłabym. Mam 30 lat, mieszkam od urodzenia w Warszawie, prowadzę w centrum miasta gabinet kosmetyczny i w żadne czary nie wierzę. A przynajmniej nie wierzyłam do niedawna. Nie pozwalał mi na to mój chłodny racjonalizm. To co chcę opowiedzieć zaczęło się jakieś dwa lata temu. Któregoś dnia mój gabinet odwiedziła nowa klientka. Szara myszka, niewysoka, właściwie niczym się nie wyróżniała. No może tym, że rozmawiając ze mną dziwnie mrużyła oczy. Robiły się wtedy jak dwie szparki, nabierały złotawego koloru i miałam wrażenie, że wwiercają się we mnie niczym świderki. W każdym razie pozostawiła po sobie jakieś dziwne wrażenie. Pamiętam, że myślałam potem o niej w domu, że jest trochę niesamowita. Jakoś zaraz po jej wizycie odczułam zastój w interesie, chociaż wtedy z nią tego nie kojarzyłam. Przez parę dni nie miałam klientek, co się właściwie nigdy nie zdarzało. Potem wszystko wróciło do normy. Pojawiła się u mnie ponownie jakieś 3 miesiące później. Znowu przewiercała mnie przymrużonymi oczami. Ciągle o coś wypytywała, była wścibska, co mnie denerwowało. Ale klient ma swoje prawa, więc byłam uprzejma.
I znowu przez dwa tygodnie w gabinecie był zastój. Tak naprawdę skojarzyłam te fakty po jej czwartej czy piątej wizycie. Zaczęłam się wtedy bać. Na szczęście przychodziła raz na parę miesięcy. Gdy pojawiła się w grudniu ubiegłego roku, dzień przed Wigilią, pomyślałam, że znowu mam klientki z głowy. I to w najlepszym dla kosmetycznego biznesu momencie. Uspokoił mnie trochę zeszyt z zapisami. Był przepełniony. I nie uwierzycie. Już pierwszego dnia po świętach klientki zaczęły telefonować, jedna po drugiej, odwołując wizyty – a to wyjeżdżały do rodziny, albo za granicę, a to rozłożyły się na grypę. Powodów było bez liku. Po raz pierwszy, odkąd jestem kosmetyczką, przesiedziałam sama w gabinecie oba przedsylwestrowe dni. Zaraz po Nowym Roku pobiegłam do sklepu z magicznymi rzeczami przy ulicy Mokotowskiej. Moje pracownice kupowały tam amulety, talizmany na miłość i powodzenie. Śmiałam się z ich głupoty i z tego, że ciągle biegają do wróżek. Cóż, los zemścił się na mnie. Właścicielka poradziła mi bym kupiła miotłę, zawiązała na niej czerwoną wstążeczkę i ustawiła ją przy drzwiach wejściowych do gabinetu. Myśląc, że już na głowę upadłam, targałam miotlisko do samochodu. W tydzień po Nowym Roku moja fatalna klientka przyszła, choć nie była zapisana. Chciała tylko skorzystać z solarium.
Tym razem nie patrzyła na mnie, gdy rozmawiałyśmy. Hipnotyzowała wzrokiem miotłę! Gdy powiedziałam – proszę, solarium jest wolne, ona rzuciła oschle – nie skorzystam i wybiegła jak szalona. Mam nadzieję, że już nie wróci. Była bowiem wyraźnie poirytowana i jakby wystraszona. Miotła stoi w drzwiach nadal. Na wszelki wypadek. A ja już nie śmieję się z moich pracownic.

Marta Błońska, Warszawa

Pojechałam z wycieczką do Włoch. W jednym z kościołów oglądaliśmy grobowiec pełen ludzkich szkieletów – legenda mówiła, że niejeden niedowiarek i hultaj doznał w tym miejscu nawrócenia. Mojej grupy nie interesowały te rewelacje, szybko poszła dalej. Zostałam sama. Obejrzałam się w lewo, w prawo i… chwyciłam z grobowca jakąś małą kostkę.
Niestety, podkradałam tak nie pierwszy raz. Zawsze ze znanych miejsc starałam się przywieźć jakąś pamiątką – kamyk z muru rozpadającego się zamczyska, kwiatek do zasuszenia czy kawałek kory z drzewa ze znanego ogrodu. Zachowywałam się jak kleptomanka, która cieszy się, jeśli uda się jej ściągnąć jakiś drobiazg. Kości jeszcze nie kradłam, ale łyżeczki, spodki, haftowane serwetki z restauracji, owszem. Wstydziłam się tej słabości, ale jednocześnie cieszyłam się ze swego sprytu.
Po powrocie do domu obejrzałam kość dokładnie. Według mojej znajomości anatomii był to kawałek szkieletu palca – biały i leciutki jak piórko. Pokazałam swój łup mężowi i synowi, ale oni, nie okazując zainteresowania, popatrzyli na mnie z niesmakiem. Włożyłam kostkę do ozdobnego pudełeczka na komodzie, a obok pieczołowicie poukładałam kamyki z Forum Romanum, Koloseum itd.
Wiary w świat zjawisk nadprzyrodzonych i istnienie zaświatów pozbyłam się już dawno. Z dumą mówiłam, że jestem trzeźwą realistką. Ale teraz ogarnął mnie jakiś niepokój. Ciągle zaglądałam do pudełeczka – oglądałam kość, analizowałam szczegóły, wąchałam. Wydawało mi się, że wydziela zapach butwienia, wręcz rozkładającego się ciała. Wyobrażałam sobie żywą skórę na tym szkieleciku, potem całą dłoń, potem osobę… Czułam dreszcze, robiło mi się zimno i gorąco. Strach mieszał się z wrażeniem, że okradłam kogoś, kto żył kilka wieków temu.
Zaczęłam źle sypiać, dom przestał być dla mnie przytulny i miły, zapanowała w nim atmosfera niepokoju i napięcia.
Postanowiłam wziąć się w garść. Przecież nie pojadę do Rzymu specjalnie po to by włożyć kość do grobowca! – powiedziałam sobie. Trochę się uspokoiłam, ale wtedy zaczęła boleć mnie ręka. Kiedy nie pomogły środki przeciwbólowe, poszłam do lekarza. Podejrzewał złamanie jakiejś drobnej kości śródręcza, ale prześwietlenie nic nie wykazało.
Ostatecznie włożyłam włoską kość do dołka wykopanego ukradkiem pod darnią na grobie dziadka. Niech spoczywa w spokoju.
Ja też się uspokoiłam. I na pewno nie ściągnę już nigdy żadnej pamiątki z zabytkowego miejsca, choćby pokusa była nie wiem jak silna.

/autor:źródło:magazyn Wróżka/

WSZECHŚWIAT WEDŁUG SZYPOWA,CZYLI GDZIE RODZĄ SIĘ CUDA

Prekognicja, telepatia, telekineza, bilokacja, bioenergoterapia, nawiedzenie, opętanie, stygmatyzm, magnetyzm, radiestezja, energia kształtu… Oficjalna nauka, nie będąc w stanie wyjaśnić tych zjawisk paranormalnych, po prostu zaprzecza ich istnieniu. Powstała jednak teoria naukowa, w której jest miejsce i na materializm, i na „cuda”.
Mało kto wie, że niewytłumaczalne, a więc paranormalne, zjawiska od dawna obserwowane są również w laboratoriach naukowych: sygnały z kosmosu pędzące z szybkością miliardy razy większą od prędkości światła, oddziaływanie między żywymi komórkami na odległość, możliwość ograniczenia wpływu grawitacji na obiekty materialne, magnetyzowanie wody, tzw. biokomunikacja (polegająca na przyjmowaniu cech żywego obiektu przez inny żywy obiekt, bez świadomej wymiany informacji) i wiele innych – wszystko to nauka klasyfikuje jako „zjawiska obserwowane eksperymentalnie” i, mimo ich sensacyjności, nie zajmuje się nimi w ogóle, zaprzeczają one bowiem obowiązującym w świecie nauki oficjalnym teoriom. Co więcej – badaczy, którzy chcą wyjaśnić owe fenomeny i formułują nowe teorie, wyklucza się z naukowej społeczności. Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się tacy, którzy swoje przekonania stawiają wyżej od kariery naukowej.

Miejsce dla Boga

 

Gennadij Iwanowicz Szypow, rosyjski fizyk, zainspirowany mnogością pojawiających się zjawisk, które w zależności od miejsca występowania nazywane są paranormalnymi lub „zjawiskami obserwowanymi eksperymentalnie”, przyjrzał się pracom różnych fizyków, którzy po Einsteinie próbowali dokonać postępu w nauce, wykraczając poza ramy nakreślone przez teorie względności.
W końcu, dysponując ogromną wiedzą nie tylko w zakresie fizyki, ale i matematyki, spróbował dokonać przekształcenia einsteinowskiej czasoprzestrzeni do innego, niż rozważany przez Einsteina, układu geometrycznego (pamiętajmy, że sedno teorii Szypowa zawiera się na kilkudziesięciu stronach niezwykle skomplikowanych obliczeń matematycznych). W nowym układzie współrzędnych rzeczywistość nabrała innego kształtu, jej zakres poszerzył się o przeczuwane przez człowieka, a nigdy nie potwierdzone przez naukę, obszary. I nie dość że, jak twierdzi jej autor, Teoria Próżni pozwala wyjaśnić niemal wszystkie zjawiska paranormalne, to jest w niej także miejsce dla Wyższej Świadomości, czy, jak kto woli, Boga, Kreatora. Ba – z równań wynika, że warunkiem powstania wszechświata jest istnienie Stwórcy!

Baza danych wszechświata
Pierwotne Pole Świadomości, czyli Pierwotna Próżnia, to baza danych Wszechświata, zarówno wygenerowana przez Zupełne „Nic”, jak i wzbogacona o myśli wszystkich jego mieszkańców ze wszystkich okresów istnienia, zarówno przeszłych jak i przyszłych. Informacje zawarte w Pierwotnym Polu Świadomości (zwanym przez ezoteryków kroniką Akashy) są dostępne dla ludzi, którzy potrafią wprowadzić się w stan zupełnego wyciszenia. Wówczas, dzięki oddziaływaniu pola torsyjnego na spinową strukturę neuronów ich podświadomości, niezakłócony żadnym szumem myśli przepływ informacji powoduje oświecenie człowieka, pozwala za pomocą własnego ciała badać otaczający świat i otwiera kanał myślenia dedukcyjnego. Temu służyć ma przecież medytacja.

Jak wygląda Świat

Według Szypowa, otaczający nas świat składa się nie tylko z postrzeganej przez nas materii w znanych nam wszystkim stanach skupienia (ciało stałe, ciecz, gaz, plazma), ale przede wszystkim z, jak je nazywa, Poziomów Rzeczywistości.
Są one wynikiem rozwiązań równań Teorii Próżni Fizycznej Szypowa i zostały przez niego nazwane światami:

  • Materii Ciężkiej
  • Materii Lekkiej
  • Wyższej Rzeczywistości

Historia kilku ostatnich tysięcy lat jest jedną wielką poznawczą podróżą ludzkości przez cuda naszego najłatwiej przez nas postrzeganego świata, Świata Materii Ciężkiej (magnetyzm, chemia, elektryczność, telepatia, bilokacja, bioterapia itp.). Jednak w tej podróży przez cały czas towarzyszył nam lęk przed zjawiskami – cudami, które na pewno pochodziły nie z tego świata. Z Teorii Próżni Szypowa wynika, że cuda te to najczęściej naturalne zjawiska występujące w Świecie Materii Lekkiej i Świecie Wyższej Rzeczywistości.

Świat Wyższej Rzeczywistości dzieli się na trzy Poziomy:

  • Absolutne „Nic”
  • Pierwotną Próżnię
  • Próżnię

O najwyższym Poziomie Rzeczywistości, Absolutnym „Nic” nie da się powiedzieć niczego konkretnego poza tym, że posiada największą stabilność. Opisuje go tożsamość 0 = 0. Jednakże jest to bardzo twórcze i płodne „Nic”. Otóż z opisujących go równań, za pomocą odpowiednich przekształceń, wyprowadza się wzory, z których wynika matematyczne istnienie Pierwotnej Próżni oraz Próżni, a także niższych Poziomów Rzeczywistości. Inaczej mówiąc – gdyby nie było Absolutnego „Nic”, nie powstałyby kolejne Poziomy.

Jedynym wytłumaczeniem takiej możliwości jest posiadanie przez Absolutne „Nic”, czyli przez, jak ją nazywa sam Szypow, Superświadomość, nieskończenie wielkich zdolności tworzenia. Zupełne „Nic”, czyli Kreator, tworzy matematyczne plany (matryce) Pierwotnej Próżni oraz Próżni

  • Pierwotna Próżnia: ze wzorów opisujących ten Poziom wynika, że jest on „siedliskiem”

    wszelkich oddziaływań niesiłowych (np. nie zaginających czasoprzestrzeni), które są odpowiedzialne m.in. za zjawiska paranormalne.

    Tu powstaje Pierwotne Pole Torsyjne (wirowe) przenoszące informacje, dlatego nazywane jest także Pierwotnym Polem Świadomości.

  • Próżnia: ten Poziom jest matrycą (planem) świata Materii Ciężkiej.

    Prawa fizyczne rządzące naszym światem zawarte są w równaniach opisujących ten Poziom Rzeczywistości.

Tak oto okazuje się, że nauka ścisła może potwierdzić przewidywany przez myślicieli i religie porządek świata.

„Nic” jest początkiem wszystkiego: Stwórca tworzy materię z niczego (Świat Materii Ciężkiej), od Stwórcy pochodzi pierwotna wiedza, jednak może być ona wzbogacana przez myśli istot rozumnych, a do tego pozostaje niezniszczalna (Świat Materii Lekkiej). Dusza może być nieśmiertelna również z materialistycznego punktu widzenia. Materia, tak jak powstała z Niczego, może w Nic się obrócić. I tak zamyka się koło opisane w świętych pismach, teraz opisane także i równaniami fizycznymi.

Dlaczego fizycy nie chcą Teorii Próżni

Mimo że obraz świata opisany równaniami Szypowa znakomicie pasuje do naszego o nim wyobrażenia, to fizycy nie akceptują tej teorii. Oficjalnie jako przyczynę podają, że rozwiązania równań Próżni Fizycznej w odniesieniu do Świata Materii Ciężkiej nie zgadzają się z powszechnie uznanymi prawami fizyki. Krytycy Szypowa podkreślają jednoznaczne niezgodności z wynikami obliczeń wykonywanych według zwykłych wzorów, znanych uczniom w szkołach.
Więc czy Teoria Próżni Fizycznej jest prawdziwa? Nie wiem. Pamiętajmy jednak, że nauka nie jest nieomylna. Sam fakt istnienia rozbieżności między fizykami na temat wartości tej teorii świadczy, że należy przynajmniej choć pobieżnie zapoznać się z jej założeniami. Tym bardziej że pozwala ona wyjaśnić wiele zjawisk paranormalnych, „zjawisk obserwowanych eksperymentalnie”, a co więcej – Szypow oferuje technologie oparte na podstawach jego teorii, co jakby udowadnia jej prawdziwość.
Sprawy te są niezwykle interesujące i w serii artykułów w Gm omówię efekty prac Szypowa od strony praktycznej, m.in. generatory pól torsyjnych, promieniowanie kształtów, mimikrę.

Gennadij Iwanowicz Szypow urodził się w 1938 roku. W 1967 r. ukończył Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. Łomonosowa ze specjalnością fizyka teoretyczna, a w 1972 podyplomowe studia na Uniwersytecie Przyjaźni Narodów im. Lumumby z tytułem Doktora Nauk Fizycznych i Matematycznych. Jest dyrektorem Centrum Fizyki Próżni, Członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk Naturalnych.

/ autor: Maciej Trojanowski

źródło: gwiazdy.com.pl /

/przygotowała: nika_blue /